Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
poniedziałek, 26 lipca 2010
Hucpa flotylli, Hitch, Leo Strauss i kwestia żydowska.

Prawda o flotylli wolności

„Go back to Auschwitz” – okrzyki aktywistów wolności.

Nareszcie pojawił się znakomity reportaż demaskujący prawdziwe oblicze „humanitarnej flotylli”. Bardzo dobry materiał, zwłaszcza rozmowa radiowa z mostkiem statku prowokatorów jest godna polecenia. Celnie cały incydent skomentował także Hitchens, przy okazji totalnie demolując w iście znakomitym stylu żenującego Erdogana. W pierwszej części wypowiedzi poczynił także uwagi na temat legitymizacji państwa Izrael oraz natury konfliktu palestyńsko-izrealskiego i w tej kwestii w wielu momentach polemizowałbym z jego opiniami lecz najciekawszy fragment jego wypowiedzi dotyczy „kwestii żydowskiej” i przywołanej przez Hitcha zagadkowej tezy mojego filozoficznego mistrza Leo Straussa. Nie jestem teraz w stanie tego merytorycznie skomentować więc odsyłam do obszernego tekstu Straussa z Teologii Politycznej. Poniżej The Truth About Freedom Flotilla.

14:04, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 lipca 2010
Dear Agony - Gregory House jako Pseudo-Sokrates.

Gergory House i sokrates

„Tym ostatnim śmierć przeznaczeniem, gdy wiecznej nocy zaległy cienie”.

Przynajmniej od odcinka The Socratic Method zestawia się House’a z archetypiczną dla filozofii postacią Sokratesa. Jest w tym sporo racji, choć trzeba także wyartykułować wyraźne różnice pomiędzy egalitarystycznym sokratyzmem a elitaryzmem House’a.Oczywistością jest, iż House w trakcie procesu dochodzenia do prawdy lub rozwiązywania kwestii sporny korzysta z metody konfrontacji różnych stanowisk, co można uznać za przejaw specyficznego houseiańskiego dialogu. Dialogu znacznie różniącego się od tego praktykowanego przez Sokratesa dla którego głos każdego rozmówcy posiadał jednakowy autorytet, natomiast w przypadku House’a jego pozycja jest dominująca a reszt rozmówców traktowana jest czysto instrumentalnie jako narzędzia usprawniające analityczny proces myślowy swojego mentora. Co do stosowania metod sokratycznych to bezwątpienia House wykorzystuje metodę elenktyczną czyli zbijania fałszywych mniemań. Zdecydowanie jednak odżegnuje się od sokratejskiej ironii rozumianej jako pozorowanie własnej niewiedzy, zastępując ją ironia kąśliwą i prześmiewczą. Cały czas jednakże zachowując postawę kąśliwego gza pobudzającego do działania. Przyznać muszę także, iż skojarzenie Cuddy z postacią zrzędliwej Ksantypy żony Sokratesa, która to jako jedyna była w stanie pokonać Sokratesa w argumentacyjnej potyczce zdaje się być bardzo celne.

Tym co w sposób najwyraźniejszy poróżnia obu bohaterów jest ich podejście do śmierci. House generalnie zdradzając cechy ateistycznego humanisty (przekonanego, iż po drugiej stronie nic nie ma) opowiada się za uznaniem wyższej wartości nawet niedoskonałego, ułomnego i przepełnionego cierpieniem życia nad nieżyciem. Sokrates natomiast zdaje się lekko i bez żalu przyjmować niesłuszny wyrok śmierci, nie obawiając się jej gdyż jest ona albo wiecznym snem w którym nic się nie śni albo jest otwarciem drogi do spotkania i dyskusji z najwybitniejszymi umysłami naszej ludzkiej historii. Dlatego nie roniąc żadnej łzy bez wahania wypija cykutę. Jednakże zwróćmy uwagę na drobny epizod z platońskiego Fedona, gdy tuż przed śmiercią Sokrates prosi by w jego imieniu ofiarowano koguta greckiemu bogowi sztuki lekarskiej Asklepiosowi (w Rzymie znany jako Eskulap, często przedstawiany jako waż oplatający laskę, House też jest czasem w podobny sposób portretowany). Nietzsche stwierdził, iż Sokrates dziękuje bogu za uzdrowienie jakim jest wyzwolenie od życia gdyż Sokrates „chorzał jeno długo”. Intrygującą ciekawostką jest, iż Asklepios został ukarany przez Zeusa za…….. wskrzeszanie umarłych!! Jednakże, przyznać muszę, iż jeden marny kogut za nielegalne wskrzeszenie sprowadzające gniew bogów to dosyć mierna łapówka. Poniżej kolejny znakomity klip do serialu w tle utwór Dear Agony(Breaking Benjamin).

15:06, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lipca 2010
Fatum i Melancholia - Baudelaire vs Staff.

Melancholik Baudelaire i Staff

Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem. Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte. Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte.

Na cierpienie skazuje fatum, tłum spojrzeń innych oraz w pewnym stopniu sam poeta. W etosie dekadentyzmu ważnym motywem jest przeświadczenie o kluczowym wpływie na życie poety przeklętego, przemożnych sił fatum. Owo przeznaczenie nie determinuje każdego momentu życia, każdej nawet najdrobniejszej decyzji, lecz jest gwarantem niemożliwości wymknięcia się ostatecznej porażce i związanemu z nią cierpieniu. W świecie Baudelaire’a fatum nie jest utożsamiane z Bogiem, lecz jest okrutną kosmiczną siłą, której wyroków nie jesteśmy w stanie odgadnąć. Natomiast Bóg przed wszystkim występuje jako surowy sędzia potępiający za grzeszne słabości.

Źródłem cierpienia jest także wykluczające spojrzenie tłumu, który to staje się Sartrowskim „piekłem innych”. Paryski tłum przypominający Witkiewiczowskie społeczeństwo „szczęśliwych maszyn” zwykle staje się wrogą przeszkodą na drodze melancholicznego spacerowicza.

Trzecim źródłem cierpienia jest sam dekadencki bohater, którego psychika często wykazuję cechy autodestrukcyjnej osobowości, umniejszającej własne zasługi i wyolbrzymiającej własne błędy, co w konsekwencji prowadzi do pragnienia samoukarania. W sytuacji w której po jednej stronie stoją fatum, miejski tłum i autodestrukcyjna osobowość poety, trudno sobie wyobrazić ucieczkę z zaklętego kręgu cierpienia.

Dwie są postawy wobec skazującego na cierpienie fatum. Pierwszą jest nihilistyczny marazm, bezczynności i powolnego wygaszania życia, któremu świadectwo daje Verlaine w swych słowach „Jam cesarstwo u schyłku wielkiego konania”. Drugą jest życie na przekór fatum i jego nieodwołalnym wyrokom, kulminujące w symbolu „pięknej porażki” (beautiful disaster), będącej powtórzeniem mitu Syzyfa.

Pozostaje pytanie czy dekadentyzm dopuszcza możliwość przełamania i wyrwania się z marazmu melancholicznego splinu. Pozytywnej odpowiedzi udziela Leopold Staff, którego wczesna twórczość jest przykładem nienihilistycznego dekadentyzmu. Bardzo dobrze ów akt wyzwolenia widać w przejściu od dekadenckiego wiersza Deszcze jesienny do nietzscheańskiego aktywizmu i afirmacji ludzkiej siły tworzenia zobrazowanej w poemacie Kowal. Dokładnie taką samą wymowę ma (prezentowany poniżej) znakomity utwór zespołu Two Steps From Hell – Moving Mountains.

13:04, kenjishinoda , Epic Art
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 lipca 2010
Christopher Hitchens cierpi na raka przełyku.

Christopher Hitchens rak przełyku

Czy to ostatnia bitwa z Aniołem Śmierci.

Prowokacyjny pisarz i zaangażowany intelektualista Christopher Hitchens cierpi na raka przełyku. Właśnie odwołał swoje tournee promujące jego autobiografie Hitch-22, gdyż musi poddać się leczeniu chemioterapią. Hitchens przez całe życie był nałogowym palaczem, dodatkowo rozpoczynającym dzień od zakrapianego alkoholem „śniadania mistrzów”. Dlatego rokowania nie są najlepsze, prawdopodobnie rak w swym rozwoju przechodzi już do 4 stadium w którym szanse na przeżycie sięgają 10-15 procent. W kwestii palenia tytoniu jego stanowisko jest moim zdaniem bardzo zbliżone do opinii Hansa Castorpa, bohatera Czarodziejskiej góry Tomasza Manna: „Nie pojmuje, jak można nie palić, kto nie pali, dobrowolnie pozbawia się, że tak powiem, najlepszej cząstki życia, a w każdym razie wielkiej przyjemności! Budząc się, już się cieszę, że w ciągu dnia będę mógł palić, a przy jedzeniu znów się na to cieszę, a nawet mogę powiedzieć, oczywiście z pewną przesadą, że jem tylko po to, aby później zapalić.” Pasje mają swoje konsekwencje, czasem sami wybieramy swój los.

Poniżej 22 cytaty z autobiografii Hitcha doskonale ukazujące jego ewolucję od radykalnego trockistowskiego lewaka aż po niezależnego lewicowca o neokonserwatywnym odchyleniu w kwestiach polityki międzynarodowej i obrony intelektualnego dziedzictwa Zachodu.

14:22, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 lipca 2010
Przebrała się Miarka!!!

Wybory 2010

O rzekomym upadku postkomunizmu.

„Niech nikt nie śmie nazwać nas postkomunistami” – grzmiał podczas kampanii poseł Kalisz. Czarować można wszystkich nawet prezesa PIS-u jednakże o przynależności do grona postkomunistów nie decyduje życie za czasów PRL-u ani przynależność do PZPR, lecz stosunek do komunistycznych ciemiężycieli narodu polskiego. Można mieć 18 lat, ale jeśli uznaje się, iż poparcie Jaruzelskiego jest zaszczytem i chlubą to nie jest się żadną nowoczesną i patriotyczną lewicą tylko postkomunistycznym betonem. Kiszczak i Jaruzelski nie są żadnymi mężami stanu którym należą się pomniki za wspaniały gest „podzielenia się władzą”, mogli przecież urządzić krwawą rzeź a jednak okazali się tacy wspaniałomyślni i wcale nie działali w swoim interesie. Dlatego słowa Jarosława Kaczyńskiego rehabilitujące postkomunistów w stylu Oleksego są totalnym nieporozumieniem.

Neokolonialna wojna polskich żołnierzy.

Wypowiedzi Komorowskiego na temat polskiej misji w Afganistanie wołają o pomstę do nieba. Już samo otwieranie tematu wycofania polskich wojsk w sytuacji wzmożonej zbrodniczej aktywności totalitarnych Talibów jest skrajną nieodpowiedzialnością. Bronek sięgnął jednak dna określając misję afgańską mianem imperialnej i neokolonialnej co jest oczywiście totalną bzdurą i to skrajnie szkodliwą gdyż na 100% pomoże to budować lepsze relacje z miejscową ludnością. Tylko pogratulować retoryki rodem z skrajnie antyamerykańskich gadzinówek. Ale co tam będziemy się przejmować i tak przecież wychodzimy z NATO. Nieporozumieniem jest także stwierdzenie padające z ust niektórych telewizyjnych komentatorów, iż Polska wysłała swoje wojska po to by zyskać jakieś materialne korzyści co jest zwykłym sprowadzeniem polskich żołnierzy do miana zwykłych najemników walczących za pieniądze. To, iż Polska nic na misjach w Iraku i Afganistanie nie zarobiła jest dowodem, iż nie były to żadne imperialne wojny.

Kornela pokaz wyborczej odwagi.

W tym roku poznałem osobiście Kornela Morawieckiego i muszę przyznać, iż jak na przywódcę Solidarności Walczącej przystało z pośród wszystkich kandydatów wykazał się chyba największą wyborczą odwagą. Zasłużył na to miano gdy w wywiadzie dla Frondy stwierdził, iż Jezus w sprawach bioetycznych, in vitro, aborcji i homoseksualizmu nie miał takiej wiedzy naukowej jak my współcześnie i dlatego Jego opinie w tych kwestiach nie mogą być traktowane jako autorytatywne. Trzeba przyznać, iż nie walczył na tym portalu o wyborców. Komentarz kogoś z jego sztabu zaraz po przegranych wyborach też był wyjątkowy: "Jesteśmy w pierwszej dziesiątce” ;-);-);-)

Prawica na manowcach.

Problem z parlamentarną prawicą jest taki, iż obie partie są zakładnikami pewnych specyficznych elektoratów. PO jest zakładnikiem masowego postpolitycznego elektoratu, który o polityce by najchętniej zapomniał i wyjechał na grilla. Natomiast PIS jest zakładnikiem elektoratu reakcjonistycznej prawicy. Dlatego potrzebne jest pewne zdecydowane przetasowanie na scenie politycznej. Po pierwsze, powinna powstać partia na prawo od PIS w której znajdą się pogrobowcy LPR, radykalni eurosceptycy, tradycjonaliści, monarchiści, itp. Po drugie z prawego skrzydła Platformy (Gowin, Rokita) i z lewego skrzydła PIS-u (Poncyliusz, Kowal, Szymański + Dorn, Ujazdowski) powinna powstać solidna centroprawica. Po trzecie z całej reszty powinna powstać postpolityczna i neoliberalna palikotowa prawica do której pewnie chętnie dokooptowali by się tacy politycy lewicowej „trzecie drogi” jak Belka i prezydent Kwaśniewski. Plus oczywiście zawsze będą jakieś oryginały i wolne elektrony w stylu Korwina Mikke. Przywódcą pierwszej frakcji mógłby zostać Jurek, drugiej Kaczyński, trzeciej Tusk.

22:12, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (2) »