Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
środa, 25 grudnia 2013
No Kingdom Come Without...

Caspar David Friedrich

……Being Born Again.

Zakończyła się kolejna ważna podróż intelektualna. Czteroletnie zmagania z postmoderną dobiegły końca. Zwróciłem się ku niej w chwili jej zmierzchu, w chwili jej radykalnego odrzucenia, którego dokonali nawet jej niedawni sprzymierzeńcy. Skończyła się moda na postmodernizm, a rozpoczęła na neuronauki. Ponowoczesna myśl filozoficzna w chwili kryzysu zwróciła się ku niezbadanym obszarom teologii. W ten sposób postmoderna chciał raz jeszcze zreaktywować swoje idee i przedłużyć ich żywot. Z hybrydy Derridy i św. Pawła zrodziła się radykalno-hermeneutyczna teologia słabego Boga. Święta anarchia ponowoczesnej teologii chciała rzucić wyzwanie ortodoksji i zanurzyć chrześcijańską egzystencję w bojaźni i drżeniu życia pogrążonego w nieustannym flux i flow. Tradycyjne chrześcijaństwo przyjęło wyzwanie i odpowiedziało wzbudzającą drżenie Romancą o Ortodoksji. Dlatego żegnając się z postmoderną czas najwyższy zwrócić się ku sekretom myśli Chestertona.

Czas przerwać kolejny impas i wrócić to blogowania, gdyż ogrom arcyciekawych materiałów czeka na zaprezentowanie. W ramach drobnych upominków świątecznych polecam obejrzeć pełną wersję świetnego dokumentu Hating Breitbart, a tym którzy naprawdę nie mają już co ze sobą zrobić podsyłam mój najnowszy artykuł, który poświeciłem poezji Stanisława Koraba-Brzozowskiego – Spustoszona świątynia. Duchowość w literaturze dekadentyzmu.

22:28, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 września 2013
Out of Nothing - The Story of Jeremy Lin and Linsanity

Jeremy Lin Linsanity filozofia i sport

My identity is in Christ, not in basketball

Do obrony zostały niespełna 2 tygodnie. Zmęczony licznymi wyzwaniami, musiałem poszukać inspiracji do zmobilizowania się na ostatniej prostej. Inspiracja przyszła niespodziewanie i ponownie zwróciła moje spojrzenie ku greckim początkom filozofii. Myśl Greków łączyła się bardzo mocno ze sportem i szeroko rozumianą kulturą fizyczną. Prawdziwe imię Platona brzmiało Arystokles, a przydomek Platon (szeroki w barach) nadał mu jego nauczyciel gimnastyki. W późniejszych wiekach drogi sportu i filozofii coraz bardziej się rozchodziły, czego ja akurat jestem dobrym przykładem. Jednakże pojawiają się oznaki prób reaktywacji dawnego etosu filozofowania. Zainteresowanych odsyłam do publikacji: Basketball and Philosophy. Thinking Outside the Paint.

Co do samej inspiracji, to stała się nią niesamowita podróż jaką przebył Jeremy Lin, amerykański koszykarz o tajwańskich korzeniach oraz głęboko uduchowiony chrześcijanin. Lin, pomimo bardzo dobrych wyników sportowych w szkole średniej i uniwersytecie, nie został wybrany w drafcie do NBA. Mimo tego wylądował jako rookie w Golden State Warriors, ten okres jego kariery był pełen niepowodzeń i upadków. Trenerzy przestali na niego stawiać, koledzy marudzili o zbyt wątłej budowie ciała, a kibice wątpili czy kiedykolwiek zdoła przeciwstawić się muskulaturom czarnoskórych koszykarzy. Po licznych perturbacjach trafił do New York Knicks, ale i tam długo „grzał ławkę”. Na parkiet został wpuszczony w akcie desperacji, bo nie było już innych zawodników i nagle eksplodował jego talent, a ciężka praca przyniosła niesamowite efekty. Lin wygrał dla Knicksów kilka ważnych pojedynków, rozpoczął serię zdobywania ponad 20 punktów w kilki meczach z rzędu, a sposób w jaki załatwił Raptorsów, to czyste mistrzostwo. W ten sposób z połączenia talentu, ciężkiej pracy, pokory czekania na swój moment i głębokiej wiary narodził się fenomen Linsanity. Dawno nie było sportowca, który niósłby ze sobą tyle pozytywnej energii. Polecam do obejrzenia: The Rise of Jeremy Lin, In Jesus Name I Play, My Identity Is In Christ, Not In Basketball, The Journey of Jeremy Lin oraz tribute z muzyką Adele.

Poniżej: zwiastun dokumentu Linsanity.

13:45, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 sierpnia 2013
Brandon Darby - radykał w służbie FBI

Bandon Darby Informant documentary

W 2005 roku szalejący huragan Katrina zniszczył Nowy Orlean. Gniew natury nieomal dokonał unicestwienia tego miasta. Tysiące ludzi walczyło o przetrwanie na zgliszcza swoich domostw. Najpotężniejsze państwo świata wyraźnie nie radziło sobie z niesieniem pomocy ofiarom kataklizmu. Wtedy pojawia się On, Brandon Darby. Nieoczekiwany przybysz bardzo szybko staje się wybawicielem dla wielu poszkodowanych przez huragan. Darby okazał się być wyjątkowo zdolnym organizatorem, który tchnął nowe życie w zdewastowaną społeczność Nowego Orleanu. Załatwiał wodę, żywność, leki, odbudowę zniszczonych domów. Szybko stał się bohaterem dla grup lewicowych aktywistów. Organizacyjna sprawność, wrogość wobec policji i antyrządowe poglądy uczyniły z niego wyróżniającego się towarzysza walki z kapitalizmem i amerykańska prawicą.

W 2008 roku w Minnesocie odbywała się ogólnokrajowa konwencja Partii Republikańskiej. Jej uczestniczy mieli zostać gościnnie przywitani przez ekstremistyczny Black Bloc. Demonstracja radykałów zostaje jednak rozbita a dwaj młodzi aktywiści, David McKay i Bradley Crowder, zostają zatrzymani za przygotowywanie ataku koktajlami Mołotowa (obaj trafili do więzienia na kilka lat). Dlaczego siły rządowe tak łatwo poradziły sobie z pacyfikacją demonstracji radykalnej lewicy. Pojawiają się dociekliwe pytania, które przeistaczają się w podejrzenia. Wtedy ponownie na politycznej scenie Ameryki pojawił się Brandon Darby, który ogłosił, że był informatorem FBI i to on wystawił policji niedoszłych podpalaczy.

Tyle jeśli chodzi o fakt. Jak jednak je interpretować. Opcje są przynajmniej dwie. Pierwsza wersja głosi, że Darby doświadczył ideowego nawrócenia, rozczarował się gotowością swych towarzyszy do stosowania przemocy, co pchnęło go w stronę FBI. Po ujawnieniu swej współpracy z policją otrzymywał liczne groźby od byłych towarzyszy walki oraz zbliżył się do Andrew Breitbarta, co otwarło mu drogę do zostania prawicowym aktywistą, który w swoich wykładach demaskuje ruch Occupy Wall Street oraz grupę Anonymous. Druga wersja wydarzeń przyjmuje, że Darby poprzez swoją pomoc ofiarom Katriny miał zaskarbić sobie przychylność grup lewicowych aktywistów, przeniknąć do ich struktur, dokonać ich infiltracji oraz w odpowiednim momencie umożliwić ich rozbicie. W tej wersji sprawa przypomina „Akcję krzyż”, którą wykonał Andrzej Hadacz.

Poniżej: zwiastun znakomicie zapowiadającego się dokumentu Informant.

19:36, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 sierpnia 2013
Neocons News - Weimar 1933 a Egipt 2013?

Neokonserwatyzm

Cykliczny przegląd nowości z neokonserwatywnej (i nie tylko) polityki.

Na Bliskim Wschodzie obserwujemy ciąg dalszy krwawych walk. Egipcjanie przebudzili się w ostatniej chwili i przeciwstawili się nadciągającemu widmu totalitarnej ideologii Bractwa Muzułmańskiego. Obama i Unia Europejska wylewają krokodyle łzy nad upadkiem Braci, miejmy jednak nadzieje, że nie przeszkodzą egipskiej armii w rozbiciu Bractwa, którego rządy oznaczałyby tylko ekspansję totalitarnej ideologii i kolejne wojny na Bliskim Wschodzie. Tak właśnie powinni postąpić w 1933 niemieccy generałowie, którzy mogli zawiesić demokrację i rozprawić się z nazizmem. W tym temacie do przeczytania są dwie ważne lektury: Erick Stakelbeck - The Brotherhood: America's Next Great Enemy oraz Raymond Ibrahim - Crucified Again: Exposing Islam's New War on Christians + dokument przedstawiający postać charyzmatycznego kopta jakim jest ojciec Zakaria Botros.

Co poza tym? Prawdziwie hardcorowy pastor James David Manning znów daje do pieca i mówi jak było w sprawie zastrzelenia Trayvona Martina. Gleen Beck wysyła Alexa Jonesa od psychiatryka i stwierdza: „He is so far-right that he left”. Geert Wilders w niemal już okupowanym mieście Malmö omawia 5 fundamentów jego polityki, która ma podnieść Europę z kolan. Douglas Murray, najwybitniejszy europejski neokon, argumentuje na rzecz supremacji wartości Zachodu. Andrew Klavan zadaje pytanie: czy konserwatysta może być ateistą? Gene Simmons, okrzyknięty neokonserwatywną gwiazdą rocka, masakruje Obamę i ONZ. Polecam także kolejne świadectwo Hitchensa przeciwko aborcji oraz jego świetny film Texas: America Supersized. Pojawił się także nowy dokument pokazujący jak wyzwolone seksualnie komuny chciały stworzyć alternatywę dla tradycyjnych rodzin – My Mother, My Fathers and Me. Na koniec zdecydowanie polecam najlepszą debatę polityczną tego lata, którą odbyli Marzena Wróbel i Paweł „Konjo” Konnak, a spierali się o blokowanie dostępu do pornografii. Oto zabawne wyrywki z debaty: „Ja tutaj o masturbacji a Pani o Batmanie”, „nie ma w tym nic złego, że ktoś wspomaga się jakimś tam sztuczniaczkiem”. Z debaty dowiadujemy się także, że pokazy na portalach z sex-kamerkami, to nowy typ przedstawienia artystycznego, najpewniej z gatunku body art.

Poniżej: kolejny hit do neokonserwatywnej listy muzycznych przebojów - Deuce: America.

czwartek, 15 sierpnia 2013
Szturm na Bibliotekę Aleksandryjską jako akt wyzwoleńczy?

Davus Agora Parabolani

Parabolanie - Ci, którzy ryzykują życie

Parabolanie byli antycznym braterstwem, które oddawało się służbie ubogim i nieuleczalnie chorym. Często także zajmowali się grzebaniem umarłych, którym śmierć przyniosły niebezpieczne choroby. Z tego powodu zyskali przydomek „Ci, którzy ryzykują życie” i są gotowi na śmierć służąc Chrystusowi. Działali głównie w okolicach Aleksandrii. Z jednej strony byli ostatnią nadzieją dla wyklętych antycznego świata, ale z drugiej strony byli też bojówkami aleksandryjskich patriarchów. W torbach nosili chleb dla ubogich oraz kamienie. Brali czynny udział w atakach na pogan i żydów oraz w napaści na aleksandryjskiego prefekta Orestesa. Za atak na prefekta odpowiadał mnich Amoniusz, którego biskup Cyryl chciał ogłosić męczennikiem, ale sprzeciwiły się temu aleksandryjskie elity chrześcijańskie, które uznały, że śmierć Amoniusza była słuszną karą za poczynione przez niego niesprawiedliwości. Parabolanie uczestniczyli też w kampanii przeciwka Hypatii z Aleksandrii, która zakończyła się jej śmiercią. Rozbili także II Sobór efeski, który przeszedł do historii Kościoła jako synod zbójecki. Ich bractwo było prawdziwym paradoksem, w którym miłosierdzie i dar chleba przenikały się z nienawiścią i kamienowaniem. Ten paradoks uchwycił film Agora, do którego raz jeszcze powrócę.

Religia wyzwolenia, która staje się teokracją

Przyjrzyjmy się dokładnie scenie zniszczenia aleksandryjskiej biblioteki. Czy jest ona jedynie przejawem religijnego barbarzyństwa? A może zawiera się w niej opowieść o wyzwoleniu i początku nowego świata. Filmowy Davus jest sługą Hypatii, która traktuje go z szacunkiem, ale mimo całej swej filozoficznej mądrości nie neguje niesprawiedliwości antycznego świata opartego na niewolnictwie. W scenie ataku na bibliotekę jej obrońcy reprezentują stary, kastowy i elitarystyczny świat antyku. Natomiast szturmujący ją tłum jest zwiastunem fali nowego, uniwersalistycznego, egalitarnego, chrześcijańskiego świata. W kluczowej scenie Davus stoi pośród wiwatujących chrześcijan i nagle słyszy wołający go krzyk parabolanina Amoniusza. Mnich wykrzykuje do niego – „Niewolniku!” i prosi o pomoc w obalaniu greckiego posągu. Wraz ze zniszczeniem posągów upada elitarystyczny system niewolnictwa, który kultywował antyczny świat. W tej scenie chrześcijaństwo zostaje ukazane jako religia wyzwolenia. Ale co ze zniszczeniem biblioteki? Czy nie był to akt czystej destrukcji? Lewicowi zwolennicy teologii wyzwolenia nie powinni dostrzegać w tym zdarzeniu barbarzyństwa, lecz raczej akt wyzwoleńczy. Rewolucjoniści roku 1968 sami nawoływali do okupowania uniwersytetów i palenia bibliotek, w których znajdowały się reakcjonistyczne książki podtrzymujące niesprawiedliwość faszystowskiego systemu świata. Co mogli przeczytać szturmujący bibliotekę chrześcijanie wywodzący się z domów niewolników? Mogli przeczytać najwybitniejszego greckiego filozofa, który głosił, że urodzili się niewolnikami i jako niewolnicy są jedynie ożywionymi narzędziami. Po co im cała mądrość antycznego świata, skoro nie może ona im dać wolności?

Nic jednak nie jest dane raz na zawsze. Żadna idea nie jest zabezpieczona przed własnym samozaprzeczeniem. Religia wyzwolenia może stać się opresyjną teokracją. Parabolanie z inicjatorów wyzwoleńczego ruchu mogą przeistoczyć się w militarne bojówki. Dokładnie to przejście widzimy w scenie konfrontacji pomiędzy Cyrylem (który chciał przymusić polityków do publicznego odcięcia się i potępienia Hypatii) i prefektem Orestesem (ostatnim sojusznikiem filozofki). Tu znów główną rolę odgrywa Amoniusz, który wykrzykuje głośno pytanie: Czy prefekt nie uklęknie przed biskupem? Tak wdziera się podział i głęboka rana w żywej tkance młodego chrześcijaństwa. Chleb w torbach zawsze może zmienić się w kamienie. W ludzkim świecie „tego świata” nie ma bezpiecznych idei.

Do posłuchania: The Rule of the Parabolani. Poniżej: Scena zniszczenia Biblioteki Aleksandryjskiej od 6.30 najważniejszy fragment.

sobota, 10 sierpnia 2013
Dlaczego nie ma chrześcijańskiego anime?

Chrześcijańskie anime

Mangowa fantazja o chrześcijaństwie

Zdecydowana większość najważniejszych anime tworzonych jest w Japonii, w której chrześcijanie stanowią mniejszość religijną. Realnych chrześcijan jest w Japonii niewielu, ale dwóch niedawnych premierów, Taro Aso i Yukio Hatoyama, to wyznawcy katolicyzmu i protestantyzmu. Jednakże nie da się nie zauważyć, że popkulturowe chrześcijaństwo cieszy się w Kraju Kwitnącej Wiśni dużą popularnością. Chrześcijaństwo ma bowiem w Japonii pociągający smak egzotyki, którą trzeba odpowiednio zmodyfikować, by uczynić jeszcze bardziej cool. W ten sposób powstała specyficzna mangowa fantazja o chrześcijaństwie. Jakie są cechy tej fantazji? W mangach i anime nikt nie dba o adekwatne przedstawienie doktryny chrześcijańskiej oraz kościelnych rytuałów. W świecie anime wszystko jest możliwe, kardynałem może być kobieta a dziecko papieżem. Często przedstawia się Kościół katolicki jako zmilitaryzowaną organizację, której duchowieństwo uzbrojone w najnowocześniejszy arsenał zwalcza demony, wampiry lub zombie. Ewentualnie Kościół jest ukazywany jako złowroga organizacja, która została opanowana przez tzw. badassów, dążących do opanowania świata. Poza tym egzorcyzmy stają się kolejnymi magicznymi rytuałami, a duchowieństwo to nastoletni księża o urodzie bishonenów, biuściaste zakonnice i fashoniści, którzy nie spowiadają bez awangardowej fryzury, makijażu i ekscentrycznego uniformu. Generalnie dominująca mangowa subkultura nie jest zbytnio przyjaznym medium dla ortodoksyjnego chrześcijaństwa, gdyż jest w różnym stopniu przesiąknięta przemocą, wszechobecną erotyką i licznymi wątkami homoseksualnymi.

Od rozważań teologicznych do porno horrorów

Można wskazać sporo przykładów anime, w których wykorzystuje się motywy chrześcijańskie. Są oczywiście próby przerobieni Biblii na mangowy komiks lub przeniesienia na ekrany ostatnich chwil z życia Jezusa, czego dobrym przykładem jest animacja My Last Days. Poza tym są anime, które zawierają bardzo pozytywne przesłania i apologię uniwersalnych wartości, pod którymi mogą śmiało podpisać się także wyznawcy chrześcijaństwa. Dobrymi przykładami tego typu produkcji będą liczne animacje Studia Ghibli. Jednakże w zdecydowanej większości anime, które zawierają motywy chrześcijańskie można zaliczyć do gatunków religijnych horrorów, opowieści o egzorcystach lub pamiętników łowców wampirów (Blue Exorcist, Trinity Blood). Oprócz demonicznych mamy także anielskie anime, choć w starym Angel Sanctuary mamy do czynienia raczej z aniołami już upadłymi. W tej kategorii pozytywnie wyróżnia się anime Haibane Renmei, które nie tylko odwołuje się do postaci cherubinów, ale jest także bardzo interesującą opowieścią o poszukiwaniu przebaczenia. W anime silnie reprezentowana jest także technognoza, którą znajdziemy w opowieści o modlących się robotach w Ergo Proxy oraz w absolutnie kultowym Ghost in the Shell, w którym pojawiają się też cytaty z Pawła z Tarsu. Zdarzają się też ciekawe anime, w których zawarte są teologiczne pytania o istnienie Boga i naturę zła. Tu dobrym przykładem jest romantyczny serial Ef – The Tale of Memories. Mniej wyrafinowanym gatunkiem są klasyczne strzelanki, w których zakonnice z dużym biustem i jeszcze większymi pistoletami rozwalają potwory wszelkiego typu (Chrono Crusade). Ten gatunek czasem degeneruje się w pornograficzne horrory typu hardcore hentai (Bible Black). Tu miejscem akcji, podobnie jak w oświeceniowych powieściach pornograficznych, często staje się plebania lub opactwo.

Evangelion i Hellsing

Nie można rozmawiać o chrześcijaństwie w anime bez nieco szerszego omówienia takich klasyków jak Neo Genesis Evangelion i Hellsing. Evangelion wprowadził modę na instrumentalne wykorzystywanie symboliki judeochrześcijańskiej. Sam wykorzystywał motywy Lilith, włóczni Longinusa i zwojów z Qumran. Trudno tu mówić o jakiś przemyślanym nawiązywaniu do chrześcijaństwa, raczej te motywy zostały wykorzystane jako element egzotyki, czyniący anime bardziej cool. To wykorzystanie przez twórców Evangeliona motywów religii zachodnich można interpretować na przynamniej dwa sposoby. Po pierwsze, może to być przejaw przyjęcia postmodernistycznej konwencji, która nakazuje mieszanie różnych form i treści kulturowych, bez konieczności nadawania im jakiejś spójnej całości. Po drugie, w Evangelionie może być zawarta przestroga przed imperializmem Zachodu. Chrześcijaństwo w anime jest często synonimem obcości, czegoś zewnętrznego i cudzoziemskiego, co może być zagrożeniem dla rdzennej tożsamości Japonii. W takim przypadku krzyż, który pojawia się na niebie po ataku aniołów, może być odczytywany jako widmo kulturowej kolonizacji, którą niesie chrześcijaństwo.

Najbardziej hardcorowym anime wykorzystującym motywy chrześcijańskie jest Hellsing Ultimate, któremu towarzyszy trzyodcinkowa seria Hellsing Dawn, której akcja dzieje się w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego. W tym klasyku anime mamy do czynienia z brutalnym konfliktem trzech potężnych organizacji. Pierwszą z nich jest tytułowa organizacja Hellsing, która reprezentuje Kościół Anglii. Jej najpotężniejszym żołnierzem jest demoniczny Alucard. By odkryć jego prawdziwa tożsamość wystarczy odczytać imię od tyłu. Drugą siłą w tym konflikcie jest nazistowska i okultystyczna organizacja Millenium, której zastępy zasilają faszystowskie wampiry. Trzecim graczem jest watykański Instytut Iskariota, którego defilady przypominają procesje wielkanocne w Hiszpanii. Instytutem dowodzi złowrogi arcybiskup Enrico Maxwell, a jego najpotężniejszym wojownikiem jest ojciec Alexander Anderson, który dysponuje nadprzyrodzonymi mocami. Przebieg konfliktu nie jest zbyt skomplikowany. Naziści napadają na Anglię, w konflikt angażuje się Instytut Iskariota, których chce zniszczenia wampirycznych demonów, ale jeśli przy okazji padnie kilku heretyków, to też nic się nie stanie. Nie mam wątpliwości, że w oczach księdza Natanka Hellsing to anime totalnie diaboliczne i każdy kto wchodzi z nim w jakikolwiek kontakt staje się kandydatem do natychmiastowego opętania, ale myślę, że pewne jego wątki mogą się spodobać antymodernistycznym integrystom, krzyżowcom i zwolennikom katolickiej supremacji.

Do obejrzenia: Tribute dla arcybiskupa Enrico Maxwella. Poniżej: materiał promocyjny Instytutu Iskariota.

16:30, kenjishinoda , Anime
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 sierpnia 2013
Święty Paweł na szwajcarskim areopagu

Św. Paweł na Areopagu

Relacja z mojej podróży do Genewy na konferencję: The Wisdom and Foolishness of God. Reconsidering 1 Corinthians 1-2.

Podróż

Wybrałem podróż autokarem (Almabus), z Poznania do Genewy jedzie się dokładnie 24 godziny. Po drodze jest kilka przesiadek, bo trzeba pozbierać pasażerów z całego kraju. Kontrola dokumentów odbyła się we Wrocławiu, na granicy szwajcarskiej są niby jakieś bramki, ale żadnemu celnikowi nie chciało się ruszać z jego budki, więc wjazd i wyjazd odbył się bez przeszkód. W autokarach jest darmowe wi-fi, ale tylko na terenie Polski, w trakcie podróży pokazują filmy, w drodze powrotnej podróżowało z nami sporo dzieci i to matki wybierały film, by potem nie było pretensji do kierowcy o demoralizowanie młodzieży. Wybór padł na film Miłość i inne używki (z Anne Hathaway), miała to być komedia romantyczna, ale była raczej erotyczna, bo sceny łóżkowe były co 15 minut. Na postojach pojawiali się panowie oferujący grę w trzy karty, kierowca opowiadał, że już raz jeden podróżny zostawił u nich 3000 franków i potem gonił przez pole ziemniaków. W drodze powrotnej chciał wsiąść facet nawalony jak stodoła, ale całe szczęście kierowca nie wpuścił go do środka i zostawił na dworcu. W drodze do Szwajcarii wśród pasażerów było dwóch Rosjan, którzy wysiedli zaraz po przekroczeniu szwajcarskiej granicy, choć nie było tam postoju. Wzięli walizy i ruszyli w ciemny las, w krzaczki na maślaczki. Po drodze był postój  w Pradze, która nocą prezentowała się bardzo okazale, choć na ulicach pełno kasyn i klubów erotycznych. Hitem był sklep – „Szybkie papu”. Poza tym był także nocny postój pod Allianz Arena w Monachium oraz poranne opowieści pana, który przekonywał jak to za komuny ludzie tworzyli wspólnotę, bo się integrowali stojąc w sklepowych kolejkach. A teraz, co mamy? Wiecznie błąkających się samotnych nomadów centrów handlowych.

Genewa

Generalnie postoje były w większości najważniejszych szwajcarskich miast takich jak: Zurych, Bazylea, Berno czy Lozanna. Wszędzie pełno plakatów nawołujących do brania udziału w demokracji bezpośredniej. W niektórych miastach posegregowane śmieci wystawiane są bez kubłów prosto na ulicę. Troszkę to dziwnie wygląda, bo człowiek idzie sobie ulicą a tu pełno wystawionych przy drzwiach śmieci stoi na chodnikach. Wyraźnie widać, ze szwajcarskie konta bankowe przekładają się mocno na średni poziom życia, bo na ulicach pełno kosmicznie drogich samochodów. Sama Genewa nie jest zbyt dużym miastem i ma zdecydowanie mniej mieszkańców niż Poznań. Jest to miasto francuskojęzyczne, ale spokojnie można tam się dogadać po niemiecku lub angielsku. Gdy dojechałem na miejsce, to przed rządowymi urzędami trwały akurat antyreżimowe protesty Irańczyków. Na ulicach panuje pełen multikulturalizm. Mieszka tam bardzo wielu Hindusów, Azjatów, Arabów i emigrantów z Afryki. Na reprezentacyjnych ulicach panuje wystawny przepych. Hotele wyglądają jak pałace, a sklepik z czekoladkami wygląda jakby tam zaraz miała wpaść jakaś królowa. Jadąc na wakacje trzeba pamiętać, by zabrać furę pieniędzy ze sobą. Za pokój trzeba zapłacić ponad 100 franków, za talerz spaghetti 30, nawet udawany francuski hot dog z budki na dworcu kosztuje 10 franków. Niestety w wielu miejscach każą sobie płacić za dostęp do hot-spotów, a ceny rozmów w roamingu są tam kosmiczne. Plusem jest to, że w hotelu dostałem kartę na darmowe przejazdy komunikacją miejską i mogłem liczyć na świetne śniadania przynoszone do pokoju. Jednakże i tam dotarł kryzys, na ulicy otrzymałem ulotkę z informację o likwidacji sklepu Dolce&Gabbany, wszystko minus 70 procent. Nawet takie marki muszą się tanio sprzedawać. Niestety z powodu obowiązków konferencyjnych nie miałem wiele czasu na zwiedzanie, ale załapałem się na ich gigantyczną fontannę, wyspę Rousseau, genewskie szachy uliczne oraz słynną ścianę reformacji. Trafiłem także na katolickie kościoły, w których nierzadko panuje ekumeniczny minimalizm, który prowadzi do tego, że ich wnętrza są bardzo skromnie zdobione. Natomiast w zborach kalwińskich nie ma praktycznie niczego, krzyż i mównica to praktycznie wszystko. Powiedzenie „pusto jak w  kalwińskim zborze” jest jak najbardziej prawdziwe.

Konferencja

Dwa główne wykłady konferencji wygłosili: John Barclay (The Crucifixion as Wisdom: Exploring the Ideology of a Disreputable Social Movement) oraz John D. Caputo (The Weaknes of God and the Possibility of Radical Theology). Nagrania video obu wykładów można obejrzeć na stronie genewskiego uniwersytetu. Badaniu teologii słabego Boga, która promuje Caputo, poświeciłem kilka ostatnich lat. Moim udziałem w konferencji zakończyłem okres poświęcony na studiowanie tej koncepcji i przerzucam się na ortodoksję Chestertona. Poza tym na konferencji można było wysłuchać wiele interesujących referatów. Najciekawszą osobowością był prof. Andrew Louth, przedstawiciel kościoła prawosławnego, który wygłosił referat na temat Maksyma Wyznawcy. Popis intelektualnej siły dał Philipp Stoellger, który aparycją przypomina Foucaulta i obstawiał zwycięstwo Borussi Dortmund w finale Ligi Mistrzów. Pawłowa krytykę teokracji przedstawił David W. Odell-Scott. Kellen Plaxco, młody stypendysta Fundacji Fulbrighta pokazał recepcję listów Apostoła w twórczości Orygenesa i Didymusa zwanego Ślepym. Pojawił się także św. Tomasz z Akwinu, a to za sprawą referatów Michaela T. Dempsey’a i Adama Eitel’a. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się referaty poświęcone teologicznej myśli Karla Barth’a. W tym temacie brylował Andrew Hay. Z ciekawostek warto wspomnieć, że dominującą formą było czytanie referatu z kartki. Słuchacze mieli także swoje własne egzemplarze tekstów. Cierpiała na tym interakcja mówcy z salą, bo referent czytał tekst a słuchacze razem z nim czytają swój egzemplarz jego przemówienia i skupiają się na podkreślaniu ważniejszych fragmentów. Dochodziło do tego, że cała sala w jednym momencie przewracała strony. Nagrania audio wszystkich wymienionych referatów dostępne są na w sieci.

Chesterton i skandal Krzyża

Św. Paweł głosił, że Krzyż jest zgorszeniem dla Żydów. Można jednak postawić pytanie: czy Krzyż może być także zgorszeniem dla chrześcijańskich teologów, a jeśli tak to jakie wydarzenie z ostatnich chwil życia Jezusa może wprawiać ich w zakłopotanie? Być może takim skandalizującym momentem jest przeraźliwy krzyk Jezusa: „Boże mój czemuś mnie opuścił”. Chesterton w swojej wzbudzającej drżenie romancy o ortodoksji sugeruje, że tylko w chrześcijaństwie sam Bóg przez moment „wydawał się być ateista”. Odwołując się do ezoteryczno-egzoterycznej hermeneutyki czytania tekstów, którą zaproponował Leo Strauss można podać argumenty wskazujące na to, że ezoterycznym przesłaniem Chestertona jest teza, iż sam Bóg nie tylko „wydawał się” być ateistą, lecz był ateistą przez moment. To wahanie wiary u umierającego Jezusa można zinterpretować na przynamniej dwa sposoby. W pełni ateistyczne konsekwencje wyciąga Žižek, który głosi, że wraz z Jezusem na krzyżu umiera idea opiekuńczego „wielkiego Innego”. Po tak rozumianej „śmierci Boga” pozostaje jedynie Duch Święty, rozumiany jako uniwersalna komuna bez partykularnych podziałów, której Žižek nadaje wymiar stricte polityczny. Druga interpretacja odnosi się do mistycznej koncepcji „ciemnej nocy wiary”, o której pisał św. Jan od Krzyża. Noc wiary jest przepełnionym cierpieniem poczuciem bycia opuszczonym przez Boga. Ciemna noc duszy nie jest karą, ale specyficznym darem, który otrzymują najwierniejsi Bogu wybrańcy. Tego miał właśnie doświadczyć umierający Jezus, a wraz z nim błogosławiona Matka Teresa, która w ten sposób otrzymała duchowy stygmat. Jednakże ewangeliści przekazali nam także inne słowa Jezusa, w których rzekł On: „Ojcze w twoje ręce powierzam ducha mego”. To daje nam nadzieje na to, że mimo zwątpienia, w ostatniej chwili życia w akcie szalonej logiki, Jezus powierzył swoją duszę Bogu, któremu jeszcze przed chwilą zadawał pełne wątpliwości pytanie. Tym samym dał przykład postawy, która św. Paweł nazwał w pięknych słowach „nadzieją wbrew wszelkiej nadziei”. Tak w skrócie wyglądał mój referat. Tu można się zapoznać z moją prezentacją. 

Poniżej: Rummelsnuff - gwiazda genewskich juwenaliów :-)

środa, 31 lipca 2013
Zombie w czasie stanu wojennego

Sztuka znikania wudu katolicyzm zombie

Obiecaną relację z wyprawy do Genewy opublikuję jak tylko w Internecie umieszczone zostaną materiały z konferencji. Dziś polecam zainteresować się intrygującym filmem dokumentalnym Sztuka znikania.

Gdy na Haiti wybuchł wyzwoleńczy bunt czarnej ludności wyspy, Napoleon zorganizował misję wojskową, która miała stłumić rewoltę. Uczestniczyli w nie Polacy, którzy sami cierpiąc z powodu zniewolenia własnej Ojczyzny, sympatyzowali z rewolucjonistami. Część ocalałych żołnierzy zdecydowała się pozostać na wyspie. W ten sposób splotły się polsko-haitańskie losy i rozkwitała duchowość będąca połączeniem katolicyzmu i wudu. Tak Matka Boska Częstochowska stała się boginią Erzulie, której policzek jest okaleczony trzema ranami.

Sługą bogini został także Amon Fremon, niebieskooki potomek polskich żołnierzy, który w 1980 roku przybył do Polskiej Republiki Ludowej. Początkowo otaczająca go socrealistyczna rzeczywistość wydawała się mu bardzo obca i dziwna. Amon trafił pewnego dnia na hucznie obchodzone narodowe dożynki, podczas których kobiety w ludowych strojach odprawiały rytualne tańce, skierowane do starców zmurszałej kasty partyjnych kapłanów. Nie tylko oni wydawali się być niepodatni na zaklęcia rzucane podczas rytualnych obrzędów. Dla przybysza z Haiti, Polacy wydawali się zapadać w otepieńczy sen, by nagle przebudzać się z marazmu kilometrowych kolejek i walczyć o cokolwiek, co zostało rzucone do sklepów. Potężne blokowiska przytłaczały pustką swych przestrzeni i bez oporu zanurzają się w ciemność chmurzącego się nieba. Tak zaczyna się noc demonów.

Amon wyrusza na poszukiwania sekretnego portalu, poprzez który duchy wkraczają do świata żywych. Odnajduje Pałac Kultury, który przypomina mu haitański nagrobek, z tą różnicą, że posiada okna. Okna w nagrobku to bardzo zły pomysł, gdyż to właśnie one są portalem otwierającym drogę duchom śmierci do nawiedzania polskiej rzeczywistości. Polakom wydawało się, że potrafili pokonać demony. Amon wspomina jak na bramie stoczni zawiesili portrety świętych i triumfalnie obnosili na rękach kapłana bogini Erzulie. Gość z Haiti, „dotknięty przez wiatr”, doświadczył bezpośredniej obecności bogini, która ostrzegła go, że duchy śmierci jeszcze nie zostały pokonane i przygotowują się do kolejnego ataku. Amon nie milczał, rozgłaszał to, co zostało mu objawione. Jednakże Polacy go nie usłuchali i odepchnęli. Wtedy zrozumiał, że bóstwa wybrały go do samotnej misji wyzwolenia Ojczyzny przodków z demonicznego amoku. Zwiastunem powrotu duchów śmierci była sroga zima, po której nastąpiła długa noc. To wtedy na ulice polskich miast wyległy szwadrony zombie (genialna scena przedstawiająca oddziały ZOMO, które w maskach gazowych wyłaniają się z ciemnego tunelu). Ludzie bali się zombie, gdyż wiedzieli, że w pobliżu musi się znajdować potężny kapłan, który zniewala i niszczy ludzkie dusze. Tym kapłanem był Jaruzelski. To właśnie z nim musiał się zmierzyć Amon. Czuł jednak, że haitańskie zaklęcia są zbyt słabe, by wyzwolić Polskę z demonicznego zniewolenia. Musiał wiec poszukać potężnego wsparcia. Odnalazł je w zaklęciach zawartych na stronicach Dziadów Mickiewicza. Amon odprawił rytuał, po którym wrócił do domu. Tam nikt go nie rozpoznaje. Wszyscy twierdzą, że stał się „biały”. Nigdy więcej nie odprawi już żadnego rytuału, gdyż swoje moce duchowe złożył w ofierze za uwolnienie Ojczyzny przodków. Ofiara została przyjęta, ale czy walka z duchami śmierci została zakończona? Przecież portal stojący w środku stolicy pozostaje nadal otwarty.

Do posłuchania: Sztywny Pal Azji – Nie gniewaj się na mnie Polsko oraz Wieża radości, wieża samotności.

23:25, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 lipca 2013
Time to Rise Again

Wschód słońca w mieście

Wreszcie wracam do blogowania po długiej, bardzo długiej przerwie, która spowodowana była konfrontacją z ogromem naukowych wyzwań. Można już przeczytać mój artykuł, który został opublikowany w prestiżowym Przeglądzie Filozoficznym. Pozytywnie zakończyła się także moja wyprawa do Genewy, w której wygłosiłem referat The Scandal of the Cross in Chesterton’s Romance of Orthodoxy. Trzy tygodnie temu obroniłem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu pracę podyplomową: Religia w świecie konsumpcyjnej kultury. Od religijnego marketingu do religii jako towaru. Jednakże najważniejszym wyzwaniem było przygotowanie rozprawy doktorskiej. Otrzymałem już pozytywne recenzje, a termin obrony został wyznaczony na 16 września.

Choć okres wakacyjny nie będzie dla mnie wolny od naukowej pracy, to jednak czas najwyższy nadrobić blogowe zaległości, a ciekawego materiału do opublikowania nie brakuje. Zaczynę od przedstawienia pełnej relacji z mojej podróży do Genewy, którą opublikuję w najbliższych dniach. Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych odwiedzin.

20:07, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 stycznia 2013
Django i Booker T. Washington - dwie drogi wychodzenia z niewolnictwa

Booker T. Washington Django

You can't hold a man down without staying down with him.

Kim jest Booker T. Washington?

Wszyscy znają Martina Lutera Kinga i Malcolma X. Kto pamięta o innym amerykańskim bohaterze walki o prawa obywatelskie jakim był Booker T. Washington (niektórzy mogą go mylić ze znanym zawodnikiem amerykańskiego wrestlingu). Washington urodził się niewolnikiem, a wolnym człowiekiem stał się wraz ze zniesieniem niewolnictwa w Ameryce. Od tego czasu rozpoczął swój brawurowy marsz ku coraz wyższym szczeblom politycznej, naukowej i wychowawczej kariery, tym samym stając się kolejnym przykładem możliwości wcielenia w życie amerykańskiego snu o karierze, która swe początki ma w ciężkiej pracy ludzi z nizin społecznych. Jego odpłatą za niewolę, której doświadczył za sprawą hegemoni białych plantatorów nie był świst rewolwerowych kul, lecz znakomite uniwersytety, zakłady pracy i przedsiębiorstwa pełne czarnej młodzieży, która by móc stać się prawdziwie wolną, musiała stać się ekonomicznie niezależna i życiowo samowystarczalna. Do przeczytania: autobiografia Up From Slavery i artykuł The Conservative Vision of Booker T. Washington. Do obejrzenia program Glenna Becka poświecony Bookerowi T.

Wszyscy chłoszczą Wuja Toma

W najnowszym filmie Tarantino genialną kreację stworzył Samuel L. Jackson, który wcielił się w rolę Stephena, czarnego majordomusa rezydencji jego okrutnego pana. W niektórych recenzjach filmu przyrównuje się Stephena do pamiętnej postaci Wuja Toma, co stanowi oczywiste nieporozumienie. Wuj Tom był, bowiem ucieleśnieniem cnót chrześcijańskich. Był niewolnikiem, który zawsze pokornie nadstawiał drugi policzek i stwierdzał, że od białych można się nauczyć wielu przydatnych umiejętności. Wujowi Tomowi zarzucano przyjęcie biernej postawy niewolnika, który pogodził się z własnym losem i zbytnią uległość wobec hegemonii białych (radykalno-lewicowi aktywiści piętnują swoich prawicowych adwersarzy takich jak Allen West lub Thomas Sowell nadając im miano współczesnych wujków Tomów). Tarantino na moment wprowadza do filmu podobny wątek, gdy Leonardo Di Caprio opowiada o niewolnikach, którzy codziennie golili brody swoim panom przy pomocy ostrej jak kosa brzytwy, a mimo tego nigdy nie podcinali im gardła. Django jest jakby próbą odpowiedzi na ten zarzut pokornego godzenia się z losem niewolnika. Natomiast filmowy Stephen nie ma w sobie ani krzty chrześcijańskiego miłosierdzia i nie jest kolejną wersją Wuja Toma, lecz znakomitym przykładem paradoksalnego zjawiska jakim jest „self-hating negro”. Współcześnie zarzut przyjmowania takiej postawy kieruje się pod adresem kontrariańskiego pastora Jamesa Davida Manninga, przy którego brawurowych kazaniach wymiękają najlepsze dissy produkowane przez ks. Natanka.

Bonusy do poczytania i pooglądania: artykuł na temat pojawiających się w filmie walk Mandingo, zwiastun pierwszego filmu o Django, w którym bohater był białym rewolwerowcem kasującym bandziorów w czerwonych kapturach oraz kultowa scena z narady Ku Klux Klanu.

21:45, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (2) »
środa, 16 stycznia 2013
Nie można Bogu służyć i Mamonie

Brands of Faith marketing religijny

Sugestia, że religia mogłaby zostać sprowadzona do wymiaru kolejnego produktu lub usługi oferowanej na rynku może wydawać się bardzo dziwna. Przecież to właśnie obietnica wyrwania człowieka z materialistycznej matni była tym elementem religii, który ją najlepiej sprzedawał i do niej przyciągał. Jednakże religia jako produkt nie jest żadnym widmem przyszłości, lecz jak najbardziej realną teraźniejszością. Przykładów można podać kilka. Wystarczy przyjrzeć się współczesnemu rozkwitowi celebryckiej kabały, nieco zmurszałemu już urokowi postmodernistycznej religijności New Age lub aktywnośc amerykańskich teleewangelistów takich jak Joel Osteen. Natomiast klasycznym przykładem religii, która już od swego zarania była towarem jest scjentologia, której twórca piszący opowiadania science-fiction w pewnym momencie wpadł na pomysł, by wizje świata w nich zawartą zacząć przedstawiac jako nową duchowość i alternatywną, wobec tradycyjnych kultów, religię.

Wskazane instytucje religijne zostały uznane przez Mara’e Einstein za najważniejsze przykłady „religijnych marek”. Działalność marketingowa tego typu nowych ruchów religijnych wykracza daleko poza handel przedmiotami z zakresu dewocjonaliów i ofertami biur podróży wspomagających organizację zbiorowych pielgrzymek. Takie nowe ruchu religijne, które pogodziły się z logiką konsumpcyjnej kultury, odrzucają ascetyzm i zaczynają koncentrować się na pomnażaniu własnych zasobów finansowych. W takiej sytuacji przestaje się liczyć wierność uniwersalnym i niezmiennym dogmatom, a na pierwszym miejscu stawia się praktyczną umiejętność dopasowywania się do potrzeb wiernych/klientów.

Tematyka relacji pomiędzy marketingiem i religią jest ważny także dla bardziej tradycyjnych form wiary. Religie nie rywalizują tylko pomiędzy sobą, lecz także konkurują z wieloma innymi świeckimi koncepcjami i stylami życia. By móc z nimi skutecznie konkurować tradycyjne religie muszą otworzyć się na nowatorskie środki komunikacji i zgłębiać praktyki dobrego marketingu. Także one powinny zadbać o swój wizerunek i budować swoją dobra markę. Natomiast kwestią sporną pozostaje pytanie o siłę wpływu otwarcia się tradycyjnie nierynkowych instytucji na logikę marketingu. Czy po takim otwarciu mogą one pozostać w istotowym zakresie niezmienione? Czy też takie otwarcie zawsze zawiera w sobie możliwość podążenia w kierunku religii postrzeganej jako pewna rynkowa usługa?

Do poczytania bardzo ciekawy blog autorki książki. Poniżej: intro do filmu stygmaty.

środa, 02 stycznia 2013
Diaz - Mrok musi poprzedzić apokalipsę.

Diaz G8

Dziś Oni, jutro My

Film Diaz opowiada o brutalnym szturmie włoskiej policji na szkołę, w której przebywali przeciwnicy szczytu G8 w Genui. Twórcy filmu ograniczyli ilość podawanej radykalno lewicowej ideologii do koniecznego minimum, skupiając się raczej na losach bohaterów i rekonstrukcji tragicznych wydarzeń (przedstawianych z różnych perspektyw). Przez to ich dzieło stało się narracją o władzy, która drastycznie przekraczając przysługujące jej prawo do stosowania środków przemocy, oddaje się szaleństwu linczowania, przebiegłości fabrykowania dowodów oraz perwersyjnej ekscytacji „ścieżkami zdrowia” i więziennym molestowaniem. Policja ma obowiązek odpowiadać siłą, gdy sama spotyka się z atakiem rozhukanych tłumów (i nie ma tu znaczenia czy jest to tłum anarchistów demolujących banki, kiboli-narodwców dewastujących stadiony, czy też emigrantów podpalających francuskie miasta). Jednakże, gdy brutalna siła władzy dosięga poddającej się osoby lub obezwładnionego więźnia, to taka przemoc domaga się zdecydowanego sprzeciwu.

Apokalipsa, która nigdy nie nadejdzie

Opuśćmy Genuę i przenieśmy się do Rostocku, a dokładnie wróćmy do bardzo ciekawego zwiastuna promującego demonstrację sprzeciwu wobec kolejnego szczytu ośmiu najbogatszych państw świata. Analizując pojawiające się tam pompatyczne hasła można dostrzec, że ruch alterglobalistyczny (który przeistoczył się obecnie w ruch Wkurwionych) jest przepełniony wytworami wyobraźni apokaliptycznej. Samozwańczy władcy „tego świata” prowadzą ciągłą wojnę, by zachować kontrolę nad wyniszczaną planetą. Ich hegemonia dobiegnie kresu, gdy niespodziewanie (w mgnieniu oka, w chwili największego mroku) jedna demonstracja odmieni historię ludzkości. Gdy przeminą już czasy panowania globalnych technokratów, to spod ruin ich świata wyłoni się nowa ziemia obiecana. W Rostocku miało dojść od ostatniego spotkania reprezentantów „starego świata”, po którym grzech gwałtu na planecie miał zostać wymazany, a tonąca cywilizacja kontroli i wyzysku miała przeistoczyć się w raj wolności. Niestety, apokalipsa nie nadeszła. Znów została odwleczona w czasie. Czy wtedy w Rostocku, w samym sercu szczytu G8, znalazł się „jeden sprawiedliwy” i dlatego apokalipsa nie nastąpiła? A może istotą apokalipsy jest oczekiwanie na jej nadejście, a nie samo wydarzenie końca?

Co skrywa czarna maska?

Czarny blok, który pojawia się w filmie nie jest żadną skrajną organizacją, lecz sposobem prowadzenia protestów. Kolorowe jądro demonstracji jest otoczone przez zwarty kordon zamaskowanych ludzi, którzy są jednolicie ubrani na czarno i tworzą black bloc. Oficjalnie mają chronić zwykłych demonstrantów przed atakami policji i różnego rodzaju faszystów. Nieoficjalnie „czarny blok” ma angażować się w działania sprzeczne z prawe (demolowanie sklepów i samochodów), a jednolity ubiór utrudnia zidentyfikowanie najbardziej gorliwych rewolucjonistów. Do obejrzenia promocyjny materiał ukazujący akty „słusznego gniewu” przeciwko złu „korporacyjnej własności”. Do poczytania książka Black Bloc. White Riot. Do posłuchania dwa utwory z filmu: Never the Same i Stare a Guardare. Cały film (który polecam) można zobaczyć na youtube (niestety tylko po włosku).

21:50, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Abraham nie chciał zabić Izaaka

Abraham i Izaak

Dziś krótka medytacja nad losem Abrahama podążającego na górę Moria.

Abraham jako rycerz wiary

Czy Abraham był prawdziwym rycerzem wiary, który nie rozumiejąc nakazów Boga, wybrał drogę pokornego zawierzenia jego słowom i przyodział się w stalowy pancerz rycerzy wiary? Być może Abraham nie zdał testu, któremu został poddany przez Boga. Może powinien protestować, bronić przykazania o świętości życia. Może właśnie tego oczekiwał od niego Jahwe. Być może opowieść o Abrahamie miała służyć pokazaniu, że Bóg nie oczekuje krwawych ofiar składanych z ludzi, a jedyną taką ofiarą będzie śmierć Jego własnego Syna na krzyżu.

Najważniejszym komentarzem filozoficznym do historii Abrahama są oczywiście refleksje Kierkegaarda zawarte w jego Bojaźni i drżeniu. To właśnie tam pojawia się kluczowy motyw teologicznego zawieszenia etyki. Czyż, bowiem Bóg nie musiał zawiesić obowiązywania moralnego prawa, które zakazuje odbierania życia, by w ten sposób móc wystawić na próbę Abrahama. Zaiste mrok tajemnic skrywa się w tej opowieści, czytanej z bojaźnią i drżeniem.

Abrahamiczne źródło wszelkiego zła

„Nowi ateiści” przynależą do najzagorzalszych krytyków Abrahama. Dla Dawkinasa i Hitchensa jest on wzorowym przykładem skrajnego fanatyka, który w imię religijnych urojeń był gotów zostać mordercą swojego ukochanego syna. Jest on przestrogą wskazującą, że religia potrafi pchnąć dobrych ludzi do zbrodniczych czynów. Hitch zwykł komentować historię o ofiarowaniu Izaaka w charakterystycznym dla siebie radykalnym stylu bezpardonowego stwierdzenia: Gdyby ktokolwiek oczekiwał ode mnie krwi moich dzieci, to otrzymałby tylko jedną odpowiedź – Fuck Off! Źródło wszelkiego religijnego zła wypływa właśnie z tej opowieści.

Me voici – Oto jestem

Spróbujmy sformułować apologię Abrahama i uwolnić go od oskarżeń o posiadanie intencji zabicia własnego syna. Przyjmijmy, że Abraham był przepełniony pasją niemożliwego (passion of the impossible). Niemożliwe nie oznacza w tym przypadku logicznej sprzeczności (sytuacji, w której coś istnieje i jednocześnie nie istnieje). Niemożliwym (w ujęciu Derridy i Caputo) jest to, czego absolutnie nie możemy oczekiwać i spodziewać się, że to może się wydarzyć. To co niemożliwe nie musi łamać żadnego prawa natury. Wystarczy, że to co niemożliwe wydarzy się nieoczekiwanie i zaskoczy nas w totalnym nieprzygotowaniu. Żyć pasją niemożliwego, to mieć nadzieje na możliwość wydarzenia się czegoś niemożliwego. Abraham idąc na górę Moria był cały czas przepełniony tego rodzaju pasją. Otrzymał jasny rozkaz od Boga: Izaak musi umrzeć! Patriarcha dobrze wiedział, że nakazy Boga są nieodwołalne, więc jego syn umiłowany będzie musiał niechybnie zginać. Cały czas pamiętał jednak piękną obietnicę zostania ojcem dla całego Izraela, którą wcześniej złożył mu Bóg. Ruszył więc Abraham na górę Moria i choć rozum podpowiadał mu, że nie ma szans na ocalenie Izaaka, to on mimo tego oddał się szalonej nadziei wbrew wszelkiej nadziei na to, że wydarzy się to, co niemożliwe i Izaak zostaniu mu zwrócony. Abraham podczas całej swej podróży nie maszerował z przekonaniem w głowie, że idzie zabić własnego syna. Abraham przez całą drogę wierzył (nawet w momencie gdy podnosił nóż), że wydarzy się coś niemożliwego i Izaak zostanie ocalony. I tak właśnie się stało! W ten sposób Abraham ukazał w działaniu trzy cnoty świętego Pawła. Musiał wierzyć, bo był zdezorientowany sprzecznymi ze sobą słowami Boga. Musiał mieć nadzieje do samego końca, że Izaak ocaleje. By móc zawierzyć Bogu i pokładać w Nim nadzieję musiał Boga kochać.

PS: Historia Abrahama jest ważnym tłem filmu Fanatyk. Pojawia się tam hipoteza głoszaca, że Izaak jednak zginął na górze Moria.

poniedziałek, 17 grudnia 2012
Neocons wracają do Tokio

Japan Neocons

Japońscy neocons zdemolowali w wyborach lewicę. Pierwsze wyniki wyborcze wskazują, że w 480 osobowym parlamencie zdobyli około 300 mandatów. Sukces odnieśli także skrajni nacjonaliści, którzy stali się trzecią siłą polityczną i prawie przeskoczyli lewicowców. Tym samym na najwyższe stanowiska w rządzie powrócą neokonserwatywne jastrzębie. Shinzo Abe ponownie zostanie premierem, a Shigeru Ishiba będzie jego prawą ręką (to ten słynny neocon, który publicznie przyznaje się do wiary w istnienie UFO, występował w programach telewizyjnych rozważających problematykę inwazji kosmitów na Ziemię, a poza tym jest uznawany za gunji otaku, czyli militarnego maniaka). Nigdzie nie widać tylko Elvisa Koizumiego.

Czego można się teraz po nowym rządzie spodziewać? Najprawdopodobniej wznowienia działań zmierzających do zrewidowania pacyfistycznej konstytucji (zezwalającej jedynie na posiadanie wojsk obronnych), nieustępliwej polityki wobec wybryków Wielkiego Kima i imperializmu Chińczyków, a w przyszłości być może starań o broń atomową.

Od lat największym problemem japońskiego neokonserwatyzmu było przesiąkniecie beznadziejnym nacjonalizmem, który był ołowianą kulą przywiązaną do jego szyi. Wraz z sukcesem wyborczym skrajnie nacjonalistycznej Partii Odnowy Japonii (do przeczytania stary manifest ich przywódcy: The Japan That Can Say No) czas najwyższy na pozbycie się tego balastu. Jak najszybciej trzeba skończyć z oddawaniem czci zbrodniarzom wojennym (ich dusze spoczywają w mieczach samurajskich znajdujących się w słynnej świątyni Yasukuni), odciąć się od rewizjonistów negujących ludobójstwo w Nankinie, wziąć odpowiedzialność za wszystkie krzywdy wyrządzone koreańskim niewolnicom seksualnym oraz przestać toczyć bzdurne wojenki z Koreą Południową.

PS: Japończycy wydali ostatnio podręcznik historyczny na temat największych dyktatorów XX wieku, wszystko utrzymane w konwencji hentai (dyktatorzy są przerobieni na roznegliżowane mangowe dziewczyny). Do grona dyktatorów zaliczono także Józefa Piłsudskiego, który został zaprezentowany w jednoznacznej pozie sugerującej, że jego najważniejszym problemem było zdecydowanie się na danie ciała nazistom albo bolszewikom. Piłsudczycy powinni chyba ruszyć z krucjatą.

Poniżej: znakomite intro do filmu Resident Evil: Afterlife, pojawiający się w nim utwór będzie odgrywany podczas triumfalnego pochodu japońskich neocons.

środa, 12 grudnia 2012
Jonas Savimbi - zapomniany bohater Black Ops 2

Black Ops 2 Jonas Savimbi

Seria Black Ops to uczta dla pasjonatów okresu „zimnej wojny” i jej zakulisowych rozgrywek (pierwsza części dorzuciła swoje trzy grosze do tajemnic zamachu na Kennedy’ego). Najnowsza cześć przenosi akcję w niedaleką przyszłość, w której walczą już głównie drony i roboty. Szkoda, że twórcy spanikowali i z zapowiedzi oparcia fabuły na konflikcie z Chińczykami nic nie wyszło (podobnie uczynili autorzy nowej wersji filmu Red Dawn, którzy Chińczyków podmienili na fanatyków Wielkiego Kima). Ten wątek został zmarginalizowany, a głównym przeciwnikiem został latynoski terrorysta (zakamuflowany meksykański straszak?).

Wiele osób ekscytuje się faktem, że w Black Ops 2 pojawia się generał Petraeus, pani prezydent jest stylizowana na Hillary Clinton, a jedną z głównych bohaterek jest blondwłosa wersja Lisbeth Salander (Dziewczyna z tatuażem). Można także wziąć udział w obalaniu Manuela Noriegi i buszować po zakamarkach lotniskowca USS Barack Obama. Natomiast totalnie pominiętym bohaterem kontynuacji Black Ops jest Jonas Savimbi, którego spotykamy w pierwszej misji gry. Savimbi był jednym z najważniejszych afrykańskich antykomunistów. Przewodził partyzanckiej wojnie przeciwko portugalskim kolonialistom, a następnie prowadził vendettę przeciwko sowieckim marionetkom w Angoli. Wyróżniał się wysoką kulturą intelektualną, mówił siedmioma językami, w debatach politycznych przywoływał europejskich filozofów i wygłaszał wykłady dla amerykańskich think-tanków. Przez swoich wrogów uznawany za potwora i rządnego władzy podżegacza wojennego. W Black Ops 2 pomagamy dowodzonym przez Savimbiego oddziałom UNITA zwalczać komunistów z MPLA. Do obejrzenia: wykład dla National Press Club. Do przeczytania: artykuł autorstwa Savimbiego – The War Against Soviet Colonialism.

23:57, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21