Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
czwartek, 20 maja 2010
Nietzsche - Prorok prawicy czy lewicy.

Nietzsche munch

Zobacz jak pogromca Boga i czciciel Dionizosa obawiał się przyszłości świata bez Ukrzyżowanego. Poznaj prawdę o myślicielu skrajnej szczerości, który stał się apologetą „koniecznych kłamstw”. Zrozum dlaczego skrajny prawicowy reakcjonista stał się idolem kontrkulturowej lewicy.

Pierwszym aporetycznym momentem myśli Nietzschego jest jego stosunek do problemu relatywizmu. Z jednej strony Nietzsche w pełni afirmuje relatywizm. Ciesząc się, iż relatywizm niczym nietzscheański dynamit bezpardonowo rozsadza wszelkie uniwersalne dyskursy prawdy, uwalniając tym samym z wszelkich ograniczeń spontaniczną kreację woli mocy, która w konsekwencji doprowadzi do estetyzacji wszelkich przejawów ludzkiego życia. Od tego momentu nasze poglądy filozoficzne, przekonania religijne, sądy moralne, a nawet teorie naukowe nie będą już prawdziwe lub fałszywe, dobre lub złe ani nawet piękne lub szkaradne. Mogą być jedynie interesujące lub nudne.

Z drugiej strony Nietzsche obawia się, iż skrajny relatywizm stanowić będzie niebezpieczeństwo dla najbardziej cenionej przez niego wartości jaką jest Życie. Nietzsche stwierdza bowiem, iż Życie w sposób najpełniejszy rozkwitać może jedynie w kontekście horyzontu stałych i uniwersalnych wartości, tworzących solidny grunt, w który wrasta Życie i to umożliwia mu swobodny rozkwit. Skrajny relatywizm natomiast neguje ową solidną podstawę, uniemożliwiając Życiu wzrost lub doprowadzając do jego skarlenia. Dlatego Nietzsche proponuje konieczność wprowadzenie niezbędnego do życia kłamstwa, owej nowej wersji szlachetnego kłamstwa z Platońskiej Politei. Co w konsekwencji doprowadzi do podziału na dwie opozycyjne grupy ludzi. Pierwszą stanowią słabi, niegotowi przyjąć na własne barki pełnej odpowiedzialności wynikającej z konsekwencji „śmierci Boga” oraz śmiertelnej prawdy relatywizmu, którym ta prawda nie jest zatem ujawniana. Żyją oni przeto w absolutnej pewności prawdziwości wszelkich swych przekonań i słuszności wyznawanych przez nich wartości. Tym samym oszczędza im się upadku w egzystencjalną trwogę. Natomiast drugą grupę będą stanowić silni nadludzie, którzy posiadając pełną świadomość absolutnej względności i przygodności wszelkich swych wartości i prawd, mimo to będą potrafili żyć „tak jakby” przysługiwało im powszechne i uniwersalne obowiązywanie.

Drugim aporetycznym momentem filozofii Nietzschego, który wyróżnimy jest jego stosunek do „śmierci Boga”. Także w tym przypadku Nietzsche wyraża z jednej strony pełną afirmację i aprobatę „śmierci Boga”. Ciesząc się, iż Życie w końcu nie będzie musiało marnować swej energii na ascetyzm, wyrzeczenia lub przedkładanie życia w jakimś przyszłym duchowym świecie ponad konkretne tu oto Życie w pełni swej witalistycznej mocy. „Śmierć Boga” otwiera także przed człowiekiem po raz pierwszy możliwość zostania absolutnym suwerenem i pełnego posiadania samego siebie. Pamiętajmy także, iż w mniemaniu Nietzschego „śmierć Boga” jest także wyrazem odrzucenia wszelkiej obiektywnej prawdy. Dlatego krytyka religii Nietzschego odróżnia się od radykalnego naukowego ateizmu i sekularyzacji francuskiego Oświecenia lub dwóch pozostałych mistrzów podejrzeń - Marksa i Freuda. Radykalnej krytyki Nietzschego nie przetrwały także oświeceniowe projekty naukowego ateizmu i sekularyzmu, bowiem autor Tako rzecze Zaratustra ukrzyżował zarówno dogmatyczną wiarę jak i obiektywizm naukowej prawdy.

Jednakże Nietzsche zadaje także pytanie o to kto przyjdzie po Bogu chrześcijaństwa. Stwierdza jednocześnie, iż wielu ludzi chciałoby pozbyć się transcendentnego Boga chrześcijan, ale chciałoby też zachować chrześcijańskie wartości (chodzi głównie o egalitarną ideę równości wszystkich ludzi oraz o ideały liberalnej demokracji). Niestety jest to niemożliwe, gdyż jeśli usuniemy transcendentną podstawę, na której opierają się chrześcijańskie wartości, one same z czasem zaczną zanikać. Dlatego Nietzsche zastanawia się jakie wartości pojawią się w miejsce zanikających przykazań chrześcijaństwa. Najpewniej będą to wartości radykalnie inne od tych znanych z ewangelicznych przypowieści. Być może nowi bogowie, którzy nadejdą nie będą już bogami miłosierdzia, przebaczenia i współcierpienia. Dlatego Nietzsche obawia się czy w przyszłości nie będziemy świadkami wielkich wojen, których okrucieństwa nie jesteśmy sobie wstanie wyobrazić.

Leo Strauss twierdził, iż człowiek nowożytności dołożył wszystkich starań, by w walce o swoją pełną autonomię zanegować Boga i pozbyć się niewygodnego spojrzenia Wielkiego Innego. Jednakże, wychodząc na moment poza ramy filozofii Straussa, przywołajmy interesujące spojrzenie Cloude’a Leforta i Slavoja Žižka, stwierdzających, iż w życiu człowieka późnej nowoczesności, pojawiły się praktyki które wskazują, iż człowiekowi zaczyna brakować spojrzenia Wielkiego Innego. Ponieważ źródłowe doświadczenie obecności boskiego spojrzenia Wielkiego Innego zostało utracone i nie można go przywrócić, człowiek późnej nowoczesności musi zadowolić się jedynie patologicznymi wersjami tego doświadczenia. W takiej sytuacji mamy do czynienia z paradoksalnym zjawiskiem odwróconego ponoptyzmu Benthama/Foucaulta. Bowiem kiedyś największym koszmarem człowieka była wizja sytuacji, w której jest on obserwowany przez cały czas i nigdy nie może skryć się przed niewidzialnym, kontrolującym go spojrzeniem Wielkiego Innego. Tymczasem, zatomizowanym społeczeństwom późnej nowoczesności coraz częściej zaczyna brakować takiego spojrzenia i zaczynają go desperacko poszukiwać, gdyż ich nowym koszmarem jest sytuacja w której ludzie nie byliby postrzegani przez nikogo. Desperackie poszukiwanie spojrzenia Innego, które w skrajnych sytuacjach miałoby konstytuować i gwarantować nasze ontologiczne istnienie, prowadzi do praktyk voyeryzmu czyli podglądactwa, zwłaszcza internetowego. W takich przypadkach ludzie instalują kamery internetowe w swoich pokojach i zezwalają na całodniowy podgląd ich zachowania. Innym ciekawym przykładem jest fenomen pozostawiania włączonego telewizora z wyciszonym dźwiękiem, który swym zimnym, bezosobowym obliczem plazmowego ekranu dyskretnie obserwuje niezwracającego na niego uwagi, zagubionego człowieka współczesności, zapewniając mu minimum więzi społecznej.

Kolejna aporia w filozofii Nietzschego dotyczy jego politycznego oblicza. Z jednej strony jak stwierdził Allan Bloom, współcześnie mamy bowiem do czynienia z procesem nietzscheanizacji lewicy, dla której stał się on ważniejszym prorokiem niż sam Marks. [1] W tym miejscy wypada postawić kluczowe pytanie o elementy myśli autora Narodzin tragedii, które uwiodły współczesną kulturową Nową Lewicę. Chodzi głównie o afirmację relatywizmu, sprzyjającego tolerancji i wszelkim pluralizmom ale również o estetyzację wszelkich dziedzin ludzkiej aktywności w tym oczywiście także polityki. Poza tym lewica przyjmuję kult autentyczności, krytykę religii, zwłaszcza tej instytucjonalnej oraz krytykę nacjonalizmu, przejawiającą się w nawoływaniu do powołania zjednoczonej Europy skrycie zarządzanej przez nietzscheańskich filozofów przyszłości.

Jednakże taką wizję politycznego oblicza Nietzschego można otrzymać jedynie po wcześniejszym zdekonstruowaniu jego filozofii i ponownej jej rekonstrukcji dla własnych potrzeb. [2] Tak naprawdę polityczny projekt Nietzschego to reakcjonistyczna, bezpardonowa krytyka liberalnej demokracji, której fundamentalne ideały są jedynie zsekularyzowanymi wersjami chrześcijańskich doktryn teologicznych. Nietzscheańska krytyka dosięga także demokratycznej edukacji, która zaniżając poziom nauczania by dać szanse słabszym uczniom, uniemożliwia swobodny rozwój najbardziej uzdolnionych jednostek. Natomiast egalitarne społeczeństwo, tak bardzo afirmowane przez współczesną lewicę, Nietzsche obdarza głęboką pogardą i preferuje hierarchiczną strukturę społeczną, na której czele stoi duchowa arystokracja, charakteryzująca się najsilniejszą wolą mocy. Koniec końców, Nietzsche odrzuca wszelki socjalizm uznając, iż jest to ideologia, którą rządzi instynkt stadny i niewolnicza moralność. Pamiętajmy, iż gdy Nietzsche mówi o „buncie niewolników” to ma na myśli bardzo konkretne wydarzenie historyczne, a mianowicie rewoltę Komuny Paryskiej.

Ostatnim aporetycznym momentem nietzscheańskiej myśli, na który zwrócimy uwagę, jest konflikt pomiędzy - z jednej strony - mocnym podkreślaniem potrzeby oryginalności, wyjątkowości, spontanicznej nowej kreacji, której mają się oddawać nadludzie i filozofowie przyszłości oraz - z drugiej strony - ewidentnym problemem, jakim dla wezwania do awangardowej, niepowtarzalnej kreacji jest nietzscheańska doktryna „wiecznego powrotu” tego samego. W takim przypadku nowatorski akt dionizyjskiej kreacji woli mocy staje się jedynie zwykłym powtórzeniem, czyn nadczłowieka nie jest więc niczym wyjątkowym i tak naprawdę naśladuje sam siebie, pogrążając się w permanentnym déjà vu.

W przypadku tej aporii możemy pokusić się o jej przezwyciężenie, odnosząc się do propozycji Deleuze’a, który zadając pytanie, jak może powracać to, co tożsame, odpowiada, iż tym, co rzeczywiście powraca jest różnica. W interpretacji Deleuze’a wieczny powrót nie przypomina powtarzalnego, przesiąkniętego monotonią cyklu, bowiem tym, co powraca jest właśnie różnica. Wieczny powrót jest zatem procesem różnicowania się różnicy, nie jest przeto deterministycznie związany z przeszłością i nie powtarza tego co „już było”. Wręcz przeciwnie stanowi prawdziwą siłę twórczą, która jednocześnie oznacza niszczenie pozorów tożsamości, stając się wyrazem dionizyjskiej anarchii i chaosu, objawiając prawdę o bycie jako grze różnicy i powtórzenia.

[1] Marksizm został przez współczesną kontrkulturową lewicę odesłany na boczny tor, gdyż nie przetrwał śmiertelnych konsekwencji ukąszenia ponowoczesności, która zdemaskowała go jako esencjalistyczny relikt obiektywistycznej metafizyki, pretendującej do miana metanarracji. Dlatego miejsce Marksa musiał zając „przypudrowany” Nietzsche, od niego lewica przejęła koncepcję „ostatniego człowieka”, którego utożsamiła z mieszczaninem oraz „nadczłowieka”, którego utożsamiła ze zwycięskim proletariuszem po rewolucji. Lewica pod wpływem Nietzschego przeniosła swą aktywność polityczną z obszarów ekonomii na teren wojen kulturowych, gdyż w społeczeństwie próżnego kapitalizmu największym beneficjentem i klientem jego rewolucji stał się przeciętny przedstawiciel klasy robotniczej. Dlatego jego miejsce musieli zając radykalni studenci i wykładowcy akademiccy.

[2] Proces kolonizacji myślicieli tradycyjnie uznawanych za prawicowych nie ogranicza się do postaci Nietzschego. Jego ofiarą padł nawet Carl Schmitt, którego teologię polityczną i refleksję nad suwerenem wprowadzającym stan wyjątkowy, starał się na gruncie lewicowym rekonstruować Giorgio Agamben. Na temat fenomenu lewicowego schmittyzmu zob.: Mark Lilla, Lekkomyślny umysł. Intelektualiści w polityce, tłum. Janusz Margański, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 59.

Poniżej film Nietzsche - Human, All Too Human.

11:21, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 maja 2010
O Przyjdź – Sekret Stanisława Koraba Brzozowskiego.

Hayley Westenra

Przyjdź, już Teraz w ten Wieczór, pełen zbłąkanych spojrzeń, szukających wiecznosci.

To zaskakujące, iż w poematach najwybitniejszego polskiego dekadenta nadzwyczaj często spotkać można wyjątkowo pozytywne portrety kobiecych person jako tych, które przywracają kontakt z naturą, przynoszą spokój zagubionej duszy i sprawiają, iż na umęczonej twarzy po raz pierwszy pojawia się nieśmiały uśmiech. Jeden ze swych najciekawszych poematów zaczyna Korab od pięknego opisu pełnej świętości i szlachetnego wdzięku kobiecej urody, kończąc szokującym dla czytelnika wyznaniem:

O przyjdź, jesienią -
Wdziej szatę lekką, białą, zwiewną,
pajęczą;
Rzuć na hebanowe swoje włosy
perły rosy,
Lśniące zimnych barw
tęczą.

O przyjdź, jesienią -
Owiana skargą tęskną, rzewną
żurawi,
W dal płynących szarą niebios tonią,
tchnącą wonią
Kwiatów, które mróz
krwawi.

O przyjdź, jesienią -
W chwilę zmierzchu senną, niepewną -
i dłonie
Swe przejrzyste, miękkie, woniejące
na cierpiące
Połóż mi skronie
o Śmierci!

Tradycyjna interpretacja niemal natychmiast dostrzeże w tym wierszu poetycką metaforę śmierci, rozumianej jako piękna i wyczekiwana oblubienica, która swym pocałunkiem przyniesie śmierć i uwolni od życia. Czyż jednak nie mamy tu do czynienia z metaforą o wiele bardziej wyrafinowaną. Początkowy wspominany opis delikatnej kobiecości to jeden z najpiękniejszych opisów anty-femme fatal wyciągającej dłoń do pogrążonej w metafizycznym marazmie melancholicznej egzystencji. Swym płomiennym pocałunkiem uśmierca chorobliwą dekadencje po czym podnosi z grobu, ze śmierci ku nowemu życiu w świecie w którym, nie świeci już czarne, pełne żółci słońce.

Justyna kowalczyk

Poniżej Hayley Westenra – Who Painted the Moon Black.

15:13, kenjishinoda , Epic Art
Link Komentarze (3) »