Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
niedziela, 30 sierpnia 2009
Postmodern Nazi.

Hardkor 44

Zobacz jak postmodernistyczna retoryka stała się ostatnią nadzieją faszyzmu.

Wszyscy znamy słynną tezę Lyotarda o zmierzchu wszelkim metanarracji, owych wielkich ideologicznych opowieści przeszłości dążących do zamknięcia wszelkich różnic w ramach totalizującego systemu, uzurpującego sobie prawo do uniwersalnego obowiązywania. Ponowoczesna gilotyna dosięga wszystkich, liberalną utopię o postępie ludzkości poprzez dzieje, chrześcijański mit eschatologicznej historiozofii oraz marksistowskie wizje świata bez uciążliwej pracy i własności prywatnej. W zamian proponuje się radykalnie pluralistyczną politykę różnicy, afirmującą wyciszane głosy wszelkich alternatywnych mniejszości, akceptując jedynie mikronarracje, przygodnych, lokalnych dyskursów prawdy. Taka koncepcja implikująca skrajny relatywizm może i brzmi bardzo postępowo i tolerancyjnie, jednakże jak wszystkie tego typu teorie jeśli wiernie wypełnimy jej założenia do samego końca to polityka radykalnej różnicy szybko popadnie w aporie i podetnie gałąź na której sama siedzi. Czyż bowiem Jörg Haider  w obliczu liberalno-lewicowej hegemoni panującej na salonach i akademiach Europy, nie mógłby stwierdzić: „Dlaczego wyciszacie nasz skromny głos austriackiej narodowej tradycji, pozwólcie na afirmacje prawdziwych politycznych różnic, nie dyskryminujcie naszych lokalnych dyskursów prawdy, nie negujcie naszej nacjonalistycznej etniczności w imię waszego uniwersalistycznego liberalno-lewicowego kosmopolityzmu”. Trzeba przyznać, iż zachodnia skrajna prawica ukąszona została przez postmodernistyczną modę. Znane są przypadki w których zatrzymani za bicie emigrantów prawicowi ekstremiści, zapytani o powody swego haniebnego zachowania nie odpowiadają w tradycyjnym stylu, iż bronią czystości białej rasy lub hegemoni Europy. Zamiast tego dają popis ponowoczesnej paplaniny z elementami pseudopsychoanalizy: „Musicie nas zrozumieć, brakowało nam matczynej miłości, ojca nigdy nie było w domu przez co nie mieliśmy pozytywnego autorytetu, nasz nauczyciel nie umiał zaszczepić nam miłości do matematyki a na naszych podwórkach nie było placów zabaw”. Poniżej przykład rebrandingu skrajnej prawicy - spot wyborczy Faszystowskiej Partii Australii, żadnych histerycznych, brutalnych wystąpień, żadnych haseł typu „Zboczenia się leczy a nie promuje”. Zamiast tego miły, kulturalny prezenter o ciepłym głosie w nowoczesnym klipie rodem z MTV przedstawia „merytoryczne” argumenty przeciw demokracji.

17:55, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 sierpnia 2009
Decadent deadly love.

Czarne serce dekadentyzm

„Dla takiej podzięki wskoczyłbym w ogień albo i cały świat podpalił.....jeszcze wczoraj bym nie wierzył!”

Dziś wracam do zaniedbywanej ostatnio próby zbudowania teoretycznych podstaw filozoficznego etosu dekadentyzmu.Przeglądając uważnie stronice chorobliwych poematów Baudelaire’a natrafić możemy na zagadkowy wiersz opisujący konflikt, walkę, starcie między femme fatal a zależnym od niej dekadentem:

Bohaterowie nasi stoczyli się w walce,

Krwawiąc porwanym ciałem skał ostre występy

To otchłań, w której bliźni leżą i padalce!

Lećmy w nią bez wyrzutów, amazonko wściekła

Wleczmy za sobą w wieczność nasz żar – na dno piekła!

Małe przypomnienie interpretacji tego fragmentu. Baudelaire nigdzie nie sugeruje kto w tej pełnej złowrogiego napięcia relacji wypowiada bunt komu. Co pozastawia możliwość dwojakiej interpretacji. Jeśli agresorem jest femme fatal to dla dekadenta jest to traumatyczne doświadczenie porównywalne z szokiem Izaaka widzącego Abrahama z nożem w dłoni. Ten który nigdy – jako jedyny – nie dostrzegał złego oblicza swej ziemskiej bogini, jednym śmiertelnym ciosem swego Ideału, zostaje strącony w piekielną otchłań. Jeśli do dekadent podnosi bunt wobec swego Ideału, utożsamianego wręcz z boskim autorytetem. To mamy tu do czynienia z powtórzeniem Freudowskiego mitu o mordzie dokonanym przez synów na pierwotnym omnipotentnym Ojcu. Chcąc usunąć w szaleńczym akcie „bladego przestępcy” kierowanego „rozkoszą noża” spojrzenie Wielkiego Innego, tak naprawdę dokonuje się jego unieśmiertelnienia. Karzące spojrzenie Wielkiego Innego przeistacza się z fizycznie uobecnionego w świecie autorytetu w pozaświatowy symboliczny autorytet nieusuwalnego wyrzutu sumienia, przypominającego o traumie pierwotnej zbrodni.

I na koniec ważny nowy element. Poniżej Bohun Black Heart. Bohater poniższego klipu oczywiście nie jest żadnym nadwrażliwym melancholikiem ale trzy są drogi wyjścia z impasu dekadenckiego Spleenu, próba pięknej autodestrukcji która zawsze kończy się porażką, bezwarunkowe anonimowe poświęcenie, będące aktem etycznej przemocy oraz furia tymotejskiej pasji dekadenckiego „czarnego serca”, którego jedno poruszenie zapala cały świat.

22:21, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 sierpnia 2009
Czy Bret Michaels obali lewicowy i prawicowy feminizm?

Bret Michaels

It is Time for Real Rock of Love.

Kim do stu piorunów jest Bret Michaels. Szowinistycznym kowbojem, upadłym rockmanem z zespołu o którym nikt nie słyszał, bohaterem sex taśmy Pameli Anderson (ha, ha myśleliście, że podam linka. No way!!). Dziś na warsztat bierzemy jego wyjątkowo intrygujący reality show Miłość w rytmie Rocka. Program stworzony głównie z myślą o kontemplacji intelektu i pięknych oczu kandydatek do zawładnięcia sercem Breta, stał się prawdziwym biczem na feministki wszelkich politycznych orientacji. Lewicowe aktywistki widzą w nim manifestacje patriarchalnej dominacji, wszechmogącego gwiazdora nad czołgającymi się u jego stóp kobietami w większości nienoszącymi bielizny. Wybierający jest tylko jeden i to on określa reguły gry a sikoreczki potulnie wykonują zalecenia i wpisują się w wszelkie opresyjne kody szowinistycznej kultury. Skrajnym przejawem nietolerancji jest także zapewne brak homoseksualnej opcji w programie. Z drugiej strony zwolenniczki Sarah’y Pailin chętnie dowaliłyby Bretowi za wulgarne sprowadzenie kobiet do seksualnych obiektów, których głównym miejscem pobytu jest rurka w klubie go-go. W tej kwestii powinny uzyskac wsparcie ze strony lewicowych aktywistek. Jednakże istnieje odłam radykalnego feminizmu, który drogę do emancypacji kobiet upatrywał w ich libertynizacji, owocującej w angażowaniu się w hardcorową, transgresyjną pornografię, szokującą tradycjonalistycznych mieszczuchów. Ten element feministycznej polityki został bardzo chętnie wsparty przez lubieżników wszelkiego rodzaju przy których playboy Bret jest zwykłym ministrantem. W tym miejscu muszę wspomnieć, iż także w lewicowym feminizmie istnieje silny nurt zwalczający pornografię wszelkimi środkami. Jego liderką była Andrea Dworkin (takiej aktywistce nikt nie chce podpaść, okładka jej książki Letters from a War Zone mówi sama za siebie), przedstawicielka prawdziwej lewicowej ekstremy, chcąca z impetem radzieckiego czołgu zdemolować biednego Huge Hefnera. Chętnie zobaczyłbym ją w starciu z wyjątkowo obleśnym prezydentem Olsztyna, który specjalizował się w produkcji dewianckich fotek. Mimo to spora części mieszkańców (w tym kobiety również) stwierdziła, iż może i kogoś tam molestował, ale to dobry fachowiec jest, drogę nam zbudował. Skandal. Co to ma być clintonizacja polskiej polityki. Nie stawiajmy jednak Breta w jednym rzędzie z takimi pokrakami. Jego program może spokojnie pełnić role kubła otrzeźwiającej zimnej wody dla wszelkich romantycznych werterystów w zamian oferując sporą dawkę Realerotik. Muszę przyznac, iż zadanie z sekstelefonem to najlepsza konkurencja w historii wszelkich reality show.

23:16, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 sierpnia 2009
Yasukuni - japońscy neocons w pułapce nacjonalistycznego rewizjonizmu.

Yasukuni

„Tu spoczywają szlachetne dusze poległych w świętych wojnach ku chwale cesarstwa. Niebiański miecz Yasukuni niech będzie ich domem. Niech tam czekają na wezwanie boskiego wiatru.”

Świątynia Yasukuni jest sercem skrajnego japońskiego nacjonalistycznego imperializmu. To właśnie tam mnisi wytwarzają święte miecze w których spoczywają dusze japońskich żołnierzy poległych za chwalę cesarza. Wśród nich są zbrodnicze monstra skazane po wojnie w Procesach Tokijskich. Do dziś przed świątynią można zobaczyć defilady weteranów wojennych i ich następców, paradujących w mundurach imperialnej armii. Równie dobrze w Berlinie mogłyby się odbywać parady brunatnych koszul. Świątynia od dawna była przyczyną wielu dyplomatycznych konfliktów na osi Tokio-Seul-Pekin. Ich apogeum przypadło na okres rządów czołowych japońskich neocons premierów Koizumiego i Abe oraz ministra obrony Ishiby. Japoński neokonserwatyzm koncentruje się na rewizji pacyfistycznej konstytucji zezwalającej na posiadanie jedynie armii obronnej (obronna to jest ona tylko z nazwy), umacnianiu sojuszu z USA oraz na jastrzębiej polityce wobec zagrożenia ze strony Chin i Korei Północnej. Do tego wszystkiego trzeba by dodać jeszcze zwiększanie bliskiej współpracy z takimi państwami jak Indie a zwłaszcza Korea Południowa. Niestety japońscy neocons zostali ukąszeni przez żądło nacjonalistów i historycznych rewizjonistów, podtrzymujących fanatyczny kult cesarza, negujących wszelkie japońskie zbrodnie z czasów IIWŚ (np. ludobójstwo w Nankinie) oraz uznających wyższość japończyków nad innymi narodami. Dzięki temu zamiast wspólnego z Seulem działania na rzecz obalenia azjatyckich komunistycznych potworów mamy ciągłe potyczki o lilipucie wysepki na których są tylko góry kamieni. Wojenny rewizjonizm made in Yasukuni jest prawdziwym rakiem zżerającym japoński neokonserwatyzm. Największym skandalem i obrzydlistwem jest wciąż obecna wśród wielu politycznych elit Japonii arogancja wobec tragedii chińskich i koreańskich niewolnic seksualnych, które spotkało piekło niebotycznych gwałtów, porównywalnych z sowieckim zwyrodnialstwem w Berlinie. Podsumowując, Tak! dla solidnej antykomunistycznej neokonserwatywnej polityki zagranicznej. Nie! dla czczenia nacjonalistycznych zbrodniarzy i zwyrodniałych zboczeńców. Szerzej na temat japońskiego neokonserwatyzmu można przeczytać w książce The Japanese Question: Power and Purpose in a New Era. Polecam także ciekawą analizę na temat mangi wykorzystywanej jako tuba dla imperialistycznego rewizjonizmu i kultu kamikadze. Poniżej trailer film dokumentalnego Yasukuni.

15:06, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 sierpnia 2009
Trocki i romantyczny komunizm.

Trocki Trotksy

„Niewolnik idei, ideolog zbrodni”.

Poszukiwania szlachetnego komunisty czas zacząć. Stalin odpada w przedbiegach. Momencik, przecież tak naprawdę to był troskliwy ojciec rodziny, który nic nie wiedział o hekatobombie ofiar komunizmu. To zły Beria za jego plecami trzymał naród za mordę. Inni powiedzą, iż Beria sam z siebie nie był potworem i wcale nie porywał kobiet spacerujących ulicą w biały dzień. To tylko zły Stalin go takim uczynił. Kiedy Chruszczow po raz pierwszy otwarcie wymienił i potępił zbrodnie Stalina na sali doszło do licznych omdleń i zawałów serca. Niedługo potem padł towarzysz Bierut. Skoro Generalissimus nie nadaje się jednak na Wertera kołchozu to konieczny staje się powrót do Lenina. To ten antysemicki Gruzin wypaczył szlachetne ideały ojca rewolucji. Sam Lenin był przecież idealistą, filozofem, miłującym pokój altruistą. Na reprezentacyjnych ścianach wszystkich szkół wyrył swoje motto/dar dla dzieci: „Ucz się, ucz się, ucz się”. Sam nie robił nic innego jak tylko drobiazgowo analizował Hegla w zaciszu szwajcarskiej chatki. Jeśli już jest winien jakiejś zbrodni to tylko dlatego, iż został do niej przymuszony przez reakcyjnych białych generałów, takich jak Kołczak, którzy opierali się bolszewickiemu oświeceniu. Niechciał ale musiał. Wszystko pięknie tylko koniec taki mało romantyczny. Do dziś rozkładająca się mumia straszy turystów. Tak więc na scenie pozostał jeden kandydat przebiegły jak lis, mężny jak Lew, okulary ma jak kobra a zwą go Trocki. Prawdziwy męczennik komunizmu, wybitny intelektualista, utalentowany polemista, kosmopolityczny Żyd, zaciekły krytyk nazizmu, prześladowany przez Stalina zbiegł do Meksyku gdzie słynna Frida oszalała na punkcie jego koziej bródki. Swego czasu dostał ostrego łupnia od Polaków w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Strasznie się zdziwił na widok polskich robotników i chłopów kąsających pomocną dłoń komunistycznych wyzwolicieli. Polscy chłopi nie byli głupi, pewnie usłyszeli jak Lenin nazwał ich „małymi burżujami” a głód na wsi uznawał za świetny sposób likwidacji resztek feudalizmu. Trocki szybko stał się idolem antystalinowskiej lewicy, która wcale nie była mniej totalitarna. Sam Trocki był oczywiście twórcą i zwolennikiem totalitarnej władzy a to, iż był zaciekłym antystalinistą to nie jest żaden plus. Chcieli go ubić siekierą to co miał robić, pisać peany na ich cześć. Aż taką intelektualna amebą to nie był. Z trockistowskiej lewicy wywodzi się wielu najważniejszych neocons Irving Kristol, Podhoretz, Hitchens. Do dziś wielu paleokonserwatywnych krytyków neocons twierdzi, iż pozostają oni wierni trockistowskiej idei „permanentnej rewolucji”. Z ciekawych materiałów na temat Trockiego polecam konfrontację Ziemkiewicz v.s Sierakowski, dyskusję w programie Uncommon knowledge z udziałem Hitcha. Dla prawdziwych sadomasochistycznych hardcorowców elektroniczna wersja Zdradzonej rewolucji Trockiego. Poniżej Trocki na temat procesów pokazowych Stalina.

14:03, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 sierpnia 2009
The Leper King - Farewell with Jerusalem.

Baldwin IV Król Trędowaty

Pamiętaj, że chociaż ci, którzy ci rozkazują, są królami, lub osobami o wielkich wpływach, o swojej duszy decydujesz tylko ty. Stając prze Bogiem, nie powiesz: „Kazano mi tak postąpić”. Albo: „W tamtej chwili cnota była zawadą”. To nie wystarczy. Pamiętaj o tym.

Baldwin IV Trędowaty Król 25 listopada 1177 mając zaledwie 16 lat odniósł wspaniałe zwycięstwo w bitwie pod Montgisard, gromiąc wielkiego Saladyna. Na miejscu wszystkich fanatycznych, islamistycznych fanów „niepokonanego” sułtana byłbym mocno wkurzony tym faktem. Edward Norton doskonale przedstawił jego postać w Królestwie niebieskim, bardzo dobrym filmie (jeśli pominiemy adekwatność historyczną) udanie nawiązującym do zacnych tradycji epickiego Gladiatora. Kinowy Baldwin jest bez wątpienia najbardziej intrygującym bohaterem filmu. Choć jak wielu jego bohaterów został podkoloryzowany. Zżerał go trąd ale prawdopodobnie nie nosił maski, dodającej mu tajemniczości. Balian z Ibelinu główny bohater filmu i obrońca Jerozolimy, nigdy nie wygłosiłby takich tolerancyjnych, multikulturalistycznych i ekumenicznych mów jakie zdarza mu się wygłaszać w filmie. Saladyn oczywiście był wielkim i potężnym przywódcą muzułmanów, ale obraz idealnego szlachetnego wojownika-mędrca nijak ma się do historycznej prawdy o brutalnym, krwawym imperialnym wodzu. W ramach merytorycznego komentarza do Królestw niebieskiego polecam wykład Roberta Spencer The Crusades, Facts & Truths. O Baldwinie można poczytać w pracy historycznej The Leper King and His Heirs: Baldwin IV and the Crusader Kingdom of Jerusalem oraz w powieści Zofii Kossak-Szczuckiej Król trędowaty. Podrzucam też linka da najmądrzejszej sceny z Kingdom of Heaven oraz znakomity odcinek Hardkor History. Poniże Tribute for The King of Holy Jerusalem

14:26, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (2) »