Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
sobota, 01 grudnia 2012
Julia Görges vs Waldemar Łysiak, czyli jak padło Uważam Rze

Julia Görges Waldemar Łysiak Uważam Rze

W tej chwili trwają liczne spekulacje, które rekonstruują drogę do upadku tygodnika Uważam Rze. Poniższa sekwencja zdarzeń może rzucić nieco nowego światła na genezę gwałtownych wydarzeń z ostatniego tygodnia.

1. W poniedziałek (19.11.2012) ukazuje się felieton Waldemara Łysiaka, w którym pojawia się fragment dotyczący mojej ulubionej tenisistki Julii Görges.

2. W piątek (23.11.2012) wysyłam do redakcji list o następującej treści:

Pan Waldemar Łysiak w swoim felietonie pt. „Niech żyje sPOrt!” („URz” nr 47/2012) poruszył ważny problem licznych błędów językowych jakie popełniają polscy komentatorzy sportowi. Jednakże w tekście felietonu pojawił się fragment, który może wzbudzić językowe wątpliwości. Redaktor Łysiak wspomniał w nim, że Agnieszka Radwańska skompromitowała się przegrywając swój pierwszy mecz olimpijski z niemiecką tenisistką Julią Gerges. Moje wątpliwości dotyczą sposobu zapisywania nazwiska Niemki. Sądzę, że nazwisko powinno być zapisane zgodnie z oryginalną pisownią jako Görges. Ewentualnie jeśli chcielibyśmy pominąć specyficzne dla języka niemieckiego litery, to owe nazwisko możemy zapisać jako Goerges. Pragnę także zaznaczyć, że Radwańska rozegrała wtedy dobry mecz, ale tego dnia Görges była znakomita i nie zdziwiłbym się, gdyby w niedalekiej przyszłości dołączyła do ścisłej czołówki kobiecego tenisa.

3. Pięć dni później (28.11.2012) tygodnik upada!

Tu nie ma żadnego przypadku. Wyraźnie widać związek przyczynowo-skutkowy. Wnioski na przyszłość są takie: a) lepiej nie zadzierać z Julią; b) więcej nie wysyłam listów do redakcji czasopism, którym nie życzę upadku, bo ewidentnie sprowadzam jakiś negatywny fluid lub fatum.

PS: Co będziemy mogli przeczytać w najnowszym numerze URz? Pewnie peany na cześć Korwina jako najwybitniejszego filozofa politycznego wszechczasów, toast z okazji ostatniego triumfu Palestyńczyków nad złymi syjonistami oraz długo oczekiwane starcie tytanów - Bubel Band kontra Henryk Pająk.

20:03, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 listopada 2012
Lana Del Rey jest Carlem Schmittem popkultury

Lana Del Rey Cola Baudelaire Carl Schmitt

Cola

Tylko Carl Schmitt znał wagę pierwszych zdań, które rozpoczynają literackie dzieła. Jego otwierające zdania mają potężna moc, niczym pioruny wdzierają się w umysły czytelników i raz na zawsze już w nich pozostają. Któż nie zadrżał czytając pierwsze zdanie jego „Teologii politycznej”: Ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym, jest suwerenem. Proste i mocne przesłanie, które powala i nawiedza myśl. Dokładnie takiego samego wstrząsu i oczarowania można doświadczy wsłuchując się w pierwsze słowa utworu Cola. Kto wskaże lepsze zdanie otwierające jakąkolwiek inną piosenkę? Po tych słowach nic nie jest już takie jak wcześniej. Słowa, które ciągle wracają i nawiedzają myśl. Check this out!

Born to Die

Cola to jedno, a Born to Die to zupełnie coś innego. Jest to teledysk bardzo mocno przesiąknięty Baudelaire’owskimi klimatami. Doświadczamy w nim wzajemnego przenikania się dwóch światów. Z jednej strony jest wyrafinowany estetyzm arystokratycznej sztuki (architektury starego świata), a z drugiej strony mamy do czynienia z nieokrzesanym i bulwarowym obliczem młodej bohemy. Całość utworu przenika mroczna sugestia, którą już kiedyś sformułował Agent Smith podczas finalnej potyczki z Neo. Smith, który obsesyjnie poszukiwał celu ludzkiego życia, w ferworze walki stwierdził, że: Celem życia jest śmierć! Zwróćmy uwagę, że w pewnym momencie utworu padają słowa: Cause You and I, We were born to Die. Na końcu ginie jednak tylko dziewczyna. I tu właśnie pojawia się Baudelaire, który stwierdza, że w momencie, w którym mężczyzna upada w miłość (fall in love) do femme fatale, przeżywa swoją własną śmierć i dalej jest już tylko umarłym za życia.

22:47, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 listopada 2012
200 tysięcy odwiedzin bloga!

Łukasz Czajka blog Polscy neokonserwatyści

Przy średniej dwa wpisy na miesiąc doczłapałem się jakoś do bariery 200 tysięcy odwiedzin mojego bloga. Choć w dalszym ciągu dużo brakuje do wyników blogerskich rekordzistów, to po tych wszystkich latach stwierdzam, że blog jest jednym z moich największych sukcesów i nie wyobrażam sobie już egzystowania bez niego.

Gorące podziękowania kieruję w kierunku wszystkich czytelniczek, a komentatorów przepraszam za częstą zwłokę w odpisywaniu na ich komentarze, ale jak każdy prawdziwy filozof jestem także wolnomyślicielem. Szczególne pozdrowienia dla czytelniczki/czytelnika z tajemniczej wysepki na Atlantyku.

Najczęściej komentowanym wpisem była notatka dotycząca Prometeusza (właśnie zabieram się za analizowanie wszystkich alternatywnych scen). Natomiast bezkonkurencyjnie najpopularniejszą notką jest wpis na temat filmu Iron Sky, który zdobył zawrotną liczbę 101 lików!

00:12, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Komentarze (4) »
środa, 07 listopada 2012
Tea Party wypowiada wojnę.... Republikanom

Hating Breitbart Tea party vs GOP

Romney nie mógł wygrać z Obamą, tak jak John Kerry nie mógł pokonać Busha juniora. Obaj byli po prostu zbyt słabymi pretendentami do pokonania urzędujących (nawet kontrowersyjnych) prezydentów. O tej słabości gubernatora Romney’a byli przekonani od dawna sympatycy Tea Party, którzy natychmiast po przegranych wyborach wypowiedzieli wojnę establishmentowi Partii Republikańskiej.

Republikanie już dwukrotnie z rzędu (wcześniej porażkę zaliczył McCain) wystawili do wyborów umiarkowanego centrystę, który miał być kandydatem wybieralnym i zdolnym do przyciągnięcia głosów niezdecydowanych i niezależnych wyborców, którzy nie identyfikują się z żadną z dwóch głównych partii. Dla radykałów z Tea Party zarówno Romney (jego dodatkowym minusem było elitarystyczne pochodzenie i oderwanie od realiów życia przeciętnych Amerykanów), jak i McCain w sprzyjających ku temu okolicznościach mogliby znaleźć się na prawym skrzydle Partii Demokratycznej.

Wygląda na to, że przeintelektualizowani i otwarci konserwatyści znajdą się pod ostrym obstrzałem „mamusiek grizzly” i koneserów bostońskiej herbatki. Prawdopodobnie znów umocni się pozycja takich aktywistów jak Glenn Beck, Ann Coulter, Rush Limbaugh. Być może dojdzie do prób reaktywacji Sary Palin. Naturalnym liderem reformatorów w tej wewnętrznej wojnie mógłby być Allen West, ale niestety przegrał wyborczą rywalizację z liberalnym żółtodziobem. Nie wiadomo w jakim stopniu do tej porażki przyczyniło się ujawnienie prywatnych listów Westa do żony, w których pojawiły się takie fragmenty: Will you be my porn star?

Tak czy inaczej w GOP szykuje się wojna domowa. Wiadomo kto by ją rozpętał, gdyby jeszcze mógł. Poniżej: najnowszy zwiastun jego kinowego filmu.

22:50, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 listopada 2012
Człowiek jako cierpiące ciało

Pieta Michała Anioła Antygona

Body i flesh

Trzeba znacząc od wprowadzenia rozróżnienie na ciało rozumiane jako flesh i body. Ciało jako body jest zdrowym organizmem, zdolnym do działania i emanującym przejawami życia. Ideał tak postrzeganego ciała urzeczywistnia słynna rzeźba Michała Anioła, która przedstawia atletycznego, silnego i pełnego wigoru Dawida. Takie ciało nie jest źródłem moralnego zobowiązania, lecz jego adresatem. To właśnie ciało jako body ma się pochylić nad cierpiącymi ciałami i przynieść im, choćby namiastkę ukojenia bólu. Natomiast ciało rozumiane jako flesh jest organizmem konsumowanym przez najbardziej wyniszczające choroby, torturowanym w miejscach kaźni i wydzielającym ohydny odór. To właśnie ono jest jednym ze źródeł zobowiązania wzywającego do podjęcia interwencji przerywającej spiralę cierpienia. Przykładem takiego ciała będzie poranione i umęczone katorgą ciało Jezusa przedstawione w filmie Pasja.

Ciało, które jest aktywnym body może w każdej chwili, nagle w mgnieniu oka przeistoczyć się w pasywne flesh, które eksponuje się, zaznacza swoją obecność, przypomina nam się w tych momentach życia, w których dotąd zdrowy organizm przestaje sprawnie funkcjonować. Przypominamy sobie o płucach, gdy zaczynamy się dusić lub o sercu, gdy doznajemy zawału. To natychmiast przywołuje skojarzenia z Heideggerowski spojrzeniem na poręczne narzędzia. Takie sprawnie funkcjonujące narzędzie (np. zegarek na ręce) zostaje w pełni wintegrowane w codzienność naszego bycia-w-świecie i nie narzuca nam on swojej w nim obecności. Narzędzie eksponuje w sposób wyraźny swoją obecność dopiero w momencie, gdy jest zepsute. Dokładnie w ten sam sposób o swoim istnieniu przypominają niesprawne narządy naszych ciał.

Zadanie – zniszczyć martwe ciało!

Cierpiące, niesprawne lub wręcz martwe ciała sprawiają, że konfrontujemy się z wezwaniem zobowiązania, to jednak nic nie może zapobiec temu, by owe ciała jednocześnie nie prowokowały gniewu, nienawiści i pogardy. Obecność osoby z niepełnosprawnością może wzbudzać moralne zobowiązanie do udzielenia jej pomocy, ale jej słabość może jednocześnie prowokować uczucia pogardy, które prowadzą do wyszydzania i gnębienia osób z niesprawnymi ciałami. Widok zmasakrowanych ciał może wzbudzać poczucie zobowiązania do ich należytego pochowania, ale nawet martwe ciało może nadal wzbudzać nienawiść i stać się celem brutalnych ataków. Przykładów takiej wrogości wobec martwego ciała możemy doszukać się w różnych kulturach i epokach historycznych. Taką nienawiść widzimy w postępowaniu Achillesa , który targa wzdłuż murów Troi ciało Hektora. Podobny los spotkał amerykańskich pilotów, których helikopter Black Hawk został zestrzelony w Somalii podczas walk w stolicy kraju Mogadiszu. Nienawiść wobec ciała w niektórych przypadkach może stanowić próbę zagłuszenia dobiegającego z jego strony moralnego zobowiązania. Zniszczenie, ukrycie lub złożenie w anonimowym, zbiorowym grobie ma zagłuszyć wezwanie owego zobowiązania do zaprzestania przemocy.

Strażniczki ciała

Dokonując napiętnowania oprawców ciała, jednocześnie możemy wskazać na szlachetne przykłady kobiecych bohaterek, które odpowiadając na zobowiązanie dobiegające z otchłani zgładzonego ciała zostały jego opiekuńczymi strażniczkami. Pierwszą strażniczką ciała rzuconego na pożarcie zwierzętom jest Antygona, która pilnuje zmasakrowanych zwłok swojego brata Polinejkesa (także dziś nie brakuje Antygon domagających się prawdy o losie ciał ofiar katastrofy smoleńskiej i przeszukujących zbiorowe groby w poszukiwaniu ofiar reżimu PRL). Antygona nie wypowiada wojny, lecz troszczy się o jej ofiary. Nie zabija ciała, lecz che je pochować. Właśnie z tych powodów zostaje pochowana żywcem. Żydowskimi odpowiedniczkami Antygony są nowotestamentowe kobiety, które towarzyszyły Jezusowi podczas jego kaźni i przybyły do grobu, by pielęgnować złożone w nim ciało. Ich modlitwą był lament, który nie pozwalał zapomnieć o cierpieniu zadanym ciału. Są to Żydogreckie kobiety, które są strażniczkami ciała i towarzyszkami jego cierpienia.

13:04, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 października 2012
Kto ma Notatnik śmierci?

Death of Naomi Misora Notatnik śmierci

5 sierpień 2011 – w siedzibie własnej partii wiesza się Andrzej Lepper, jeden z najbardziej hardych polskich polityków, prawdziwy polityczny fighter, który często przypominał swoją bokserską przeszłość.

16 czerwiec 2012 – ginie gen. Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca GROMu, żołnierz ze stali. Z nieznanych powodów, w warunkach pokoju, wymierza w siebie lufę pistoletu i oddaje śmiertelne strzały.

Kilka dni temu z niewyjaśnionych powodów powiesił się w swojej piwniczce chorąży Remigiusz Muś, jeden z najważniejszych świadków katastrofy smoleńskiej.

Co było przyczyną lub motywem tych drastycznych zdarzeń? Kłopoty finansowe, problemy zdrowotne (depresje), konflikty rodzinne? Wszystkie te przypadki pozostają owiane tajemniczą mgłą, która doprowadziła do pojawienia się hipotezy seryjnego samobójcy. Tylko, kto mógłby działać w tak profesjonalny sposób bez pozostawiania jakichkolwiek śladów swojej ingerencji? Zwolennicy tezy o seryjnym samobójcy musieliby się odwołać do przypadków przedstawianych przez japońskie anime Death Note. To właśnie tytułowy Notatnik śmierci jest idealnym narzędziem zbrodni. Wystarczy znać twarz ofiary oraz jej imię i nazwisko, wpisać je do notatnika i podać sposób śmierci (np. zawał serca lub samobójstwo). Dzięki temu zabójstwa stają się samobójstwami. Tylko, kto posiada Notatnik śmierci? Przy kim dzisiejszej upiornej nocy będą przebywać shinigami? Poniżej: kapitalne zakończenie jednego z odcinków serialu.

12:57, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 października 2012
Samsara - świątynie i kluby go-go

Samsara film Movie

Samsara podąża szlakami wytyczonymi przez takie filmy jak Baraka lub Naqoyqatsi. Jest to epicka opowieść o nieprzerwanej podróży poprzez pustkowia natury, świątynne mury, ulice gigantycznych metropolii, fabryczne hale, wysypiska ludzkości, roztańczone więzienia, defilady wojskowe i…. kluby go-go.

Człowiek nie jest częścią natury

Film uchwytuje monotonię, skamieniałość i statyczność życia natury. Pustynności środowiska naturalnego zostaje przeciwstawiony spektakularny dynamizm gigantycznych metropolii z ich tętniącymi życiem autostradami i liniami metra, które są ich aortami. Tylko betonowa dżungla tętni życiem, a jej pozorny chaos i nieuporządkowanie jest tak naprawdę harmonią sprawnie działającego organizmu. Oglądając film łatwo dostrzec jak bardzo człowiek nie pasuje do świata natury, jak bardzo jego bycie w świecie jest byciem na wspak lub przeciw naturze. Tylko człowiek buduje stoki narciarskie na pustyni, tworzy sztuczne archipelagi na wodach oceanu i żegna swoich zmarłych składając ich do trumny w kształcie dubeltówki, do której zmarły jest ładowany niczym nabój. Twórcy Samsary pokazują także jak bardzo zacierają się różnice pomiędzy człowiekiem (np. gejszą w pełnym makijażu) a robotem, gumową sex-lalką lub strachem na wróble. To nie maszyny udają prawdziwych ludzi, lecz ludzie imitują swoje sztuczne podobizny.

Łańcuch pokarmowy miasta molocha

Przepych tętniącej życiem tkanki miasta musi produkować ogromne ilości niezbędnej do przetrwania żywności. Gigantyczne fabryki, ze szwajcarską precyzją, dokonują masowego uboju zwierząt. Ich pracownicy, na co dzień obcują z tysiącami martwych i patroszonych zwierząt. Jednakże widok zwierzęcego mięsa, które jeszcze przed chwilą było żywe, nie wzbudza współczucia. Masowa produkcja mięsa prowadzi do neutralizacji traumy i wyciszenia emocji związanych z zabijaniem, których nie brakuje podczas pojedynczych ceremonii rytualnego ofiarowania zwierząt. Pożywiające się miasto tworzy monstrualne wysypiska śmieci, owe wstydliwe miejsca zamieszkiwane przez ludzi społecznego marginesu. Tu kończy się miejski łańcuch pokarmowy i ma swoje źródło początek końca. W ostateczności nie pozostaną nawet śmieci jako resztkowe ślady zanikającej ludzkości, lecz tylko pustynia z jej bezkresnymi górami piasku.

Pusta świątynia czekająca na ……. Kogo?

Samsara w pewnym momencie kontrastuje ze sobą duchowe oblicze współczesnego islamu i chrześcijaństwa. Obrazy Mekki przepełnionej niezliczonymi pielgrzymami ginącymi w anonimowości tłumu przeciwstawione zostają przepychowi najpiękniejszych świątyń chrześcijaństwa, w których nie słychać odgłosów gorliwych modlitw. W zachodnich świątyniach nie ma już ludzi, ale nadal w ich sakralnej pustce do się odczuć obecność czekającego na odkrycie Boga. Natomiast najbardziej zagadkowym i demonicznym fragmentem filmu jest szokujący performance Olivera de Sagazana prezentującego swoje słynne transfiguracje. Może to właśnie tacy bogowie wprowadzą się do pustych świątyń Zachodu?

Do posłuchania motyw gejszy, który od 1.50 płynnie przechodzi do tematu muzycznego z azjatyckiego klubu go-go, chyba najbardziej epickiej sceny filmu.

15:25, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2012
Margin Call i 5 grzechów głównych

Margin call Chciwośc etyka biznesu

Chciwość to wybitne dzieło w dwóch kategoriach: filmu zmagającego się z realiami kryzysu ekonomicznego oraz filmu opartego na dialogach. W ramach tych kryteriów można konfrontować Chciwość z Cosmopolis, ale film Cronenberga mimo sporego potencjału odpada w tej rywalizacji w przedbiegach. Poniżej przedstawiam 5 przykładów łamania etyki biznesu, których dopuszczają się bohaterowie filmu Chandora. Oto ich 5 grzechów głównych:

1) Nieodpowiedzialna i ryzykowna polityka finansowa firmy, która prowadzi do gigantycznego kryzysu, ciągnie na dno wiele innych firm i uśmierca rynek na lata;

2) Wystawianie do odstrzału pojedynczych kozłów ofiarnych w sytuacji, w której odpowiedzialność za upadek firmy ponosi szersze grono ze ścisłego zarządu. Ofiarą takiego procederu pada w filmie Demi Moore;

3) Ratowanie firmy kosztem innych współpracujących z nią przedsiębiorstw i własnych, wieloletnich klientów;

4) Wciskanie klientom bezwartościowych towarów poprzez sugerowanie, że jest to wielka okazja i interes życia, a tak naprawdę jest to wpychanie ich na minę pełną śmierdzących odpadków;

5) Korumpowanie, przetrącanie kręgosłupów i przymuszanie pracowników do zachowywania niezgodnego z etyką. Najlepszym przykładem takiego działania jest złamanie Kevina Spacey’ego, wkręcenie go w wybitnie brudną robotę (musi on zmotywować podwładnych do sprzedawania klientom tykającej bomby, co zaowocuje totalną utratą wiarygodności i zniszczeniem ich dobrego wizerunku) i nie pozwalanie mu na odejście przerywające tonięcie w oszukańczym procederze. Możemy przypuszczać, że także główny bohater (Zachary Quito) zostanie w przyszłości wciągnięty w machinę oszustw, gdyż Jeremy Irons (szef szefów) awansował go, by mieć pod ręką zdolnych ludzi do specjalnych zadań w kryzysowych czasach.

Do przeczytania: Tomáš Sedláček - Ekonomia dobra i zła. W poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesza do Wall Street. Do obejrzenia: zwiastun, a poniżej najważniejsza i najbardziej wymowna scena z filmu.

19:10, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 października 2012
Geneva calling!

Nawrócenie świętego Pawła

W maju przyszłego roku wybieram się do Genewy na międzynarodowy kongres poświęcony myśli św. Pawła. Tematem przewodnim kongresu będą słynne słowa z Pierwszego Listu do Koryntian, w których apostoł stwierdza, że krzyż jest głupotą dla pogan i zgorszeniem dla żydów. W moim referacie podejmę się brawurowej interpretacji Romancy o Ortodoksji Chestertona. Poruszę dwa następujące wątki:

Po pierwsze, przyjże się wielkiej miłości jaką do Chestertona zapałał Žižek, który uczynił go jedną z najważniejszych inspiracji dla własnej wersji postsekularyzmu. Slavoj oczywiście nie chce ożywiać lub reaktywować tradycyjnego chrześcijaństwa (zdecydowanie zawsze deklaruje, że jest twardym materialistą). Stwierdzając, że ideowe dziedzictwo chrześcijaństwa jest zbyt cenne, by pozostawić je religijnym ortodoksom, Žižek dokonuje heglowskiego ruchu odarcia chrześcijaństwa z jego mityczno-poetycznego przebrania. Po takiej intelektualnej operacji pozostaje chrześcijaństwo postrzegane jako instrument w służbie rewolucji społecznej. Teologiczna aktywność Žižka i innych radykalno-lewicowych myślicieli jest jedynie „poszerzeniem pola walki” (wkroczeniem na teren religii i wrogim przejęciem jej ikon) z religijną ortodoksją.

Po drugie, dokonam wnikliwej analizy kluczowego fragmentu Romancy, w której Chesterton sugeruje, że na krzyżu przez moment sam Bóg „wydawał się” ateistą. Przytaczając te słowa odwołam się do hermeneutyki podejrzeń, którą zaproponował Leo Strauss. Postawię hipotezę głoszącą, iż Chesterton komunikuje się z czytelnikami na dwóch poziomach swojego tekstu. Na poziomie egzoterycznym stwierdza, że Bóg jedynie „wydawał się” ateistą. Natomiast na poziomie ezoterycznym sugeruje pomiędzy wierszami, że sam Bóg przez moment „był prawdziwie” ateistą. W tym momencie docieramy do tezy, która sugeruje, że krzyż może być zgorszeniem nie tylko dla żydów, ale także dla chrześcijan.

12:27, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 września 2012
Chciano postępu Ducha, otrzymano Jego gówno

Hegel Napoleon jako duch świata

Wszystkiemu przewodzi Rozum!

W ujęciu Hegla dzieje ludzkości nie są zbiorem przypadkowych zdarzeń, lecz racjonalnym ciągiem koniecznych wydarzeń, które zmierzają do ostatecznego celu (telos), którym jest koniec historii. W teleologicznym rozwoju dziejów dokonuje się postęp, który polega na coraz bardziej poszerzającym się zakresie panowania wolności, która to stopniowo jest uświadamiana i przyznawana coraz większej liczbie ludzi. Całemu procesowi dziejowemu patronuje i przewodzi Rozum/Absolut (Opatrzność w bardziej religijnych interpretacjach), który stanowi metafizyczny fundament (arche) świata.

Tylko jeden jest prawdziwie człowiekiem!

Hegel rozmiłowując się w triadycznych podziałach wyróżnił trzy etapy w historii rozwoju dziejów ludzkości. Heglowska narracja zaczyna się od cywilizacji starożytnego Wschodu (Chiny, Babilon, także Egipt). W takich społecznościach prawdziwa wolność przysługiwała tylko jednej jednostce, którą był otoczony boskim kultem władca. Tylko on był w pełni człowiekiem i to dla niego wznoszono upamiętniające go monumentalne budowle lub przygotowywano złote trony, na których spoczywał boski władca, a miejsce wszystkich innych ludzi było u jego stóp. W bliższych nam czasach podobnym uprzywilejowaniem cieszył się cesarz Japonii i despotyczni dyktatorzy na Bliskim Wschodzie (złote trony w pałacach Husajna).

Aleksander niesie „ducha dziejów” na koniec świata.

Drugi etap w postępie dziejów obejmuje okres przewodzenia światu przez antyczną Grecję i Rzym. W świecie antycznych Greków wolność przysługiwała pewnej grupie ludzi, która cieszyła się statusem obywatela greckiej polis. Jednakże, wielu grupom odmawiano prawa przyznania takiego statusu. Z takim wykluczeniem spotykali się niewolnicy, kobiety, dzieci, a także metojkowie. W tym okresie ważnym epizodem był militarne podboje Aleksandra Wielkiego, który dokonał przekształcenia greckiego partykularyzmu w bardziej kosmopolityczny etos i zaniósł helleńskie idee do despotycznych wspólnot Wschodu. Natomiast, w okresie dominacji politycznej Rzymu zaistniała instytucja wyzwoleńca, dzięki której niewolnicy mogli uzyskać wolność, a obywatelami rzymskimi mogli zostać także cudzoziemcy (był nim np. św. Paweł z Tarsu).

Od Jezusa do Napoleona.

Trzeci etap w dziejach ludzkości rozpoczyna pojawienie się chrześcijaństwa, a kończy seria triumfalnych podbojów cesarza Napoleona. To chrześcijaństwo rozpropagowało idee równości wszystkich ludzi przed Bogiem, który obdarował ich wolnością, by mogli sami wybierać pomiędzy dobrem a złem. Wraz z chrześcijaństwem pojawiła się na świecie idea wolności wszystkich ludzi, ale nie było jeszcze wtedy możliwości ani woli politycznej do urzeczywistnienia tej idei w praktyce życia codziennego. W późniejszych wiekach możemy zaobserwować stopniowy proces sekularyzowaniem chrześcijańskich idei teologicznych, co zaowocowało oświeceniowym projektem uniwersalnych praw człowieka. Przełomowym momentem dla wcielania idei wolności w życie stał się okres Rewolucji Francuskiej, której zwieńczenie stanowiły wojny napoleońskie. Ideały polityczne zawarte w Kodeksie Napoleona zostały uznane przez Hegla za ostateczne zrealizowanie idei wolności w praktyce życia społecznego, tym samym dotarliśmy już do kresu dziejów.

Kosmiczni bohaterowie i kamerdynerzy dziejów.

Heglowski Rozum/Absolut przydziela w trakcie dziejowego procesu wyróżnione miejsce wybranym narodom, by to im przypadło do zrealizowania zadanie dokonania przełomów w historii ludzkości (np. antyczna Grecja, napoleońska Francja). To właśnie w takie wyróżnione narody wcielał się Heglowski duch dziejów/świata. Autor Wykładów z filozofii dziejów dokonał podziału na narody, które nie odegrały znaczącej roli w historii ludzkości i przysługiwało im zaledwie zaistnienie w procesie dziejowym (np. Polska lub kraje Afryki) oraz na narody, które w historii realizowały i wcielały w życie zamysł Rozumu/Absolutu, i które dzięki temu były narodami prawdziwie rzeczywistymi. To właśnie mając na względzie ten podział musimy odczytywać słynne słowa Hegla głoszące, że: „Co jest rozumne, jest rzeczywiste; a co jest rzeczywiste, jest rozumne”. Prawdziwie rzeczywistymi narodami są tylko te, które realizują w dziejach posłannictwo Rozumu.

Rozum oprócz wyróżniania wybranych narodów, przydziela także specjalne role wybitnym jednostkom. Hegel określał takie wyjątkowe indywidua mianem „kosmicznych bohaterów”, którzy to poprzez swoją działalność mieli dokonywać przełomów w dziejach ludzkości i realnie przyczyniać się do rozszerzania się zakresu panowania wolności. Tacy kosmiczni bohaterowie nie kierowali się szlachetnymi powódkami służenia ogólnemu dobru ludzkości. Ich działania motywowane były przez egoistyczne pragnienia zdobycia władzy i triumfów w zwycięskich podbojach. Jednakże, na tym polegała chytrość Rozumu, iż wykorzystywał on partykularne ambicje wybitnych ludzi do realizowania swojego własnego dziejowego planu. Kosmiczni bohaterowie byli nieświadomymi marionetkami Rozumu, wcielającymi w życie jego zamysł. Nie było im jednak dane cieszyć się długo z własnych triumfów, gdyż po zrealizowaniu swojej dziejowej misji, zostali oni wyrzuceni prze Rozum na śmietnik historii. Ostatecznym przeznaczeniem Cezara, Aleksandra Wielkiego lub Napoleona było spalić się na ołtarzu historii. Wielkość takich kosmicznych bohaterów nie jest łatwo dostrzegalna przez zwykłych ludzi, którzy to widzą w nich jedynie rządnych krwi i władzy tyranów. Taką nieumiejętność dostrzeżenia dziejowej doniosłości w postępowaniu kosmicznych bohaterów, określał Hegel pogardliwie mianem uprawiania „kamerdynerskiej wizji dziejów”.

Postmoderna krótko o Heglu.

Opinię współczesnych krytyków Heglowskiej wizji podstępu ducha poprzez dziej w niewybrednych słowach streścił Lyotard: „Chciano postępu Ducha, otrzymano Jego gówno”. Tyle postmoderna w tym temacie.

Do obejrzenia: Slavoj na temat - Is It Still Possible to Be a Hegelian Today? Do posłuchania: Hegel spotyka muzykę.

23:17, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 września 2012
Gruzja - 20 lat po końcu świata

Gruzja Batumi

Powyżej widzimy centralne miejsce Batumi, którego nie zawarła w swoim teledysku Natalia Lesz.

Dziś krótki wywiad z moim znajomym podróżnikiem, wschodoznawcą, filozofem i europeistą, który niedawno powrócił z wyprawy do Gruzji.

Polski rząd porzucił ambitną politykę wschodnią. Czy Gruzini postrzegają jeszcze Polaków jako swoich sojuszników i orędowników?

Zdecydowanie przejawiają względem Polaków niezwykłą życzliwość i gościnność, chociaż trudno jednoznacznie stwierdzić, czy wynika to z minionych działań naszych elit politycznych, czy też z natury Gruzinów.  Jest to jeden  z najgościnniejszych i najsympatyczniejszych ludów z jakimi miałem przyjemność się zetknąć podczas moich podróży. Trzeba przyznać, że na dłuższą metę ciągłe okazywanie przyjaźni potrafi być dość kłopotliwe, szczególnie jeśli staramy się gdzieś dotrzeć na czas. Muszę jednak zaznaczyć, że poczucie czasu wśród mieszkańców Kaukazu jest dość specyficzne, gdyż 2 lub 3 godziny spóźnienia nie robią na nikim zbyt dużego wrażenia.

Czy Gruzja podniosła się już po „małej wojnie”? Czy prezydent Saakaszwili ma poparcie wśród zwykłych Gruzinów?

Pytanie powinno raczej brzmieć, czy Gruzja podnosiła się po upadku ZSRS?  Kraj, jak zresztą wiele innych obszarów postsowieckich, przypomina bardziej scenerie z filmu postapokaliptycznego, niż nowoczesne i szybko rozwijające się państwo. Wszędzie, z wyjątkiem Tbilisi i Batumi, człowiek staje się świadkiem niewyobrażalnego wręcz rozkładu i upadku. Rozpadające się fabryki, przerdzewiały sprzęt górniczy, opustoszałe i zarastające domostwa oraz pozostawione własnemu losowi komunistyczne pomniki ku czci bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, to częste elementy krajobrazu.  Jeżeli nawet wdziałem jakieś zniszczenia wojenne, to nie byłem ich w stanie zauważyć pośród wszechobecnej ruiny. Natomiast, jeśli chodzi o kwestię społecznego poparcia dla prezydenta, to raczej nie spotkałem się ze zdecydowanym sprzeciwem względem niego, choć pojawiały się zarzuty jakoby zapomniał  o biednych i skoncentrował się tylko na stolicy. Jednakże, ci sami rozmówcy twierdzili, że jest on  dobrym Gruzinem, który chce dla kraju jak najlepiej.

Jak gruzińska ulica ocenia katastrofę w Smoleńsku? Czy zamach jest dla niej oczywistością?

Dla Gruzinów sprawa jest dość oczywista, prezydent Kaczyński został zamordowany przez rosyjskich zabójców przysłanych przez Putina. Sprawa ta nie podlega żadnej dyskusji. Podejmowanie jakiejkolwiek dyskusji na ten temat z Gruzinami nie ma najmniejszego sensu. Tak było i tyle. I nie chodzi tu nawet o spowodowanie wypadku poprzez stworzenie odpowiednich ku temu warunków, czy też podłożeni ładunków wybuchowych,  tylko bezpośrednie zabicie prezydenta Kaczyńskiego. Jeden z moich rozmówco posunął się nawet do stwierdzenia, że Lech Kaczyński zdążył pokonać paru rosyjskich zbirów przed heroiczną śmiercią.  Warto zaznaczyć, że sami Gruzin (wielokrotnie to podkreślali) nie są nastawieni wrogo do  samych Rosjan, ale do ich ,,zbójeckiej” władzy. Nie da się ukryć, że katastrofa smoleńska zaczyna już bardzo mocno obrastać legendą i nie powinniśmy się za bardzo zdziwić, jeżeli tamtejszy Kościół prawosławny włączy w najbliższych latach byłego prezydenta Polski w poczet gruzińskich świętych.

W która stronę pójdzie Gruzja. Ulegnie i podporządkuje się Rosji, będzie darzyć do modernizacji na modłę zachodnią, a może pójdzie swoją własną odrębną drogą?

To niezwykle ciężkie pytanie i obawiam się, że bardzo trudno będzie mi na nie opowiedzieć. Gruzja w chwili obecnej jest krajem, którego dalszy losy uzależniony jest od zaangażowania obcych mocarstw. Bez wsparcia finansowego Stanów Zjednoczonych kraj ten nie da rady oprzeć się ekspansji rosyjskiej. Gruzja jest ekonomicznie potwornie słaba, a przeprowadzane przez prezydenta próby wskrzeszenia gospodarki poprzez ściągniecie do kraju mitycznych i ociekających dolarami zachodnich turystów są delikatnie mówiąc mrzonką. Być czy nie być Gruzji  w obecnym stanie zależy od tego, czy komuś będzie zależało na zatrzymaniu ekspansji Rosji na południe.

Do posłuchani: Boris Bedia oraz zespół Eldrine. Poniżej: zwiastun filmu 5 dni wojny.

15:50, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 sierpnia 2012
Łabędzi śpiew nieumarłego Hollywood

Hollywood undead

Po przesłuchaniu najnowszej płyty Linkin Park (Living Things) trzeba stwierdzić, że znajdzie się na niej z 5 bardzo pozytywnie wyróżniających się utworów. Słyszalny jest ciągły odwrót od stylistyki nu-metalu, a tym razem mamy zwrot do jakieś wariacji elektro-rocka. O wielkiej chwale z okresu Hybrid Theory i Meteora nie może już być mowy. Właśnie z tego powodu moim najciekawszym odkryciem muzycznym tego lata jest zespół Hollywood Undead i jego płyta Swan Songs. 5 utworów zasługuje na szczególne wyróżnienie.

Undead – to swoisty rebeliancki manifest grupy i jednocześnie zdecydowane, bezpardonowe wypowiedzenie wojny wszystkim hejterom. You better get up out the way. Tomorrow we'll rise so let's fight today. You know, I don't give a fuck what you think or say. Cause we'll rock this whole place anyway.

City – bardzo apokaliptyczny utwór, który może być interpretowany jako manifestacja aktywnego nihilizmu. Let's watch this city burn. From the skylights on top of the world. Til there's nothing left of her. Let's watch this city burn the world.

Young – absolutny hit, burza i napór rewolucyjnego ducha pulsuje w każdym fragmencie tego dzieła. Utwór został przywłaszczony przez niemieckich Nieśmiertelnych, ale musi zostać koniecznie odzyskany przez neocons. We are young! But we have heart. Born in this world as it all falls apart. We are strong. We don't belong. Born in this world as it all falls apart.

Black Dahila – znakomite wyrównanie rachunków z dekadencką femme fatale. I've been abused, I feel so used, because of you. I'm sorry oh. I'm sorry no.

Paradise Lost – pełna pretensji skarga i radykalne wadzenie się z Bogiem, dokonywane w horyzoncie wielkiej katastrofy. Let it all burn. I will burn first. God I've tried, am I lost in your eyes?

Poniżej: na koniec lata coś o lżejszym ciężarze gatunkowym.

14:45, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 sierpnia 2012
Samotny Wilk chodzący własnymi drogami

samotny wilk lone wolf

W świecie zwierząt samotnymi wilkami są najczęściej młode samce szukające swojej własnej watahy lub starsze samce, które zostały przepędzone ze stada przez młodszych konkurentów. Takie wilki mają często problemy z polowaniem na większe ofiary i mogą być bardziej agresywne niż wilki żyjące w watahach.

Na polu bitwy samotnym wilkiem jest wojownik działający zazwyczaj w pojedynkę, który niełatwo poddaje się pod komendę dowódców i ma silną potrzebę zaznaczenia własnej niezależności od innych towarzyszy boju. Tym mianem określamy także terrorystów, którzy nigdy nie byli członkami większej grupy terrorystycznej.

Osoba cechująca się mentalnością samotnego wilka, choć żyje w pojedynkę, to wcale nie musi być osobą samotną. Musimy rozróżnić dwa typy samotności. Samotność rozumiana jako solitude jest często wartościowana w sposób pozytywny i polega na intencjonalnym nieangażowaniu się w stałe relacje partnerskie (lub czasowe dobrowolne odosobnienie) przy jednoczesnym podtrzymywaniu wybranych przyjacielskich znajomości. Natomiast samotność rozumiana jako loneliness jest wartościowana negatywnie i oznacza brak nawet powierzchownych towarzyskich znajomości.

Mentalności samotnego wilka towarzyszy najczęściej introwertyzm. Introwertyka nie możemy mylić z osobą nieśmiałą, która w głębi serca może być ekstrawertykiem, ale by się nim stać musi pokonać barierę strachu. Introwertyk nie jest także tożsamy z outsiderem, który jest osobą poddawaną społecznemu ostracyzmowi. Samotny wilk czuje się dobrze w relacjach bilateralnych, a unika multilateralnych oraz działa unilateralnie. Może być postrzegany jako członek pewnej szerszej grupy, ale porusza się na jej marginesach i wchodzi w bliższe relacje tylko z wybranymi jej przedstawicielami.

Postawa samotnego wilka, nawet jeśli nie jest wynikiem absolutnie wolnego wyboru, to najczęściej jest etosem akceptowanym lub wręcz afirmowanym przez daną jednostkę, która posiada rozbudowaną teorię lub całościową wizję swojej egzystencji uzasadniającą celowość podtrzymania takiej drogi życiowej.

Możemy wskazać na różnorodne przykłady tego typu bohaterów: Squall Leonhart z gry Final Fantasy VIII, liczni bohaterowie gangsterskich filmów Takeshi Kitano, Solid Snake z serii gier Metal Gear Solid, a także Breivik no i oczywiście sam Chuck Norris.

Poniżej: utwór Lone Wolf z gry Halo Reach.  

23:18, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 sierpnia 2012
Net Delusion, czyli jak nie robić rewolucji w Internecie

Evgeny Morozov twitterowa rewolucja

Czyż nie jest tak, że Internet rewitalizuje sferę publiczną państw demokratycznych oraz wzmaga partycypację ludzi w demokratycznych strukturach. Czy nieograniczony dostęp do informacji i swoboda komunikacji nie są zagrożeniami dla stabilności autorytarnych reżimów od Chin po Białoruś? Czyż portale społecznościowe nie zorganizowały antyreżimowych rewolucji na Bliskim Wschodzie? Taką optymistyczną wizję Internetu, postrzeganego jako niezawodne narzędzie do promowania demokracji, kwestionuje Evgeny Morozov w swojej najnowszej książce The Net Delusion. The Dark Side of Internet Freedom.

Doktryna Googel głosi entuzjastyczną wiarę w wyzwalającą moc technologii internetowych. Jest to wiara w magiczną moc Internetu, który jest taranem obalającym tyranie. Konglomerat Facebooka, Google’a i Twittera tworzy swoiste Radio Wolna Europa na sterydach. Usunięcie barier w wolnym dostępie do informacji i swobodnej komunikacji ma burzyć fundamenty autorytaryzmu. Jeśli uciskani będą mogli twittować, to wytwittują sobie wolność.

Przeświadczenie, że Internet jest narzędziem faworyzującym niewinne ofiary, a nie ich oprawców jest czystym cyber-utopizmem. Natomiast wiara w to, że Internet robi politykę, a nie polityka rozgrywa Internet jest złudzeniem Internet-centryzmu. Autorytarne reżimy doskonale przystosowują się do operowania w ramach cybernetycznej rewolucji. Mają potężne budżety na wprowadzanie coraz bardziej zaawansowanych mechanizmów cenzury (sam Google czasem im w tym pomaga). Prowadzą zmasowaną internetowa propagandę, szpiegują w sieci swoich obywateli, opłacają blogerów, a portale społecznościowe wykorzystują do identyfikowania swoich wrogów.

Dla Morozova cyber-utopizm + Internet-centryzm = Sieciowa Iluzja.

Do obejrzenia wykłady: The Internet in Society: Empowering or censoring citizens?, Marriage From Hell: On the Secret Love Affair Between Dictators and Western Technology Companies, The End of Cyber Utopia, A Twitter Revolution without revoluationaries?

14:56, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 sierpnia 2012
To Bane jest Mrocznym Rycerzem!

Mroczny Rycerz powstaje jako Bane

Od komedii do dramatu

Stara tetralogia, która rozpoczynała się od Batmana z Michaelem Keatonem i kończyła się na Batmanie i Robinie, to zbiór filmowych komedii akcji. Pierwsze dwie części są bardzo groteskowe i przepełnione czarnym humorem. Przy pierwszym podejściu nie kojarzą się z komediami, ale nawet tacy złowrodzy bohaterowie jak Joker lub Pingwin nie są pozbawieni specyficznej komiczności. Ten komiczny wymiar został w pełni zrealizowany w znakomitym Batmanie Forever, w którym fenomenalnymi komediowymi kreacjami popisali się Tommy Lee Jones (Dwie Twarze) i Jim Carrey (Człowiek Zagadka). Cała seria została przypieczętowana masakrycznym Batmanem i Robinem, który był jedną wielką i katastrofalną komedią pomyłek. Nieomal każdy element tego filmu nadawał się do totalnego obśmiania. Wraz z przejściem do trylogii Nolana mam do czynienia z przekształceniem filmów o Batmanie w poważne i niepokojące dramaty, nad którymi unosi się widmo zła (samobójstwa Heatha Ledera i masakra na premierze ostatniej części trylogii). To przejście znakomicie obrazuje ewolucja dwóch bohaterów Bane’a i Robina. W starej tetralogii Bane był totalnie odmóżdżonym, sterydowym mutantem, w trylogii Nolana stał się charyzmatycznym pogromcą Batmana. Znacznej przemian doznał także Robin, który z cyrkowca w kolorowych ciuszkach i przydupasa Batmana przemienił się w bohaterskiego następcę Mrocznego Rycerza.

Occupy Gotham?

Bane nie jest ucieleśnieniem czystego zła i nie wprowadza żadnej lewicowej rewolucji. Bane przebywał w podziemnym więzieniu owej piekielnej jamie, do której strącano potępieńców, by do końca życia kusić ich nadzieją na wyzwolenie. To właśnie w tym chtonicznym mroku zrodziło się dziecko, które było ikoną niewinności i dobra. Dlatego musiało zostać zniszczone przez otaczające je zło. Bane nie jest okrutną bestią! On jest opiekunem i obrońcą niewinnego dobra. Wkraczając do Gotham dokonuje on zdemaskowania szlachetnego kłamstwa, na którym opierał się ład prawny miasta Gotham. W ten sposób wywołany zostaje stan wyjątkowy, a tłum, który staje się suwerenem dokonuje samosądów na miejskich oligarchach. Nie jest to jednak rewolta w stylu Occupy Gotham, to nie jest nawet konserwatywna przestroga przed zwyrodnieniami rewolucji. Bane dając władzę tłumowi chce pokazać tkwiące w nim zło. Szybko okazuje się, że owe 99% nie jest w niczym lepsze od oligarchicznej elity jednego procenta. Nawet Selina Kyle, która była zwolenniczką sprawiedliwej redystrybucji dóbr, widząc zwyrodnienie tłumu dystansuje się od jego grabieży i gwałtów. Bane chce pokazać, że w Gotham nie ma ani jednego sprawiedliwego i właśnie z tego powodu miasto musi zostać zniszczone niczym biblijna Gomora. W kluczowej scenie filmu jeden z oligarchów stwierdza, iż Bane jest czystym złem, a on mu odpowiada, iż jest koniecznym złem. Zło konieczne można czynić tylko w służbie dobra. W tym momencie rodzi się bardzo kontrowersyjne pytanie, które słusznie może wzbudzać bojaźń i drżenie. Czy nie jest tak, iż to prawdziwe Dobro jest tym w imię czego lub, dla którego warto dopuszczać się czynienia zła? Zaprawdę powiadam, prawdziwy mrok spowija trylogię Nolana.

Do posłuchania utwory Fire Will Rise i Risen From Darkness.

16:23, kenjishinoda , Epic Art
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21