Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
poniedziałek, 23 lipca 2012
Szukając Prometeusza

Prometeusz ufologia

Uwaga spoilery!

Bogowie przybyli z kosmosu

To będzie kultowy film dla wszystkich zwolenników ufologicznych teorii. Wniebowzięci będą wielbiciele książek Ericha von Dänikena, obrońcy koncepcji planety Nibiru (Zacharia Sitchin) oraz wyznawcy wszelkich ufologicznych sekt (realianie). Prometeusz reaktywuje klasyczną teorię ufologów twierdzących, że to kosmiczni przybysze odpowiadają za stworzenie życia na Ziemi i rozwój starożytnych cywilizacji. To ma oczywiście prowadzić do podważenie prawomocności światowych religii, a w szczególności trzech wielkich religii monoteistycznych (politeiści zawsze mogą sobie dodać kolejnych bogów). Sam fakt stworzenia życia w efekcie działania obcych cywilizacji nie neguje możliwości istnienia nadprzyrodzonego Boga. Nadal sensownym pozostaje pytanie o pochodzenie życia stwórców życia na Ziemi. Ufologiczne koncepcje jedynie kasują uprzywilejowaną pozycję człowieka w kosmosie. Co ciekawe, nawet ortodoksyjne kręgi Watykanu nie poddały się ufologicznej fobii. Z watykańskiego obserwatorium astronomicznego dobiegały głosy akceptujące możliwość istnienia w Wszechświecie innych form życia. Przy czym podkreślano, że przybysze z kosmosu będą kolejnymi owocami stwórczej mocy Boga.

Kreator i jego kreacja

W filmie mamy do czynienia z prostą definicją boga. Bogiem jest ten, kto potrafi stwarzać. Prometeusz jako stwórca ludzi podpada pod definicję boskiej istoty. Kto w filmie jest Prometeuszem? Role stwórców pełnią Inżynierowie i korporacja Weylanda. Stosunek humanoida Davida do ludzi odzwierciedla paralelną relację pomiędzy ludzkością i Inżynierami. David został powołany do istnienia, ponieważ ludzie byli do tego zdolni i nie musiał przysługiwać im jakiś wyższy cel. Jeśli przyjrzymy się powodom stworzenia człowieka w akcie boskiej kreacji, to możemy dojść do nieco podobnych wniosków. Doskonały Stwórca niczego nie potrzebuje, nie szuka naszego towarzystwa, nie potrzebuje naszej miłości, nie ma w Nim braku, który mamy wypełnić. Być może jest to warunek stworzenia motywowanego bezinteresowną miłością. Gdybyśmy mogli coś wnieść do istnienia Stwórcy, to jego dar życia nie byłby bezinteresowny. Bóg nie stawia pytania o dlaczego. Pamiętajmy także, że kreacja zawsze wiąże się z koniecznością podjęcia pewnego ryzyka. Bardzo dobrze wyraził to Ian Malcom w filmie Park Jurajski stwierdzając, iż „Bóg stworzył dinozaury, Bóg zniszczył dinozaury, Bóg stworzył człowieka, człowiek niszczy Boga, człowiek stworzył dinozaury… dinozaury zjadają człowieka”. Może Inżynierowie tak obsesyjnie chcieli zniszczyć ludzi, ponieważ obawiali się, że przyniosą oni zagładę.

Inżynierowie niczego nie stworzyli!

Jeśli w sposób niestandardowy odczytamy pierwszą scenę filmu, to nie musimy przyjmować tezy o intencjonalnym stworzeniu ludzi przez Inżynierów. Na samym początku filmu oglądamy jednego z Inżynierów, który popełnia samobójstwo wypijając czarkę z tajemniczą czarną mazią (przypomina się „czarny rak” z serialu Archiwum X). Z resztek jego rozkładającego się DNA rozwinęło się życie na Ziemi. Jego czyn przypomina rytualne samobójstwo (samuraj popełniający harakiri), do którego został przymuszony ponosząc konsekwencję za jakiś występny czyn. Inżynierowie nie chcieli stworzyć ludzi, którzy stali się przypadkowym, ubocznym efektem ich obecności na Ziemi. Tam gdzie jedni widzą czysty przypadek, inni mogą dostrzec przemyślne działanie Opatrzności. Dlatego podtrzymywana przez Shaw wiara jest jak najbardziej zasadna.

Możemy także spojrzeć na pierwszą scenę z perspektywy nieco bardziej mitologicznej, odwołując się do mitu o stworzeniu ludzi z gliny i łez. Olbrzymi tytan byłby wtedy Prometeuszem, który musi ponieść karę za swoje występki. Wynikiem tego jest powstanie człowieka z brudnej rozkładającej się mazi jego ciał i łez ziemskiego wodospadu.

Do przeczytania: rozważania Foxa nad boskimi źródłami ziemskiej władzy. Do obejrzenia świetne materiały promujące film: wiadomość Shaw dla Weylanda, reklama Davida jako nowego produktu i przemówienie Weylanda podczas konferencji TED.

PS: czy Vickers była robotem, który sam o tym nie wiedział?

PS2: dla niebojących się obsceniczności podaje prawdziwe powody gniewu Inżynierów.

15:24, kenjishinoda , Epic Art
Link Komentarze (14) »
środa, 18 lipca 2012
The Rise of the Neocons

Neokonserwatyzm

Polscy monarchiści w swoim periodyku Pro Fide Rege et Lege dokonują sądu nad neokonserwatyzmem. Nie zdążyłem jeszcze zgłębiec tych mądrości, ale przewertowałem tekst o rzekomych polskich neokonach. Zaliczeni zostali do nich: liderzy PISu (za proamerykańską politykę zagraniczną), Leszek Miller (za wysłanie wojsk do Afganistanu i Iraku plus trzeba dodać więzienia CIA), Terlikowski i Adamski z portalu Frondy (za syjonizm). Ani słowa o prawdziwych polskich neokonach. Skandal! Wcześniej prof. Bartyzel argumentował w Arcanach, że termin neokonserwatyzm powinien zostać zamieniony na paleoliberalizm. Konserwatyzm.prl zdążył także już zaalarmować czytelników, że wśród Republikanów „rosną wpływy neokoństwa”. Przestraszyli się sporych szans Condoleezzy Rice na zostanie kandydatką Partii Republikańskiej na wiceprezydenta. Gdyby tak się stało, to byłby to bardzo dobry wybór.

David Horowitz wydał nową książkę The New Leviathan, pojawiła się też kolejna ciekawa publikacja George’a Friedmana The Next Decade. Allen West wygłosił spektakularne przemówienie na temat rasizmu, a jego przeciwnicy odpowiedzieli mu szybko co o nim myślą. Reaktywował się także stary neokonserwatywny wilk Paul Wolfowitz. Do obejrzenia jest jego wykład o przyszłości amerykańskiej polityki zagranicznej i odpowiedź na pytanie: czy promowanie demokracji jest kulturowym imperializmem? Na koniec kolejne dwie obowiązkowe neokonserwatywne lektury, obie autorstwa Jamesa Manna, Rise of the Vulcans i The Obamians.

 

poniedziałek, 16 lipca 2012
Kononowicz pogromcą Nietzschego

Nietzsche Nadczłowiek Kononowicz

O dwóch interpretacjach Kononowicza.

W odpowiedzi Leibnizowi.

Dlaczego jest raczej coś niż nic? To jedno z najbardziej znanych i jednocześnie upierdliwych pytań w historii filozofii. W prześmiewczy sposób na to pytanie odpowiedział Žižek, stwierdzając, iż wszystko co jest istnieje tylko po to, byśmy mogli tego użyć jako przykładów do zobrazowania teorii. Zupełnie inaczej do tego problemu podszedł Kononowicz. Zaatakował on Leibniza swoim słynnym stwierdzeniem: Niech nie będzie niczego! Stawiając pytanie o Nicość przeciwstawił się dominacji tego co jest. Już Heidegger w swoim mesmerycznym tekście Czym jest metafizyka, wbrew dominującej tradycji filozoficznej, bez-gruncie wszystkiego co jest dostrzegał w nic Nicości. Kononowicz jest ostatnim z wielkich de(kon)struktorów metafizyki obecności. Jest myślicielem radykalniejszym od wszystkich poprzedników. Nie chodzi mu o to, by nie było wszystkiego co jest. On chce by nie było niczego. Sama pustka niczego i nicość nic muszą zostać przezwyciężone i zanegowane w radykalny sposób, który nie będzie restytucją klasycznej metafizyki. Niech nicościuje się Nicość!

Niech nie będzie Nietzschego!

Nietzsche był wielkim wzgardzicielem, człowiekiem dynamitem, który filozofował młotem. Najbardziej chciał być Dionizosem upojonym witalizmem nagiego życia. W swoim uwielbieniu dla Nadczłowieka musiał marginalizować zwykłych ludzi. To jednak w wystąpieniu Kononowicza, reprezentanta prostego ludu, zamanifestowała się prawdziwa siła myśli uwiedzionej boskim szaleństwem i przepełnionej obscenicznym witalizmem życia, które nie jest splątane racjonalnymi pojęciami porządkującymi świat. Czy w swoich najbardziej obłąkańczych tyradach nie był on pijanym Dionizosem? W jego radykalnym duchu negacji zaczyna się bunt ludzi przeciwko Nadczłowiekowi. Duch Nietzschego zostanie przezwyciężony. Dopiero wtedy świat ogarnie pożoga i wielki duchowy kryzys jakiego ludzkość dotąd nie widziała.

Do posłuchania: Grupa Operacyjna - Nie będzie niczego, a poniżej znakomity utwór Hollywood Undead – City, popkulturowa manifestacja radykalizmu filozofii kononizmu.

21:18, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2012
Czy warto obsrywać Darwina?

Darwin Fronda Teizm ewolucjonistyczny

Poniżej: 4 perspektywy teoretyczne w toczącej się potyczce „nowych ateistów” i współczesnych apologetów religii.

Metafizyka ewolucjonistycznego ateizmu

Pamiętajmy, że teoria ewolucji nie może wyjaśnić początków życia na Ziemi. Jest to jedynie koncepcja opisująca proces przemiany zastanych już form życia. Ewolucja nie rozstrzygnie też kwestii istnienia lub nieistnienia Boga. Twierdzenie, że teoria ewolucji potwierdza ateistyczną wizję świata jest tylko spekulatywno-metafizyczną hipotezą dodaną do naukowych faktów. Współczesny ewolucjonistyczny ateizm ma też niedobrą skłonność do przekształcania stricte biologicznej teorii ewolucji w metanarrację ewolucjonizmu, który staje się uniwersalnym wytrychem do rozwiązania zagadek Wszechświata. Nauczanie na lekcjach biologii, że Bóg stworzył wszystko jest nieuzasadnione. Tak samo jest z wpychaniem do głów propagandy o tym, że ewolucja obala religijną wizję świata.

Kreacjonizm młodej Ziemi

W ramach tej koncepcji przyjmuje się dosłowną interpretację Księgi Rodzaju i oblicza wiek Ziemi w oparciu o teksty biblijne. Akceptuje się tylko mikroewolucję, czyli możliwość zajścia pewnych zmian w obrębie danego gatunku. Neguje się makroewolucję, która głosi ewolucyjne przekształcanie się danego gatunku w inny. Często przyjmuje się, że np. Archaeopteryx jest dziwnym dziełem Boga, a nie ewolucyjną formą pośrednią, która łączy gady i ptaki. W kreacjonistycznych muzeach można zobaczyć ludzi pierwotnych żyjących razem z dinozaurami. Podobną wizję głosił niegdyś Maciej Giertych, który stwierdzał, że ludzie pamiętają dinozaury, a dowodem na ich wspólną koegzystencję jest legenda o Smoku Wawelskim. W mniemaniu niektórych zwolenników tej koncepcji liczne archeologiczne znaleziska, które przemawiają na korzyść teorii ewolucji, zostały celowo stworzone przez Boga, by przetestować niezłomność ludzkiej wiary w dosłownie rozumiane Słowo Boże. Taki kreacjonizm młodej Ziemi jest nie do pogodzenia z wiedzą współczesnej nauki i budzi spore obiekcje teologiczne (Bóg jako zwodziciel).

Inteligentny Projekt

Zwolennicy koncepcji IP przyjmują tezę o nieredukowalnej złożoności żywych organizmów. Owa złorzonośc (komórki, oka) nie może być wynikiem przypadkowych mutacji ewolucyjnych, lecz jest efektem bezpośredniej interwencji nadnaturalnego czynnika (Inteligentnego Projektanta). IP aspiruje do miana teorii naukowej, ale nią nie jest, ponieważ złorzonośc form życia wyjaśnia poprzez wprowadzenie czynnika, który nie poddaje się naukowej falsyfikacji. W ramach tej koncepcji Bóg staje się swoistym „łataczem dziur”, który pojawia się tam, gdzie w danym momencie wiedza naukowa nie potrafi podać zadowalającego wyjaśnienia. Jednakże, należy być ostrożnym, by nie mylić tego co w danym momencie nieznane z tym co absolutnie niepoznawalne. Czy Bóg stwarzając świat był tak nieporadny, że musi teraz ciągle interweniować i go naprawiać? A może mamy tu do czynienia z nową wersją klasycznej doktryny creatio continua (ciągłego stwarzania)?

Teizm ewolucjonistyczny

Spośród wymienianych tu propozycji teoretycznych, ta jest mi zdecydowanie najbliższa. Jej orędownikami są najwybitniejsi współcześni apologeci tacy jak Dinesh D’souza, Michael Novak, Francis S. Collins lub ks. Michał Heller. Zielone światło dla tej teorii dał także JPII stwierdzając, iż „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą”. Teizm ewolucjonistyczny przyjmuje, że procesy ewolucyjne i działania doboru naturalnego, trwając bardzo długo, przyczyniły się do rozwoju różnorodności biologicznych form życia oraz ich złożoności. Bóg posłużył się ewolucją jako metodą swojego działania, dlatego nie ma potrzeby ingerowania w proces ewolucji organizmów. Człowiek jest najważniejszą częścią tego procesu i choć jest ściśle powiązany ze światem przyrody, to jako jedyny może starać się przezwyciężać swoje biologiczne determinanty. Ateizujący zwolennicy ewolucji często podkreślają, że gdyby cofnąć czas, to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej i człowiek nie musiałby zając uprzywilejowanego miejsca w koronie stworzenia. Oczywiście, że mogło tak być, ale tak się nie stało i tego faktu się trzymajmy.

Do posłuchania: Luxtorpeda – Pies Darwina. Poniżej: bardzo dobra debata Dinesh D’souza vs Daniel Dennett, która dobrze pokazuje co się dzieje gdy uznanego naukowca wypuści się z jego laboratorium.

wtorek, 03 lipca 2012
Krótka historia fałszywego upadku doktora House’a

Gregory House i filozofia i dekadentyzm.

Ostatnia scena przebojowego odcinka Out of the Chute widziana z 4 perspektyw: widza, House’a, Wilsona i młodych Zachodu.

Skonfundowany widz

Z tej perspektywy obserwujemy porażkę upadłego bohatera, dla którego ciało jest klatką i tylko śmierć może być wyzwoleniem z tego więzienia. Skok w otchłań kresu nocy jest zwieńczeniem procesu egzystencjalnej alienacji i autodestrukcji. Wszystko wydaje się zmierzać do tragicznego końca i nagle wydarza się to co nieoczekiwane. Zostajemy postawieni na głowie. Ten, który miał zostać pokonany i umrzeć, zakpił ze śmierci i  przezwyciężył jej pokusę. Widz zostaje skonfundowany, gdyż nie wierzył w możliwość niemożliwego. Okazuje się, że prowadzeni na śmierć mogą ocaleć.  

Wydarzenie przekształcające

Z perspektywy House’a wszystko wygląda inaczej. Bohater wkracza na drogę, której zwieńczeniem ma być odrodzenie, ponowne narodziny, produktywne powtórzenie „w przód” swojego życia. Takie powtórzenie, znane z filozofii Kierkegaarda, nie powtarza życia takim jakim było, lecz powtarzając wytwarza jego zupełnie nową jakość. Ciało jest klatką, ale klucz do niej ma umysł. Ciało będzie uzdrowione, gdy w umyśle dokona się metanoia (duchowy zwrot, przemiana).  To co ma utonąć wypłynie na powierzchnię, a rwący bieg rzeki zostanie odwrócony. Od początku do końca tej sceny House zmaga się sam ze sobą. Dokonuje się w nim przemiana, jednakże nie musi to być przemiana na lepsze.

Skok błazna

Wilson dostrzega w całym zdarzeniu performance złośliwego, nieznośnego błazna/pajaca. House/błazen pod maską kpiny, rechotu i ironii skrywa cierpienie, lęk i wyobcowanie. Wydaje się, że głosi proste przesłanie: love, friendship, life, death, God, human everything sucks! Ale jest to tylko gorzkie kłamstwo zaklinające rzeczywistość, które ma przykryć i zamaskować własne niedopasowanie.

„My” młodzi Zachodu

Wydaje się, że młodzież, która wskakuje za House’m do basenu reprezentuje witalizm, energię, optymizm i otwarcie na to co przyniesie nieprzewidywalna przyszłość. Tak naprawdę jest ona ucieleśnieniem nowego rodzaju „miękkiego nihilizmu”. Nie jest to mroczny nihilizm znany z powieści Dostojewskiego, lecz „nihilizm z happy endem”, który opisywał Allan Bloom w swojej znakomitej książce Umysł zamknięty. Manifestem tego nowego nihilizmu jest dialog młodych i House’a:

House: Co robicie kiedy zwyciężacie?

Młodzi: Imprezujemy!

House: Co robicie kiedy przegrywacie?

Młodzi: Imprezujemy ostrzej!!!

Dokładnie taką postawę reprezentowali podczas minionego Euro, tak bardzo chwaleni przez media, Irlandczycy. Co z tego, że nasza drużyna była beznadziejna. Nic się nie stało, nic nie trzeba zmieniać, każda okazja jest dobra na kolejny melanż. Za rok przegramy 100-0 i też będzie spoko euro koko. Bo gra i melanż są najważniejsze.

Do posłuchania: Peter Gabriel – My Body is a Cage. Poniżej: omawiana scena z serialu.

16:23, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lipca 2012
Reaktywacja i nowy blogowy rekord

Bumelant filozoficzny

Tradycji stało się zadość i ponownie w okresie czerwcowym blog zaliczył kolizję z czarną dziurą końcówki roku akademickiego. Całe szczęście, że wszyscy studenci zostali skutecznie przeegzaminowani z meandrów greckiego „odczarowania świata”, starcia gnostyków z apokaliptykami i hardcorów scholastycznej metafizyki. Z racji długiego milczenia muszę teraz zdementować kilka plotek, które fałszywie starają się dociec powodów tego nagłego zamilknięcia:

1) nie zostałem uprowadzony przez grupę bezpruderyjnych Amazonek;

2) nie mam nic wspólnego z ciążą Shakiry;

3) nie przygotowywałem obalenia kierownictwa PZPNu:

4) nie jestem grasującym seryjnym samobójcą;

5) nie zmieniłem płci, więc nie jestem Natalią Siwiec.

Kilka dni temu dokonałem zaskakującego odkrycia. W tej chwili najpopularniejszym wpisem na blogu jest recenzja filmu Iron Sky, która zdobyła 101 like’ów!!! O czym to świadczy?

Prawdziwy powód długiego milczenia podaje poniższy utwór z najnowszej płyty Linkin Park.

14:52, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Dodaj komentarz »