Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
sobota, 18 października 2008
Waterboarding – Christopher Hitchens z tamtej strony podtapiania.

hitchens

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny.  Artykuł był omówieniem publikacji - Christofer Hitchens, Belive Me, It's Torture.

Christopher Hitchens jeden z najbardziej kontrowersyjnych współczesnych intelektualistów, pit bull niszczący jednym zdaniem swych przeciwników w trakcie akademickich debat, przeciwnik beatyfikacji Matki Teresy z Kalkuty, jeden z czterech jeźdźców Nowego Ateizmu, wojujący antyteista i zwolennik walki z terroryzmem i neokonserwatywnej polityki zagranicznej w lutym tego roku otrzymał od redakcji Vanity Fair propozycję poddania się agresywnej metodzie prowadzenia przesłuchań znanej powszechnie jako waterboarding. Hitchens przyjął propozycje.

Ryzykowny eksperyment odbył się pod kontrolą wykwalifikowanych weteranów służb specjalnych specjalizujących się w przeprowadzaniu specjalnego wojskowego programu, szkoły przetrwania znanego jako SERE(Survival, Evasion, Resistance, Escape), którego celem jest przygotowanie amerykańskich żołnierzy do przetrwania najbardziej wyszukanych i okrutnych tortur jakich mogą doświadczyć wpadając w ręce bezwzględnego wroga.

Hitchens został poinformowany, iż poddanie się procesowi podtapiania może doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu fizycznym, emocjonalnym lub psychicznym a w ostateczności może prowadzić do śmierci. Osoby mające nadzorować cały eksperyment sugerowały wybór innego „królika doświadczalnego". Stwierdzając, iż waterboarding jest dla prawdziwych komandosów lub twardych młodych jihadystów a nie dla 59 letnich gryzipiórków, wypalających 15,000 papierosów rocznie, mających nadwagę i problemy z nadużywaniem alkoholu.

Autor światowego bestselleru Bóg nie jest wielki został skuty i z kapturem na głowie wprowadzony do zaciemnionej celi w której przy akompaniamencie muzyki zespołu Enigma oczekiwał na poddanie się procedurze podtapiania(czyżby pogłoski informujące o maltretowaniu więźniów przy pomocy utworów Metallici i Britney Spears nie były fikcją?). Eksperyment miał zostać natychmiast przerwany w momencie w którym poziom stresu stałby się nie do przetrzymania. Sygnałem do zakończenia całej procedury miało być wypuszczenie trzymanych w obu dłoniach metalowych kostek bądź wypowiedzenie słowa RED. Hitchens ku niezadowoleniu swych przodków, którzy służyli w marynarce wytrzymał kilka sekund.

Według CIA podtapianiu mieli zostać poddani przynajmniej trzej członkowie Al-Kaidy Khalid Sheikh Mohammed(główny organizator zamachów na World Trade Center miał ponoć wprawić w osłupienie przesłuchujących go oficerów wytrzymując ponad dwie minuty), Abu Zubaydah oraz Abd al-Rahim al-Nashiri. Po wszystkim Hitchens stwierdził, iż absolutnie nie jest to symulowanie topienia ale prawdziwe kontrolowane topienie przesłuchiwanych.

Cały eksperyment miał służyć ponownemu rozważeniu wszelkich argumentów w toczonej od dłuższego czasu gorącej debacie pomiędzy prawniczymi autorytetami, wojennymi weteranami, organizacjami praw człowieka na temat uznania procedury podtapiania za metodę torturowania przesłuchiwanych i całkowitego jej zakazania.

Zwolennicy stosowania procedur podtapiania w wyjątkowych sytuacjach w których wiemy, iż przesłuchiwany jest ważnym członkiem grupy terrorystycznej i istnieje duże prawdopodobieństwo posiadania przez niego wiedzy mogącej ocalić wiele niewinnych istot ludzkich, podkreślają, iż waterboarding w porównaniu do torturowania prądem, przypalania ogniem, wybijania zębów młotkiem, przewiercanie kolana wiertarką jest jedynie „grą wstępną". Stan zdrowia przesłuchiwanego po początkowym, panicznym szoku szybko wraca do stabilnego stanu w którym bez większego uszczerbku na zdrowiu ogólnym może składać zeznania. Podtapianie także w mniejszym stopniu niż tradycyjne bardziej krwawe metody tortur wpływa negatywnie na psychikę prowadzących przesłuchania.

Przeciwnicy (Hitchens przytacza głównie poglądy instruktora programu SERE, autora książki The Terrorists of Iraq, zeznającego w 2007 roku przed kongresem U.S.A w sprawie „przewlekłych technik przesłuchiwania") podkreślają, iż akceptacja podtapiania utrudnia sprzeciw Ameryki wobec stosowania tej metody na amerykańskich jeńcach. Waterboarding może być źródłem cennych informacji, może być także źródłem śmietnikowych bajdurzeń wymuszonych przemocą . Akceptacja tej metody otwiera drzwi do ewentualnego stosowania bardziej krwawych metod w przyszłości. W końcu jeśli zależy nam na czasie to wiertarka i elektrody mogą okazać się bardziej perswazyjne niż ręcznik i kubeł wody. Sam Hitchens spytany czy po swych osobistych doświadczeniach gotowy jest uznać waterboarding za procedurę torturowania przesłuchiwanych, nawiązując do słów Lincolna( Jeśli niewolnictwo nie jest złem, to nic nie jest złe) parafrazuje je stwierdzając: „Jeśli waterboarding nie jest torturą, to nie istnieje nic takiego jak tortury".

11:16, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
Kościół Obamy – Boże przeklnij Amerykę.

obama

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu, na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny. Artykuł był omówieniem kilku publikacji z zagranicznych portali.

„Czarna teologia odrzuca Boga, który nie identyfikuje się całkowicie z celami czarnej wspólnoty. Jeśli Bóg nie jest z nami przeciw białym, to jest mordercą i lepiej byśmy go zabili. Zadaniem czarnej teologii jest zabijać bogów, którzy nie przynależą do czarnej wspólnoty(...) Czarna teologia zaakceptuje miłość tylko tego Boga, który uczestniczy w destrukcji białego wroga. Tym czego potrzebujemy jest boska miłość wyrażona w Czarnej Sile, która jest siłą czarnych, by mogli zniszczyć swych prześladowców tu i teraz wszelkimi dostępnymi środkami. Dopóki Bóg nie będzie uczestniczył w tej świętej działalności, musimy odrzucić jego miłość" - James H. Cone, A Black Theology of Liberation.

Jeremiah Wright, były lider wspólnoty religijnej Trinity United Church of Christ w Chicago, swymi „nietuzinkowymi" kazaniami w których bezpardonowo potępia Amerykę za „zabijanie niewinnych ludzi", traktowanie swych obywateli, zwłaszcza czarnoskórych, jako obywateli drugiej kategorii, oskarża rząd federalny o umyślne wywołanie epidemii AIDS wśród czarnoskórej wspólnoty Ameryki, raz jeszcze skrzyżował rękawice religii i polityki, kończąc swe kazania gromki okrzykiem - „Boże przeklnij Amerykę".

Taka eksplozja siarczystego antyamerykanizmu wstrząsnęła milionami Amerykanów, zaniepokojonych bliskimi związkami prezydenckiego kandydata Demokratów Baracka Obamy z przedstawicielami Czarnej Teologii Wyzwolenia (Black Liberation Theology ), której zwolennikiem i propagatorem jest pastor Wright. Obama jest wiernym członkiem religijnej wspólnoty TUCC od 20 lat, zawarła w tamtejszym obrządku sakrament małżeństwa, ochrzcił swoje córki, przekazał w 2006 roku na rzecz wspólnoty 22,500 dolarów. Obama wyznał, iż traktuje Wright'a jak członka rodziny i zaczerpnął tytuł swej książki The Audacity of Hope (Zuchwałość nadziei) z kazania Wright'a, który z kolei swoje religijne przekonania czerpie z czarnej teologii.

Przeżywając swoisty renesans Black Liberation Theology jest teologiczno-polityczną doktryną promującą afroamerykański partykularyzm. Podobnie do krytykowanej przez Jana Pawła II prokomunistycznej teologii wyzwolenia, BLT łączy elementy marksizmu ze starannie zniekształconymi biblijnymi cytatami. W przeciwieństwie do klasycznego marksizmu, który zwraca uwagę głównie na konflikty klasowe, dla czarnej teologii centralnym pojęciem jest konflikt rasowy. Przemienieniu ulega także chrześcijańska koncepcja „zbawienia" w przyszłym świecie zastąpiona przez „wyzwolenie" na tej ziemi, związane z ustanowieniem socjalistycznej utopii. Mocno podkreśla się także sentymentalną wieź łączącą czarnych obywateli Ameryki z ich rodzinną ziemią Afryką, matczynym kontynentem, kolebką cywilizacji.

Jeden z głównych przedstawicieli BLT James H. Cone promuje w swych religijnych teoriach wizję Jezusa jako czarnoskórego rewolucjonisty, prowadzącego czarnych braci (nowy naród wybrany) do rewolty przeciw ich prześladowcom „białym diabłom" Teorie Cone'a spotkały się z liczną krytyką, określającą jego nauczanie np. jako „rasistowskie bałwochwalstwo".

Łatwo ulec pokusie zakwalifikowania teologii Cone'a i Wright'a jako peryferyjnej teoryjki pozostającej na marginesie afroamerykańskich wspólnot religijnych. Jednakże Cone za wszelką cenę stara się przedstawiać siebie jako naturalnego następcę Martina Luthera Kinga, Jr. Podobnie kuriozalne tony można było usłyszeć na szczycie afroamerykańskich pastorów, odbywającym się po przypomnieniu przez ogólnokrajowe media kontrowersyjnych wypowiedzi Wright'a. Wielu pastorów broniło jego kazań wpisując je w część tradycji „profetycznego kaznodziejstwa" zapoczątkowanego przez zamordowanego bohatera walk o prawa cywilne dla czarnoskórych obywateli. Natomiast Stacey Floyd-Thomas wykładowczyni etyki i dyrektor studiów nad czarnymi kościołami i wspólnotami religijnymi Brite Divinity School w Teksasie wyjaśnia, iż King w swoim jednorazowym stwierdzeniu, iż Ameryka jest „największym sprawcą przemocy w dzisiejszym świecie" zapowiadał tym Wright'a. Dodaje także, iż King został zamordowany przed wygłoszeniem kazania zatytułowanego „Dlaczego Ameryka może trafić do piekła", które miało ponoć zapoczątkować zwrot ku radykalizmowi. Tylko czy marzeniem o którym śnili King i słynny Booker T. Washington nie było społeczeństwo ślepe na kolor skóry? Społeczeństwo w którym twoja rasa nie wyznacza twojego sposobu bycia w świecie?

11:10, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
Shalom Izrael.

 ślub w Izraelu

"Jak długo w sercu tętni krew, Dusza żydowska życiem drga, I w stronę Wschodu, hen, się rwie, Wzrok do Syjonu biegnie bram. Tak ufność w nas nie zaginie, Nadzieja dwóch tysiącleci, Wolnym lud będzie w własnej krainie, W Syjońskiej ziemi, w Jerozolimie".

"Narodziłem się dla pokoju, niech on tylko się ukarze. Narodziłem się dla pokoju, niech on tylko nadejdzie. Narodziłem się dla pokoju, niech on nastanie. Ja pragnę, Ja pragnę już w nim żyć".

"Ci którzy myślą, iż mogą ożywić cuchnącego trupa uzurpatorskiego i fałszywego izraelskiego reżimu poprzez organizowanie urodzinowego przyjęcia są w poważnym błędzie. Dziś argumenty na poparcie istnienia syjonistycznego reżimu są kwestionowane a sam reżim jest na drodze ku anihilacji". Mahmoud Ahmadinejad

14 maja 1948 r. Po wielu latach wygnania, nomadycznego życia, przymusowych konwersji i ogromnych prześladowań naród Izraela, mógł znów powrócić do swojej upragnionej ojczyzny i cieszyć się tańcząc na ulicach z ogłoszonej przez Dawida Ben Gurion'a deklaracji niepodległości. Odrzucani przez wieki, tułacze ludzkości, po traumatycznych doświadczeniach Shoah raz jeszcze na pustyniach Ziemi Świętej spróbują zbudować dom Izraela.

Państwo Izrael powstało w odpowiedzi na rezolucję ONZ, mimo tego faktu wciąż możemy usłyszeć krzykliwe pomruki państw, organizacji, grup religijnych i znanych osobistości negujących wszelkie prawo Izraela do istnienia na mapach świata. Nie ma innego państwa, które byłoby tak często wystawiane na niebezpieczeństwo fizycznej anihilacji, powszechne bojkotowanie, zniesławianie i oskarżanie o promowanie skrajnie niemoralnej polityki syjonistycznego nacjonalizmu.

Izrael stał się domem dla „małego narodu" (termin pochodzi z filozofii A. Finkielkraut'a), który w opozycji do przedstawicieli wielkich mocarstw, każdego dnia marzących o chwale i potędze, budzi się każdego ranka by raz jeszcze walczyć o przetrwanie z nihilizmem otaczającego go świata. Dlatego w hymnie Izraela padają słowa: „Tak ufność w nas nie zaginie". Wtóruje mu hymn innego „małego narodu", którego najważniejsza pieśń zaczyna się od słów: „Jeszcze Polska nie zginęła".

Dziś wrogie okrzyki antyizraelskiej tuby, najgłośniej dochodzą z gardeł trzech skrajnych politycznych środowisk. Skrajna lewica i jej liczni ideologiczni (Chomsky) i polityczni (Chavez) liderzy nie znając żadnej granicy w nieustannej denuncjacji państwa Izrael, portretują je jako żmijowisko trującego nacjonalizmu i burżuazyjne centrum globalistycznej finansjery, której zachłanne macki oplatają w śmiertelnym uścisku świat. Skrajna prawica na ponurych zgromadzeniach w blasku płonących swastyk wciąż kultywuje mityczny lęk przed żydowskim Innym jako Obcym zanieczyszczającym czystą narodową krew. Wreszcie radykalni islamiści, jihadyści zniszczenia w amoku rozrywający własne ciała, w śmierci i zniszczeniu szukający zbawienia i świata bez Izraela.

Wszystkie te trzy grupy łączy nie tylko genetyczny antysyjonizm ale i programowy rewizjonizm negujący drastyczną prawdę o „wydarzeniu Auschwitz" (das Ereignis Auschwitz), o nicości dymiących kominów Shoah. Rewizjonizm, który immanentnie zawiera się w samym planie ludobójstwa, będąc jego ostatecznym dopełnieniem, gdyż zbrodnia ludobójstwa w samym akcie założycielskim zawiera swoje zaprzeczenie. Dlatego naziści wymyślili język pełen eufemizmów, mówiąc o ewakuacji, przesiedleniu ludności, mówili językiem zbrodni wypierającej się samej siebie. Dlatego rewizjonizm jako ostateczne stadium ludobójstwa musi być karany przez prawo.

14 maja 2008 r. 60 rocznica utworzenia państwa Izrael, dla Arabów „dzień katastrofy" (Nakba Day) upamiętniający moment historii w którym wielu ich przodków stało się bezdomnymi. Do Ziemi Świętej przybywa wielu światowych przywódców (w tym George W. Bush i Lech Kaczyński) by zapewnić o swoim wsparciu dla Izraelczyków i nie wspierających terrorystycznego Hamasu Palestyńczyków. Na miasto Ashkelon spada katiusza irańskiej produkcji, sąsiadująca z Izraelem wątła, młoda libańska demokracja znajduje się w śmiertelnym zagrożeniu ze strony wspieranej przez Syrię „partii Boga". Sam Izrael pogrążony jest w kryzysie politycznym związanym z korupcyjnymi zarzutami stawianymi premierowi Olmertowi, który z okazji 60 urodzin jego państwa, znów musi wsłuchiwać się w kazania irańskiego szaleńca wzywającego do wyplenienia kryminalnego syjonistycznego reżimu przy pierwszej nadarzającej się okazji. Mimo mroku nienawiści i wojennej pożogi, gdzieś w skrytości ludzkich serc odbywają się śluby.

Kończąc nawiążmy do refleksji związanej z corocznym, odbywającym się w Polsce Marszem Żywych. Choć wiemy, iż był taki czas w którym ojcowie nie mogli ucałować swych pięknych córek, to spoglądając dziś na stojących przed oświęcimską ścianą śmierci ludzi wszelkich narodowości, młodych i ocalałych seniorów, możemy się pokusić na stwierdzenie, iż mimo całego zła ówczesnego i obecnego świata, ostatecznie zwyciężyło Życie. Niech Życie nadal zwycięża.

11:05, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (1) »
Jimmiego Cartera – Wojna z Izraelem.

Jimmy Carter Palestine

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny.  Artykuł był omówieniem pamfletu - Jacob Laskin - Jimmy Carter's: War Against the Jews.

Podczas swej tegorocznej podróży po bliskim Wschodzie (Egipt, Syria, Jordania, Izrael, Autonomia Palestyńska) ex-prezydent i noblista Jimmy Carter po raz kolejny dał koncert politycznej nieodpowiedzialności, podszytej naiwnym przeświadczeniem, iż droga do pokoju w Ziemi Świętej wiedzie poprzez sojusz z jego największymi wrogami i sabotażystami.

Kierując się pryncypiami „otwartego umysłu", przyjmując postawę gotowości do uczenia się od wszystkich stronnictw bliskowschodniego konfliktu, Carter spotkał się w Kairze i Damaszku z liderami Hamasu, między innymi z jego weteranem Khaled'em Meshal'em oskarżanym przez władze izraelskie o zorganizowanie wielu znaczących terrorystycznych zamachów. Prawdopodobnie to na jego rozkaz w czerwcu 2006 roku został uprowadzony izraelski żołnierz Gilad Schalit. Jednakże dla Cartera to właśnie współpraca z jawnie nawołującymi do zniszczenia Izraela i popierającymi terror palestyńskimi ekstremistami ma być najlepszym sposobem prowadzącym do osiągnięcia pokojowego porozumienia.

Współpraca między Carterem a działaczami Hamasu trwa od lat. W styczniu 2006 po zwycięskich dla Hamasu wyborach parlamentarnych jako jeden z pierwszych światowych osobistości pospieszył do Ramallah (gdzie znajduje się biuro jego organizacji Carter Center) z gratulacjami, po czym zapewniał cały świat, iż wierzy w pokojowe rządy Hamasu. Niestety Hamas szybko zawiódł wujka Jimmiego, czyszcząc Gaze z przedstawicieli opozycyjnego Fatahu i kontynuując rakietowy ostrzał terytoriów Izraela. Angażował się także w kampanie lobbowania w imieniu ekstremistycznych organizacji, przekonując by międzynarodowa społeczność w ramach różnego typu programów wsparcia udzieliła pożyczki Hamasowi.

Wracając jeszcze do uzgodnień ostatnich negocjacji Cartera w trakcie których Hamas stwierdził, iż zaakceptuje Izrael jeśli ten wycofa się do granic ustalonych w 1949 roku (Armistice Lines), jeśli jakakolwiek umowa między premierem Olmertem i prezydentem Abbasem będzie musiała zostać zaakceptowana w referendum oraz Hamas będzie posiadał prawo do zanegowania wyników tego referendum.

Izrael wyraził wdzięczność za to, iż Carter poruszył kwestie wspominanego wcześniej przetrzymywanego izraelskiego żołnierza. Były prezydent zapewnił, iż Hamas pozwoli uprowadzonemu napisać drugi list do rodziców. W tym miejscu trzeba wspomnieć, iż przebywający w tym samym czasie w izraelskich więzieniach palestyńscy więźniowie maja ciągły dostęp do pomocy oferowanej przez takie organizacje jak Czerwony Krzyż oraz mogą pisać do swych bliskich bez potrzeby prezydenckiej interwencji.

Tymczasem Carter w swym bestsellerze Palestine: Peace Not Apartheid przyjmuje stanowisko charakterystyczne dla radykalnych islamistów głoszących, iż to izraelska okupacja a nie odmowa uznania prawa Izraela do istnienia jest główną przyczyną niekończącego się konfliktu w Ziemi Świętej. Jednakże po wycofaniu się Izraela w 2005 roku z Gazy i zakończeniu tak zwanej „okupacji" tamtych terytoriów, Hamas i inne terrorystyczne grupy odpaliły ponad 6000 rakiet i pocisków moździerzowych wycelowanych w Izrael. Jak donoszą informacje z ostatnich dni Izrael rozważa kolejne ustępstwo terytorialne jakim miałoby być zwrócenie Syrii Wzgórz Golan.

Carter określał także wielokrotnie Izrael jako państwo apartheidu, potępiając zbudowany przez Izraelczyków potężny mur oddzielający terytoria palestyńskie i izraelskie. Zdaniem Cartera celem muru nie jest utrudnienie przedostawania się do Izraela palestyńskich zamachowców i ochrona obywateli Izraela przed ostrzałem bandyckich snajperów. Celem ma być tworzenie palestyńskiego getta. Izrael nie jest państwem apartheidu, mieszka w nim wielu obywateli pochodzenia arabskiego, którzy są muzułmanami i w pełni mogą korzystać z przysługujących im praw obywatelskich o których mogliby tylko marzyć żyjąc w wielu bliskowschodnich reżimach.

Koniec końców trzeba zaznaczyć, iż administracja Cartera jest w dużej mierze odpowiedzialna z powstanie jednego z największych wrogów Izraela czyli Islamskiej Republiki Iranu. To Carter nadawszy sobie tytuł mistrza i obrońcy praw człowieka stwierdził, iż wycofa wsparcie Ameryki dla Szacha Iranu zwalczającego grupy radykalnych islamistów, darzących do jego obalenia i ustanowienia teokracji. W taki sposób Ameryka pozbyła się złego autorytarnego Szacha i walnie przyczyniła się do zaprowadzenia dyktatu Chomeiniego, który niemal natychmiast rozpoczął nawoływania do wojny z „Wielkim i Małym Szatanem". Natomiast przedstawiciele administracji Cartera tacy jak ambasador w Iranie William H. Sullivan porównywali Chomeiniego do Mahatmy Ghandiego a ambasador U.S.A przy ONZ Andrew Young nazwał go „świętym XX wieku".

Swego czasu Carter wsławił się radykalną krytyką polityki Busha, nazywając go najgorszym prezydentem Stanów Zjednoczony wszechczasów. Powinien się mocno zastanowić czy opłaca mu się przykładać do tego ręki, gdyż do tej pory to on dzierżył tytuł najgorszego prezydenta U.S.A. jeśli teraz ten tytuł przypadnie Bushowi to nazwisko Carter raz na zawsze ostanie wymazane z kart historii. Szkoda, iż u schyłku swej publicznej kariery Carter raz jeszcze zamiast wesprzeć prawdziwie zainteresowanych pokojem muzułmańskich polityków takich jak Anwar Sadat czy Benazir Bhutto, uparcie wspiera brutalnych fanatycznych ekstremistów odpowiedzialnych za ich śmierć.

10:54, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
Iracka nadzieja- irański strach?

AlSadr i premier Iraku

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny.  Artykuł był omówieniem kilku zagranicznych publikacji, które były wymienione na nieistniejącym już dziś portalu Europa21. Dziś nie ma do nich dostępu.

„Straciłem nadzieje na wyzwolenie Iraku i uczynienie z niego islamskiego państwa". Te zaskakujące słowa radykalnego szyickiego przywódcy religijnego Muqtady al-Sadra wywołały popłoch i dezorganizacje w szeregach wiernej mu Armii Mahdiego. Oczekiwano, iż młody lider samozwańczej milicji ogłosi koniec trwającego od 2007 roku zawieszenia broni i poprowadzi Irak „ku prawdziwemu islamowi". Tymczasem w swym ostatnim liście skierowanym do wiernych zwolenników al-Sadr ogłosił jedynie litanie żalów, oskarżeń wobec swych współpracowników o zdradzenie wspólnej walki i uleganie pokusom doczesnych korzyści oferowanym im przez iracki rząd.

32 letni Muqtada ogłosił, iż wycofuje się z publicznej działalności by w zgodzie z wolą jego ojca Wielkiego Ajatollaha Muhammada Sadeqa al-Sadra oddać się studiom teologicznym. Przebywając od blisko 6 miesięcy w Teheranie al-Sadr cześć każdego tygodnia spędza w świętym mieście Qum, gdzie pod przewodnictwem prorządowego ajatollaha Nassera Makarem-Shiraziego, pobiera nauki szyickiej teologii. Jak donoszą niektóre irańskie źródła Teheran postanowił uczynić z Muqtady rasowego przywódcę polityczno-religijnego, który w ciągu najbliższych 10 lat będzie mógł zostać nowym liderem dla Irakijczyków.

Przyczyna tak zaskakującego politycznego zwrotu w działaniach Iranu może mieć swe źródło w dostrzeżeniu przez irańskich polityków, iż każde osłabienie irackiego rządu może popchnąć Amerykanów do przerzucenia swego wsparcia z szyicko-kurdyjskiego rządu Nuriego al-Malikiego na antyirańską koalicję sunnitów, Kurdów i świeckich szyitów otwarcie wrogich wobec Iranu.

Gwałtownie pogarszająca się sytuacja w Iraku będzie wywierać coraz większą presję na przyszłego prezydenta U.S.A by doprowadził do jak najszybszego wycofania się wojsk amerykańskich z irackiej ziemi, co najpewniej doprowadzi do powstania „luki" którą Iran chętnie by zapełnił. Republika Islamska już dziś posiada przeogromne wpływy w wielu rejonach Iraku. Nie jest jednak na tyle potężna by póki co decydować o politycznej przyszłości Irakijczyków. Nawet iraccy szyici, którzy spoglądają na Iran jak na ostatecznego gwaranta ich bezpieczeństwa, nie życzą sobie widzieć Islamskiej Republiki jako dominującej siły w Bagdadzie.

Pośpieszne i nagłe wycofanie zachodnich sił koalicyjnych może doprowadzić do dezintegracji szyicko-kurdyjskiego rządu al-Malikiego, który nie jest ostatecznie wrogi Iranowi. W przeciwieństwie do wciąż znacznej grupy irackiej opinii publicznej, która mimo ostatniej wizyty Ahmadinedżada w Iraku wciąż postrzega Islamską Republikę jako źródło i przyczynę wielu irackich problemów.

Przeto jesteśmy świadkami paradoksalnej sytuacji w której Iran obawia się, iż nagłe wycofanie się armii amerykańskiej doprowadzi do przejęcia władzy w Iraku przez antyirańską koalicję wspieraną przez Turcję i sunnickie państwa arabskie. Zatem decyzja o wycofaniu Muqtady może mieć na celu zachowanie względnie korzystnej dla Iranu politycznej sytuacji w Iraku. Jednocześnie nie można wykluczyć, iż irańskie służby specjalne działające na terenach irackich podejmą się próby zacieśniania relacji z antyamerykańskimi sunnickimi ugrupowaniami, zaopatrując je w nowoczesną broń. Ambitnym celem mogłoby stać się uformowanie szyicko-sunnickiej koalicji ponad podziałami, której wspólnym hasłem byłaby walka z „wielkim szatanem"

Iracki rząd i wspierające go zachodnie państwa nie mogą bezczynnie przyglądać się jak bez przeszkód Iran realizuje na irackiej ziemi swój makiaweliczny plan. Przede wszystkim Maliki nie powinien zlekceważyć politycznego znaczenie zwolenników al-Sadra, którzy w ostatnich wyborach udzielili jego stronnictwu 11% poparcia, tak liczna polityczna frakcja nie może nie mieć swego przedstawiciela w nadchodzących październikowych lokalnych wyborach.

Gdy Muqtada zdecydował się poświęcić religijnym studiom, wielu ubogich szyitów, zwłaszcza w slumsach Bagdadu straciło swego lidera i stało się podatnymi na syreni śpiew kryminalnych gangów. Najważniejszym zadaniem i obowiązkiem dla premiera Malikiego i zachodnich sił koalicyjnych będzie zbudowanie mostów(zorganizowanie miejsc pracy, ośrodków służby zdrowia, ochrony przed gangami) służących ponownemu odnalezieniu przez byłych zwolenników al-Sadra swego miejsca w strukturach irackiego państwa.

Liczni współpracownicy Muqtady są gotowi do podjęcia współpracy z rządem w przestrzeni lokalnej i ogólnonarodowej. Problemem okazuje się jednak działalność opozycyjnego wobec rodziny al-Sadrów, szyickiego mułły Abdula-Aziza al-Hakima, który blokuje dostęp sadrystów do struktur władzy. Współpracownicy Hakima włączając w to Amerykanów powinni nakłaniać go do puszczenia w niepamięć dawnych krzywd i zachęcać do budowania stabilnego szyickiego wsparcia dla irackiego rządu. Tylko jedność szyitów może stać się kluczem do długotrwałej stabilizacji i otwarcia dobrych perspektyw dla dalszej demokratyzacji Iraku.

 

 

10:48, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
Sarkozy - neokonserwatywny enfant terrible.

SArkozy

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny. Artykuł był omówieniem publikacji - Guy Sorman, A French Neoconservative?

Czy Nicolas Sarkozy to neokonserwatysta? To wzbudzające spór pytanie coraz częściej gości na łamach popularnych mediów, zarówno francuskich jak i ogólnoświatowych. Samo tak postawione pytanie może wzbudzać zdziwienie, gdyż neokonserwatyzm nigdy nie był popularną filozofią polityczną wśród francuskich polityków i intelektualistów. Utożsamiany głównie z amerykańsko-izraelskim imperializmem, neokonserwatyzm stał się głównym przeciwnikiem, zarówno dla francuskiej skrajnej prawicy(dla której neocon to poplecznik syjonizmu i libertyńskiego oświecenia) jak i skrajnej lewicy(dla której neokonserwatyzm to nowe wcielenie faszyzmu).

Sam Sarkozy nigdy wprost nie zdeklarował się jako zwolennik neokonserwatyzmu, czy nawet tradycyjnego konserwatyzmu. Unika także identyfikowania go jako liberała(przez co musimy tu rozumieć radykalnego zwolennika wolnorynkowej gospodarki kapitalistycznej, zbliżonego do ortodoksyjnego libertarianizmu). Skupia się na kreowaniu swego wizerunku jako człowieka czynu, zdolnego lidera, dotrzymującego odważnych, śmiałych zobowiązań, zwolennika kontroli nielegalnej imigracji, skupiającego się na umacnianiu porządku prawa i wspierającego prywatną przedsiębiorczość. Skąd więc bierze się posądzenie o neokonserwatyzm.

Po pierwsze, ze sprzeciwu wobec powszechnie obecnego wśród francuskich elit antyamerykanizmu. W końcu porównywanie Francji do U.S.A nie jest już niepatriotyczne i haniebne. Pochwała amerykańskiej demokracji i gospodarki nie oznaczy przystąpienia do obozu zdrajców i outsajderów. W politycznej retoryce nowego prezydenta możemy często natrafić na wątki podkreślające potrzebę obecności jasno zdefiniowanych wartości na których fundamencie ma być budowana przyszłość Europy. Tymi wartościami są oczywiście idee liberalnej demokracji, nowożytnej nauki, kapitalistycznej przedsiębiorczości oraz co jest nowością zwłaszcza wśród francuskich polityków dziedzictwo chrześcijańskiej kultury.

Innym elementem wspólnym z amerykańskimi neokonserwatystami jest krytyczne spojrzenie na dziedzictwo wszelkich ruchów wywodzących się z rewolty paryskiego Maja 68. Rewolty której celem była nietzscheańska dekonstrukcja wszelkich struktur państwowych, której mieli dokonywać „młodzi marksistowscy idealiści", których intelektualnym idolem stał się między innymi wybitny zwolennik wolności Mao Zedong. Moralna rewolucja pochodu wszelkich relatywizmów zaczynała się oczywiście od palenia bibliotek.

W kwestiach ekonomicznych Sarkozy zmagając się z powolnym wzrostem gospodarczym i sporym bezrobociem zwłaszcza wśród młodych Francuzów, stawia na rozwój prywatnej przedsiębiorczości w opozycji do socjalistów promujących „dzielenie się pracą" polegające na dzieleniu jednego pełnego etatu przez dwie osoby. Póki co polityka gospodarcza prezydenta Francji polega na łączeniu elementów wolnorynkowych z narodowym protekcjonizmem co związane jest głównie z blokowaniem napływu fali chińskich produktów. Amerykańscy neocons w większości są gorącymi zwolennikami kapitalizmu i ducha indywidualnej inicjatywy gospodarczej nie opowiadając się przy tym za skrajnymi wolnorynkowymi projektami firmowanymi choćby przez Miltona Friedmana.

W kwestiach dyplomacji międzynarodowej od czasów De Gaulle'a, Francja stała po stronie świata arabskiego, zajmując często anty-izraelskie stanowisko. Sarkozy natomiast wspiera Izrael, opowiada się za karnymi sankcjami wobec Iranu za rozwijanie programu atomowego, zwracał uwagę na problemy z nie przestrzeganiem podstawowych praw człowieka w Chinach i Rosji. Sarkozy jest także gorącym zwolennikiem silnej Unii Europejskiej jako wspólnoty ekonomicznej, monetarnej, dyplomatycznej i militarnej. Sprzeciwia się poszerzaniu wspólnoty o kraje takie jak Turcja, które mogłyby zagrozić politycznej jedności Europy i co najważniejsze jako pierwszy anty-anty-amerkański francuski przywódca uznaje, iż wspólnota europejska nie może być wrogiem U.S.A.

Jeśli Sarkozy zrealizuje swe ambitne polityczne plany być może będzie to początek do neokonserwatywnej rekonstrukcji Europy.

Oby tylko nie skończyło się na drogich, ekskluzywnych wycieczkach, sponsorowanych przez tajemniczych oligarchów oraz na kolekcjonowaniu nowych Lanci i Ferrari

Zbrodnia tureckiego rewizjonizmu - Bernard Henri Levy.

Bernard Henri Levy

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny.

Ormianie muszą dziś zmagać się z nowym rodzajem rewizjonizmu, który nie jest rewizjonizmem pewnych odosobnionych, zmarginalizowanych, ekstremistycznych ruchów sekciarskich ale stał się oficjalną ideologią potężnego państwa wykorzystującego wszystkie możliwe polityczne, medialne środki do zwalczania prawdy o zagładzie Ormian. Z jednej strony potężny, przesiąkający państwowe struktury turecki rewizjonizm. Z drugiej strony słabnący krzyk ofiar ludobójstwa. Podtrzymanie owego gasnącego płomienia świadectwa tamtych mrocznych czasów jest jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej Europy, której bezwarunkowym fundamentem musi być zobowiązująca maksyma „Nigdy Więcej". Niestety często sama prawda, ukazująca się z całą swoją siłą jak i nagością, okazuje się bezsilna w obliczu bandyckich drani marzących o „rozkoszy noża".

Dziś rewizjonizm przemawia do świata nie tylko przez usta autorytarnych prezydentów (Ahmedineżad) ale, również poprzez pisma intelektualistów (Irving, Faurisson), którzy wprost, często w obliczu spojrzeń potomków pomordowanych, opowiadają pełne szaleństwa historie, iż prawda nie istnieje, iż są różne aksjologiczne perspektywy, wzajemnie się wykluczające i co najważniejsze nie ma żadnej uniwersalnej normy, która mogłaby osądzić tragiczne wydarzenie i jednoznacznie nazwać je zbrodnią. Stojąc w obliczu tych, którzy przetrwali zło ludobójstwa, opowiadają, iż ich rodzice, ich dziadkowie nigdy nie byli ofiarami zagłady. Twierdzą, iż najpewniej zginęli z przyczyn naturalnych, bądź bezczelnie wyznają, iż zginęli z powodu ich skrywanych zbrodni i szemranych interesów przez co sami zasłużyli sobie na śmierć w katowniach SS. Szczytem obsceniczności staje się twierdzenie, iż rzekoma wina ojców, przenosi się na ich ocalałe dzieci co w pełni usprawiedliwia kontynuacje bezwstydnej polityki nienawiści. Wobec tak nieskończonego okrucieństwa, brutalnej przemocy, czystego zła z trudem wyrażanego przez słowa, prawda w istocie staje się bezbronna. Rewizjonizm nigdy nie był merytorycznym konfliktem między tym co jest prawdą a tym co jest fałszem. Nie jest nawet zwykłym kłamstwem, gdyż stoi za nim mroczne oblicze bezwarunkowej nienawiści, której antysemickie i rasistowskie oblicze tak dobrze znamy. Nienawiści, którą powstrzymać może jedynie prawo.

Spoglądając na traumatyczne doświadczenia dwóch eksterminacji Żydów i Ormian, możemy dostrzec zbrodniczą logikę zła, którego misją było unicestwienie tych „małych narodów", jednocześnie wymazując wszelkie ślady samej zbrodni. W naturze zbrodni ludobójstwa, takiej jak Shoah, immanentnie zawiera się samozaprzeczenie tej okrutnej zbrodni. Rewizjonizm jest współczesnym, teraźniejszym przejawem kryminalnego aktu przeszłości. Właśnie tym był nazistowski plan „ostatecznego rozwiązania". Dlatego w czerwcu 1942 roku Himmler powołał specjalne komando by wykopywało ciała, kremowało zwłoki i rozsypywało prochy na nowo powstałych pustkowiach ludzkości. Dlatego naziści wymyślili pełen eufemizmów język, mówiąc o ewakuacji, transferze, przesiedleniu ludności. To był język eksterminacji, która wypierała się sama siebie. Jeżeli jednak nie uda się skryć okrucieństwa mordu, to można przez 30, 40, 50 lat cynicznie, bezczelnie kłamać, początkowo umniejszając wymiar a następnie całkowicie negując zbrodnię, czyniąc ją przez to, coraz bardziej doskonałą i bezkarną. By zbrodnia była doskonała , nie może pozostawiać po sobie haniebnych śladów. By pozostać zbrodnią bez śladu musi zostać wymazana z pamięci ludzi nawet tych którzy ocaleli i ich potomków. To jest powód dla , którego rewizjonizm słusznie może być kwalifikowany jako ostateczne stadium ludobójstwa. Dlatego jest to tak ważne by był karany przez prawo.

10:32, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
Film - Jihad for Love

jihad for love

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny. Linki odsyłajace do materiałów żródłowych będących bazą dla powstania artykułu były zawarte w wersji opublikowanej na nieistniejącym już dziś portalu Europa21. Dziś nie mam do nich dostępu.

Od amerykańskich metropolii po uliczki afgańskiego Kabulu, muzułmanie przyznający się do homoseksualizmu prowadzą w skrytości swój osobisty jihad, zmagając z własną tożsamością, własnym społeczeństwem i własną religią. Żyjąc w półmroku i napiętnowaniu przez prawo, wyczekują sposobności by opowiedzieć historię o tym jak „święta wojna" zmienia się w jihad for love.

Pervez Sharma( muzułmanin pochodzący z Indii, przyznający się do homoseksualizmu)w swym najnowszym filmie dokumentalnym A Jihad for Love (wcześniejszy tytuł In the Name of Allah) rzucając wyzwanie prezydentowi Iranu (twierdzącemu , iż w Iranie nie ma homoseksualistów) stara się przedstawić historię muzułmanów, którzy starają się pogodzić swoją religię(którą mimo wszystko cenią) z ich tożsamością seksualną.

Dokument powstawał przez 6 lat w 12 krajach ( Arabia Saudyjska, Iran, Irak, Pakistan, Egipt, Bangladesz, Turcja, Francja, Indie, RPA, USA, Wielka Brytania). W 2008 roku zakazano wyświetlania filmu podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Singapurze.

Dokument zwraca uwagę na fakt, iż wciąż w niektórych państwach islamskich (Arabia Saudyjska, Iran) homoseksualizm jest penalizowany a chłosta i więzienie wcale nie należą do najsurowszych kar. Choć trudno jest ustalić dokładną liczbę homoseksualistów skazanych na śmierć(za „dewiacyjne zachowania seksualne) w Iranie od 1979 roku (rewolucja irańska), to prawdopodobnie liczba ta przekroczyła 4000 tys. 2 W okresie sprawowania rządów w Afganistanie przez talibów , tamtejsi juryści jednoznacznie określali homoseksualizm jako „zbrodnię Sodomy", jedyną kontrowersję widząc w sposobie wykonania kary śmierci (ukamienowanie, spalenie, obcięcie głowy, zrzucenie ze skały). Represją poddawane są także osoby które ze względu na ich zachowanie bądź nietypowy ubiór są podejrzewane o homoseksualizm. Prawo islamskie jest także często opresyjne wobec par heteroseksualnych nie będących jeszcze małżeństwem. Pary przebywające same bez towarzystwa osób trzecich w pomieszczeniach, jadące samochodem, całujące się na ulicy mogą zostać zatrzymane przez służby porządkowe. Kobieta wracająca samotnie wieczorem z pracy, może zostać zatrzymana na ulicy i oskarżona o prostytucje. Pomimo bardzo restrykcyjnego wobec seksualności prawa w społecznościach islamskich przynajmniej do XIX wieku istniała w pewnych kręgach pederastyczna tradycja homoerotycznych związków pomiędzy mężczyznami a młodzieńcami. Natomiast w słynnych haremach pełno było lesbijskich związków i romansów. 3

Ważnym pytaniem dla twórców A Jihad for Love jest kwestia powodów dla których bohaterowie tego dokumentu chcą ciągle pozostać członkami wspólnoty religijnej, która w tak radykalny sposób ich odrzuca. Bohaterowie prowadzą - jak sami to artykułują - „większy jihad", który jest ich wewnętrznym zmaganiem się z ich tożsamością, ze społeczeństwem i z islamem. W pierwszej kolejności określają się jako muzułmanie, dopiero w drugiej kolejności jako homoseksualiści, starając się przez to powiedzieć, iż dla nich islam(tak jak i pozostałe monoteistyczne religie) jest czymś więcej, niż tylko zakazem homoseksualizmu.

Sam reżyser wierzy, iż kiedyś główny nurt islamu będzie wykazywał większą tolerancję i otwartość na wszelką różnorodność wprost stwierdzając, iż; „islam jest religia ponad miliarda ludzi, istniejącą od trzynastu stuleci, która została uprowadzona przez niezmiernie małą(?) i czasem głośną mniejszość(?). 4

Czy takie nadzieje okażą się realistyczne czy też zgoła utopijne pokaże nadchodząca przyszłość.

10:26, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
W teatrze kremlowskiej demokracji.

Putin

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny. Artykuł był omówieniem zagranicznych publikacji, które były podane na nieistniejącym juz dziś portalu Europa21. Dziś nie mam już do nich dostępu.

Kilka dni przed wyborami prezydenckimi Dmitrij Miedwiediew uczestniczył w jednym z nielicznych spotkań przedwyborczych. Elegancko ubrany, ściskając spontanicznie kilka wyciągniętych w geście uwielbienia dłoni, zapewniał o kontynuowaniu polityki nakreślonej przez odchodzącego prezydenta Putina. Ograniczając kampanie do minimum Miedwiediew zdobył bez wysiłku 70% głosów. Nawet informacyjna agencja ITAR-Tass uznała tegoroczne wybory za wyjątkowo „nudne". Tak spektakularnego zwycięstwa, przy tak małym wysiłku, pozazdrościć mogą walczący w pocie czoła o każdy głosy kandydaci na prezydenta U.S.A. Polska może za to pozazdrościć zadziwiająco wysokiej frekwencji wyborczej. Podziw należy się zwłaszcza mieszkańcom odległych, dziewiczych syberyjskich regionów, którym niestraszne były śnieżne zamiecie, wygłodniałe niedźwiedzie i tygrysy, ciemność długich nocy. Cóż zapewne myśleli, iż każdy głos może przesądzić o losie Rosji albo przyciągnęły i organizowane w komisjach wyborczych loterie i punkty darmowej pomocy medycznej. Gdyby tak w trakcie polskich wyborów tak licznie i dzielnie górale schodzili z gór, Joziny wychodziły z Bazin, czyż to nie byłoby piękne.

Zwycięstwo Miedwiediewa nie było okupione nieprzespanymi nocami, wypełnionymi katorżniczą pracą nad każdym szczególikiem wyborczej kampanii. Panująca na Kremlu władza dołożyła usilnych starań by kontrkandydaci nie stanowili żadnej realnej konkurencji. Czyż można uznać za godnych przeciwników tak komiczne pod wieloma względami postaci jak zapatrzony w utopię komunizmu Ziuganow, bądź szalony antysemita i nacjonalista Władimir Żyrinowski. Kandydaci o prodemokratycznym nastawieniu tacy jak choćby Michaił Kasjanow prewencyjnie zostali pozbawieni możliwości kandydowania na urząd prezydenta. Szachowy arcymistrz Garri Kasparow przechadzając się po ulicy w wyborczy dzień, trzymając plastikową torbę z nadrukowanym przesłaniem, „nie biorę udziału w tej farsie", został szybko zatrzymany przez służby porządkowe. Wyborom nie przyglądali się uznani międzynarodowi obserwatorzy. Oczywiście poza tak szacownymi postaciami jak „pierwszy polski mulat" Andrzej Lepper, który stwierdził, iż demokracja w Rosji może jest inna niż ta w U.S.A lub Polsce ale jest i ma się dobrze. Jest tylko „inna", alternatywna.

Dlaczego więc wciąż podtrzymuje się pozory demokracji. Dlaczego hermetyczny krąg byłych oficerów KGB kontrolujących Kreml, krajowe media, parlament i sektor gospodarczy wciąż potrzebuje wyborów. Czyż Putin nie mógłby powołać swego następcy, oszczędzając wszystkim nudnego wyborczego spektaklu.

Póki co wydaje się, iż Kreml wciąż potrzebuje mniej lub bardziej symulowanych demokratycznych procedur do legitymizacji swych autorytarnych rządów. Władze Rosji nie muszą obawiać militarnego ataku ze strony państw zachodnich ale tym co napawa lękiem rosyjski establishment są inspirowane przez Zachód ruchy i zrywy wolnościowe podobne do ukraińskiej Pomarańczowej Rewolucji, które walnie przyczyniają się do utraty kontroli nad regionami uznawanymi za rosyjskie strefy wpływów. Naciski na Gruzję i Ukrainę w dużej mierze motywowane są obawą przed inspirującymi przemianami ustrojowymi zachodzącymi w tych post-sowieckich państwach.

Dla Putina upadek ZSRR był „największą geopolityczną katastrofą XX wieku". Nie był to początek wyzwolenia z uścisku tłamszącego komunizmu ale zaczątek procesów prowadzących do destabilizacji i upadku Rosji. Klęski i niepowodzenia początku lat 90-tych to nie pozostałości po dekadencji komunizmu ale produkty liberalnej demokracji i kapitalizmu. Rządy pary Putin-Miedwiediew mają podtrzymywać opowieść o rosyjskiej potędze i pragnienie uzyskania pozycji światowego lidera.

Póki przez rurociągi płynie rosyjski skarb, póki opinia publiczna akceptuje opowieść o konieczności silnej scentralizowanej władzy zapewniającej dobrobyt, bardziej pluralistyczna demokracja nie będzie potrzebna. Kremlowski teatr demokracji będzie trwał i wskazywał alternatywny model demokracji pozbawionej chwiejności i hipokryzji liberalizmu oraz kapitalistycznego złodziejstwa.

Mimo wszystko Miedwiediew musi pozostać ważnym partnerem dla Zachodu. Rosja jako kraj bogaty w surowce naturalne, dysponujący śmiercionośnym arsenałem nuklearnym i wciąż posiadający liczne wpływy na całym świecie jest zbyt ważna dla stabilności międzynarodowej sytuacji geopolitycznej by pozwolić na targanie jej przez wewnętrzny chaos, na którym skorzystać mogłyby tak niebezpieczne grupy jak zapatrzeni w Stalina komuniści bądź rosnący w siłę rasistowscy faszyści. Silna politycznie, stabilna ekonomicznie i co najważniejsze bardziej demokratyczna Rosja przyczyni się do większego światowego bezpieczeństwa.

Tylko czy wysoka międzynarodowa pozycja i dobrobyt Rosji muszą być okupione brakiem pluralizmu, groźbami przykręcenia kurka, zamykaniem niepokornych oligarchów i tajemniczymi zabójstwami niezależnych dziennikarzy.

10:18, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
Prawicowe Wojny - McCain na lini ognia.

 

Tekst publikowany wcześniej na portalu Europa21. Umieszczam go na blogu w całości z powodu uruchomienia prze fundację Europa21 nowego portalu na którym ten tekst w tej chwili nie jest dostępny. Artykuł był omówieniem kilku publikacji z zagranicznej pracy, które były wymienione na portalu nieistniejacym dziś portalu Europa21. Dziś nie mam do nich dostępu.

Wraz z zdecydowanym umocnieniem się senatora Johna McCaina na pozycji głównego pretendenta Partii Republikańskiej GOP do uzyskania prezydenckiej nominacji w szeregach amerykańskiej prawicy coraz częściej zaczęły pojawiać się głosy podważające konserwatywną tożsamość McCaina a nawet sugerujące, iż jest on „kukułczym prezentem podrzucanym republikanom z zewnątrz".W pierwszej linii opozycjonistów wobec senatora stoją między innymi radiowy komentator Rush Limbaugh (który być może poczuł się urażony publicznym stwierdzeniem McCaina, iż ten nie słuch jago popularnych radiowych audycji) oraz kontrowersyjna aktywistka Ann Coulter (Ms. Right). Coulter znana z jej licznych książek (Godless: The Church of Liberalism, If Democrats Had Any Brains, They'd Be Republicans) w których bezpardonowo atakuje amerykańską lewicę, często przykuwając uwagę mediów skandalizującymi wypowiedziami, takimi jak publiczne nazwanie Johna Edwardsa „pedałem" (faggot). Podczas dyskusji w telewizyjnym show Hannity and Colmes nadawanym przez stację FOX, stwierdziła, iż jeśli McCain zdobędzie prezydencką nominację republikanów, to zaangażuje się w kampanię na rzecz Hillary Clinton, która jej zdaniem jest bardziej konserwatywna niż McCain.Kuriozalności takiego stanowiska nie trudno jest dowieść. Clinton otwarcie opowiada się za wycofaniem wojsk z Iraku, zwiększeniem podatków, aborcją na żądanie oraz zamierza desygnować do Sadu Najwyższego zdecydowanie liberalnych sędziów. Przekonywanie, iż Clinton jako prezydent będzie wspierać republikańskie inicjatywy, to próba udowadniania kwadratury koła.Niechęć do McCaina bierze się z jego konfliktu z przedstawicielami religijnej prawicy takimi jak założyciel Moralnej Większości (Moral Majority) niedawno zmarły Jerry Falwell oraz Pat Robertson, którzy zostali nazwani „agentami nietolerancji". Opór rodzą także jego propozycje rozwiązania problemu imigracji, które zdaniem wielu prawicowych komentatorów są zbyt zbliżone do projektów amnestii dla nielegalnych imigrantów. Koniec końców nieufność wzbudza „podejrzana" popularność w mainstreamowych mediach. Co dziwne, przyznać trzeba, iż nawet bardzo liberalny w kwestiach światopoglądowych Rudy Giuliani, otwarcie opowiadający się za aborcją, badaniami na embrionach i legalizacją związków homoseksualnych nie wzbudzał tyle kontrowersji wśród konserwatystów jak McCain.Czy McCain jest konserwatystą. Pytanie jest czysto retoryczne. Popiera niskie podatki, walkę z terroryzmem, wspierał niepopularne decyzje Busha, takie jak wysłanie dodatkowych wojsk do Iraku, opowiada się za kontynuowaniem misji irackiej, aż do momentu pełnego usamodzielnienia się irackiego rządu, jest przeciwny aborcji, ceni tradycyjne chrześcijańskie i patriotyczne wartości, jest przeciwny legalizacji związków homoseksualnych, jednocześnie w pełni akceptując prawa homoseksualistów do prezentowania i zabiegania o poparcie dla swych postulatów, zamierza powołać konserwatywnych sędziów takich jak Samuel Alito czy John Roberts do składu Sądu Najwyższego.Czas najwyższy by republikanie wydorośleli i zaangażowali się w kampanię na rzecz wsparcia jedynego konserwatywnego kandydata, który ma szansę zdobyć głosy umiarkowanych i niezależnych wyborców bez, których nie ma cienia szansy na zwycięstwo w wyścigu do Białego Domu. Nie dokona tego ani libertarianin Ron Paul, ani mormon Romney (definiujący małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety i kobiety i kobiety czym mógłby pewnie zdobyć kilka muzułmańskich głosów), ani pastor Huckabee, którego tajną bronią jest sam Chuck Norris.Paul i Huckabee wciąż ubiegają się o nominacje, Romney i Giuliani po wycofaniu poparli senatora McCaina.

10:08, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 października 2008
Wiktor Suworow - Hitler na smyczy Stalina.

ZSRR

Pokonać silnego przeciwnika mógł tylko ten, kto wcześniej odniósł zwycięstwo nad własnym narodem.

Do historycznych książek Suworow'a (Lodołamacz, Dzień M, Cień zwycięstwa, Cofam wypowiedziane słowa, Akwarium na podstawie, której powstał film) sięgnąłem ponownie szukając jakiejś dobrej i mocnej odtrutki na komunistyczne kuriozum jakim jest dzieło Andrzeja Witkowicza Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923. Suworow będąc w przeszłości dowódcą czołgu, uczestniczącego w inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację oraz członkiem GRU dziś po ucieczce do Wielkiej Brytanii i zaocznym skazaniu go na karę śmierci do dziś nieuchylonej, stał się jednym z najważniejszych demaskatorów zbrodniczego oblicza komunizmu i światowej polityki ZSRR. W swych publikacjach pokazuje, iż Hitler miał stać się Lodołamaczem Rewolucji światowego komunizmu. Naziści prowadząc swe imperialistyczne wojny na zachodzie mieli rozbić siły kapitalistycznej koalicji angielsko-brytyjskiej jednocześnie sami mieli się na zachodnim froncie wykrwawiać a w trakcie działań wojennych popełnić niewyobrażalne zbrodnie. W tym czasie Stalin pilnie szykował swoją armię do rozpoczęcia swej humanitarnej misji wyzwoliciela całej ludzkości spod jarzma nazizmu i burżuazyjnego kapitalizmu. Tak więc Stalin przygotowując się do ataku na III Rzeszę dokonał totalnej dekonstrukcji wszelkich umocnień obronnych wzdłuż granic z Niemcami. Ubiegł go jednak Hitler a pozbawione obrony zachodnie kresy ZSRR stały się łatwym łupem niemieckiego blitzkriegu. Stalin przygotowując ogromny arsenał ofensywnych jednostek bojowych (totalnie nieprzydatnych w momencie ataku Niemiec) dopuścił się okropnych zbrodni. W samych tylko latach 1923-1933 kolektywizacja i towarzyszący jej głód (dochodziło do przypadków kanibalizmu) doprowadziły do śmierci od 10 do 16 milionów ludzi, eksterminowanych, zamęczonych w obozach lub zagłodzonych. W tym okresie Stalin eksportował za granicę 5 milionów ton zboża rocznie. Cały dochód oczywiście szedł na nowe armaty, czołgi, i samoloty. Cóż okazuje się, iż komunistyczny pokój niósł ze sobą więcej ofiar niż imperialistyczna I Wojna Światowa. Jeśli ktoś chciałby zajrzeć do innych wartościowych dzieł przedstawiających prawdziwe oblicze komunistycznego systemu to na początek zawsze można zajrzeć do krótkiego opracowania Pipes'a Komunizm. Jako bardziej filozoficzne krytyki komunizmu polecam oczywiście niezawodne Główne nurty marksizmu Kołakowskiego i liczne pisma prof. Leszka Nowaka. Natomiast u Gontarczyka Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy 1941-1944 znajdziemy bardzo dobrą analizę przestępczych początków polskich komunistów i PRL-u. Osobnym tematem jest rewolucja Maja 68 wywołana przez zachodnią skrajną lewicę wspieraną oczywiście przez komunistów rosyjskich. W tym przypadku proponuje trzy rózne analizy tamtych wydarzeń. Wykład Zizka Structures On The Streets, oraz książki Bettiny Röhl Zabawy w komunizm oraz autobiografię David'a Horowitz'a The Radical Son.

Poniżej przedstawiam doskonały film historyczny (z komentarzami Suworow'a i prof. Wieczorkiewicza) o defiladzie dwóch totalitaryzmów w Brześciu w 1939 roku.

21:32, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 października 2008
Korab-Brzozowski & Baudelaire. From Love as Impossible to Love as Death.

Baudelaire

„Wbrew temu strasznemu światu, w którym przyszło wam żyć, szukajcie wzniosłości i piękna; patrzcie, współczujcie i marzcie, ale nie upijajcie się marzeniem; myślcie i twórzcie w samotności, pośród cierpień, na które jesteście skazani; próbujcie wydobyć to, co wieczne, z tego, co przemija, i przemienić błoto codzienności w złoto prawdziwej sztuki."

Baudelaire.

"Nieważne, czy przybywasz z nieba czy też z piekła,
Jeśli, monstrum genialne z marzenia i błota,
Do tej nieskończoności, która mnie urzekła
Tajemnicą wieczystą, otworzysz mi wrota."

"Wiem, że są oczy w których głębi dusza ginie.

A nie kryją w swym wnętrzu świętej tajemnicy.

Puzderka bez klejnotów, bez boga świątynie

Niebiosa w których głębi bezdennej skrywam się próżnicy"

"Lecz silniejszą truciznę kryją twe powieki
W ócz zielonych orbicie

Tam, drżąc, swej duszy widzę opaczne odbicie
I śnię, że w nich, na wieki
Zatopiwszy się, zgaszę pragnienie i życie"

Stanisław Korab-Brzozowski.

"Tyś tak mówiła, zachwytem przejęta,
Patrząc jak wiosna, królewna zaklęta,
W blaskach słonecznych wykąpana kroczy.

Jam jej nie widział - boś ty, uśmiechnięta,
Stała przede mną, jakby cud uroczy:
Na ciebie tylko patrzały me oczy!"

"O przyjdź, jesienią
W chwilę zmierzchu senną, niepewną i dłonie
Swe przejrzyste, miękkie, woniejące na cierpiące
Połóż mi skronie
o Śmierci"


Poniżej bardzo udany najnowszy klip skandynawskiej grupu The Rasmus. Może nie do końca pasuje do wyżej podanej treśći, raczej do słynnego zakończenia Sezonu w piekle Rimbaud'a tego pseudodekadenta a w rzeczywistości nietzscheańskiego rewolucjonisty "przewartościowania wszelkich wartości".

"Moim zwycięstwem jest to, że śmiać się mogę z kłamstwa dawnych miłości i okrywać wstydem kłamliwe stadła - zobaczyłem tam piekło kobiet; - i dozwolone będzie mi posiąść prawdę w duszy i ciele"

16:03, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »