Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
poniedziałek, 04 sierpnia 2014
Bękart Wieczorkiewicza


Po dłuższej przerwie wracam z kolejnym wywiadem. Moim dzisiejszym gościem jest Hubert Kozieł – przebojowy publicysta, wnikliwy analityk stosunków międzynarodowych, pogromca prawicowego i lewicowego dziadostwa, lider Kawaii Radykalnego Centrum, oraz autor dwóch kultowych blogów (http://foxmulder2.blogspot.com/ - http://foxmulder.blox.pl/html)

Pamiętam czasy kiedy to na Twoim blogu pojawiała się publicystyka historyczna, której narracje wyprzedzały, to co dzisiaj mają do zaoferowania Zychowicz i Ziemkiewicz. Jednakże od jakiegoś czasu dostrzegam wyraźny zwrot w Twojej publicystyce, która coraz częściej zmierza ku zaoraniu teorii wcześniej wymienionych publicystów. Skąd ta zmiana?

Mam wrażenie, że historyczne hipotezy jakie stawiałem w ostatnich miesiącach na swoim blogu, to o wiele bardziej szokujący rewizjonizm niż można znaleźć w pracach Piotra Zychowicza czy też ś.p. prof. Wieczorkiewicza. To co teraz głoszę jest po prostu kolejnym etapem historycznego rewizjonizmu, który jednak nie poszedł w ślepą niemiecką uliczkę. Na studiach wielkim odkryciem była dla mnie twórczość Józefa Mackiewicza, tezy jakie stawiał w Nie trzeba głośno mówić czy też w Optymizm nie zastąpi nam Polski, a także Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945 Władysława Poboga-Malinowskiego i publicystyka Władysława Studnickiego. Byłem przekonany, że nie wejście w sojusz z III Rzeszą w 1939 r. było naszym ogromnym błędem. Starałem się zrozumieć dlaczego ten błąd został popełniony, a im bardziej się wgłębiałem w temat, tym więcej napotykałem anomalii i byłem coraz bardziej przekonany, że historia Września ’39 i polskiej drogi ku wojnie jest równie zamglona jak dzieje Polski z czasów Dagome Iudex. Gdy szukałem odpowiedzi na pojawiające się pytania, powstała nowa, spójna i zarazem bardziej heroiczna, „mocarstwowa” wersja naszej historii. Wersja w której jest co prawda dużo zdrady, ale jest dużo mniej zidiocenia niż chciałby np. taki Rafał Ziemkiewicz uważający, że wszystko w naszej historii, czego nie robił Roman Dmowski było do d... . Dodam, że bardzo cenie sobie Piotra Zychowicza. Miałem okazję go poznać w redakcji „Rz” i myślę, że robi on kawał dobrej roboty redagując swój miesięcznik i popularyzując historię. Waldemar Łysiak nazwał go i jemu podobnych młodych historyków „Bękartami Wieczorkiewicza” (nawiązanie do „Bękartów wojny” Tarantino). Myślę, że ja się również zaliczam do grona tych „bękartów”.

Pierwszy raz z Twoimi publikacjami spotkałem się czytając nieistniejący już portal Europa 21, który, moim zdaniem, był jedyną ostoją neokonserwatywnej myśli w Polsce. Czy Twoim zdaniem neokonserwatyzm może wywalczyć dla siebie miejsce na polskiej scenie politycznej? Czy radykalne centrum mogłoby współpracować z neokonserwatystami?

Neokonserwatyzm to jeden z najbardziej opluwanych nurtów myśli politycznej i już z tego powodu trudno byłoby mu się zakorzenić na polskiej scenie. Wiele osób, które w Polsce przyznawało się do neokonserwatyzmu nasłuchało się, że są „trockistami”, „mordercami palestyńskich dzieci” czy „jakobinami”. Neokonserwatyzm musi więc zostać przebrandowany i dostosowany do polskich warunków. Wówczas będzie mógł rozgałęzić się na centroprawicy. Radykalne centrum jak najbardziej może i powinno współpracować z neokonserwatystami, zwłaszcza, że oba nurty wypływają z podobnych źródeł.

Na blogu coraz częściej pojawiają się wątki związane z Kawaii Prawicą i Kawaii Radykalnym Centrum. Dlaczego prawica powinna zwrócić się ku mandze i anime? Dlaczego forpocztą mangowej rewolucji na prawicy mają być czołgistki z Girls und Panzer i obłąkane yandere, a nie katoliccy tradycjonaliści z Instytutu Iskariota?

Anime i mangę cenie sobie przede wszystkim za kreatywność i sposób w jaki poruszane są tam różne ważne tematy (przyjaźń, poświęcenie, miłość, granice oraz istota człowieczeństwa, podejście do misji życiowej). W sytuacji gdy kultura zachodnia przechodzi głęboki kryzys powinniśmy ożywić ją wschodnimi inspiracjami. Nie mam tu tylko na myśli japońskich produkcji. Kinematografia z chińskiej strefy kulturowej jest również bardzo ciekawa – takie filmy jak Dotyk grzechu, Ostrożnie! Pożądanie, Kwiaty wojny, Miasto żywych i umarłych to naprawdę mocne obrazy, z których powinni czerpać inspirację polscy twórcy, by odnowić naszą kulturę. Czemu forpocztą mangowej rewolucji na prawicy miałyby być słodziutkie panienki z Girls und Panzer, wymachująca siekierką Yuno Gasai czy demonicznie śmiejąca się Shion Sonozaki? Fascynuje mnie sposób w jaki w azjatyckich produkcjach ukazywana bywa kobiecość. Gdy odwiedzam Azję Wschodnią widzę, że tamtejsze kobiety mają niesamowitą inteligencję emocjonalną, są bardzo uczuciowe i potrafią się zachowywać według podobnych, ciut przerysowanych wzorców jak z anime. Tymczasem kobiecość na Zachodzie przeżywa bardzo poważny kryzys, to się przekłada na kryzys rodziny. Nie zwalczymy go purytanizmem w stylu Mirosława Salwowskiego czy miesięcznika Egzorcysta. Trzeba Zachód ożywić wschodnim wiatrem, by w ten sposób wzmocnił swoją tożsamość.

Z wiadomych względów nie mogę pominąć pytania o filozofię. Czy miałeś jakąś pozytywną lub negatywną przygodę z filozofią. Być może jakiś myśliciel w sposób szczególny ciebie zainteresował, a może masz czarną listę filozoficznych szkodników?

Do moich ulubionych filozofów należy o. Józef Bocheński, człowiek logiczny i zdroworozsądkowy aż do bólu. Pracą filozoficzną lub quasifilozoficzną, która zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie była... Doktryna faszyzmu Mussoliniego. Włoski dyktator pokazał się tam jako ojciec postmodernizmu, pokazujący że nie należy za bardzo przywiązywać się do politycznych dogmatów, bo raz sprawdza się demokracja, raz dyktatura, innym razem konserwatywna monarchia. Ostatnio czytałem znakomitą książkę Liberalny faszyzm Jonaha Goldberga i wiem, że Mussolini inspirował się wówczas Jamesem i amerykańskim pragmatyzmem. Oczywiście uważam, że faszystowski eksperyment we Włoszech się nie sprawdził i powielanie go po 70 latach w Polsce czy jakimkolwiek innym kraju byłoby zwykłą błazenadą. Nie mam listy filozoficznych szkodników, ale do tego grona zaliczam m.in. Woltera i Aleksandra Dugina. Dużo więcej szkody od tych przereklamowanych filozofów robią w ludzkich umysłach niedouczeni profesorowie tacy jak Adam Wielomski, którzy kultywują historyczną, politologiczną i filozoficzną ignorancję.

Niedawno pojawiła się Twoja debiutancka książkaVril. Pułkownik Dowbor. Czego możemy się spodziewać? Nowego Zmierzchu, bardziej hardcorowej wersji Pięćdziesięciu twarzy Greya, a może epopei pisanej ku pokrzepieniu patriotycznych serc?

To na pewno nie Zmierzch, czy 50 twarzy Greya i nie jest to też opowiastka ku pokrzepieniu serc. To raczej połączenie motywów znanych z twórczości Ossendowskiego, Baliszewskiego, Igora Witkowskiego i serii Indiana Jones. Ale masz rację w tym, że są tam moce nadprzyrodzone, jest erotyka i są wątki patriotyczne. Wszystko w dużej ilości, ale nie przesadnie dużej. Jedna ze znajomych porównała moje dziełko do twórczości Mastertona i stwierdziła, że mam zadatki na jego polski odpowiednik. Co ciekawe, wątki historyczne absolutnie jej nie interesowały a największą uwagę poświęciła wątkom romansowym. Inni skupiają się na wątkach historycznych, jeszcze inni na wątkach nadprzyrodzonych. Wszyscy twierdzą jednak, że czyta im się moją książkę przyjemnie. Zachęcam więc do czytania i dzielenia się swoimi wrażeniami.

Na koniec pozostaje mi poruszyć temat związany z coraz rzadszym pojawianiem się na blogu wątków związanych z ingerencją istot pozaziemskich w proces formowania się naszych cywilizacji. Jaki jest Twój stosunek do koncepcji „antycznych kosmonautów”? Sam starałem się ostatnio przebrnąć przez publikacje Sitchina. Moim zdaniem zajmował się on tworzeniem literatury science-fiction, która została błędnie zinterpretowana jako dzieło popularnonaukowe, które coś tam dowodzi. Pytanie o istnienie inteligentnego życia poza Ziemią nie jest nieracjonalne, zadawał je nawet Kant. Jednakże opowieści Sitchina o „incydencie z Wieżą Babel” (jako silosem rakietowym obcych) i o antycznej broni nuklearnej, to niezłe bajki.

Sitchina czasem rzeczywiście ponosiła wyobraźnia, ale większość jego argumentów mnie przekonała. Jego głęboka znajomość starożytnych przekazów i bliskowschodnich języków pozwoliła mu połączyć wiele anomalii w jedną, spójną opowieść z wiarygodną chronologią. Zafascynowałem się jego twórczością po przeczytaniu Wojen bogów i ludzi. Jeśli chodzi o antyczną broń nuklearną, to przypomnę, że przekonany o jej realności był m.in. Robert Oppenheimer. Pytany czy wybuch bomby atomowej na poligonie pod Alamogordo w lipcu 1945 r., był pierwszym takim wybuchem, odpowiedział: „Tak, w czasach nowożytnych”. Obserwując pierwszą amerykańską nuklearną detonację cytował fragmenty „Mahabharaty” poświęcone podobnej broni bogów – piorunowi Indry. Myślę, więc że historia o „antycznych astronautach”, opowiedziana chociażby w filmie Prometeusz nie jest tak daleka od prawdy jak niektórym mogłoby się wydawać. Tysiące lat temu rzeczywiście przebywały na ziemi istoty dysponujące bardzo zaawansowaną techniką, którzy bawili się w bogów. Inną kwestią jest kim one rzeczywiści były.

Poniżej: muzyczna dedykacja od zwolenniczek Kawaii Radykalnego Centrum.

16:19, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 lutego 2014
Ed Sheeran - Widzę ogień Ukrainy


Rany po niedokończonej wojnie

Dla neokonów obecny konflikt na Ukrainie jest dalekim pokłosiem Zimnej Wojny. Dla nich walka na wszelkich możliwych frontach z imperializmem putinowskim, to jeden z podstawowych imperatywów geopolityki. W buncie Ukrainy można dostrzec pragnienie rozszerzenia otwarcia kraju na Zachód, ale przede wszystkim jest on wyrazem odrzucenia procesów wasalizacji Ukrainy względem Rosji. Dlatego z taką wielką pasją demolowane są kolejne pomniki Lenina. Bunt Euromajdanu jest kontynuacją Pomarańczowej Rewolucji. Wspieranie Ukrainy wpisuje się więc w neokonserwatywny postulat globalnej walki z autorytarnymi reżimami. Jeśli ktoś spodziewa się, że wsparciem mogą być tylko rakiety Tomahawk, to niedocenia miękkiej siły neokonserwatystów. Polecam artykuł, który sugeruje, że CIA (za kadencji Busha) rozbiła wrogie Pomarańczowej Rewolucji grupy górników z Doniecka, poprzez podrzucenie im do autokarów pokaźnych ilości dobrej wódki.

Z neokonserwatywnego punktu widzenia, obecność Ukrainy w strukturach Unii Europejskiej jest także pożądana, gdyż nie jest to państwo przesiąknięte biurokratyczną ideologią Brukseli, które może stanowić wewnętrzną linię oporu wobec jej narzucania. Pozostaje jeszcze kwestia ukraińskich nacjonalistów. Co z pogrobowcami Bandery i Prawym Sektorem. Cóż, tu neokonserwatywnym wzorem pozostaje klasyczna taktyka, którą przypomniał kapitan Price zawierając tymczasowy sojusz ze znienawidzonym rywalem Makarovem (COD – Modern Warfare 2): wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Jeśli ekstrema nacjonalistyczna będzie rosnąć w siłę, to przyjdzie jeszcze czas, by się jej przeciwstawić.

Co widzę, widząc ogień Ukrainy

W słynnej jedenastej tezie o Feuerbachu, Marks atakuje Hegla stwierdzając, że filozofowie jedynie chcieli rozumieć świat, a przecież chodzi o to, by go zmieniać. W kontrze Hegel może mu odpowiedzieć, że jak można coś zmieniać, jeśli się tego nie rozumie. To nie filozofowie wzniecają dziejowe rewolucje, oni jedynie czekają aż opadnie kurz historii i niczym sowy Minerwy wylatujące o zmierzchu, nadają sens temu, co się już dokonało.

Jak spojrzeć na ukraińską noc, w której ogień przeszywający mrok oddziela ludzi od bestii. Jak spojrzeć w ten ogień, który dogasa o świcie i pozostawia spustoszenie w duszach. Jak przyjąć ogień, w którym jednostkowe losy spalają się razem na majdanie narodowej historii. Z niespodziewaną pomocą przychodzą słowa piosenki:

If this is to end in fire
Then we should all burn together
Watch the flames climb high into the night
Calling out father, stand by and we will
Watch the flames burn auburn on the mountain side

Ogień Ukrainy w interpretacji słów z utworu I See Fire.

17:54, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 sierpnia 2013
Brandon Darby - radykał w służbie FBI

Bandon Darby Informant documentary

W 2005 roku szalejący huragan Katrina zniszczył Nowy Orlean. Gniew natury nieomal dokonał unicestwienia tego miasta. Tysiące ludzi walczyło o przetrwanie na zgliszcza swoich domostw. Najpotężniejsze państwo świata wyraźnie nie radziło sobie z niesieniem pomocy ofiarom kataklizmu. Wtedy pojawia się On, Brandon Darby. Nieoczekiwany przybysz bardzo szybko staje się wybawicielem dla wielu poszkodowanych przez huragan. Darby okazał się być wyjątkowo zdolnym organizatorem, który tchnął nowe życie w zdewastowaną społeczność Nowego Orleanu. Załatwiał wodę, żywność, leki, odbudowę zniszczonych domów. Szybko stał się bohaterem dla grup lewicowych aktywistów. Organizacyjna sprawność, wrogość wobec policji i antyrządowe poglądy uczyniły z niego wyróżniającego się towarzysza walki z kapitalizmem i amerykańska prawicą.

W 2008 roku w Minnesocie odbywała się ogólnokrajowa konwencja Partii Republikańskiej. Jej uczestniczy mieli zostać gościnnie przywitani przez ekstremistyczny Black Bloc. Demonstracja radykałów zostaje jednak rozbita a dwaj młodzi aktywiści, David McKay i Bradley Crowder, zostają zatrzymani za przygotowywanie ataku koktajlami Mołotowa (obaj trafili do więzienia na kilka lat). Dlaczego siły rządowe tak łatwo poradziły sobie z pacyfikacją demonstracji radykalnej lewicy. Pojawiają się dociekliwe pytania, które przeistaczają się w podejrzenia. Wtedy ponownie na politycznej scenie Ameryki pojawił się Brandon Darby, który ogłosił, że był informatorem FBI i to on wystawił policji niedoszłych podpalaczy.

Tyle jeśli chodzi o fakt. Jak jednak je interpretować. Opcje są przynajmniej dwie. Pierwsza wersja głosi, że Darby doświadczył ideowego nawrócenia, rozczarował się gotowością swych towarzyszy do stosowania przemocy, co pchnęło go w stronę FBI. Po ujawnieniu swej współpracy z policją otrzymywał liczne groźby od byłych towarzyszy walki oraz zbliżył się do Andrew Breitbarta, co otwarło mu drogę do zostania prawicowym aktywistą, który w swoich wykładach demaskuje ruch Occupy Wall Street oraz grupę Anonymous. Druga wersja wydarzeń przyjmuje, że Darby poprzez swoją pomoc ofiarom Katriny miał zaskarbić sobie przychylność grup lewicowych aktywistów, przeniknąć do ich struktur, dokonać ich infiltracji oraz w odpowiednim momencie umożliwić ich rozbicie. W tej wersji sprawa przypomina „Akcję krzyż”, którą wykonał Andrzej Hadacz.

Poniżej: zwiastun znakomicie zapowiadającego się dokumentu Informant.

19:36, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 lipca 2013
Zombie w czasie stanu wojennego

Sztuka znikania wudu katolicyzm zombie

Obiecaną relację z wyprawy do Genewy opublikuję jak tylko w Internecie umieszczone zostaną materiały z konferencji. Dziś polecam zainteresować się intrygującym filmem dokumentalnym Sztuka znikania.

Gdy na Haiti wybuchł wyzwoleńczy bunt czarnej ludności wyspy, Napoleon zorganizował misję wojskową, która miała stłumić rewoltę. Uczestniczyli w nie Polacy, którzy sami cierpiąc z powodu zniewolenia własnej Ojczyzny, sympatyzowali z rewolucjonistami. Część ocalałych żołnierzy zdecydowała się pozostać na wyspie. W ten sposób splotły się polsko-haitańskie losy i rozkwitała duchowość będąca połączeniem katolicyzmu i wudu. Tak Matka Boska Częstochowska stała się boginią Erzulie, której policzek jest okaleczony trzema ranami.

Sługą bogini został także Amon Fremon, niebieskooki potomek polskich żołnierzy, który w 1980 roku przybył do Polskiej Republiki Ludowej. Początkowo otaczająca go socrealistyczna rzeczywistość wydawała się mu bardzo obca i dziwna. Amon trafił pewnego dnia na hucznie obchodzone narodowe dożynki, podczas których kobiety w ludowych strojach odprawiały rytualne tańce, skierowane do starców zmurszałej kasty partyjnych kapłanów. Nie tylko oni wydawali się być niepodatni na zaklęcia rzucane podczas rytualnych obrzędów. Dla przybysza z Haiti, Polacy wydawali się zapadać w otepieńczy sen, by nagle przebudzać się z marazmu kilometrowych kolejek i walczyć o cokolwiek, co zostało rzucone do sklepów. Potężne blokowiska przytłaczały pustką swych przestrzeni i bez oporu zanurzają się w ciemność chmurzącego się nieba. Tak zaczyna się noc demonów.

Amon wyrusza na poszukiwania sekretnego portalu, poprzez który duchy wkraczają do świata żywych. Odnajduje Pałac Kultury, który przypomina mu haitański nagrobek, z tą różnicą, że posiada okna. Okna w nagrobku to bardzo zły pomysł, gdyż to właśnie one są portalem otwierającym drogę duchom śmierci do nawiedzania polskiej rzeczywistości. Polakom wydawało się, że potrafili pokonać demony. Amon wspomina jak na bramie stoczni zawiesili portrety świętych i triumfalnie obnosili na rękach kapłana bogini Erzulie. Gość z Haiti, „dotknięty przez wiatr”, doświadczył bezpośredniej obecności bogini, która ostrzegła go, że duchy śmierci jeszcze nie zostały pokonane i przygotowują się do kolejnego ataku. Amon nie milczał, rozgłaszał to, co zostało mu objawione. Jednakże Polacy go nie usłuchali i odepchnęli. Wtedy zrozumiał, że bóstwa wybrały go do samotnej misji wyzwolenia Ojczyzny przodków z demonicznego amoku. Zwiastunem powrotu duchów śmierci była sroga zima, po której nastąpiła długa noc. To wtedy na ulice polskich miast wyległy szwadrony zombie (genialna scena przedstawiająca oddziały ZOMO, które w maskach gazowych wyłaniają się z ciemnego tunelu). Ludzie bali się zombie, gdyż wiedzieli, że w pobliżu musi się znajdować potężny kapłan, który zniewala i niszczy ludzkie dusze. Tym kapłanem był Jaruzelski. To właśnie z nim musiał się zmierzyć Amon. Czuł jednak, że haitańskie zaklęcia są zbyt słabe, by wyzwolić Polskę z demonicznego zniewolenia. Musiał wiec poszukać potężnego wsparcia. Odnalazł je w zaklęciach zawartych na stronicach Dziadów Mickiewicza. Amon odprawił rytuał, po którym wrócił do domu. Tam nikt go nie rozpoznaje. Wszyscy twierdzą, że stał się „biały”. Nigdy więcej nie odprawi już żadnego rytuału, gdyż swoje moce duchowe złożył w ofierze za uwolnienie Ojczyzny przodków. Ofiara została przyjęta, ale czy walka z duchami śmierci została zakończona? Przecież portal stojący w środku stolicy pozostaje nadal otwarty.

Do posłuchania: Sztywny Pal Azji – Nie gniewaj się na mnie Polsko oraz Wieża radości, wieża samotności.

23:25, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 stycznia 2013
Django i Booker T. Washington - dwie drogi wychodzenia z niewolnictwa

Booker T. Washington Django

You can't hold a man down without staying down with him.

Kim jest Booker T. Washington?

Wszyscy znają Martina Lutera Kinga i Malcolma X. Kto pamięta o innym amerykańskim bohaterze walki o prawa obywatelskie jakim był Booker T. Washington (niektórzy mogą go mylić ze znanym zawodnikiem amerykańskiego wrestlingu). Washington urodził się niewolnikiem, a wolnym człowiekiem stał się wraz ze zniesieniem niewolnictwa w Ameryce. Od tego czasu rozpoczął swój brawurowy marsz ku coraz wyższym szczeblom politycznej, naukowej i wychowawczej kariery, tym samym stając się kolejnym przykładem możliwości wcielenia w życie amerykańskiego snu o karierze, która swe początki ma w ciężkiej pracy ludzi z nizin społecznych. Jego odpłatą za niewolę, której doświadczył za sprawą hegemoni białych plantatorów nie był świst rewolwerowych kul, lecz znakomite uniwersytety, zakłady pracy i przedsiębiorstwa pełne czarnej młodzieży, która by móc stać się prawdziwie wolną, musiała stać się ekonomicznie niezależna i życiowo samowystarczalna. Do przeczytania: autobiografia Up From Slavery i artykuł The Conservative Vision of Booker T. Washington. Do obejrzenia program Glenna Becka poświecony Bookerowi T.

Wszyscy chłoszczą Wuja Toma

W najnowszym filmie Tarantino genialną kreację stworzył Samuel L. Jackson, który wcielił się w rolę Stephena, czarnego majordomusa rezydencji jego okrutnego pana. W niektórych recenzjach filmu przyrównuje się Stephena do pamiętnej postaci Wuja Toma, co stanowi oczywiste nieporozumienie. Wuj Tom był, bowiem ucieleśnieniem cnót chrześcijańskich. Był niewolnikiem, który zawsze pokornie nadstawiał drugi policzek i stwierdzał, że od białych można się nauczyć wielu przydatnych umiejętności. Wujowi Tomowi zarzucano przyjęcie biernej postawy niewolnika, który pogodził się z własnym losem i zbytnią uległość wobec hegemonii białych (radykalno-lewicowi aktywiści piętnują swoich prawicowych adwersarzy takich jak Allen West lub Thomas Sowell nadając im miano współczesnych wujków Tomów). Tarantino na moment wprowadza do filmu podobny wątek, gdy Leonardo Di Caprio opowiada o niewolnikach, którzy codziennie golili brody swoim panom przy pomocy ostrej jak kosa brzytwy, a mimo tego nigdy nie podcinali im gardła. Django jest jakby próbą odpowiedzi na ten zarzut pokornego godzenia się z losem niewolnika. Natomiast filmowy Stephen nie ma w sobie ani krzty chrześcijańskiego miłosierdzia i nie jest kolejną wersją Wuja Toma, lecz znakomitym przykładem paradoksalnego zjawiska jakim jest „self-hating negro”. Współcześnie zarzut przyjmowania takiej postawy kieruje się pod adresem kontrariańskiego pastora Jamesa Davida Manninga, przy którego brawurowych kazaniach wymiękają najlepsze dissy produkowane przez ks. Natanka.

Bonusy do poczytania i pooglądania: artykuł na temat pojawiających się w filmie walk Mandingo, zwiastun pierwszego filmu o Django, w którym bohater był białym rewolwerowcem kasującym bandziorów w czerwonych kapturach oraz kultowa scena z narady Ku Klux Klanu.

21:45, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (2) »
środa, 12 grudnia 2012
Jonas Savimbi - zapomniany bohater Black Ops 2

Black Ops 2 Jonas Savimbi

Seria Black Ops to uczta dla pasjonatów okresu „zimnej wojny” i jej zakulisowych rozgrywek (pierwsza części dorzuciła swoje trzy grosze do tajemnic zamachu na Kennedy’ego). Najnowsza cześć przenosi akcję w niedaleką przyszłość, w której walczą już głównie drony i roboty. Szkoda, że twórcy spanikowali i z zapowiedzi oparcia fabuły na konflikcie z Chińczykami nic nie wyszło (podobnie uczynili autorzy nowej wersji filmu Red Dawn, którzy Chińczyków podmienili na fanatyków Wielkiego Kima). Ten wątek został zmarginalizowany, a głównym przeciwnikiem został latynoski terrorysta (zakamuflowany meksykański straszak?).

Wiele osób ekscytuje się faktem, że w Black Ops 2 pojawia się generał Petraeus, pani prezydent jest stylizowana na Hillary Clinton, a jedną z głównych bohaterek jest blondwłosa wersja Lisbeth Salander (Dziewczyna z tatuażem). Można także wziąć udział w obalaniu Manuela Noriegi i buszować po zakamarkach lotniskowca USS Barack Obama. Natomiast totalnie pominiętym bohaterem kontynuacji Black Ops jest Jonas Savimbi, którego spotykamy w pierwszej misji gry. Savimbi był jednym z najważniejszych afrykańskich antykomunistów. Przewodził partyzanckiej wojnie przeciwko portugalskim kolonialistom, a następnie prowadził vendettę przeciwko sowieckim marionetkom w Angoli. Wyróżniał się wysoką kulturą intelektualną, mówił siedmioma językami, w debatach politycznych przywoływał europejskich filozofów i wygłaszał wykłady dla amerykańskich think-tanków. Przez swoich wrogów uznawany za potwora i rządnego władzy podżegacza wojennego. W Black Ops 2 pomagamy dowodzonym przez Savimbiego oddziałom UNITA zwalczać komunistów z MPLA. Do obejrzenia: wykład dla National Press Club. Do przeczytania: artykuł autorstwa Savimbiego – The War Against Soviet Colonialism.

23:57, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 grudnia 2012
Julia Görges vs Waldemar Łysiak, czyli jak padło Uważam Rze

Julia Görges Waldemar Łysiak Uważam Rze

W tej chwili trwają liczne spekulacje, które rekonstruują drogę do upadku tygodnika Uważam Rze. Poniższa sekwencja zdarzeń może rzucić nieco nowego światła na genezę gwałtownych wydarzeń z ostatniego tygodnia.

1. W poniedziałek (19.11.2012) ukazuje się felieton Waldemara Łysiaka, w którym pojawia się fragment dotyczący mojej ulubionej tenisistki Julii Görges.

2. W piątek (23.11.2012) wysyłam do redakcji list o następującej treści:

Pan Waldemar Łysiak w swoim felietonie pt. „Niech żyje sPOrt!” („URz” nr 47/2012) poruszył ważny problem licznych błędów językowych jakie popełniają polscy komentatorzy sportowi. Jednakże w tekście felietonu pojawił się fragment, który może wzbudzić językowe wątpliwości. Redaktor Łysiak wspomniał w nim, że Agnieszka Radwańska skompromitowała się przegrywając swój pierwszy mecz olimpijski z niemiecką tenisistką Julią Gerges. Moje wątpliwości dotyczą sposobu zapisywania nazwiska Niemki. Sądzę, że nazwisko powinno być zapisane zgodnie z oryginalną pisownią jako Görges. Ewentualnie jeśli chcielibyśmy pominąć specyficzne dla języka niemieckiego litery, to owe nazwisko możemy zapisać jako Goerges. Pragnę także zaznaczyć, że Radwańska rozegrała wtedy dobry mecz, ale tego dnia Görges była znakomita i nie zdziwiłbym się, gdyby w niedalekiej przyszłości dołączyła do ścisłej czołówki kobiecego tenisa.

3. Pięć dni później (28.11.2012) tygodnik upada!

Tu nie ma żadnego przypadku. Wyraźnie widać związek przyczynowo-skutkowy. Wnioski na przyszłość są takie: a) lepiej nie zadzierać z Julią; b) więcej nie wysyłam listów do redakcji czasopism, którym nie życzę upadku, bo ewidentnie sprowadzam jakiś negatywny fluid lub fatum.

PS: Co będziemy mogli przeczytać w najnowszym numerze URz? Pewnie peany na cześć Korwina jako najwybitniejszego filozofa politycznego wszechczasów, toast z okazji ostatniego triumfu Palestyńczyków nad złymi syjonistami oraz długo oczekiwane starcie tytanów - Bubel Band kontra Henryk Pająk.

20:03, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 listopada 2012
Tea Party wypowiada wojnę.... Republikanom

Hating Breitbart Tea party vs GOP

Romney nie mógł wygrać z Obamą, tak jak John Kerry nie mógł pokonać Busha juniora. Obaj byli po prostu zbyt słabymi pretendentami do pokonania urzędujących (nawet kontrowersyjnych) prezydentów. O tej słabości gubernatora Romney’a byli przekonani od dawna sympatycy Tea Party, którzy natychmiast po przegranych wyborach wypowiedzieli wojnę establishmentowi Partii Republikańskiej.

Republikanie już dwukrotnie z rzędu (wcześniej porażkę zaliczył McCain) wystawili do wyborów umiarkowanego centrystę, który miał być kandydatem wybieralnym i zdolnym do przyciągnięcia głosów niezdecydowanych i niezależnych wyborców, którzy nie identyfikują się z żadną z dwóch głównych partii. Dla radykałów z Tea Party zarówno Romney (jego dodatkowym minusem było elitarystyczne pochodzenie i oderwanie od realiów życia przeciętnych Amerykanów), jak i McCain w sprzyjających ku temu okolicznościach mogliby znaleźć się na prawym skrzydle Partii Demokratycznej.

Wygląda na to, że przeintelektualizowani i otwarci konserwatyści znajdą się pod ostrym obstrzałem „mamusiek grizzly” i koneserów bostońskiej herbatki. Prawdopodobnie znów umocni się pozycja takich aktywistów jak Glenn Beck, Ann Coulter, Rush Limbaugh. Być może dojdzie do prób reaktywacji Sary Palin. Naturalnym liderem reformatorów w tej wewnętrznej wojnie mógłby być Allen West, ale niestety przegrał wyborczą rywalizację z liberalnym żółtodziobem. Nie wiadomo w jakim stopniu do tej porażki przyczyniło się ujawnienie prywatnych listów Westa do żony, w których pojawiły się takie fragmenty: Will you be my porn star?

Tak czy inaczej w GOP szykuje się wojna domowa. Wiadomo kto by ją rozpętał, gdyby jeszcze mógł. Poniżej: najnowszy zwiastun jego kinowego filmu.

22:50, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (4) »
środa, 31 października 2012
Kto ma Notatnik śmierci?

Death of Naomi Misora Notatnik śmierci

5 sierpień 2011 – w siedzibie własnej partii wiesza się Andrzej Lepper, jeden z najbardziej hardych polskich polityków, prawdziwy polityczny fighter, który często przypominał swoją bokserską przeszłość.

16 czerwiec 2012 – ginie gen. Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca GROMu, żołnierz ze stali. Z nieznanych powodów, w warunkach pokoju, wymierza w siebie lufę pistoletu i oddaje śmiertelne strzały.

Kilka dni temu z niewyjaśnionych powodów powiesił się w swojej piwniczce chorąży Remigiusz Muś, jeden z najważniejszych świadków katastrofy smoleńskiej.

Co było przyczyną lub motywem tych drastycznych zdarzeń? Kłopoty finansowe, problemy zdrowotne (depresje), konflikty rodzinne? Wszystkie te przypadki pozostają owiane tajemniczą mgłą, która doprowadziła do pojawienia się hipotezy seryjnego samobójcy. Tylko, kto mógłby działać w tak profesjonalny sposób bez pozostawiania jakichkolwiek śladów swojej ingerencji? Zwolennicy tezy o seryjnym samobójcy musieliby się odwołać do przypadków przedstawianych przez japońskie anime Death Note. To właśnie tytułowy Notatnik śmierci jest idealnym narzędziem zbrodni. Wystarczy znać twarz ofiary oraz jej imię i nazwisko, wpisać je do notatnika i podać sposób śmierci (np. zawał serca lub samobójstwo). Dzięki temu zabójstwa stają się samobójstwami. Tylko, kto posiada Notatnik śmierci? Przy kim dzisiejszej upiornej nocy będą przebywać shinigami? Poniżej: kapitalne zakończenie jednego z odcinków serialu.

12:57, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 września 2012
Gruzja - 20 lat po końcu świata

Gruzja Batumi

Powyżej widzimy centralne miejsce Batumi, którego nie zawarła w swoim teledysku Natalia Lesz.

Dziś krótki wywiad z moim znajomym podróżnikiem, wschodoznawcą, filozofem i europeistą, który niedawno powrócił z wyprawy do Gruzji.

Polski rząd porzucił ambitną politykę wschodnią. Czy Gruzini postrzegają jeszcze Polaków jako swoich sojuszników i orędowników?

Zdecydowanie przejawiają względem Polaków niezwykłą życzliwość i gościnność, chociaż trudno jednoznacznie stwierdzić, czy wynika to z minionych działań naszych elit politycznych, czy też z natury Gruzinów.  Jest to jeden  z najgościnniejszych i najsympatyczniejszych ludów z jakimi miałem przyjemność się zetknąć podczas moich podróży. Trzeba przyznać, że na dłuższą metę ciągłe okazywanie przyjaźni potrafi być dość kłopotliwe, szczególnie jeśli staramy się gdzieś dotrzeć na czas. Muszę jednak zaznaczyć, że poczucie czasu wśród mieszkańców Kaukazu jest dość specyficzne, gdyż 2 lub 3 godziny spóźnienia nie robią na nikim zbyt dużego wrażenia.

Czy Gruzja podniosła się już po „małej wojnie”? Czy prezydent Saakaszwili ma poparcie wśród zwykłych Gruzinów?

Pytanie powinno raczej brzmieć, czy Gruzja podnosiła się po upadku ZSRS?  Kraj, jak zresztą wiele innych obszarów postsowieckich, przypomina bardziej scenerie z filmu postapokaliptycznego, niż nowoczesne i szybko rozwijające się państwo. Wszędzie, z wyjątkiem Tbilisi i Batumi, człowiek staje się świadkiem niewyobrażalnego wręcz rozkładu i upadku. Rozpadające się fabryki, przerdzewiały sprzęt górniczy, opustoszałe i zarastające domostwa oraz pozostawione własnemu losowi komunistyczne pomniki ku czci bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, to częste elementy krajobrazu.  Jeżeli nawet wdziałem jakieś zniszczenia wojenne, to nie byłem ich w stanie zauważyć pośród wszechobecnej ruiny. Natomiast, jeśli chodzi o kwestię społecznego poparcia dla prezydenta, to raczej nie spotkałem się ze zdecydowanym sprzeciwem względem niego, choć pojawiały się zarzuty jakoby zapomniał  o biednych i skoncentrował się tylko na stolicy. Jednakże, ci sami rozmówcy twierdzili, że jest on  dobrym Gruzinem, który chce dla kraju jak najlepiej.

Jak gruzińska ulica ocenia katastrofę w Smoleńsku? Czy zamach jest dla niej oczywistością?

Dla Gruzinów sprawa jest dość oczywista, prezydent Kaczyński został zamordowany przez rosyjskich zabójców przysłanych przez Putina. Sprawa ta nie podlega żadnej dyskusji. Podejmowanie jakiejkolwiek dyskusji na ten temat z Gruzinami nie ma najmniejszego sensu. Tak było i tyle. I nie chodzi tu nawet o spowodowanie wypadku poprzez stworzenie odpowiednich ku temu warunków, czy też podłożeni ładunków wybuchowych,  tylko bezpośrednie zabicie prezydenta Kaczyńskiego. Jeden z moich rozmówco posunął się nawet do stwierdzenia, że Lech Kaczyński zdążył pokonać paru rosyjskich zbirów przed heroiczną śmiercią.  Warto zaznaczyć, że sami Gruzin (wielokrotnie to podkreślali) nie są nastawieni wrogo do  samych Rosjan, ale do ich ,,zbójeckiej” władzy. Nie da się ukryć, że katastrofa smoleńska zaczyna już bardzo mocno obrastać legendą i nie powinniśmy się za bardzo zdziwić, jeżeli tamtejszy Kościół prawosławny włączy w najbliższych latach byłego prezydenta Polski w poczet gruzińskich świętych.

W która stronę pójdzie Gruzja. Ulegnie i podporządkuje się Rosji, będzie darzyć do modernizacji na modłę zachodnią, a może pójdzie swoją własną odrębną drogą?

To niezwykle ciężkie pytanie i obawiam się, że bardzo trudno będzie mi na nie opowiedzieć. Gruzja w chwili obecnej jest krajem, którego dalszy losy uzależniony jest od zaangażowania obcych mocarstw. Bez wsparcia finansowego Stanów Zjednoczonych kraj ten nie da rady oprzeć się ekspansji rosyjskiej. Gruzja jest ekonomicznie potwornie słaba, a przeprowadzane przez prezydenta próby wskrzeszenia gospodarki poprzez ściągniecie do kraju mitycznych i ociekających dolarami zachodnich turystów są delikatnie mówiąc mrzonką. Być czy nie być Gruzji  w obecnym stanie zależy od tego, czy komuś będzie zależało na zatrzymaniu ekspansji Rosji na południe.

Do posłuchani: Boris Bedia oraz zespół Eldrine. Poniżej: zwiastun filmu 5 dni wojny.

15:50, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 sierpnia 2012
Net Delusion, czyli jak nie robić rewolucji w Internecie

Evgeny Morozov twitterowa rewolucja

Czyż nie jest tak, że Internet rewitalizuje sferę publiczną państw demokratycznych oraz wzmaga partycypację ludzi w demokratycznych strukturach. Czy nieograniczony dostęp do informacji i swoboda komunikacji nie są zagrożeniami dla stabilności autorytarnych reżimów od Chin po Białoruś? Czyż portale społecznościowe nie zorganizowały antyreżimowych rewolucji na Bliskim Wschodzie? Taką optymistyczną wizję Internetu, postrzeganego jako niezawodne narzędzie do promowania demokracji, kwestionuje Evgeny Morozov w swojej najnowszej książce The Net Delusion. The Dark Side of Internet Freedom.

Doktryna Googel głosi entuzjastyczną wiarę w wyzwalającą moc technologii internetowych. Jest to wiara w magiczną moc Internetu, który jest taranem obalającym tyranie. Konglomerat Facebooka, Google’a i Twittera tworzy swoiste Radio Wolna Europa na sterydach. Usunięcie barier w wolnym dostępie do informacji i swobodnej komunikacji ma burzyć fundamenty autorytaryzmu. Jeśli uciskani będą mogli twittować, to wytwittują sobie wolność.

Przeświadczenie, że Internet jest narzędziem faworyzującym niewinne ofiary, a nie ich oprawców jest czystym cyber-utopizmem. Natomiast wiara w to, że Internet robi politykę, a nie polityka rozgrywa Internet jest złudzeniem Internet-centryzmu. Autorytarne reżimy doskonale przystosowują się do operowania w ramach cybernetycznej rewolucji. Mają potężne budżety na wprowadzanie coraz bardziej zaawansowanych mechanizmów cenzury (sam Google czasem im w tym pomaga). Prowadzą zmasowaną internetowa propagandę, szpiegują w sieci swoich obywateli, opłacają blogerów, a portale społecznościowe wykorzystują do identyfikowania swoich wrogów.

Dla Morozova cyber-utopizm + Internet-centryzm = Sieciowa Iluzja.

Do obejrzenia wykłady: The Internet in Society: Empowering or censoring citizens?, Marriage From Hell: On the Secret Love Affair Between Dictators and Western Technology Companies, The End of Cyber Utopia, A Twitter Revolution without revoluationaries?

14:56, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 maja 2012
Starcie radykałów - Žižek vs Horowitz

Zizek vs Horowitz

Julian Assange zrobił coś sensownego. W swoim programie telewizyjnym (produkowanym dla Russia Today) doprowadził do ciekawej konfrontacji pomiędzy Slavojem Žižkiem i Davidem Horowitzem. Dyskusja zaczyna się od telefonu od Stalina. Później dochodzi szybko do pierwszego ostrego zwarcia oponentów, pretekstem była kwestia palestyńska. Po początkowej demolce program przerodził się w interesującą dyskusję o komunizmie Obamy, upadku Imperium Americanum oraz nadchodzących wyborach prezydenckich w USA. Horowitz ostro zaatakował Europę. Określił ją mianem „kulturowego parku rozrywki”, który nie odgrywa znaczącej roli w świecie. Žižek próbował bronić Europy przed ideą amerykańskiej wyjątkowości (american exceptionalism). Nie zapomniał także o wtrąceniu sporej dawki żartów.

Dodatkowo do obejrzenia sporo ciekawych materiałów – Douglas Murray (najwybitniejszy europejski neocon) dissuje Assange’a + inny sensowny wywiad Žižka o nadchodzących z Chin transformacjach kapitalizmu + Andrew Klavan wyjaśni co dało nam Wikileaks + zapowiedź pamfletu Dziesięć powodów dla zlikwidowania ONZ.

13:53, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2012
Go West! Wyzwanie dla Obamy.

Allen West Tea Party.

Gdyby Allen West wkroczył do naszej polityki, to pozamiatałby wszystkich!

Romney może nie dać rady w starciu z Obamą. Ma na koncie kilka sporych minusów. Ciąży na nim przeszłość wilczego kapitalisty i łatwo zauważalny brak ideowego kręgosłupa. Mormonizm też będzie przeszkodą w przekonaniu pewnych grup wyborców. Szanse na zwycięstwo wyborcze może zwiększyć celny wybór kandydata na wiceprezydenta. Najlepszym wyborem będzie Allen West, kongresman wspierający Tea Party i weteran wojny z islamistycznym ekstremizmem. Mógłbym przytoczyć serię mocnych argumentów za jego kandydaturą. Jednakże, najlepiej zrobię oddając głos samemu Westowi. Poniżej przedstawiam jego rewelacyjne wystąpienie. Czysty Power – od pierwszych do ostatnich słów. Zdecydowanie polecam.

15:26, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2012
Piętno Breivika. W obronie Modern Warfare.

Breivik Modern Warfare

Nasi wrogowie myślą, że kontrolują historię. Tym razem to my spiszemy ich przeznaczenie. Zajmiemy całą Europę, nawet jeśli będzie to sterta kamieni. Historię napiszą zwycięscy. Wszyscy przypomną sobie, iż los całego świata zależy od woli pojedynczej jednostki. Wszyscy siedzimy na beczce prochu. Wystarczy, że ktoś rzuci zapałkę.

Od Wertera do Modern Warfare

Breivik, w trakcie swojego procesu, zdążył już wszystkich pozdrowić gestem „wyklętego ludu ziemi” oraz rzucić złowrogi cień na gry komputerowe. Niespodziewanie oberwał World of Warcaft (avatar Breivika - Justicar Andersnordic). Powróciła też stara sprawa oskarżeń kierowanych pod adresem Modern Warfare 2. Breivik przyznał, że używał gier do trenowania strzelania i symulowania potencjalnych scenariuszy jego operacji. Czy konsolowa gra fps wystarczy do wyszkolenia sprawnego terrorysty? Nikt nie opanuje precyzyjnego strzelania z prawdziwej broni bazując na celowaniu do telewizora. To tak jakby uczyć się prowadzić samochód poprzez granie w Gran Turismo. Nie da rady! Pro Evolution Soccer nie uczyni z nikogo Messiego. Profesjonalny symulator lotu może być pomocny w szkoleniu się na pilota, ale nie prosta gra symulująca pilotowanie nowoczesnych myśliwców lub pasażerskich Boeingów. Wojsko może symulować przebieg różnych operacji specjalnych, ale nie polega to raczej na odpaleniu gry Counter Strike. Modern Warner 2 nie wyszkoliła Breivika do roli sprawnego zabójcy, choć kontrowersyjna misja No Russian mogła go zainspirować, bo widać w niej sporo podobieństw do jego operacji. Na tej podstawie nie można jednak banować gry, bo taki sam los powinien spotkać Cierpienia młodego Wertera, za ewidentne inspirowanie licznych samobójstw. Dziś Werter nie jest już groźny, bo jest książka zbyt wyszukaną i nie nadającą się do inspirowania przeciętnego, masowego czytelnika.

Przeciw zwyrodnialstwu

To wszystko nie oznacza, że twórcy gier i filmów mają wolną rękę do tworzenia najbardziej zwyrodniałych produktów. Przynajmniej dwa typy gier zasługują na zdecydowaną krytyczną ocenę. Te, które pokazują zwyrodniałą, bezsensowną przemoc dla samej przemocy (Manhunt i Postal) oraz te, które propagują ewidentnie naganne wzorce społecznych zachowań (Bully, wcielamy się w szkolnego brutala terroryzującego innych uczniów) lub przedstawiają afirmację gangsterskiego życia (seria GTA, świetna gra i jednocześnie zwodnicza apologia gangsterstwa). Na szczególna krytykę zasługują gry firmowane przez rapera 50 Centa, które trafiają na podatny grunt trudnej młodzieży, a polegają na masowym wyrzynaniu policji. To samo dotyczy się filmowych horrorów, a raczej makabr w stylu gore, które prezentują zwyrodnialców ćwiartujących w wyrafinowany sposób ludzi. W takich przypadkach nie da się wykluczyć ryzyka podpowiadania pomysłów różnego rodzaju psycholom. Inna sprawa dotyczy filmów, których już samo produkowanie urąga ludzkiej godności. W tej kategorii brylują Japończycy, wystarczy rzucić okiem na filmy pokroju Tokyo Gore Police.

Modern Warfare 3 – Epic Art Game?

Modern Warfare 2 chwaliłem już wcześniej za epickość. Dziś muszę jeszcze dodać znakomity klip ukazujący genezę wybuchu wojny rosyjsko-amerykańskiej i genialny utwór muzyczny The Enemy of My Enemy. Trzecią część serii polecam ze względu na: 1) bardzo dobry główny motyw muzyczny; 2) kozacką bitwę o Nowy York; 3) epizod z porwaniem samolotu rosyjskiego prezydenta, który kończy się spektakularną katastrofą i poszukiwaniem jego ciała pośród resztek rozbitego samolotu (klimaty iście smoleńskie); 4) Berlin rozpadający się na naszych oczach.

PS: polecam ciekawą listę 10 zbanowanych gier (na liście jest Football Manager 2005 blokowany w Chinach i Wolfenstein 3D banowany w Niemczech za zabijanie nazistów:-D)

Poniżej: cała epickość Modern Warfare 3.

Update: Zapomniałem dodać ważnego wątku. Moim zdaniem osoby wychowane na grach bardzo dobrze nadają się do sterowania wojskowymi dronami. Obycie z grami może być w tym fachu bardzo użyteczne.

21:54, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 marca 2012
Andrew Breitbart - Tea Party Warrior Dies

Andrew Breitbart Tea Party Warrior Occupay Unmasked

Andrew Breitbart był liberałem, który dokonał skrętu na prawo po doświadczeniach prezydentury Reagana. Był jednym z najważniejszych filarów ruchu Tea Party oraz zaciekłym wrogiem i demaskatorem ruchu „oburzonych” z OWS. To on zatopił kongresmana Anthony Weinera. Przez konserwatystów był atakowany za udzielenie wsparcia grupie republikańskich homocons. Podczas tegorocznego CPAC stwierdził, że przygotowuje do ujawnienia taśmy video z młodzieńczych lat Obamy, które pokazują skrywane ideologiczne zaplecze jego prezydentury. Zmarł nagle w wieku 43 lat. Do przeczytania jego najważniejsza książka - Righteous Indignation: Excuse Me While I Save the World! Poniżej ostatni, bardzo dobrze się zapowiadający film Andrew – Occupy Unmasked.

Update: Jedediah Bila i jej wspomnienia oraz przesłanie Andrew do lewicy.

21:58, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6