Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
poniedziałek, 28 marca 2016
Fraszka o Helwecji, drabinie Wittgensteina i bieganiu na czterech łapach!

Agnieszka kijak - Fraszkowanie i Bieganie

Zapraszam do lektury wielkanocnego wywiadu. Dziś moim gościem jest Agnieszka Kijak – filozofka, polonistka, nauczycielka szkolna i akademicka, blogerka i biegaczka. Rozmawiamy o sekretach Szwajcarii, różnych obliczach filozofii Wittgensteina, naukowym badaniu aktywności klubów biegowych oraz o psich kompanach sportowej pasji. Zachęcam także do lektury blogerskich wpisów o Fraszkowaniu i Bieganiu.

W trakcie Twojego pobyty w Helwecji miałaś okazję poznać wiele szwajcarskich miast. Które z nich poleciłabyś odwiedzić w pierwszej kolejności? Moim prywatnym faworytem jest Berno. Czy mogłabyś także wymienić trzy zalety Szwajcarii, za które można ją uwielbiać oraz trzy wady, za które można ją znienawidzić?

Szwajcaria to kraj fantastyczny i fascynujący. Bardzo dziękuję za to pytanie, bo dzięki niemu mogę na chwilę przypomnieć sobie miesiące, kiedy tam mieszkałam. Rzeczywiście zwiedziłam wiele miast. Trudno mi wybrać jedno. Każde, które wybrałam, ma coś w sobie: Lucerna z drewnianym mostem o długości 204 metrów (najstarszym w Europie) czy Genewa z Jet d'eau, czyli fontanną, której strumień wody osiąga wysokość 140 m. Pozostając przy wielkościach geograficznych, to chciałabym podać długość ulicy Bahnhofstrasse, ale niestety nie przypomnę sobie. Pamiętam jednak doskonale, że wystarczyło przejść się nią, żeby zobaczyć najważniejsze zabytki, ponieważ prowadzi od dworca kolejowego (jak wskazuje nazwa) aż do Jeziora Zuryskiego, nad którym miasto jest położone, czyli na pewno była bardzo długa. Pamiętam też świetny musical, grany w jednym z tamtejszych teatrów. Zachwyciły mnie także Lugano i Bellinzona położone we włoskojęzycznej części i w ogóle cały kanton Ticino, w którym można było poczuć się prawie jak we Włoszech. Dużo czasu spędziłam w Bazylei słynącej z wielu atrakcji dla dzieci, m.in. zoo i muzeum zabawek (w tym drugim sama spędziłam cały dzień). A Berno? Oczywiście. Jak mogłabym nie podziwiać Berna? Za słowami poematu Juliusza Słowackiego często podążałam nad rzekę Aar by kontemplować i… zajadać się Toblerone… Zatem to już jedna z trzech rzeczy, za które kocham Szwajcarię – czekolada. Wbrew temu, co mówią niektórzy, wcale nie jest za słodka. Jak zresztą czekolada może być za słodka? Druga to język szwajcarski – w każdej odmianie: niemieckiej, francuskiej, włoskiej czy retoromańskiej, a przede wszystkim to, że pomimo wielu języków, Szwajcarzy potrafią się ze sobą porozumieć. Trzecia rzecz to szwajcarskie góry, o których nie wspomniałam wcześniej – widok z Zermattu na Maternhorn jest niesamowity. A rzeczy, za które można Szwajcarię znienawidzić? Na pewno za to, że wszyscy są życzliwi i z uśmiechem mówią „Grüezi” („Dzień dobry” w kantonie Basel). (śmiech) Już wyjaśniam, co mam na myśli. Otóż wszyscy Szwajcarzy w bankach, urzędach są bardzo życzliwi, ale z tą uprzejmością i uśmiechem odmawiają tego, o co się prosi i nic na to nie można poradzić. Drugi minus dla Polaków to oczywiście ceny. A trzecia wada? Nie wiem, może to, że ta Szwajcaria taka mała…

Jakie wyzwania czekają na osoby studiujące w Szwajcarii? Trzeba się przygotować na ciągłe zakuwanie w bibliotekach, czy raczej na permanentną imprezę na śnieżnych stokach? Czy szwajcarski uniwersytet różni się bardzo od polskiego? Z czym Szwajcarom kojarzy się Polska?

O tych wyzwaniach wspomniałam już trochę w odpowiedzi na poprzednie pytanie. Jeśli chodzi o studiowanie, to trudno mi się wypowiadać, ponieważ studiowałam tam w ramach wymiany międzynarodowej, a wiadomo, że to nieco inaczej wygląda. W porównaniu do innych krajów, to – z tego, co słyszałam – Szwajcarzy życzliwie przyjmują zagranicznych studentów. Ale o tej życzliwości też już opowiadałam. Władze uczelni, która mnie przyjmowała, zadbały o to, by studentom z innych krajów nie zabrakło rozrywek: ani naukowych, ani innych. Przed rozpoczęciem semestru zorganizowano bezpłatny dwutygodniowy kurs języka niemieckiego. W trakcie roku akademickiego też można było uczestniczyć w takich szkoleniach, także z języka angielskiego, a dla chętnych szwajcarskiego. Wspominam o tym, bo zajęcia te prowadzone były na wysokim poziomie merytorycznym (poziom oczywiście dostosowany do umiejętności studentów). Można było wybrać kurs konwersacyjny, gramatyczny, a nawet specjalistyczne zajęcia z pisania prac naukowych w wybranym języku. Z atrakcji pozaszkolnych, to oczywiście różnego rodzaju imprezy powitalne, integracyjne, a także wycieczki. Myślę, że wyzwaniem może być załatwienie spraw organizacyjnych. Ja sama miałam duże problemy z rezygnacją z akademika, który wcześniej zarezerwowałam. Nie mogłam też kupić biletu studenckiego bez legitymacji, chociaż w bazie pracowników kolei widniałam jako studentka (w Szwajcarii nie ma ochrony danych osobowych). Nieporozumienia mogą też wynikać z braku znajomości języka, no i tego, że Szwajcarzy – pomimo życzliwości – mają jednak obawy w stosunku do osób, które przyjeżdżają do ich kraju. Dużo łatwiej jest sobie poradzić, jeśli ma się tam kogoś, kto mieszka tam już dłużej.

Przejdźmy do filozofii Wittgensteina, którą badałaś w trakcie przygotowywania pracy magisterskiej. Wiemy, że nie ma jednego Wittgensteina. Jest Wittgenstein Traktatu oraz Wittgenstein Dociekań. Dziś afirmuje się głównie późną filozofię Wittgensteina. Czy rzeczywiście myśli zawarte w Traktacie skazane są na odrzucenie i nie da się ich ocalić?

Rzeczywiście, ja przyjmuję, jak sam autor na końcu Traktatu, że tę drabinę – wykorzystaną do wspięcia się na górę – po osiągnięciu celu należy odrzucić. Co do samego podziału na Wittgensteina wczesnego i późnego, o którym wspominasz, to rzeczywiście jest on wiadomy. Tylko dla kogo? Oczywiście dla nas. Na pewno też dla innych historyków filozofii a może filozofów? Dla tych drugich chyba niekoniecznie. Przecież nie trzeba znać historii filozofii, żeby być filozofem. Pewnie się trochę narażę, ale w sumie nie mam komu, bo ostatnio raczej zdystansowałam się od środowiska filozoficznego. Może właśnie o to chodziło Wittgensteinowi? Celem moich badań nie było zgłębienie filozofii autora Traktatu i Dociekań, lecz wydobycie z niej informacji, czym jest filozofia w ogóle. Nie ta jego – wczesnego czy późnego, lecz filozofia i jej rola we współczesnym świecie. Studentów na Wydziale Nauk Społecznych pewnie nie trzeba o tym opowiadać. Ale w mojej pracy dydaktycznej, każde zajęcia trzeba rozpocząć od odpowiedzi na pytanie po co i komu potrzebna jest filozofia.

Niedawno rozpoczęłaś przygodę z blogowaniem o szeroko rozumianej pasji biegania. Analizujesz specyficzny język, którym posługują się osoby uprawiające ten sport. Czy wraz z językiem zaczyna wytwarzać się specyficzna tożsamość wspólnoty biegaczy? Czy w waszej wspólnocie istnieją podziały na różnego rodzaju frakcje lub stronnictwa, które ową tożsamość postrzegają na odmienne sposoby?

Temat rzeka, ponieważ ostatnio dostrzegam coraz więcej aspektów związanych z bieganiem do przebadania. Znajduje to swój wyraz zarówno na blogu, jak i w artykułach naukowych. Kwestie związane z językiem grupy środowiskowej biegaczy (inaczej socjolektem) przedstawiam raczej w drugiego typu źródłach. Tożsamość oczywiście się wytwarza. Jest to ściśle związane z pojawieniem się socjolektu. Chociaż większość biegaczy z jednego i drugiego nie zdaje sobie sprawy. Silne poczucie wspólnoty wyraża się tym, że osoby trenujące bieganie czują się związane z innymi, nawet jeśli się osobiście nie znają. Elementem wspólnym jest łącząca je pasja. Biegacze bez względu na wiek, zwykle zwracają się do siebie na ty. Również bez znaczenia jest to, w jakim tempie ktoś biega oraz ile kilometrów pokonuje w tygodniu czy miesiącu, kiedy spotyka się na trasie inną biegnącą osobę. Wtedy dobrym zwyczajem jest powiedzenie jej cześć, pomachanie albo wykonanie innego życzliwego gestu. Mogłabym podać oczywiście jeszcze więcej przykładów takich pozytywnych zachowań. Biegacze oczywiście należą do różnych grup i klubów biegowych, jednak ich silne poczucie wspólnoty z wszystkimi uprawiającymi ten sport wiąże się z atmosferą radości i życzliwości.

W bieganiu towarzyszy ci Fraszka, która jest chyba jeszcze szczeniakiem. Jak znosi trudy cotygodniowego biegania? Przypuszczam, że z gepardem u boku nikt jeszcze w Polsce nie biega, ale czy oprócz psów pojawiają się na naszych trasach biegowych jakieś inne zwierzęta towarzyszące?

Rzeczywiście Fraszka zaczęła ze mną biegać zanim ukończyła rok. Wiele osób przestrzegało, że jest jeszcze za młoda, ale jak tu można było jej zabronić? Teraz ma już prawie dwa lata i nadal chętnie towarzyszy mi zarówno podczas treningów, jak i zawodów. Takiej więzi, jaka się wytwarza między człowiekiem a zwierzęciem podczas tego typu aktywności nie zrozumie nikt, kto nigdy nie miał psa. A nawet jeśli miał, to nie zrozumie, jeśli nigdy z nim nie uprawiał żadnego sportu: nie biegał czy nie uczył różnych sztuczek. Jako dowód można podać, jak różne psy towarzyszą swoim opiekunom podczas zawodów. Wydawałoby się, że york czy maltańczyk nie jest w stanie przebiec 5 kilometrów. A jednak to robi. Dlatego, że lubi biegać? Być może. Jednak dużo bardziej prawdopodobne jest, że sprawia mu radość wspólna aktywność z człowiekiem, że widzi, że temu „jego człowiekowi” to sprawia radość. Razem tworzą drużynę. Myślę, że ta rozmaitość psich ras na trasach biegowych na razie wystarczy. A jak to dalej się potoczy, zobaczymy…

Na zakończenie moja muzyczna dedykacja: Placebo - Running Up That Hill.

Poniżej: zaproszenie na spacer po starym mieście Berna.

10:21, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 lutego 2016
W poszukiwaniu imperium Czyngis-chana

Mongolia Ułan bator

Dziś zapraszam do lektury nowego wywiadu z Adamem Dohnalem (doktorantem Instytutu Wschodniego UAM, współpracownikiem Centrum Znanieckiego i redaktorem naczelnym studenckiego periodyku „Spojrzenie na Wschód”), który przebywa na stażu naukowym w mongolskiej stolicy Ułan Bator.

Od ponad miesiąca mieszkasz w Ułan Bator, w zimie panuje tam bardzo srogi klimat. Jaka była Twoja strategia przetrwania w tych ciężkich warunkach? Co ciebie urzekło w tym mieście, a za co mógłbyś je znienawidzić?

Faktycznie panujące w Mongolii warunki klimatyczne bardzo mocno różnią się od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni, roczna amplituda temperatur osiąga tu często 80 stopni Celsjusza. Jednakże ze względu na bardzo niską wilgotność powietrza oraz położenie nad poziomem morza skrajnie niskie temperatury nie są wcale tak mocno odczuwalne jak w Polsce. Paradoksalnie powiedziałbym, że trudniej jest znieść kilkustopniową temperaturę poniżej zera w Warszawie, niż minus 30 na pustyni Gobi. Pomimo tego mongolski klimat jest jednak bardzo ciężki, widać to szczególnie po twarzach Mongołów. W Ułan Bator po pewnym czasie z łatwością można rozpoznać kto urodził się w mieście, a kto dopiero do niego przybył jak nastolatek. Upalne lata i srogie zimy pozostawiają swoje dotkliwe ślady na twarzach mieszkańców tego kraju. Klimat bezpośrednio wiąże się z jednym z najbardziej uciążliwych aspektów mieszkaniem w Ułan Bator. W zimie stolica Mongolii zasnuta jest prawie cały czas gęstym smogiem, zdarzają się dni kiedy nie widać budynków znajdujących się zaledwie 100 metrów dalej. Przez pierwsze trzy dni mojego pobytu w mieście nie zorientowałem się, że na południu miasta są góry. Dopiero po prawie tygodniu mogłem zobaczyć w miarę pełną panoramę miasta. W północnej części miasta znajduje się dzielnica jurt, zamieszkana przez nowoprzybyłych do miasta mieszkańców prowincji, którzy porzucili koczowniczy tryb życia na rzecz wygód oferowanych przez życie w mieście. Mieszkańcy tego rejonu stolicy ogrzewają swoje domostwa za pomocą prostych piecy węglowych, to w połączeniu z niezwykle niską wilgotnością i ukształtowaniem terenu owocuje szarą chmurą pyłu unoszącą się nad miastem od września do kwietnia. Dodatkowym problemem jest również elektrownia węglowa dostarczająca prądu całemu miastu, ziemia wokół niej jest wręcz czarna od węglowego kurzu.

Jeśli chodzi o pozytywne wrażenia z Ułan Bator, to jest to stosunkowo małe i kameralne miasto, proste w nawigacji, wszędzie można dojść pieszo w ciągu maksymalnie jednej godziny. System transportu miejskiego (autobusy i trolejbusy) są tanie (bilet autobusowy 500 tugrików, bilet trolejbusowy 300), a ich trasy proste do zrozumienia nawet bez jakiejkolwiek znajomości języka. Jednakże pomimo prostej konstrukcji miasto jest strasznie zakorkowane. Dużym plusem jest także możliwość spróbowania kuchni z każdego zakątka Azji, jest tu bardzo dużo restauracji koreańskich, chińskich, japońskich i indyjskich. Natomiast kuchnia mongolska jest smaczna, ale bardzo prosta i mało urozmaicona.

Nie możemy rozmawiać o Mongolii bez poruszenia tematyki związanej z postacią Temudżyna (Czyngis-chana). Czy jest on nadal bohaterem narodowym Mongolii? Czy też mongolskie środowiska naukowe podejmują się prób krytycznego rozliczenia z jego imperialną spuścizną? A może nikt już o nim nie pamięta i wszyscy czczą teraz naszego Bilguuna?

Tak, Czyngis-chan jest bardzo ważną postacią dla tożsamości nowoczesnej Mongolii, nie jest to jedna kult. Pełniona przez niego rola podobna jest do roli jaką pełnią Mieszko I, Bolesław Chrobry lub Lincoln w Stanach Zjednoczonych. Jest on ojcem/reformatorem narodu, który obecny jest na banknotach, banderolach wódki czy też pomnikach, jego imię noszą ulice i hotele. Czyngis-chan jest jednak postacią z odległej przeszłości, dlatego jego imperialna spuścizna nie wywołuje krytycznych sporów, tak samo nie ocenia się zazwyczaj imperializmu Cezara, Aleksandra Wielkiego, egipskich faraonów lub władców Mezopotamii. W dzisiejszych czasach trwa raczej spór o to kto jest prawdziwym spadkobiercą imperium Temudżyna, bowiem Chińczycy, Mongołowie, mieszkańcy Azji Środkowej, ale także Buriaci, walczą o to by zostać uznanymi za prawdziwych spadkobierców jego imperium. Mieszkańcy Azji nie wydają się specjalnie zainteresowani zachodnią kulturą wstydu i dekonstrukcji mitów. Imperium jest powodem do dumy, a podboje Temudżyna są postrzegane jako przykład siły azjatyckich ludów, które pokazują że są w stanie pokonać każdego wroga, nawet europejskiego. Co do naszego lokalnego celebryty, to nikt o nim nie słyszał.

Po przejrzeniu twojej dokumentacji fotograficznej stwierdzam, że nie jest łatwo zakwalifikować Mongolię pod względem przynależności cywilizacyjnej. Tkanka miejska mongolskiej stolicy jest bardzo zróżnicowana, gdyż składają się na nią postsowieckie blokowiska, dalekowschodnia architektura świątynna, tradycyjne jurty oraz nowoczesne drapacze chmur. Interesujący jest także język. Nie jest to rosyjski, ale mieszkańcy Mongolii posługują się zmodyfikowaną wersją cyrylicy. Ciekawie przedstawia się także religijne zróżnicowanie Mongolii. Czy szamanizm nadal jest tam popularny?

Mongolia to faktycznie ciekawa mieszanka kultury azjatyckiej, europejskiej i postsowieckiej. W starej zbudowanej przez komunistów operze można zobaczyć awangardową interpretację Romea i Juli, a także operę o życiu Buddy zrealizowaną w europejskim stylu. Dominującym systemem wierzeń na terenie Mongolii jest buddyzm, który jest najbardziej zbliżony do buddyzmu tybetańskiego, który sam w sobie zawiera wiele elementów wierzeń przedbuddyjskich. Najlepszym przykładem tego są wszechobecne flagi modlitewne, które można napotkać na prawie każdym wzniesieniu i wielu płotach. Poza tym szamanizm ma się także całkiem dobrze i nadal jest w Mongolii spotykany. Na tzw. „czarnym rynku” (największe targowisko w kraju) jest nawet specjalna sekcja dla szamanów, gdzie można nabyć amulety, nogi sokołów, rozgwiazdy i inne podobne artefakty. Nawet w samym Ułan Bator jest sporo ludzi parających się tym zajęciem, zwłaszcza we wspomnianych wcześniej północnych dzielnicach miasta. Część szamanów znajduje się w konflikcie z mnichami buddyjskimi, gdyż uważają oni że buddyzm nie jest prawdziwą religią Mongolii i jest on sztucznie promowany przez państwo. Cześć szamanów otworzyła się też na zachodni rynek ezoteryków i zwolenników duchowości typu New Age, z wielką chęcią przyjmują zachodnie delegacje i legitymizują ich działalności. Pojawiła się też pewna próba skonsolidowania szamanizmu i utworzenia nowego ruch religijnego zwanego tengryzmem, który miałaby być odtworzeniem dawnego kultu nieba, ponoć praktykowanego na terenie Mongolii. Ruch ten nie zyskał wielkiej popularności i raczej stanowi pewną wariację na temat neopoganizmu lub też New Age, niż autentyczne odrodzenie pradawnej religii.

Prowadziłeś badania także na pustyni Gobi. Załapałeś się nawet na uroczystości świętowania nadejścia Roku Małpy. Jak w Mongolii obchodzi się to święto i jak ludzie radzą sobie z trudami życia na pustyni?

Uroczystości nowego roku są bardzo podobne do tych spotykanych w Chinach, to bardzo rodzinne święto podczas którego podróżuje się by odwiedzić rodzinę, wręcza się prezenty (pieniądze i drobne podarki) oraz poznaje się dalszych krewnych. Obchody trwają długo (około tygodnia) i zaczynają się jeden dzień przed nowym rokiem. Na kilka dni przed rozpoczęciem roku rodziny przygotowują ofiarę/ołtarzyk z ciastek, tłuszczu i słodkości oraz drugi z mięsa. Odwiedzający muszą (oprócz wypicia toastu z wódki i sfermentowanego mleka wielbłąda/konia) zjeść coś z obu ołtarzyków. Ołtarzyki przygotowywane są dla lokalnej bogini domowego ogniska, mają one pokazać że gospodarze są zaradni i dbają o swoje rodziny. Ołtarzyki ofiarne przeznaczone są tylko dla przybywających gości, a domownicy mogą z nich korzystać dopiero po zakończeniu świątecznych obchodów. Pierwszego dnia nowego roku każdy musi także wykonać szereg czynności (np. dokonać rytualnego obchodu domu) związanych z własnym znakiem chińskiego zodiaku, dotyczy to przede wszystkim ludzi, których znak zodiaku pokrywa się ze znakiem któremu poświęcony jest dany rok.

Czy w trakcie twoich badań natrafiłeś na jakieś ślady polskości? Czy ludzie w Mongolii mają jakieś skojarzenia dotyczące Polski? Może pamiętają legendarną wizytę Ferdynanda Ossendowskiego?

W Mongolii można znaleźć masę polskich towarów. Przede wszystkim żywność, słodycze, soki, konserwy oraz zeszyty. Ludzie kojarzą Polskę bardzo pozytywnie, wielu uczestników rewolucji demokratycznej studiowało w Polsce i bacznie przyglądało się działalności Solidarności (np. Bat-Erdenijn ,,Baabar,, Batbajar studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1973-1980). Polska postrzegana jest jako bogaty kraj Europy Zachodniej o wysokim poziomie życia i edukacji. Natomiast Ossendowski jest postacią nadal w Mongolii pamiętaną, natknąłem się na wspomnienie o nim w jednej z książek którą przeglądałem w uniwersyteckim archiwum. Generalnie dla Mongołów bardzo ważne są zachodnie postacie historyczne, które pisały o przedkomunistycznej Mongolii, takie jak Marco Polo (ma pomnik w centrum stolicy) lub Nicholas Roerich (zachowano dom w którym ponoć mieszkał). Szkoda tylko, że tak pozytywny obraz naszego kraju psują idiotyczne decyzje naszych polityków, którzy zlikwidowali polską ambasadę w Mongolii (w czasie w którym dowodziliśmy mongolskimi siłami w Afganistanie). Polskie władze zignorowały również zniesienie wiz dla polaków na początku 2015 roku, co zaowocowało nie przedłużeniem okresu bezwizowego.

Do obejrzenia namiastka interesującej dokumentacji fotograficznej (pojawia się tajemniczy mongolski Predator), a do posłuchania moja dedykacja muzyczna dla dzisiejszego gościa.

15:39, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 stycznia 2014
Kutcher vs Wahlberg na nowy rok

Miniony rok nie był dla mojego blogowania najlepszy. Zaliczyłem dwie długie przerwy w publikowaniu nowych wpisów. Łącznie będzie z 9 miesięcy czarnej dziury. Nieoczekiwanie w tym czasie niektóre notki zdobyły sporą popularność, dlatego podają nową listę rankingową pięciu najpopularniejszych wpisów.

Pierwsze miejsce nadal okupuje wpis Iron Sky i popkulturowa estetyzacja nazizmu – 101 polubień na Facebooku. Na drugie miejsce w przebojowy sposób wskoczyła notka Lana Del Ray jest Carlem Schmittem popkultury! – 54 polubienia. Na trzecim miejscu kolejna nowości, którą jest wpis Szturm na Bibliotekę Aleksandryjską jako akt wyzwoleńczy – 36 polubień. Natomiast na miejscach czwartym i piątym znalazły się wpisy Abraham nie chciał zabić Izaaka oraz Lacanowska faza lustra – oba po 31 polubień.

Rozpoczynając nowy rok trzeba jak zwykle poszukać inspiracji do kolejnych miesięcy wytrwałej pracy. Proponuję wsłuchać się w słowa dwóch motywujących mów, którym warto poświecić chwilę uwagi. Pierwszą jest mowa Ashtona Kutchera z rozdania nagród Teen Choice Awards. Był taki okres, w którym amerykańska prawica oszalała na punkcie tego zaskakującego przemówienia. Glenn Beck rozpływał się  w zachwycie. Miał rację, bo mowa Kutchera to czysty Power!

Poniżej przedstawiam świetne zakończenie filmu Sztanga i Cash, w którym Mark Wahlberg wygłasza świetną mowę, która jest przy okazji bardzo dobrym ujęciem w pigułce idei „amerykańskiego snu”. Polecam na dobry początek roku.

22:20, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 grudnia 2013
No Kingdom Come Without...

Caspar David Friedrich

……Being Born Again.

Zakończyła się kolejna ważna podróż intelektualna. Czteroletnie zmagania z postmoderną dobiegły końca. Zwróciłem się ku niej w chwili jej zmierzchu, w chwili jej radykalnego odrzucenia, którego dokonali nawet jej niedawni sprzymierzeńcy. Skończyła się moda na postmodernizm, a rozpoczęła na neuronauki. Ponowoczesna myśl filozoficzna w chwili kryzysu zwróciła się ku niezbadanym obszarom teologii. W ten sposób postmoderna chciał raz jeszcze zreaktywować swoje idee i przedłużyć ich żywot. Z hybrydy Derridy i św. Pawła zrodziła się radykalno-hermeneutyczna teologia słabego Boga. Święta anarchia ponowoczesnej teologii chciała rzucić wyzwanie ortodoksji i zanurzyć chrześcijańską egzystencję w bojaźni i drżeniu życia pogrążonego w nieustannym flux i flow. Tradycyjne chrześcijaństwo przyjęło wyzwanie i odpowiedziało wzbudzającą drżenie Romancą o Ortodoksji. Dlatego żegnając się z postmoderną czas najwyższy zwrócić się ku sekretom myśli Chestertona.

Czas przerwać kolejny impas i wrócić to blogowania, gdyż ogrom arcyciekawych materiałów czeka na zaprezentowanie. W ramach drobnych upominków świątecznych polecam obejrzeć pełną wersję świetnego dokumentu Hating Breitbart, a tym którzy naprawdę nie mają już co ze sobą zrobić podsyłam mój najnowszy artykuł, który poświeciłem poezji Stanisława Koraba-Brzozowskiego – Spustoszona świątynia. Duchowość w literaturze dekadentyzmu.

22:28, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 lipca 2013
Time to Rise Again

Wschód słońca w mieście

Wreszcie wracam do blogowania po długiej, bardzo długiej przerwie, która spowodowana była konfrontacją z ogromem naukowych wyzwań. Można już przeczytać mój artykuł, który został opublikowany w prestiżowym Przeglądzie Filozoficznym. Pozytywnie zakończyła się także moja wyprawa do Genewy, w której wygłosiłem referat The Scandal of the Cross in Chesterton’s Romance of Orthodoxy. Trzy tygodnie temu obroniłem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu pracę podyplomową: Religia w świecie konsumpcyjnej kultury. Od religijnego marketingu do religii jako towaru. Jednakże najważniejszym wyzwaniem było przygotowanie rozprawy doktorskiej. Otrzymałem już pozytywne recenzje, a termin obrony został wyznaczony na 16 września.

Choć okres wakacyjny nie będzie dla mnie wolny od naukowej pracy, to jednak czas najwyższy nadrobić blogowe zaległości, a ciekawego materiału do opublikowania nie brakuje. Zaczynę od przedstawienia pełnej relacji z mojej podróży do Genewy, którą opublikuję w najbliższych dniach. Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych odwiedzin.

20:07, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 listopada 2012
200 tysięcy odwiedzin bloga!

Łukasz Czajka blog Polscy neokonserwatyści

Przy średniej dwa wpisy na miesiąc doczłapałem się jakoś do bariery 200 tysięcy odwiedzin mojego bloga. Choć w dalszym ciągu dużo brakuje do wyników blogerskich rekordzistów, to po tych wszystkich latach stwierdzam, że blog jest jednym z moich największych sukcesów i nie wyobrażam sobie już egzystowania bez niego.

Gorące podziękowania kieruję w kierunku wszystkich czytelniczek, a komentatorów przepraszam za częstą zwłokę w odpisywaniu na ich komentarze, ale jak każdy prawdziwy filozof jestem także wolnomyślicielem. Szczególne pozdrowienia dla czytelniczki/czytelnika z tajemniczej wysepki na Atlantyku.

Najczęściej komentowanym wpisem była notatka dotycząca Prometeusza (właśnie zabieram się za analizowanie wszystkich alternatywnych scen). Natomiast bezkonkurencyjnie najpopularniejszą notką jest wpis na temat filmu Iron Sky, który zdobył zawrotną liczbę 101 lików!

00:12, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 lipca 2012
Reaktywacja i nowy blogowy rekord

Bumelant filozoficzny

Tradycji stało się zadość i ponownie w okresie czerwcowym blog zaliczył kolizję z czarną dziurą końcówki roku akademickiego. Całe szczęście, że wszyscy studenci zostali skutecznie przeegzaminowani z meandrów greckiego „odczarowania świata”, starcia gnostyków z apokaliptykami i hardcorów scholastycznej metafizyki. Z racji długiego milczenia muszę teraz zdementować kilka plotek, które fałszywie starają się dociec powodów tego nagłego zamilknięcia:

1) nie zostałem uprowadzony przez grupę bezpruderyjnych Amazonek;

2) nie mam nic wspólnego z ciążą Shakiry;

3) nie przygotowywałem obalenia kierownictwa PZPNu:

4) nie jestem grasującym seryjnym samobójcą;

5) nie zmieniłem płci, więc nie jestem Natalią Siwiec.

Kilka dni temu dokonałem zaskakującego odkrycia. W tej chwili najpopularniejszym wpisem na blogu jest recenzja filmu Iron Sky, która zdobyła 101 like’ów!!! O czym to świadczy?

Prawdziwy powód długiego milczenia podaje poniższy utwór z najnowszej płyty Linkin Park.

14:52, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2011
Długi marsz Neocons - 150 000 odwiedzin bloga

Łukaasz Czajka neokonserwatyzm

Przy skandalicznie niskie częstotliwości publikowania nowych wpisów doczłapałem się jakoś do 150000 tysięcy odwiedzin mojego bloga. Z tej okazji garść statystyki 4 najpopularniejsze wpisy to: 1. Lacanowska faza lustra, 2. Filozoficzna lista Breivika, 3. Nietzsche – Prorok lewicy czy prawicy, 4. Baudelaire/House – Przełamując paradygmat dekadentyzmu.

Wkrótce uruchomię swojego twittera, na którym będą się pojawiać komentarze do bieżącej polityki, których brakuje na blogu. Będzie nowa kategoria tematyczna. W przygotowaniu jest seria krótkich wywiadów z nieprzeciętnymi osobowościami. Będzie wywiad z autorką dzisiejszego blogowego zdjęcia, będzie relacja z Gruzji i zanurzenie w świat historii i inteligentnej literatury przygodowej. W najbliższym czasie powinny się pojawić wpisy o: kontrrewolucji w samym sercu feminizmu, homocons w Tea Party, Grossie i spuściźnie dekonstrukcji, kolejnych zboczonych dowcipach z repertuaru Žižka , Joannie D’arc jako wojowniczce, świętej i heretyczce, teologii filmu Czarny łabędź, tajemnicach biblioteki Hitlera, kuriozach historycznych i współczesnych utopijnych socjalistów, Jezusie widzianym oczyma ortodoksa, rewolucjonisty i postmodernisty, ks. Natanku i walce z wróżbitą Maciejem i wyznawcami nergalizmu oraz konfrontacji Camus vs Sartre.

Jako świąteczny utwór proponuje Two Steps From Hell - Heart of Courage.

22:53, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Komentarze (3) »
wtorek, 05 lipca 2011
I am in LOVE with Jedediah Bila!!!!!

Jedediah Bila

Co tu dużo komentowac. This is Love.

16:38, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
Dla Foxa Muldera na nowy początek

Gillian Anderson

The Truth is Out There

Stało się 4 lipca po latach dzielnej walki Fox Mulder padł ofiarą „wzięcia’ (abduction). Jego archiwum X zostało poddane ścisłej kwarantannie przez tajemniczego „Palacza”. Powodem stało się zrelacjonowanie na blogu internetowej nawalanki pomiędzy przedstawicielami marsjańskiego pisma Nigdy więcej i zwolennikami magazynu Phalanx reprezentującego mroczną stronę księżyca. Gdzie dwóch się bije tam trzeciego ścinają. Oby Fox odzyskał dostęp do swojego archiwum by mógł zapisać i zachować swoją twórczość intelektualną dla przyszły pokoleń. Tymczasem Fox choć „uprowadzony” to nadal nadaje już na nowym Blogu, na którym znów będzie kozaczył i balansował na granicy poprawności politycznej.

Na nowy początek niech ognistowłosa piękność rozwieje wszystkie troski Foxa (choć nie wiem czy jego lefebrystyczna antymodernistyczna przysięga dopuszcza takie ziemskie rozkosze, ale może jakaś dyspensa załatwi sprawę).

Zastanawiając się nad muzyczną dedykacją wpierw do głowy przyszedł mi utwór Typ Niepokorny – Stachursky'ego. Jednakże padające w tym utworze słowa: „i choć czas mocno mnie posuwa” uznałem za niewystarczająco doniosłe. Dlatego dedykuje utwór – For the Fallen.

Update: Blog został juz odblokowany.

14:50, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Proust pyta, Łukasz Czajka odpowiada.

Łukasz Czajka

Poniżej przedstawiam zmodyfikowany kwestionariusz Prousta. Zrezygnowałem z kilku nudnych pytań o ulubiony kolor lub męskie imiona, kilka pytań było na zbyt zaawansowanym poziomie jak na możliwości przerobowe mojego umysłu, dlatego też odpadły – ostatecznie jestem wolno-myślicielem. Kilka tematów dodałem sam. W pytaniach o ulubionych bohaterów historycznych, poetów, filozofów, książki itp. Ograniczam się do minimum, gdyż w każdym takim przypadku musiałbym sformułować całe litanie. Oryginalny kwestionariusz Prousta do przeczytania w Vanity Fair – wypełnia Hitch.

1) Kim chciałeś zostać w dzieciństwie?

Początkowo przyrodnikiem, później japonistą, zostałem raczkującym pracownikiem naukowym uniwersytetu ale może jeszcze zostanę polskim Hugh Hefnerem, tylko pidżamę będę miał lepszą.

2) Twoje ulubione zajęcie.

Spacer ku światłom budzącego się miasta.

3) Twoje największe osiągnięcie?

"Osiągnięcia są i przemijają, tylko porażki zostają z nami na zawsze".

4) Twoja ulubiona cnota?

Mądrość.

5) Ulubiony fikcyjny bohater?

Gregory House, Werter, Valmont, Kira Light

6) Ulubiony bohater historyczny?

Robespierre.

7) Ulubiona bohaterka historyczna?

Zdecydowanie Amazonki i Furie choć to raczej bohaterki mitologiczne, lecz w każdym micie jest element rzeczywistej prawdy historycznej.

8) Ulubiona bohaterka fikcyjna?

Róża z Małego Księcia, archetyp wszystkich femme fatale.

9) Ulubiony malarz?

Jacques-Louis David za Śmierci Marata, Caspar David Friedrich za Dwóch mężczyzn kontemplujących księżyc oraz Edvard Munch za Zazdrość.

10) Ulubiony artysta muzyczny?

Hans Zimmer, Harry Gregson Williams, Linkin Park, Avril Lavigne i …..Bret Michaels ale nie za jego muzykę lecz za program w MTV.

11) Twoja największa wada?

Skłonnośc do melancholicznego marazmu.

12) Najważniejsi poeci/literaci?

Baudelaire, Stanisław Korab Brzozowski, Witkacy, Paul Celan.

13) Czego nie lubisz?

Przegiętej ilości alkoholu. Zwłaszcza w dłoniach kobiet, co nie oznacza, iż mężczyznom więcej wolno, lecz czego można sie spodziewac po takich troglodytach.

14) Jakich postaci historycznych lub współczesnych najbardziej nie lubisz?

Saddam Husjan, Palikot.

15) Najważniejsze militarne zwycięstwo?

Historyczne Bitwa Warszawska, fikcyjne Bitwa o Hot z Gwiezdnych Wojen.

16) Najlepsze anime?

Death Note, X, Code Geass, Hellsing, Kapitan Tsubasa, Dragon Ball.

17) Najlepsze gry komputerowe?

Tekken, Metal Gear Solid, Vib Ribbon, Loco Roco, Patapon, Limbo.

18) Twoi filozoficzni wrogowie?

Radykalni postmoderniści.

19) Twoi intelektualni sprzymierzeńcy?

Sokrates, Leo Strauss, Kant, Karl Lowith Richard Wolin, Christopher Norris, francuscy Nowi Filozofowie, Christopher Hitchens, Dinesh D’souza.

20) Jaki dar super bohatera chciałbyś posiadać?

Zdecydowanie jakiś rentgen w oczach, oczywiście tylko do zbożnych celów?

21) Twoje ulubione żeńskie imiona?

Drapieżna Tygrysic i Nienasycona Modliszka.

22) Jak chciałbyś umrzeć?

Nie wiem, ale Bret Michaels odpowiedział, iż by odejść w rockowym stylu wystarczy gitara i bandanka, przez niedopatrzenie zapomniał o kilku tancerkach.

23) Twoje ulubione motto/sentencja?

Kocham i nienawidzę – kto mi powie dlaczego.

24) Gdybyś miał stworzyc własny kalendarz Pirelli jakie muzy by się w nim znalazły?

1. Alżbeta Lenska, 2. Justyna Kowalczyk, 3. Magdalena Schejbal, 4. Audrey Hepburn, 5. Avril Lavigne, 6. Claire Forlani, 7. Liz Lee, 8. Lenka, 9. Jodhi May, 10. Ellen Page, 11. Willa Joanna Holland, 12.Megan Fox.

Poniżej ostatni juz jubileuszowy i świąteczny filmik, tym razem świetny utwór Victory.

14:31, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 sierpnia 2010
How to save the neocons – 100.000 odwiedzin.

neokonserwatyzm Łukasz czajka blog

Neocons, filozofia i kultura popularna, Baudelaire, Gregory House, dekadentyzm, Hitchens, Leo Strauss, Saga Zmierzch, George W. Bush, Linkin Park, Lagerfeld, Hellsing, Anime, Gaultier, Dinesh D’souza, Kołczak, Žižek , Andrew Klavan, Mroczny Rycerz, Nietzsche, Robespierre, Kaczyński, Eros i Tanatos, Lady Gaga, David Horowitz, Faust, Laibach, Waltz with Bashir, Stanisłwa Korab Brzozowski, Fight Club, Paul Celan, Warhol, Metal Gear Solid, Rightwing v.s Leftwing War….. oto internetowy świat który udało się stworzyć.

Dziś mały jubileusz, blog przekroczył skromną liczbę 100.000 odwiedzin. Choć początkowo miał się skupiać głównie na polityce to jednak szybko przekształcił się w stronę podejmującą tematy szeroko rozumianej krytyki kultury. I choć może zrobiło się w formie nieco postmodernistycznie to taki profil zostanie utrzymany, nadal będą się pojawiać teksty o filozofii, neokonserwatyzmie, kulturze popularnej i religii. Przez te dwa lata egzystowały koło siebie kultura popularna i klasyczna sztuka, sacrum i profanum. Choć poruszanych zagadnień było wiele pewne tematy zostały uprzywilejowane. Poniżej podaje 6 najważniejszych obszarów badawczych, których problematyka w sposób szczególny będzie w przyszłych publikacjach uwzględniana.

Neokonserwatyzm w teorii i praktyce. Od czasu zerwanie z prawym skrzydłem komunitarian, dla mnie osobiście neokonserwatyzm pozostaje najbardziej atrakcyjną doktryną polityczną. Choć w tej chwili pozostaje na obrzeżach światowej polityki, to wciąż pozostaje awangardą prawicowo-konserwatywnej ideologii.

Filozofia w świecie Pop Kultury. Jest to bardzo ważny element współczesnych społeczeństw, który zdominowany jest obecnie w dużym stopniu przez dyskurs lewicowy, głównie dlatego, iż prawica wybierając kult sztuki wysokiej zamknęła się w muzeach i oddała to pole bez walki. Dlatego nie odrzucając piękna i siły klasycznej sztuki musimy spojrzeć przyjaznym i afirmatywnym okiem na świat szeroko rozumianej kultury popularne (filmy komercyjne, literatura młodzieżowa, muzyka rozrywkowa, gry komputerowe, moda) i stworzyć konkurencję dla takich lewicowych hegemonów jak Žižek.

Filozoficzny Etos Dekadentyzmu, będzie nadal rozbudowywany a jego religijne i konserwatywne oblicze będzie nadal ujawniane. Oprócz Baudelaire’a pojawią się także, Rimbaud, Witkacy, Wojaczek, a nawet Bez dogmatu powieść Sienkiewicza o dekadentyzmie. Szczególne miejsce zajmie Stanisław Korab Brzozowski jako prawdziwie wielki, szlachetny i najwybitniejszy polski przedstawiciel tego intelektualnego nurtu.

Doktor House będzie rozkładany na czynniki pierwsze nie tylko dlatego, iż ten serial zawiera przeogromną ilość filozoficznych wątków, lecz także niejako w nawiązaniu do poprzedniego punktu dlatego, iż to właśnie w tym serialu nastąpiło wskrzeszenie prawdziwie szlachetnego bohatera dekadentyzmu rozumianego nie jako nihilizującego degenerata lecz jako wybitną i tragiczna jednostkę zmagającą się z fatum.

Christopher Hitchens i jego twórczość w każdym aspekcie staną się zarówno obiektem afirmacji jak i krytycznej oceny pewnych intelektualnych mielizn i wykolejeń. Cokolwiek przyniesie niepewna przyszłość miejsce dla Hitcha zawsze się znajdzie.

Robespierre i Rewolucja Francuska, będą tematem wielu wpisów nie tylko dlatego, iż pomiędzy robespierrystami a współczesnymi neocons można dostrzec pewne ideologiczne podobieństwa, lecz głównie po to by sprawdzić czy Robespierre ma rację wypowiadając słowa: „Cnota bez Terroru jest bezsilna, Terror bez Cnoty jest ślepy”.

Poniżej jako jubileuszowy teledysk obieram absolutna nowośc, premierowy klip z ostatnich godzin. Linki Park - The Catalyst z nadchodzącej płyty A Thousand Suns.

16:53, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 listopada 2009
Let's Rock!!!

Wędrowiec przed morzem mgły

Powyżej Caspar David Friedrich Wędrowiec przed morzem mgły.

W tym tygodniu świętuję 50.000 odwiedzin bloga. Oczywiście jak na skale światową żaden to imponujący wynik, jednakże jak na czysto prywatny blog jest to już pewne osiągnięcie. Przez ten cały okres byłem cytowany przez najróżniejsze portale i internetowe społeczności – Wikipedia, Salon24, portale gejowskie, fora ConservativePunk, Terry’ego Pratchetta oraz zwolenników tezy, iż Obama to antychryst. Mieszanka, iście wybuchowa. Tematyka wpisów wielokrotnie wykraczała poza sferę czysto polityczną. Ta tendencja bez wątpienia się utrzyma, gdyż jest zbyt wiele ważnych niepolitycznych spraw które muszą zostać opisane. Jednakże trzy tematy będą na pewno wiodły prym: neokonserwatyzm, dekadentyzm oraz filozofiia w kulturze popularnej. Dziękuje za wszystkie komentarze. Pozdrowienia dla wszystkich czytelników. W szczególności dla wszystkich wiernych Czytelniczek;-)

Jako utwór okolicznościowy wybrałem utwór Indestructible zespołu Exile. Tylko nie narzekać, iż to jakiś metroseksualny koreański pop, bo zbanuje. A co niby miałem tu umieścić Behemota;-p

18:44, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 października 2009
Wojny konsol i koń trojański porno-biznesu.

Wojna konsol

Z lektury tego wpisu wszyscy wyjdą porządnie wyświntuszeni.

Tak naprawdę nie chodzi wcale o wojnę konsol, lecz o odwieczny konflikt między awangardą konsol i reakcjonizmem pecetów. Komputer jako sprzęt do grania jest narzędziem dla troglodytów i już dawno powinien zostać zmarginalizowany do ostatniej twierdzy wirtualnego pasjansa. Był taki okres w historii wirtualnej rozrywki w którym z powodu plagi internetowego piractwa, czołowi producenci gier byli o krok od podjęcia decyzji o zaprzestaniu wydawania gier na pecety. Być może pececiarzy ocaliły akcje blokowania dostępu do Internetu w stylu antypirackiej polityki Sarkozy’ego. Niestety ostatnio można zaobserwować wzrost pecetowych profanacji, czyli konwersji hitów z konsol. Na blaszaku pojawił się nawet Street Fighter IV pierwsze mordobicie (nie licząc Guilty Gear) od mezozoicznych czasów Mortal Kombat IV. Ten gatunek gier umarł na pecetach śmiercią naturalną. Po co go wskrzeszać? Konsole nie zdemolowały jeszcze pecetów gdyż ich rynek jest podzielony na różne rywalizujące frakcje. Mamy konsole przenośne i stacjonarne. Na rynku tych ostatnich śmiertelny pojedynek prowadzą Playstation 3 i Xbox 360. Sega umarła wraz z konsola Dreamcast a Nintendo Wii jest konsolą dla freaków. Ok, ale co łączy wojnę konsol i plagę pornograficznych gier na rozpikselowane Atari? Szczerze, to pewnie niewiele. Choć możemy zauważyć, iż były potentat na rynku platform do wirtualnej rozrywki jakim była firma Atari dziś nie istnieje, gryząc piach od wielu lat. Jak na reputację firmy wpłynęła epidemia pornograficznych gierek dla prawdziwych dewiantów? W Stanach Zjednoczonych światy gier i polityki od dawna mają ze sobą na pieńku. Swego czasu wojnę GTA wypowiedział jeden z najbardziej zacnych senatorów Partii Demokratycznej Joe Liebermann. Mniejsza o to poniżej muszę przedstawić najzabawniejszy filmik na tym blogu. Jeśli jesteście rubasznymi podglądaczami o lubieżnym spojrzeniu, kosmatych myślach pełnych sprośnych dowcipów i żadna dewiacja nie jest dla was tajemnicą (czyli jesteście absolutnym przeciwieństwem autora tego wpisu) ten filmik został stworzony specjalnie dla was. Przed wami Angry Video Game Nerd przedstawia Atari Porn Games. Enjoy!

16:24, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
Jean Paul Gaultier – The Postmodern Fashion Play.

Jean paul Gaultier

I Bóg stworzył…..

Po klasycznym aseksualnym modernizmie Lagerfelda czas na queerową ponowoczesność Gaultiera. Większość jego awangardowej twórczości to doskonały przykład współczesnego brikolażu, składającego się z takich elementów jak staniki tutki, koronki i woalki dla mężczyzn, styl revival look i ubrania high-tech wykonywane z materiałów pochodzących z recyclingu. Wszystko to doprawione obciachowym kiczem, czyni z Gaultiera źródło nowatorskich inspiracji, które by przeniknąć do masowego odbiorcy mody musiałyby zostać „ucywilizowane”, gdyż w oryginalnej wersji są praktycznie nie do noszenia. Co najwyżej nadają się na koncerty Madonny lub jako kostiumy do alternatywnych filmów i przedstawień teatralnych. Jego najważniejszym osiągnięciem jest zaproponowanie specjalnie skrojonych męskich spódnic. Oczywiście mówimy tu o długich spódnicach do samych stóp a nie o różowych mini. Nie jest to może strój do przerzucania obornika w Wąchocku ale generalnie pomysł wart uwagi. Nie takie rzeczy już mężczyźni w historii nosili. W tym przypadku najważniejszym pytaniem jest oczywiście jak dobrać górną część garderoby do takiej spódnicy? Generalnie zaleca się coś w androgynicznym stylu unisex. Poniżej doskonały przykład manifestu gaultieryzmu.

15:21, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2