Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
poniedziałek, 07 września 2015
Święta anarchia - soundtrack do książki

Święta anarchia

Po miesiącach edytorskiej udręki powoli kończy się długa praca nad moją debiutancką książką. Premiera książki 15 września, będzie jej można poszukiwać na stronach Wydawnictwa Naukowego WNS UAM.

Dziś przedstawiam coś wyjątkowego. Specjalnie przygotowany soundtrack do książki!! Jeden utwór do każdego rozdziału (plus specjalna dedykacja muzyczna).

1. Mark Streitenfeld: Life (Prometheus Soundtrack) - Wprowadzenie do sekretów świętej anarchii tworzonej przez krzyż Jezusa i chore Platona.

2. Passion Pit: Swimming in The Flood - Wykuwanie się radykalnej hermeneutyki w sporach z Heideggerem, Gadamerem i Derridą oraz radykalno-hermeneutyczny flux i flow.

3. Hans Zimmer: Black Hawk Down Main Theme- Poetyka zobowiązania wobec bólu umęczonych ciał.

4. Beyonce: Ghost- Modlitwa do widma nieznanego Boga słabych i głupich w oczach tego świata.

5. Ryan Amon: Elysium- Mesjaniczność demokracji, która ciągle nadchodzi, ale nigdy nie nadejdzie.

6. Portal: Still Alive- Nauka stawia opór radykalnej hermeneutyce!

7. Spiritual Front: Jesus Died in Las Vegas - Przeciw „słabej teologii”: radykalny ateizm, romanca o ortodoksji i rewolucja towarzysza z Tarsu.

8. Two Steps From Hell: Forgotten September- Życzliwe imperium w świecie radykalnej demokracji.

9. The Glitch Mob: We Can Make The World Stop - Podsumowanie: koniec Projektu Postmodernizm i powrót do metafizyki?

Bonus Track:

10. One Direction: You and I - Otwarta dedykacja czekająca na wyjątkową osobę.

21:10, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 lutego 2015
Wywiad - W poszukiwaniu schronienia dla umęczonych nowoczesnością

 198560_1015424190757_4208_n

Czas na kolejny wpis z mojej serii mini wywiadów. Dziś moim gościem jest Maciej Szymkiewicz (Dante) – filozof poszukujący iskier wieczności w tym co skończone i przemijające, uczestnik wielu intelektualnych agonów oraz zapalony bibliofil. Zachęcam także to przeczytania rozmowy mojego gościa z Andrzejem Fiderkiewiczem oraz do zaglądania do najnowszej internetowej przystani dla Duszy Powstańca.

Rozpocznijmy od próby nakreślenia krótkiego podręcznika tradycyjnego życia. Czy tradycjonalista to osoba myśląca i starająca się żyć na sposób prenowożytny w nowoczesnym lub już nawet ponowoczesnym świecie? Jak wygląda świat życia tradycjonalisty? Jakie są jego lektury, codzienna kuchnia, style ubierania, rytuały i misteria?

Kluczowym słowem w tym pytaniu jest „podręcznik”. Człowiek Tradycji żył w pewnych wzorach, które po prostu miał dane. Dziś tak zwany tradycjonalizm to wybór pewnego lifestyle’u. Przy takim zaś wyborze dochodzi czasami do aktów mitologizacji i kreacji. Nie da się na 100% żyć tak jak nasi przodkowie. Rodzimowiercy nie składają ofiar z ludzi, nie słuchamy tylko muzyki dawnej, ale także wykonawców współczesnych. W dawnych czasach nie wszystko było dobre, a dziś nie wszystko jest złe. Osobiście podzielam zdanie tych, którzy jak Gómez i Jünger poszukiwali pewnej wiecznej esencji a nie starali się trzymać sztywno dawnych wzorów.

Czy Tolkien może zostać uznany za idola dla przynajmniej jakiejś części tradycjonalistów? Sądzę, że Tolkien może uchodzić za takiego prenowożytnego bohatera, który jednak potrafił zawładnąć duszami ludzi współczesności. Być może byłby to przejaw tlącej się nostalgii za tym prenowożytnym światem. Nie chcemy już w nim żyć, ale nadal lubimy za nim tęsknić.

Jung wyraził kiedyś przekonanie, że ludzie XX wieku na poziomie psychologicznym nie przyjęli jeszcze całościowo doświadczeń z dawnych wieków, więc zmieniająca się jak kalejdoskop nowoczesność jest dla nich sporym problemem. Tolkien i Inklingowie mieli wyjątkowy dar rozumienia starych opowieści. I to ich rozumienie pozwalało im tworzyć opowieści, które są schronieniem dla zmęczonych nowoczesnością ludzi.

Świat prenowożytny był też światem wojowników. Odbyłeś zasadniczą służbę wojskową. Czy było to dla Ciebie doświadczenie przekształcające w jakiś sposób Twoje dalsze życie. Czy w trakcie Twojej służby zadbano by oprócz kształcenia z zakresu wojskowego rzemiosła, budować także etos wojownika?

Nowoczesna armia, obrazowo to ujmując, potrzebuje zarówno wojowników jak i biurokratów. Ja niestety trafiłem do tej drugiej części. Stąd raczej moja odpowiedź musi być negatywna. Poznałem tę stronę nowoczesnej armii, która nie jest wojownicza i która jak najbardziej jest częścią nowoczesności. A oprócz tego poznałem elementy systemowej niewydolności Polskich Sił Zbrojnych.

W Twojej aktywności internetowej napotykam często powracający motywy wilka. Co wyróżnia wilki spośród innych zwierząt? Dlaczego wilk a nie panda? Samotny wilk czy raczej wataha wilków?

Co dla mnie wyróżnia wilki spośród innych zwierząt? Nie potrafię tego do końca zracjonalizować. Wilk jest takim moim totemem, który pozwala mi dotrzeć do pewnych moich pokładów psyche, a może nawet jeszcze dalej. Zarówno wataha jak i samotny wilk są dla mnie ważne. To po prostu inne aspekty Rzeczywistości. A pandy też lubię. Jak w końcu zagram w World of Warcraft to na pewno wybiorę pandarena.

Na koniec chciałbym zapytać o twoje wspomnienia z okresu studiowania filozofii. Co było obiektem Twoich badań podczas przygotowywania pracy magisterskiej? Być może masz listę zapomnianych filozoficznych dzieł, które warto przypomnieć współczesnym poszukiwaczom mądrości oraz listę przereklamowanych mącicieli w zagubionych głowach?

W czasie pisania pracy magisterskiej zajmowałem się żydowskimi korzeniami chrześcijaństwa. Dziś jestem niezadowolony z tego jak tę pracę napisałem. Zwłaszcza teraz po zapoznaniu się z myślą Erika Petersona napisałbym ją inaczej. Indeksu Ksiąg Zakazanych lub Nakazanych nie chciałbym tworzyć. W czasie studiów zarówno "oświeceni" jak i "prawi" wykładowcy krytykowali postmodernizm. Sam tą krytyką przesiąkłem. Po latach się przekonałem, że ten cały postmodernizm nie był wcale taki bardzo zły. Chociaż jedną radę pozwolę sobie dać. Filozofów polskich traktowało się trochę po macoszemu, choć był odrębny przedmiot poświęcony rodzimym myślicielom. Więc moja rada: czytajcie Zdziechowskiego.

Dedykacja muzyczna dla mojego gościa – Lana Del Rey – Dark Paradise.

18:50, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 stycznia 2015
Wywiad - Powrót do Grecji i średniowiecza

Filozofia radio afera

Mea Culpa!

Znów wracam pod kolejnej dłuższej przerwie. Tym razem spowodowanej głównie pracami nad dokończeniem mojej pierwszej książki filozoficznej. Mam nadzieję, że za 3 miesiące książką będzie już mogła się ukazać. Co niestety oznacza, że prawdopodobnie w najbliższym czasie nowe wpisy nie będą się jeszcze pojawiać często, ale na 100 procent wrócę do stałego blogowania.

Wydaniem książki chcę zamknąć okres mojego zmagania się z radykalną hermeneutyką i postmodernizmem. Nie ukąsiły mnie uwodzicielskie frazy Derridy i Caputo, ale mam o nich dużo lepsze zdania niż 5 lat temu, gdy rozpoczynałem filozoficzną podróż ku tajemnicom platońsko-derridiańskiej chory. Wracam jednak do Leo Straussa, do porządkowania świata a nie jego poróżniania. Kończę też mój „bad romance” z ponowoczesnym chrześcijaństwem i oddaję się snuciu wzbudzającej drżenie romancy o ortodoksji. Wkraczam też na zupełnie mi nieznane obszary badawcze, gdyż przez najbliższe lata obiektem moich refleksji, nie tylko filozoficznych, będzie…. Wojna.

W wolnej chwili zapraszam do zapoznania się z moim radiowym debiutem, którym są dwa wywiady podzielone na 10 części. Rozmawiam w nich o życiu i śmierci Sokratesa, politycznych kontrowersjach dotyczących utopijnych wizji Platona, starożytnym i współczesnym gnostycyzmie, konflikcie scholastyki z mistyką, teodycei oraz myśli Pawła Włodkowica.

Kto ma już dosyć filozofowania, niech posłucha utworu, który zamykałby ścieżkę dźwiękową do mojej książki, gdyż zapowiada już nowe otwarcie wychodzące naprzeciw płynnej rzeczywistości.

22:50, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 kwietnia 2014
O wyzwalaniu Filozofii i Erosie, który gdzieś się zagubił

Yukon Jack

Dziś drugi wywiad z kolejnym przedstawicielem młodego pokolenia poznańskiej inteligencji. Tym razem bohaterem wywiadu jest znakomity uczestnik wielu poznańskich sympozjonów filozoficznych, wszechstronny pisarz, koneser ostrej muzyki i fan koszykówki oraz znawca zakamarków ludzkich dusz. Dziś gości na moim blogu pod jednym ze swoich artystycznych pseudonimów jako Yukon Jack. Co w wywiadzie: kryzys filozofii i jej konfrontacja z literaturą, Charles Bukowski jako profesor życia, zatomizowany Eros współczesnych nomadów, szczypta koszykówki i muzyczna zapowiedź najnowszej płyty zespołu Mega Joga.

Najczęściej określam siebie mianem filozofującego historyka idei. Czy dziś nazbyt łatwo jest uzurpować sobie tytuł miłośnika mądrości? Jeśli przyjmiemy, że żyjemy w czasach wrogich filozofii (czy kiedyś było inaczej?), to dlaczego mielibyśmy oddawać się jej uprawianiu? Czy filozofia uczyni nasze współczesne życie pełniejszym?

Pierwszą rzeczą, z jaką należałoby się zmierzyć, byłoby zdefiniowanie miłośnika mądrości?! Kim on jest podłóg dzisiejszych standardów? Odszczepieńcem tkwiącym w domowej samotni i kontemplującym świat, czy może zaangażowanym utytułowanym pracownikiem jakiejś jednostki naukowej? Wszędzie mamy sporo osób uważających się za intelektualistów, ale sami dobrze wiemy, że zdecydowana większość z nich odnosi się wciąż do klasyków, których od dawien dawna nie nosi już ziemia. W samej nauce obserwuję zjawisko, jakie nazwałbym nadprodukcją, bardzo podobną do średniowiecznej scholastyki. Większość prac sprowadza się do komentarzy do komentarzy. To jest coraz bardziej absurdalne, brakuje odwagi do głoszenia oryginalnych poglądów mogących wstrząsnąć zastałym porządkiem rzeczy. Jak mawiał G. Bruno - ,,Życie człowieka na ziemi jest stanem wojny. Powinien on piętnować nikczemność próżniaków, poskramiać zuchwalstwo i parować ciosy”. Co do indywidualnej uzurpacji, niech każdy kto ma ochotę uzurpuje sobie, co mu się żywnie podoba.

Filozofia poza potężnymi pytaniami jakie stawia od zarania dziejów, winna również służyć refleksji nad światem rozumianym jako ,,tu i teraz”, winna zakorzeniać w jednostkach chęć buntu. Owy bunt, u jednych mniejszy u innych zaś potężny, wynika właśnie z namysłu i refleksji. To właściwie wyjaśnia nastawienie do filozofii w różnych okresach dziejowych - procesy Sokratesa, Jezusa, Bruna i wielu innych są tego najprostszymi przkładami, a Rewolucja Francuska jest tego dowodem.

Jako ludzkość znaleźliśmy się na krawędzi. Z jednej strony coraz większe żniwa zbiera ateistyczna próżnia zaszczepiana masom, znakomicie idąca w sukurs neoliberałom i hiperkapitalistom, z drugiej strony mamy hipertechnologizację życia, wojujący radykalizm religijny i rozrastającą się na świecie biedę. Filozofię postrzegam jako jedyne remedium wyzwoleńcze, ale najpierw ją samą trzeba wyzwolić, gdyż stała się uniwersyteckim więźniem, obdartym z szat na skutek wyłaniania się z niej poszczególnych dziedzin. To wielkie zadanie filozofii i ludzi ją uprawiających, do małych zadań należy owe uczynienie życia pełniejszym. Ktoś wyrwany z potężnych macek konsumpcjonistycznej machiny będzie człowiekiem szczęśliwszym, poszerzy swoją wolność, coraz bardziej nam ograniczaną.

Jeśli nadejdzie taki czas, w którym filozofia obumrze, to może na jej gruzach pozostanie jedynie literatura, która całkowicie przejmie jej zadania. Czy nadejdą takie czasy, w których historia filozofii nie będzie się zaczynać od Uczty Platona, lecz od utworu Love Bukowskiego?

Obumieranie niestety już się zaczęło. Mamy do czynienia z nasilonymi procesami, jakie opisał Paul Hazard w swoim Kryzysie świadomości europejskiej. Literatura w zatrzymywaniu procesu obumierania filozofii odgrywa pierwszoplanową i niebagatelną rolę, bowiem nie dosięgły jej jeszcze (w niektórych rzecz jasna przejawach) macki biurokratyzacji i urzędniczego uprawiania nauki. Literatura posiada znaczne zapasy wolności, które mogą być wykorzystane w przyszłości, choć niepokoi, że wkroczyła w fazę umasowienia jak wszelkie ze sztuk, co utrudnia dotarcie do rzeczy naprawdę wartościowych.

Odnosząc się do Bukowskiego, to twierdzę, że jego poezja i proza są w stanie skierować tęższych czytelników ku myślom Platona, czy innych klasyków. Jeśli jednak filozofia obumrze nasi potomkowie nie doświadczą obcowania z żadnym z nich, nastanie bowiem rzeczywistość dla ludzkości bardzo pochmurna, rzeczywistość jakby wyjęta z wczesnych opowiadań Arthura C. Clarke’a, gdzie nie będzie już ludzi, a jedynie zniewolone technologią i niezdolne myśleć strzępy ludzkie. Wracając do Bukowskiego, utwór Love według mnie, dziś znaczy więcej, niż w czasach gdy był pisany. Tkwimy w coraz większej utopii, a wewnętrzna samotność, od której nie ma ucieczki, zbiera coraz większe żniwa.

Bukowski reprezentował niewątpliwie mocne stanowisko filozoficzne, piętnujące przede wszystkim bezsens schematycznej egzystencji ludzkiej. Nie podobało mu się, że większość ludzi ciężko haruje zamiast żyć i to tylko po to, by zgnić finalnie gdzieś w domu starców. Tam gdzie obrócił swój fioletowy nos, tam ostrze jego krytyki cięło zamaszyście i głęboko. Był niewątpliwie głębokim myślicielem i wielu uniwersyteckich profesorów ma mu to za złe, bo wykolegował ich z zaszczytów zapijaczony pracownik poczty, będący w rzeczy samej arcyprofesorem uniwersytetu życia.

Francuski prowokator Michel Houellebecq zdiagnozował współczesne społeczeństwa zachodu przyrównując je do chaotycznego konglomeratu cząstek elementarnych, błądzących po klubach, owych nocnych świątyniach, w poszukiwaniu zagubionego Erosa. Nie poprzestaje jednak na pesymizmie i stwierdza, że: „czymkolwiek by była miłość istnieje, ponieważ możemy zaobserwować jej działanie”. Jaki Eros przenika zatomizowane społeczeństwo cząstek elementarnych?

Bardzo podoba mi się to porównanie Houellebecq’a. Posługując się na poły techniczną terminologią można by pokusić się o interpretację, że ten Eros zbudowany byłby z pianki poliuretanowej, a zamiast lutni dzierżyłby wyjący głośnik z hitem disco. Nocne kluby, często pomimo zakorzenionego fałszu, ułudy i zagubienia klienteli, stanowią jednak jeden z ostatnich bastionów ludzkich interakcji (pomijam tutaj wszelkie socjologiczno-handlowe interpretacje), pośród ogromu zalewającej nas fali wymierania tradycyjnie rozumianych stosunków międzyludzkich. Nocny klub jest niczym teatr, z tą różnicą, że każdy z gości jest zarówno widzem jak i aktorem, a Eros zatomizowanego społeczeństwa, powodowany jest dwoma motorami, spośród których jeden stanowi motor samotności tkwiącej głęboko w podświadomości jednostek, drugi zaś określiłbym mianem nicości rozumianej jako zlepek emanacji światopoglądowych współczesnej kultury. Motory te są przeciwstawne względem siebie, stąd bierze się narkotyczny trans bywalców klubów i upowszechniające się zagubienie. To wyjątkowo nieparmenidejski Eros.

Jesteś fanem koszykówki. Czy amerykański Dream Team z 1992 roku, w którym występował Jordan, Pipen, Bird i wielu innych gwiazdorów NBA, to była najlepsza drużyna w całej historii koszykówki. A co powiesz o niepokornym gwiazdorze Chicago Bulls, jakim był Dennis Rodman. Czy ten „pożyteczny idiota” reżimu Kimów umiał w ogóle grac w kosza?

Bezsprzecznie Dream Team I był najlepszą drużyną w dziejach i zmiótłby dzisiejszych Jamesów i Durantów z parkietu jak huragan Katrina zmiótł Nowy Orlean. Rodman był postrachem tablic, jednym z najlepiej broniących i zbierających zawodników - facet miał bardzo trudne dzieciństwo i pogmatwane życie, stąd jego zagubienie.

Pomagasz zespołowi Mega Joga w pracach nad ich nowym projektem muzycznym. Czego możemy się spodziewać po ich płycie Eurograwitacja i kim jest polski Al Capone?

Pomagam to za duże słowo, ale jestem wielkim entuzjastą tego zespołu i z radością dołożę cegiełkę do tego, co robią, bo jest to przepełnione pasją i miłością do muzyki. Lemmy’ego - Tomka Olszewskiego lidera tej kapeli, muzyka znanego z występów w takich znakomitych bandach jak Turbo czy Creation of Death, znam kupę lat i jeśli w tym kraju miałbym wskazać prawdziwych wyznawców i miłośników ciężkiego rocka, którzy mimo różnych zawieruch życiowych nie roztrzaskali gitar, tylko podążali dalej ku wytyczonym celom, pielęgnując pasję do muzyki, to Tommy jest jednym z nich.

Mega Joga to projekt, który dojrzewał dość długo (mam nadzieję, że za tą wypowiedź nie będę karnie robił jako ich werbel), ale dzięki temu Eurograwitacja budzi duże nadzieje i nie mogę się doczekać kiedy oficjalna płyta wejdzie do obiegu. Lemmy przelał tam swoje doświadczenie, a dawno temu nabierał go wraz z m.in. Robertem Litzą Friedrichem, jeżdżąc w trasę z samą Sepulturą. Tomek Olszewski dobrał do tego projektu fajną ekipę - Marcina Leitgebera znanego również z Titus Tommy Gunn, Artura Nowaka i Krzysztofa Tercjarskiego - o wszystkich można powiedzieć, że mają sporo niespożytej energii muzycznej, co niewątpliwie zaowocuje na koncertach.

Muszę wspomnieć jeszcze o jednym, oprócz walorów muzycznych Eurograwitacja niesie ze sobą również bardzo interesującą warstwę tekstową i jest uderzeniem w trochę zastygły obraz rzeczywistości - tu nawiąże do twojego pytania o Capone’a- w Polsce odnalazłbyś ich wielu, zmierzają w stronę iluzorycznego planu po trupach, bez krzty moralności, z bandyckim uśmiechem. Parodiując znane powiedzenie o wspinających się po plecach olbrzymów, oni częstokroć wspinają się po plecach ludzi najsłabszych. Jestem pod wrażeniem Mega Jogi i czekam na koncerty.

18:12, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 stycznia 2014
Noc, w której wszystkie potwory zrodziła natura

Ilithyia Spartakus

Camille Pagila wkracza do Polski

Gratuluję refleksu konserwatystom, którzy dopiero teraz odkryli idee głoszone przez Camille Pagila’e, choć jej bardzo interesująca książka Seksualne persony jest już dostępna na rynku polskim od 2006 roku. Każdy neokon powinien czym prędzej przeczytać pierwszy rozdział tej ksiązki zatytułowany: Seks i bunt, czyli natura i sztuka. Jest tam pełno prowokacyjnych tez, które dla feministycznego establishmentu bez wątpienia brzmią niczym totalne herezje. Nie będę teraz rekonstruował tych tez, ale w zamian spróbuję spojrzeć na popularny serial o Spartakusie poprzez pryzmat idei głoszonych przez Pagila’e. Dodatkowo polecam do zapoznania materiały z serii Camille Pagila demoluje: Baracka Obamę, Lady Gagę, Christophera Hitchensa, demoluje wszystkich i bije pokłony przed Zemstą Sithów.

Wszystko co w Zachodzie jest zachwycające, wywodzi się ze sprzeciwu wobec natury

Wróćmy na moment do sceny z filmu Gladiator, w której Marek Aureliusz zadaje Maksimusowi pytanie: dlaczego nadal chce walczyć dla Rzymu? Generał odpowiada, że widział wiele obcych ziem, które są mroczne i barbarzyńskie, a Rzym jest światłem! Czyli usprawiedliwieniem dla imperialnej polityki Pax Romana jest misja niesienia oświecenia i cywilizacji. Sztuczne struktury cywilizacji mają pełnić funkcję obronnej twierdzy przed potęgą brutalnej, barbarzyńskiej i irracjonalnej natury. Wbrew fantazjom Rousseau, nie ma powrotu do natury bez powrotu do przemocy. Na końcu drogi wytyczonej przez francuskiego filozofa jest zawsze Markiz de Sade. Wolność daje zdystansowanie i poskromienie natury, a nie nurzanie się w jej chtonicznych otchłaniach.

Czy jednak Rzym był cywilizacyjnym schronieniem przed inwazją barbarzyńskiej natury? Nie taki Rzym oglądamy w serialowym hicie o losach Spartakusa. Rzymski świat, widziany przez pryzmat tego serialu, jest jedną wielką orgią połączoną z barbarzyńskim upuszczaniem krwi. Dionizos zawsze wypełza z nor ziemi i stara się strącić Apolla w bagna natury. Seks jest czystą i nieokiełznaną naturą, która otwiera drogę ku ekscesom przemocy. Gdy Rzym dokonał filozoficznego przejścia od epikureizmu do hedonizmu, przypieczętował los cywilizacji przybijanej do krzyża ciała. Cywilizacji, której nie ocaliła już nawet chrześcijańska sublimacja seksualności.

Ilithyia – kocham i nienawidzę

Ilithyia jest potęgą natury zaklętą w jej kobiecej cielesności. Jest niczym freudowska modliszka żyjąca w świecie, w którym siły Erosa i Tanatosa są ze sobą ściśle powiązane. Jest rzymską kobietą fatalną, w której pulsuje niszczycielska siła natury. Mężczyźni chcą ja mieć w swoich ramionach i jednocześnie widzieć jej butwiejącego trupa pozostawionego na pastwę dzikiej zwierzyny. Chcą dla niej śmierci, ale nie mogą jej zadać. Nie potrafią pokonać potęgi daimonicznej natury wyziewającej z jej pięknego spojrzenia. Ich miecz jest bezradny. Dlatego śmierć musi jej zadać najlepsza przyjaciółka, która w makabrycznym rytuale wyrzyna jej dziecko z łona i na oczach konającej rodzicielki, rzuca się z dzieckiem w przepaść, trzymając je w czułym uścisku. Dwie matki natury, jedna śmierć. Pamiętajmy, że boginie płodności przybierały często złowrogie oblicze, tak jak hinduska bogini Kali (obwieszona wieńcem czaszek), która jest dawczynią życia i jednocześnie jego niszczycielką. Tej niezgłębionej potędze natury, wojnę wypowiedzieli słudzy Apolla, którzy sięgając nieba tworzyli cywilizację.

Poniżej: Ilithyia i zaklęta w niej noc natury.

20:59, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Wszyscy jesteśmy ideologami, tylko o tym nie wiemy

Zizek toilets

Kto się pospieszy, to może się jeszcze załapać na kinowy seans Perwersyjnego przewodnika po ideologii. Poniżej trzy krótkie refleksje nad najciekawszymi momentami tego dokumentu.

Jak Rammstein pogrywa sobie z nazizmem

Czy Rammstein wykorzystuje w swojej twórczości motywy kojarzone z ideologią nazistowską? Žižek odpowiada, że Tak, ale czyni to w przebiegły sposób. Pogrywając sobie z elementami ideologii nazistowskiej, Rammstein dokonuje ich subwersywnego przezwyciężenia. Aktywnie przyczynia się do ich uwolnienia spod wpływów nazistowskiego horyzontu znaczeniowego, tym samym zwalcza nazizm od wewnątrz i przywraca społeczeństwu zagrabione przez nazistów symbole, hasła i gesty. Na dobrą sprawę w podobny sposób można kontrować Niesiołowskiego, który w pisowskim haśle: Obudź się Polsko, dostrzega tylko nazistowski okrzyk: Deutschland erwache. Może PiS dokonuje jedynie subwersywnego przywrócenia tego hasła społeczeństwu. W ten sposób można nakreślić nić łączącą pochody Kaczyńskiego, z teledyskiem Lady Gagi do utworu Alejandro oraz poczynaniami japońskich twórców anime, którzy swoje bohaterki przebierają w czarne i obcisłe mundury wojskowe. Jeśli tak to tylko wypatrywać momentu, w którym Žižek zostanie lodołamaczem torującym drogę Kawaii Prawicy do przejęcia władzy. Wyborcza i KP nie będą miały nawet specjalnie jak protestować, no bo przecież Žižek powiedział, że subwersywne pogrywanie z symbolami ideologii nazistowskiej jest ok. A przecież nastoletnie bohaterki rozjeżdżające Tygrysami gromady zwyrodniałych loliconów są chyba subwersywne?

Róbta co chceta i krytyka ideologii

Dokument Žižka rozpoczyna się od pamiętnej sceny z filmu Oni żyją, w której główny bohater przechadzając się po mieście zakłada tajemnicze okulary, które pełnią rolę narządzie demaskującego ideologiczną mistyfikację. Dzięki temu dowiadujemy się, że prawdziwym (ale ukrywanym) przesłaniem reklam jest dążenie do uczynienia z ludzi niewolników posłusznych konsumpcyjnym prawom rynku. Pierwsza refleksja ustanawia motyw przewodni całego dokumentu Žižka, dla którego najważniejsze jest ukazanie ideologii skrytej za kinowym ekranem. Idźmy jego tropem i dokonajmy odczarowania ideologicznego hasła: Róbta co chceta. Wydaje się, że mamy tu do czynienia z mainstreamowym, liberalnym hasłem wzywającym do afirmacji różnorodnych stylów bycia. Z jednej strony może uderzać pustka tego przekazu. Nie mamy wam nic do zaoferowania, więc bądźcie kim jesteście i róbcie co chcecie. Z drugiej strony to hasło bardzo łatwo może zwrócić się przeciwko jego propagatorom. Czyż bowiem Axelio, który zasłynął z wykorzystywania Kononowicza, a jakiś czas temu podczas Przystanku Woodstock próbował boksować redaktora Miecugowa, nie mógł wziąć sobie tego hasła nazbyt do serca? Jednakże to hasło nigdy tak naprawdę nie oferowało tego, co było w nim rzekomo przyobiecane. Bardzo szybko do tego hasła dodano „ale” i dalej następowały kolejne wyjątki. Rób co chcesz, ale jeśli jesteś z Naszego Dziennika i robisz nieprzychylne dla nas dokumenty, no to nie jest cool. Jesteś z TV Republika, no to trzeba „gonić dziadów”. Rozgniewałeś Wałęsę swoimi książkami, no to „strzelić mu z baśki”. Prawdziwe hasło nie brzmiało nigdy Róbta co chceta, lecz Róbta co my chceta.

Dlaczego warto walczyć o chrześcijańskie dziedzictwo?

Žižek kończy swój film przewrotną apologią chrześcijaństwa. Wraz ze śmiercią Jezusa na krzyżu umiera transcendentny Bóg, tym co pozostaje jest komuna Ducha Świętego, która tworzy emancypacyjny i uniwersalistyczny kolektyw polityczny. Przesłaniem chrześcijaństwa jest to, że nie ma Wielkiego Innego, który czuwa nad nami. Dlatego tylko chrześcijanie mogą być prawdziwymi ateistami. Tylko prawdziwi ateiści, którzy przeszli przez doświadczenie chrześcijaństwa, mogą prawdziwie dokonać skoku w mrok niepewności wiary, gdyż nie ma nad nimi już żadnego Boga, Wielkiego Innego, Opatrzności lub marksistowskiej Historii.

Najważniejsze pytanie brzmi: Dlaczego filozof, który przyznaje się do ateizmu i materializmu, z uporem głosi, że trzeba walczyć o dziedzictwo chrześcijaństwa i nie można go pozostawić religijnym fundamentalistom. Žižek nie pragnie oczywiście pomóc tradycyjnemu chrześcijaństwu, lecz na swój sposób chce wykonać Heglowski ruch. Žižek dostrzegł w chrześcijaństwie prawdę, którą trzeba oczyścić z mitologicznych naleciałości. W ten sposób Jezus staje się społecznym buntownikiem, prześladowanym przez rządzący establishment religijno-polityczny, ostatecznie ponoszącym męczeńską śmierć ginąc na krzyżu pomiędzy dwoma innymi wyrzutkami społeczeństwa. Do tego dodać należy oczywiście opowieść o św. Pawle, który przebrany w szaty Lenina organizuje emancypacyjny kolektyw polityczny. Žižek wchodząc na pole refleksji religijnej otwiera nowy front walki ze swoimi ideologicznymi przeciwnikami. Tym samym dokonuje „poszerzenia pola walki”, a jego techniką staje się to, co w języku ekonomistów nazywamy mianem „wrogiego przejęcia” najważniejszych postaci i idei chrześcijaństwa. Istotę Boga i chrześcijaństwa w filozofii Žižka celnie oddaje przytoczony przez niego dowcip:

Bezbożny bolszewik umarł i trafił do piekła, z którego bardzo szybko zbiegł do nieba, by tam prowadzić propagandową działalność ku chwale komunizmu. Diabeł po zorientowaniu się, że go nie ma, czym prędzej udał się do nieba po swoją własność. Stanął przed Bogiem i rzekł: Panie oddaj diabłu to, co należy do niego. Na to odpowiedział mu Bóg: Po pierwsze, nie jestem Panem tylko Towarzyszem. Po drugie, czy ty jesteś chory psychicznie przecież ja nie istnieję. Po trzecie, streszczaj się bo spieszę się na spotkanie partyjnego komitetu.

00:19, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 września 2013
Out of Nothing - The Story of Jeremy Lin and Linsanity

Jeremy Lin Linsanity filozofia i sport

My identity is in Christ, not in basketball

Do obrony zostały niespełna 2 tygodnie. Zmęczony licznymi wyzwaniami, musiałem poszukać inspiracji do zmobilizowania się na ostatniej prostej. Inspiracja przyszła niespodziewanie i ponownie zwróciła moje spojrzenie ku greckim początkom filozofii. Myśl Greków łączyła się bardzo mocno ze sportem i szeroko rozumianą kulturą fizyczną. Prawdziwe imię Platona brzmiało Arystokles, a przydomek Platon (szeroki w barach) nadał mu jego nauczyciel gimnastyki. W późniejszych wiekach drogi sportu i filozofii coraz bardziej się rozchodziły, czego ja akurat jestem dobrym przykładem. Jednakże pojawiają się oznaki prób reaktywacji dawnego etosu filozofowania. Zainteresowanych odsyłam do publikacji: Basketball and Philosophy. Thinking Outside the Paint.

Co do samej inspiracji, to stała się nią niesamowita podróż jaką przebył Jeremy Lin, amerykański koszykarz o tajwańskich korzeniach oraz głęboko uduchowiony chrześcijanin. Lin, pomimo bardzo dobrych wyników sportowych w szkole średniej i uniwersytecie, nie został wybrany w drafcie do NBA. Mimo tego wylądował jako rookie w Golden State Warriors, ten okres jego kariery był pełen niepowodzeń i upadków. Trenerzy przestali na niego stawiać, koledzy marudzili o zbyt wątłej budowie ciała, a kibice wątpili czy kiedykolwiek zdoła przeciwstawić się muskulaturom czarnoskórych koszykarzy. Po licznych perturbacjach trafił do New York Knicks, ale i tam długo „grzał ławkę”. Na parkiet został wpuszczony w akcie desperacji, bo nie było już innych zawodników i nagle eksplodował jego talent, a ciężka praca przyniosła niesamowite efekty. Lin wygrał dla Knicksów kilka ważnych pojedynków, rozpoczął serię zdobywania ponad 20 punktów w kilki meczach z rzędu, a sposób w jaki załatwił Raptorsów, to czyste mistrzostwo. W ten sposób z połączenia talentu, ciężkiej pracy, pokory czekania na swój moment i głębokiej wiary narodził się fenomen Linsanity. Dawno nie było sportowca, który niósłby ze sobą tyle pozytywnej energii. Polecam do obejrzenia: The Rise of Jeremy Lin, In Jesus Name I Play, My Identity Is In Christ, Not In Basketball, The Journey of Jeremy Lin oraz tribute z muzyką Adele.

Poniżej: zwiastun dokumentu Linsanity.

13:45, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 listopada 2012
Człowiek jako cierpiące ciało

Pieta Michała Anioła Antygona

Body i flesh

Trzeba znacząc od wprowadzenia rozróżnienie na ciało rozumiane jako flesh i body. Ciało jako body jest zdrowym organizmem, zdolnym do działania i emanującym przejawami życia. Ideał tak postrzeganego ciała urzeczywistnia słynna rzeźba Michała Anioła, która przedstawia atletycznego, silnego i pełnego wigoru Dawida. Takie ciało nie jest źródłem moralnego zobowiązania, lecz jego adresatem. To właśnie ciało jako body ma się pochylić nad cierpiącymi ciałami i przynieść im, choćby namiastkę ukojenia bólu. Natomiast ciało rozumiane jako flesh jest organizmem konsumowanym przez najbardziej wyniszczające choroby, torturowanym w miejscach kaźni i wydzielającym ohydny odór. To właśnie ono jest jednym ze źródeł zobowiązania wzywającego do podjęcia interwencji przerywającej spiralę cierpienia. Przykładem takiego ciała będzie poranione i umęczone katorgą ciało Jezusa przedstawione w filmie Pasja.

Ciało, które jest aktywnym body może w każdej chwili, nagle w mgnieniu oka przeistoczyć się w pasywne flesh, które eksponuje się, zaznacza swoją obecność, przypomina nam się w tych momentach życia, w których dotąd zdrowy organizm przestaje sprawnie funkcjonować. Przypominamy sobie o płucach, gdy zaczynamy się dusić lub o sercu, gdy doznajemy zawału. To natychmiast przywołuje skojarzenia z Heideggerowski spojrzeniem na poręczne narzędzia. Takie sprawnie funkcjonujące narzędzie (np. zegarek na ręce) zostaje w pełni wintegrowane w codzienność naszego bycia-w-świecie i nie narzuca nam on swojej w nim obecności. Narzędzie eksponuje w sposób wyraźny swoją obecność dopiero w momencie, gdy jest zepsute. Dokładnie w ten sam sposób o swoim istnieniu przypominają niesprawne narządy naszych ciał.

Zadanie – zniszczyć martwe ciało!

Cierpiące, niesprawne lub wręcz martwe ciała sprawiają, że konfrontujemy się z wezwaniem zobowiązania, to jednak nic nie może zapobiec temu, by owe ciała jednocześnie nie prowokowały gniewu, nienawiści i pogardy. Obecność osoby z niepełnosprawnością może wzbudzać moralne zobowiązanie do udzielenia jej pomocy, ale jej słabość może jednocześnie prowokować uczucia pogardy, które prowadzą do wyszydzania i gnębienia osób z niesprawnymi ciałami. Widok zmasakrowanych ciał może wzbudzać poczucie zobowiązania do ich należytego pochowania, ale nawet martwe ciało może nadal wzbudzać nienawiść i stać się celem brutalnych ataków. Przykładów takiej wrogości wobec martwego ciała możemy doszukać się w różnych kulturach i epokach historycznych. Taką nienawiść widzimy w postępowaniu Achillesa , który targa wzdłuż murów Troi ciało Hektora. Podobny los spotkał amerykańskich pilotów, których helikopter Black Hawk został zestrzelony w Somalii podczas walk w stolicy kraju Mogadiszu. Nienawiść wobec ciała w niektórych przypadkach może stanowić próbę zagłuszenia dobiegającego z jego strony moralnego zobowiązania. Zniszczenie, ukrycie lub złożenie w anonimowym, zbiorowym grobie ma zagłuszyć wezwanie owego zobowiązania do zaprzestania przemocy.

Strażniczki ciała

Dokonując napiętnowania oprawców ciała, jednocześnie możemy wskazać na szlachetne przykłady kobiecych bohaterek, które odpowiadając na zobowiązanie dobiegające z otchłani zgładzonego ciała zostały jego opiekuńczymi strażniczkami. Pierwszą strażniczką ciała rzuconego na pożarcie zwierzętom jest Antygona, która pilnuje zmasakrowanych zwłok swojego brata Polinejkesa (także dziś nie brakuje Antygon domagających się prawdy o losie ciał ofiar katastrofy smoleńskiej i przeszukujących zbiorowe groby w poszukiwaniu ofiar reżimu PRL). Antygona nie wypowiada wojny, lecz troszczy się o jej ofiary. Nie zabija ciała, lecz che je pochować. Właśnie z tych powodów zostaje pochowana żywcem. Żydowskimi odpowiedniczkami Antygony są nowotestamentowe kobiety, które towarzyszyły Jezusowi podczas jego kaźni i przybyły do grobu, by pielęgnować złożone w nim ciało. Ich modlitwą był lament, który nie pozwalał zapomnieć o cierpieniu zadanym ciału. Są to Żydogreckie kobiety, które są strażniczkami ciała i towarzyszkami jego cierpienia.

13:04, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2012
Margin Call i 5 grzechów głównych

Margin call Chciwośc etyka biznesu

Chciwość to wybitne dzieło w dwóch kategoriach: filmu zmagającego się z realiami kryzysu ekonomicznego oraz filmu opartego na dialogach. W ramach tych kryteriów można konfrontować Chciwość z Cosmopolis, ale film Cronenberga mimo sporego potencjału odpada w tej rywalizacji w przedbiegach. Poniżej przedstawiam 5 przykładów łamania etyki biznesu, których dopuszczają się bohaterowie filmu Chandora. Oto ich 5 grzechów głównych:

1) Nieodpowiedzialna i ryzykowna polityka finansowa firmy, która prowadzi do gigantycznego kryzysu, ciągnie na dno wiele innych firm i uśmierca rynek na lata;

2) Wystawianie do odstrzału pojedynczych kozłów ofiarnych w sytuacji, w której odpowiedzialność za upadek firmy ponosi szersze grono ze ścisłego zarządu. Ofiarą takiego procederu pada w filmie Demi Moore;

3) Ratowanie firmy kosztem innych współpracujących z nią przedsiębiorstw i własnych, wieloletnich klientów;

4) Wciskanie klientom bezwartościowych towarów poprzez sugerowanie, że jest to wielka okazja i interes życia, a tak naprawdę jest to wpychanie ich na minę pełną śmierdzących odpadków;

5) Korumpowanie, przetrącanie kręgosłupów i przymuszanie pracowników do zachowywania niezgodnego z etyką. Najlepszym przykładem takiego działania jest złamanie Kevina Spacey’ego, wkręcenie go w wybitnie brudną robotę (musi on zmotywować podwładnych do sprzedawania klientom tykającej bomby, co zaowocuje totalną utratą wiarygodności i zniszczeniem ich dobrego wizerunku) i nie pozwalanie mu na odejście przerywające tonięcie w oszukańczym procederze. Możemy przypuszczać, że także główny bohater (Zachary Quito) zostanie w przyszłości wciągnięty w machinę oszustw, gdyż Jeremy Irons (szef szefów) awansował go, by mieć pod ręką zdolnych ludzi do specjalnych zadań w kryzysowych czasach.

Do przeczytania: Tomáš Sedláček - Ekonomia dobra i zła. W poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesza do Wall Street. Do obejrzenia: zwiastun, a poniżej najważniejsza i najbardziej wymowna scena z filmu.

19:10, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 października 2012
Geneva calling!

Nawrócenie świętego Pawła

W maju przyszłego roku wybieram się do Genewy na międzynarodowy kongres poświęcony myśli św. Pawła. Tematem przewodnim kongresu będą słynne słowa z Pierwszego Listu do Koryntian, w których apostoł stwierdza, że krzyż jest głupotą dla pogan i zgorszeniem dla żydów. W moim referacie podejmę się brawurowej interpretacji Romancy o Ortodoksji Chestertona. Poruszę dwa następujące wątki:

Po pierwsze, przyjże się wielkiej miłości jaką do Chestertona zapałał Žižek, który uczynił go jedną z najważniejszych inspiracji dla własnej wersji postsekularyzmu. Slavoj oczywiście nie chce ożywiać lub reaktywować tradycyjnego chrześcijaństwa (zdecydowanie zawsze deklaruje, że jest twardym materialistą). Stwierdzając, że ideowe dziedzictwo chrześcijaństwa jest zbyt cenne, by pozostawić je religijnym ortodoksom, Žižek dokonuje heglowskiego ruchu odarcia chrześcijaństwa z jego mityczno-poetycznego przebrania. Po takiej intelektualnej operacji pozostaje chrześcijaństwo postrzegane jako instrument w służbie rewolucji społecznej. Teologiczna aktywność Žižka i innych radykalno-lewicowych myślicieli jest jedynie „poszerzeniem pola walki” (wkroczeniem na teren religii i wrogim przejęciem jej ikon) z religijną ortodoksją.

Po drugie, dokonam wnikliwej analizy kluczowego fragmentu Romancy, w której Chesterton sugeruje, że na krzyżu przez moment sam Bóg „wydawał się” ateistą. Przytaczając te słowa odwołam się do hermeneutyki podejrzeń, którą zaproponował Leo Strauss. Postawię hipotezę głoszącą, iż Chesterton komunikuje się z czytelnikami na dwóch poziomach swojego tekstu. Na poziomie egzoterycznym stwierdza, że Bóg jedynie „wydawał się” ateistą. Natomiast na poziomie ezoterycznym sugeruje pomiędzy wierszami, że sam Bóg przez moment „był prawdziwie” ateistą. W tym momencie docieramy do tezy, która sugeruje, że krzyż może być zgorszeniem nie tylko dla żydów, ale także dla chrześcijan.

12:27, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 września 2012
Chciano postępu Ducha, otrzymano Jego gówno

Hegel Napoleon jako duch świata

Wszystkiemu przewodzi Rozum!

W ujęciu Hegla dzieje ludzkości nie są zbiorem przypadkowych zdarzeń, lecz racjonalnym ciągiem koniecznych wydarzeń, które zmierzają do ostatecznego celu (telos), którym jest koniec historii. W teleologicznym rozwoju dziejów dokonuje się postęp, który polega na coraz bardziej poszerzającym się zakresie panowania wolności, która to stopniowo jest uświadamiana i przyznawana coraz większej liczbie ludzi. Całemu procesowi dziejowemu patronuje i przewodzi Rozum/Absolut (Opatrzność w bardziej religijnych interpretacjach), który stanowi metafizyczny fundament (arche) świata.

Tylko jeden jest prawdziwie człowiekiem!

Hegel rozmiłowując się w triadycznych podziałach wyróżnił trzy etapy w historii rozwoju dziejów ludzkości. Heglowska narracja zaczyna się od cywilizacji starożytnego Wschodu (Chiny, Babilon, także Egipt). W takich społecznościach prawdziwa wolność przysługiwała tylko jednej jednostce, którą był otoczony boskim kultem władca. Tylko on był w pełni człowiekiem i to dla niego wznoszono upamiętniające go monumentalne budowle lub przygotowywano złote trony, na których spoczywał boski władca, a miejsce wszystkich innych ludzi było u jego stóp. W bliższych nam czasach podobnym uprzywilejowaniem cieszył się cesarz Japonii i despotyczni dyktatorzy na Bliskim Wschodzie (złote trony w pałacach Husajna).

Aleksander niesie „ducha dziejów” na koniec świata.

Drugi etap w postępie dziejów obejmuje okres przewodzenia światu przez antyczną Grecję i Rzym. W świecie antycznych Greków wolność przysługiwała pewnej grupie ludzi, która cieszyła się statusem obywatela greckiej polis. Jednakże, wielu grupom odmawiano prawa przyznania takiego statusu. Z takim wykluczeniem spotykali się niewolnicy, kobiety, dzieci, a także metojkowie. W tym okresie ważnym epizodem był militarne podboje Aleksandra Wielkiego, który dokonał przekształcenia greckiego partykularyzmu w bardziej kosmopolityczny etos i zaniósł helleńskie idee do despotycznych wspólnot Wschodu. Natomiast, w okresie dominacji politycznej Rzymu zaistniała instytucja wyzwoleńca, dzięki której niewolnicy mogli uzyskać wolność, a obywatelami rzymskimi mogli zostać także cudzoziemcy (był nim np. św. Paweł z Tarsu).

Od Jezusa do Napoleona.

Trzeci etap w dziejach ludzkości rozpoczyna pojawienie się chrześcijaństwa, a kończy seria triumfalnych podbojów cesarza Napoleona. To chrześcijaństwo rozpropagowało idee równości wszystkich ludzi przed Bogiem, który obdarował ich wolnością, by mogli sami wybierać pomiędzy dobrem a złem. Wraz z chrześcijaństwem pojawiła się na świecie idea wolności wszystkich ludzi, ale nie było jeszcze wtedy możliwości ani woli politycznej do urzeczywistnienia tej idei w praktyce życia codziennego. W późniejszych wiekach możemy zaobserwować stopniowy proces sekularyzowaniem chrześcijańskich idei teologicznych, co zaowocowało oświeceniowym projektem uniwersalnych praw człowieka. Przełomowym momentem dla wcielania idei wolności w życie stał się okres Rewolucji Francuskiej, której zwieńczenie stanowiły wojny napoleońskie. Ideały polityczne zawarte w Kodeksie Napoleona zostały uznane przez Hegla za ostateczne zrealizowanie idei wolności w praktyce życia społecznego, tym samym dotarliśmy już do kresu dziejów.

Kosmiczni bohaterowie i kamerdynerzy dziejów.

Heglowski Rozum/Absolut przydziela w trakcie dziejowego procesu wyróżnione miejsce wybranym narodom, by to im przypadło do zrealizowania zadanie dokonania przełomów w historii ludzkości (np. antyczna Grecja, napoleońska Francja). To właśnie w takie wyróżnione narody wcielał się Heglowski duch dziejów/świata. Autor Wykładów z filozofii dziejów dokonał podziału na narody, które nie odegrały znaczącej roli w historii ludzkości i przysługiwało im zaledwie zaistnienie w procesie dziejowym (np. Polska lub kraje Afryki) oraz na narody, które w historii realizowały i wcielały w życie zamysł Rozumu/Absolutu, i które dzięki temu były narodami prawdziwie rzeczywistymi. To właśnie mając na względzie ten podział musimy odczytywać słynne słowa Hegla głoszące, że: „Co jest rozumne, jest rzeczywiste; a co jest rzeczywiste, jest rozumne”. Prawdziwie rzeczywistymi narodami są tylko te, które realizują w dziejach posłannictwo Rozumu.

Rozum oprócz wyróżniania wybranych narodów, przydziela także specjalne role wybitnym jednostkom. Hegel określał takie wyjątkowe indywidua mianem „kosmicznych bohaterów”, którzy to poprzez swoją działalność mieli dokonywać przełomów w dziejach ludzkości i realnie przyczyniać się do rozszerzania się zakresu panowania wolności. Tacy kosmiczni bohaterowie nie kierowali się szlachetnymi powódkami służenia ogólnemu dobru ludzkości. Ich działania motywowane były przez egoistyczne pragnienia zdobycia władzy i triumfów w zwycięskich podbojach. Jednakże, na tym polegała chytrość Rozumu, iż wykorzystywał on partykularne ambicje wybitnych ludzi do realizowania swojego własnego dziejowego planu. Kosmiczni bohaterowie byli nieświadomymi marionetkami Rozumu, wcielającymi w życie jego zamysł. Nie było im jednak dane cieszyć się długo z własnych triumfów, gdyż po zrealizowaniu swojej dziejowej misji, zostali oni wyrzuceni prze Rozum na śmietnik historii. Ostatecznym przeznaczeniem Cezara, Aleksandra Wielkiego lub Napoleona było spalić się na ołtarzu historii. Wielkość takich kosmicznych bohaterów nie jest łatwo dostrzegalna przez zwykłych ludzi, którzy to widzą w nich jedynie rządnych krwi i władzy tyranów. Taką nieumiejętność dostrzeżenia dziejowej doniosłości w postępowaniu kosmicznych bohaterów, określał Hegel pogardliwie mianem uprawiania „kamerdynerskiej wizji dziejów”.

Postmoderna krótko o Heglu.

Opinię współczesnych krytyków Heglowskiej wizji podstępu ducha poprzez dziej w niewybrednych słowach streścił Lyotard: „Chciano postępu Ducha, otrzymano Jego gówno”. Tyle postmoderna w tym temacie.

Do obejrzenia: Slavoj na temat - Is It Still Possible to Be a Hegelian Today? Do posłuchania: Hegel spotyka muzykę.

23:17, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 sierpnia 2012
Samotny Wilk chodzący własnymi drogami

samotny wilk lone wolf

W świecie zwierząt samotnymi wilkami są najczęściej młode samce szukające swojej własnej watahy lub starsze samce, które zostały przepędzone ze stada przez młodszych konkurentów. Takie wilki mają często problemy z polowaniem na większe ofiary i mogą być bardziej agresywne niż wilki żyjące w watahach.

Na polu bitwy samotnym wilkiem jest wojownik działający zazwyczaj w pojedynkę, który niełatwo poddaje się pod komendę dowódców i ma silną potrzebę zaznaczenia własnej niezależności od innych towarzyszy boju. Tym mianem określamy także terrorystów, którzy nigdy nie byli członkami większej grupy terrorystycznej.

Osoba cechująca się mentalnością samotnego wilka, choć żyje w pojedynkę, to wcale nie musi być osobą samotną. Musimy rozróżnić dwa typy samotności. Samotność rozumiana jako solitude jest często wartościowana w sposób pozytywny i polega na intencjonalnym nieangażowaniu się w stałe relacje partnerskie (lub czasowe dobrowolne odosobnienie) przy jednoczesnym podtrzymywaniu wybranych przyjacielskich znajomości. Natomiast samotność rozumiana jako loneliness jest wartościowana negatywnie i oznacza brak nawet powierzchownych towarzyskich znajomości.

Mentalności samotnego wilka towarzyszy najczęściej introwertyzm. Introwertyka nie możemy mylić z osobą nieśmiałą, która w głębi serca może być ekstrawertykiem, ale by się nim stać musi pokonać barierę strachu. Introwertyk nie jest także tożsamy z outsiderem, który jest osobą poddawaną społecznemu ostracyzmowi. Samotny wilk czuje się dobrze w relacjach bilateralnych, a unika multilateralnych oraz działa unilateralnie. Może być postrzegany jako członek pewnej szerszej grupy, ale porusza się na jej marginesach i wchodzi w bliższe relacje tylko z wybranymi jej przedstawicielami.

Postawa samotnego wilka, nawet jeśli nie jest wynikiem absolutnie wolnego wyboru, to najczęściej jest etosem akceptowanym lub wręcz afirmowanym przez daną jednostkę, która posiada rozbudowaną teorię lub całościową wizję swojej egzystencji uzasadniającą celowość podtrzymania takiej drogi życiowej.

Możemy wskazać na różnorodne przykłady tego typu bohaterów: Squall Leonhart z gry Final Fantasy VIII, liczni bohaterowie gangsterskich filmów Takeshi Kitano, Solid Snake z serii gier Metal Gear Solid, a także Breivik no i oczywiście sam Chuck Norris.

Poniżej: utwór Lone Wolf z gry Halo Reach.  

23:18, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 sierpnia 2012
Niebezpieczna metoda Freuda - Gdzie było id, tam powinno być ego

Niebezpieczna metoda Freud Jung

Moment prawdy

Podczas wspólnej podróży Freuda i Junga do Ameryki padły zaskakujące słowa. W trakcie rejsu zostali oni poinformowani, iż w Ameryce wszyscy oczekują z niecierpliwością pierwszych wykładów z psychoanalizy i szykują spektakularne powitanie dla obu intelektualnych gwiazdorów. Po usłyszeniu tak optymistycznych wieści, Freud zwrócił się do Junga i rzekł: „Oni jeszcze nie wiedzą jaką wieziemy im dżumę”. Czy było to tylko freudowskie przejęzyczenie, czy raczej moment skrajnej szczerości?

Michel bluzga na psychoanalizę

Mógłbym w tym miejscu przytoczyć jedną z licznych tyrad Wolniewicza, którą skierował przeciwko wszelkiej maści freudystom, ale pozwolę sobie przytoczyć ostry fragment z książki Michela Houellebecqa (Poszerzenie pola walki), który to ostro zdemolował psychoanalityczne praktyki w następujących słowach: „Ogólnie rzecz biorąc, nie ma się czego spodziewać po kobietach, które są analizowane. Kobieta, która wpada w ręce psychoanalityków, staje się całkowicie niezdatna do jakiegokolwiek użytku, przekonałem się o tym wielokrotnie. To zjawisko nie powinno być postrzegane jako efekt uboczny psychoanalizy, ale jako jej naczelny cel. Pod przykrywką odbudowy ja psychoanalitycy dopuszczają się w rzeczywistości skandalicznej destrukcji ludzkiej jednostki. Niewinność, wspaniałomyślność, czystość… wszystko to jest natychmiast niszczone w ich wulgarnych łapach. Psychoanalitycy, słono opłacani, pretensjonalni i głupi, definitywnie niweczą u swoich, jak to się mówi, pacjentów jakąkolwiek zdolność do miłości, zarówno psychicznej, jak i fizycznej; zachowują się faktycznie jak prawdziwi wrogowie ludzkości. Będąc bezwzględną szkołą egoizmu, psychoanaliza atakuje z największym cynizmem najlepsze, nieco zagubione dziewczyny, by je przerobić na nikczemne dziwki o rozpasanym egocentryzmie, które mogą jedynie wzbudzić uzasadniony wstręt. W żadnym wypadku nie należy pokładać nadziei w kobiecie, która wpadła w ręce psychoanalityków. Małostkowość, egoizm, arogancja, zupełny brak zmysłu moralnego, chroniczna niezdolność do miłości: oto wyczerpujący portret kobiety analizowanej”. Co wyprawiają mężczyźni po psychoanalizie? O tym strach pisać.

Nauka Freuda przeciw pogaństwu Junga

Wielu krytyków Freuda taka teza może rozśmieszyć, ale jego celem było przemienienie psychoanalizy w prawdziwie oświeceniową dziedzinę nauki. Miała ona demitologizować religijne przekonania, ujawniać to co skryte w nieświadomości i poprzez to uwalniać od przeszłości i dawać poczucie autonomii. Irracjonalne i nieświadome id miało być zastępowane przez świadome i racjonalne ego. Jung bardzo szybko stał się radykalnym przeciwnikiem intelektualnego ducha promowanego przez Freuda. Jego kontroświecenie stało się krytyką płytkości i sztuczności pozytywistycznej nauki. W oświeceniowym racjonalizmie dopatrywał się źródeł choroby cywilizacji zachodniej, a nie lekarstwa na jej wszystkie bolączki. Chciał by przekraczano świadomy umysł i z odwagą konfrontowano się z fantazmatami zbiorowej nieświadomości (wewnętrznej ojczyzny ludzkości), tak miał na nowo powrócić archaiczny człowiek i jego chtoniczne moce. Postmodernizm reaktywował Junga jako wroga naukowej racjonalności i poszukiwacza alternatywnych źródeł wiedzy. Analityczna psychologia Junga miała stać się czym więcej, niż tylko zwykłą teorią naukową, miała stać się nową religią. To doprowadziło do eksperymentowania z alternatywnymi odczytaniami chrześcijaństwa. Chrystus miał się stać bóstwem zmieniającym wodę w wino, a chrześcijaństwo miał odzyskać ekstatyczny wymiar upojnego festynu radości. Z tego wszystkiego nie udało się stworzyć odnowionego chrześcijaństwa, lecz nowe pogaństwo będące pomieszaniem teozofii, religii aryjskich i kultu Mitry. Freud może i uruchomił nawałnicę libidalnej energii, ale w kwestiach obyczajowych był raczej konserwatywny i zachowawczy. Co innego Jung, który pod wpływem teorii Otto Grossa (uznawał monogamię za chorobę cywilizacyjną) dokonał zwrotu ku poligamicznemu hedonizmowi i wplątał się w burzliwy romans z Sabiną Spielrein. Choć miał romans z żydówka, to w późniejszym okresie flirtował z antysemityzmem i nazizmem. Alianci mieli na niego grubą teczkę i chcieli wytoczyć mu proces, ale stwierdzili, że mają grubsze ryby do ustrzelenia. Sam Jung od lat młodzieńczych nie stronił od dziwactw. Przez pewien czas twierdził, że jego pradziadek jest nieślubnym synem Goethego. Z czasem sam się z nim utożsamił stwierdzając, że Goethe jest jego drugą osobowością, jego numerem 2. Jung był bez wątpienia ezoterycznym magiem, którego newageowska twórczość uwiodła ludzi znudzonych „prozą świata”. Do przeczytania: Prometheus Unhinged: C.G. Jung and the Temptations of Aryan Religion w książce Richarda Wolina.

13:53, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 lipca 2012
Kononowicz pogromcą Nietzschego

Nietzsche Nadczłowiek Kononowicz

O dwóch interpretacjach Kononowicza.

W odpowiedzi Leibnizowi.

Dlaczego jest raczej coś niż nic? To jedno z najbardziej znanych i jednocześnie upierdliwych pytań w historii filozofii. W prześmiewczy sposób na to pytanie odpowiedział Žižek, stwierdzając, iż wszystko co jest istnieje tylko po to, byśmy mogli tego użyć jako przykładów do zobrazowania teorii. Zupełnie inaczej do tego problemu podszedł Kononowicz. Zaatakował on Leibniza swoim słynnym stwierdzeniem: Niech nie będzie niczego! Stawiając pytanie o Nicość przeciwstawił się dominacji tego co jest. Już Heidegger w swoim mesmerycznym tekście Czym jest metafizyka, wbrew dominującej tradycji filozoficznej, bez-gruncie wszystkiego co jest dostrzegał w nic Nicości. Kononowicz jest ostatnim z wielkich de(kon)struktorów metafizyki obecności. Jest myślicielem radykalniejszym od wszystkich poprzedników. Nie chodzi mu o to, by nie było wszystkiego co jest. On chce by nie było niczego. Sama pustka niczego i nicość nic muszą zostać przezwyciężone i zanegowane w radykalny sposób, który nie będzie restytucją klasycznej metafizyki. Niech nicościuje się Nicość!

Niech nie będzie Nietzschego!

Nietzsche był wielkim wzgardzicielem, człowiekiem dynamitem, który filozofował młotem. Najbardziej chciał być Dionizosem upojonym witalizmem nagiego życia. W swoim uwielbieniu dla Nadczłowieka musiał marginalizować zwykłych ludzi. To jednak w wystąpieniu Kononowicza, reprezentanta prostego ludu, zamanifestowała się prawdziwa siła myśli uwiedzionej boskim szaleństwem i przepełnionej obscenicznym witalizmem życia, które nie jest splątane racjonalnymi pojęciami porządkującymi świat. Czy w swoich najbardziej obłąkańczych tyradach nie był on pijanym Dionizosem? W jego radykalnym duchu negacji zaczyna się bunt ludzi przeciwko Nadczłowiekowi. Duch Nietzschego zostanie przezwyciężony. Dopiero wtedy świat ogarnie pożoga i wielki duchowy kryzys jakiego ludzkość dotąd nie widziała.

Do posłuchania: Grupa Operacyjna - Nie będzie niczego, a poniżej znakomity utwór Hollywood Undead – City, popkulturowa manifestacja radykalizmu filozofii kononizmu.

21:18, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Wszystkie odloty socjalistów utopijnych

Nowa Harmonia Socjalizm utopijny

Czas mówców dobiega kresu, już niedługo nastanie czas działaczy.

Saint-Simon – w chwili egzystencjalnego kryzysu chciał popełnić samobójstwo. Wycelowany w głowę pistolet był nabity siedmioma kulami. Tylko jedna chybiła, 5 ledwo drasnęło skórę, a jedna pozbawiła go oka. Simon przeżył i stał się guru technokratów oraz zwolenników globalnego rządu. Promował koncepcje arystokracji talentu oraz podziału na pracowite robotnice i pasożytnicze trutnie do wytępienia. Był myślicielem bardzo eklektyczny, o mocnym postmodernistycznym zacięciu. Czerpał inspirację nawet z twórczości francuskich kontrrewolucjonistów. To sprawiło, iż jego socjalizm był niezbyt ortodoksyjny. Odrzucał ideał równości, popierał działalność przynoszącą zysk i opowiadał się za wolnym handlem, który miał zapewnić światowy pokój. W jego wizji świat miał się stać wielkim przedsiębiorstwem produkcyjnym, którym zarządzaliby bankierzy. Przygotowywał projekt „nowego chrześcijaństwa, gdyż „tron absolutu nie mógł pozostać nieobsadzonym”. Nowa religia była potrzebna, by oświeceni mogli władać masami. Nie może dziwić, że powstała sekta saintsimonistów, która głosiła braterstwo pomiędzy wszystkimi ludźmi. Szybko pojawiły się plotki głoszące, że braterska miłość nie ograniczała się jedynie do słów, to zaowocowało masowym zainteresowaniem licznych lubieżników i publicznym skandalem. Jednakże, nie to było główną przyczyną klęski sekty. Pewien twórca nowego ruchu religijnego, zniechęcony swymi niepowodzeniami, zapytał Talleyranda o klucz do pozyskania nowych wiernych. Odpowiedz brzmiała: „Radzę się ukrzyżować, a następnie zmartwychwstać trzeciego dnia”.

Charles Fourier i falanster jako safe space – komiwojażer i odludek mieszkający z kotami i papugami. Miał w głębokim poważaniu całą historię filozofii. Inspirację czerpał od przypadkowo spotkanych nieznajomych, z gazet oraz z wglądów w stworzony przez siebie świat fantazji. Megalomańsko twierdził, iż Bóg wybrał maluczkiego urzędnika sklepowego, by ponownie upokorzyć możnych tego świata. W jego utopijnych falansterach miano niwelować negatywne skutki ludzkich niepowodzeń. Zalotnik, który dostał kosza mógł zawsze liczyć na pomoc „czarodziejek”, które miały koić boleści jego serca. Nad wszystkimi falansterami władze miał sprawować „omniarcha”. Napoleon dostał propozycję i …… odmówił! Zmian na świecie miały dokonywać „harmonijne armie”, którym towarzyszyć miały brygady młodych kobiet do zaspokajania potrzeb seksualnych. Bitwy w ramach „harmonijnych wojen” miały odbywać się na gigantycznych szachownicach. Miały to być wojny bez rannych i zabitych. Jeńcy mogli uzyskać lepsze traktowanie dzięki kopulowaniu ze starcami. Potencjalni zbrodniarze lub przyszli Neronowie mieli sublimować swoje zwyrodniałe skłonności, poprzez wykonywanie zawodu rzeźnika. Jeśli chodzi o życie codzienne, to miało być przepełnione zbytkiem i luksusem oraz przeplatane uprawianiem wolnej miłości na łonie dzikiej natury. Jednakże, wpierw ta natura musiała zostać naprawiona. Planowano zmienić klimat, słoną wodę zamienić w lemoniadę i wyhodować przyjazne „antylwy”.

Robert Owen – walijski reformator społeczny i zagorzały antyklerykał, który tworzył sekciarskie wspólnoty o milenarystycznym skrzywieniu. Uważał, że zło jest wynikiem negatywnych czynników społecznych, a nie wolnej woli jednostki. Był paternalistycznym pracodawcą, kontrolującym swoich pracowników i dbającym o ich wszechstronny rozwój. Oni odwdzięczali się nieróbstwem, pijaństwem i bachanaliami. W jego mniemaniu o wychowani dzieci miała decydować wspólnota, a nie jakaś tam rodzina. Do szkół przyjmowano już jednoroczne niemowlaki. Swój utopijny plan realizował w stanie Indiana, zakładając tam osadę o nazwie Nowa Harmonia (900 owenistów oraz kilkudziesięciu włóczęgów i darmozjadów). Projekt, rzekomo „demokratycznego reżimu”, szybko upadł. Kobietom nie podobały się wspólne kuchnie i pralnie. Niepokornych męskich indywidualistów frustrowała prohibicja na alkohol i papierosy. Praktyka znów rozminął się z teorią.

Źródło: Michael Burleigh - Ziemska władza. Polityka jako religia. Bardzo dobra książka.

Do przeczytania: Triumf i upadek socjalizmu oraz Rewolucyjny holocaust - żyj wolny lub giń.

21:39, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5