Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Abraham nie chciał zabić Izaaka

Abraham i Izaak

Dziś krótka medytacja nad losem Abrahama podążającego na górę Moria.

Abraham jako rycerz wiary

Czy Abraham był prawdziwym rycerzem wiary, który nie rozumiejąc nakazów Boga, wybrał drogę pokornego zawierzenia jego słowom i przyodział się w stalowy pancerz rycerzy wiary? Być może Abraham nie zdał testu, któremu został poddany przez Boga. Może powinien protestować, bronić przykazania o świętości życia. Może właśnie tego oczekiwał od niego Jahwe. Być może opowieść o Abrahamie miała służyć pokazaniu, że Bóg nie oczekuje krwawych ofiar składanych z ludzi, a jedyną taką ofiarą będzie śmierć Jego własnego Syna na krzyżu.

Najważniejszym komentarzem filozoficznym do historii Abrahama są oczywiście refleksje Kierkegaarda zawarte w jego Bojaźni i drżeniu. To właśnie tam pojawia się kluczowy motyw teologicznego zawieszenia etyki. Czyż, bowiem Bóg nie musiał zawiesić obowiązywania moralnego prawa, które zakazuje odbierania życia, by w ten sposób móc wystawić na próbę Abrahama. Zaiste mrok tajemnic skrywa się w tej opowieści, czytanej z bojaźnią i drżeniem.

Abrahamiczne źródło wszelkiego zła

„Nowi ateiści” przynależą do najzagorzalszych krytyków Abrahama. Dla Dawkinasa i Hitchensa jest on wzorowym przykładem skrajnego fanatyka, który w imię religijnych urojeń był gotów zostać mordercą swojego ukochanego syna. Jest on przestrogą wskazującą, że religia potrafi pchnąć dobrych ludzi do zbrodniczych czynów. Hitch zwykł komentować historię o ofiarowaniu Izaaka w charakterystycznym dla siebie radykalnym stylu bezpardonowego stwierdzenia: Gdyby ktokolwiek oczekiwał ode mnie krwi moich dzieci, to otrzymałby tylko jedną odpowiedź – Fuck Off! Źródło wszelkiego religijnego zła wypływa właśnie z tej opowieści.

Me voici – Oto jestem

Spróbujmy sformułować apologię Abrahama i uwolnić go od oskarżeń o posiadanie intencji zabicia własnego syna. Przyjmijmy, że Abraham był przepełniony pasją niemożliwego (passion of the impossible). Niemożliwe nie oznacza w tym przypadku logicznej sprzeczności (sytuacji, w której coś istnieje i jednocześnie nie istnieje). Niemożliwym (w ujęciu Derridy i Caputo) jest to, czego absolutnie nie możemy oczekiwać i spodziewać się, że to może się wydarzyć. To co niemożliwe nie musi łamać żadnego prawa natury. Wystarczy, że to co niemożliwe wydarzy się nieoczekiwanie i zaskoczy nas w totalnym nieprzygotowaniu. Żyć pasją niemożliwego, to mieć nadzieje na możliwość wydarzenia się czegoś niemożliwego. Abraham idąc na górę Moria był cały czas przepełniony tego rodzaju pasją. Otrzymał jasny rozkaz od Boga: Izaak musi umrzeć! Patriarcha dobrze wiedział, że nakazy Boga są nieodwołalne, więc jego syn umiłowany będzie musiał niechybnie zginać. Cały czas pamiętał jednak piękną obietnicę zostania ojcem dla całego Izraela, którą wcześniej złożył mu Bóg. Ruszył więc Abraham na górę Moria i choć rozum podpowiadał mu, że nie ma szans na ocalenie Izaaka, to on mimo tego oddał się szalonej nadziei wbrew wszelkiej nadziei na to, że wydarzy się to, co niemożliwe i Izaak zostaniu mu zwrócony. Abraham podczas całej swej podróży nie maszerował z przekonaniem w głowie, że idzie zabić własnego syna. Abraham przez całą drogę wierzył (nawet w momencie gdy podnosił nóż), że wydarzy się coś niemożliwego i Izaak zostanie ocalony. I tak właśnie się stało! W ten sposób Abraham ukazał w działaniu trzy cnoty świętego Pawła. Musiał wierzyć, bo był zdezorientowany sprzecznymi ze sobą słowami Boga. Musiał mieć nadzieje do samego końca, że Izaak ocaleje. By móc zawierzyć Bogu i pokładać w Nim nadzieję musiał Boga kochać.

PS: Historia Abrahama jest ważnym tłem filmu Fanatyk. Pojawia się tam hipoteza głoszaca, że Izaak jednak zginął na górze Moria.

poniedziałek, 17 grudnia 2012
Neocons wracają do Tokio

Japan Neocons

Japońscy neocons zdemolowali w wyborach lewicę. Pierwsze wyniki wyborcze wskazują, że w 480 osobowym parlamencie zdobyli około 300 mandatów. Sukces odnieśli także skrajni nacjonaliści, którzy stali się trzecią siłą polityczną i prawie przeskoczyli lewicowców. Tym samym na najwyższe stanowiska w rządzie powrócą neokonserwatywne jastrzębie. Shinzo Abe ponownie zostanie premierem, a Shigeru Ishiba będzie jego prawą ręką (to ten słynny neocon, który publicznie przyznaje się do wiary w istnienie UFO, występował w programach telewizyjnych rozważających problematykę inwazji kosmitów na Ziemię, a poza tym jest uznawany za gunji otaku, czyli militarnego maniaka). Nigdzie nie widać tylko Elvisa Koizumiego.

Czego można się teraz po nowym rządzie spodziewać? Najprawdopodobniej wznowienia działań zmierzających do zrewidowania pacyfistycznej konstytucji (zezwalającej jedynie na posiadanie wojsk obronnych), nieustępliwej polityki wobec wybryków Wielkiego Kima i imperializmu Chińczyków, a w przyszłości być może starań o broń atomową.

Od lat największym problemem japońskiego neokonserwatyzmu było przesiąkniecie beznadziejnym nacjonalizmem, który był ołowianą kulą przywiązaną do jego szyi. Wraz z sukcesem wyborczym skrajnie nacjonalistycznej Partii Odnowy Japonii (do przeczytania stary manifest ich przywódcy: The Japan That Can Say No) czas najwyższy na pozbycie się tego balastu. Jak najszybciej trzeba skończyć z oddawaniem czci zbrodniarzom wojennym (ich dusze spoczywają w mieczach samurajskich znajdujących się w słynnej świątyni Yasukuni), odciąć się od rewizjonistów negujących ludobójstwo w Nankinie, wziąć odpowiedzialność za wszystkie krzywdy wyrządzone koreańskim niewolnicom seksualnym oraz przestać toczyć bzdurne wojenki z Koreą Południową.

PS: Japończycy wydali ostatnio podręcznik historyczny na temat największych dyktatorów XX wieku, wszystko utrzymane w konwencji hentai (dyktatorzy są przerobieni na roznegliżowane mangowe dziewczyny). Do grona dyktatorów zaliczono także Józefa Piłsudskiego, który został zaprezentowany w jednoznacznej pozie sugerującej, że jego najważniejszym problemem było zdecydowanie się na danie ciała nazistom albo bolszewikom. Piłsudczycy powinni chyba ruszyć z krucjatą.

Poniżej: znakomite intro do filmu Resident Evil: Afterlife, pojawiający się w nim utwór będzie odgrywany podczas triumfalnego pochodu japońskich neocons.

środa, 12 grudnia 2012
Jonas Savimbi - zapomniany bohater Black Ops 2

Black Ops 2 Jonas Savimbi

Seria Black Ops to uczta dla pasjonatów okresu „zimnej wojny” i jej zakulisowych rozgrywek (pierwsza części dorzuciła swoje trzy grosze do tajemnic zamachu na Kennedy’ego). Najnowsza cześć przenosi akcję w niedaleką przyszłość, w której walczą już głównie drony i roboty. Szkoda, że twórcy spanikowali i z zapowiedzi oparcia fabuły na konflikcie z Chińczykami nic nie wyszło (podobnie uczynili autorzy nowej wersji filmu Red Dawn, którzy Chińczyków podmienili na fanatyków Wielkiego Kima). Ten wątek został zmarginalizowany, a głównym przeciwnikiem został latynoski terrorysta (zakamuflowany meksykański straszak?).

Wiele osób ekscytuje się faktem, że w Black Ops 2 pojawia się generał Petraeus, pani prezydent jest stylizowana na Hillary Clinton, a jedną z głównych bohaterek jest blondwłosa wersja Lisbeth Salander (Dziewczyna z tatuażem). Można także wziąć udział w obalaniu Manuela Noriegi i buszować po zakamarkach lotniskowca USS Barack Obama. Natomiast totalnie pominiętym bohaterem kontynuacji Black Ops jest Jonas Savimbi, którego spotykamy w pierwszej misji gry. Savimbi był jednym z najważniejszych afrykańskich antykomunistów. Przewodził partyzanckiej wojnie przeciwko portugalskim kolonialistom, a następnie prowadził vendettę przeciwko sowieckim marionetkom w Angoli. Wyróżniał się wysoką kulturą intelektualną, mówił siedmioma językami, w debatach politycznych przywoływał europejskich filozofów i wygłaszał wykłady dla amerykańskich think-tanków. Przez swoich wrogów uznawany za potwora i rządnego władzy podżegacza wojennego. W Black Ops 2 pomagamy dowodzonym przez Savimbiego oddziałom UNITA zwalczać komunistów z MPLA. Do obejrzenia: wykład dla National Press Club. Do przeczytania: artykuł autorstwa Savimbiego – The War Against Soviet Colonialism.

23:57, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 grudnia 2012
Julia Görges vs Waldemar Łysiak, czyli jak padło Uważam Rze

Julia Görges Waldemar Łysiak Uważam Rze

W tej chwili trwają liczne spekulacje, które rekonstruują drogę do upadku tygodnika Uważam Rze. Poniższa sekwencja zdarzeń może rzucić nieco nowego światła na genezę gwałtownych wydarzeń z ostatniego tygodnia.

1. W poniedziałek (19.11.2012) ukazuje się felieton Waldemara Łysiaka, w którym pojawia się fragment dotyczący mojej ulubionej tenisistki Julii Görges.

2. W piątek (23.11.2012) wysyłam do redakcji list o następującej treści:

Pan Waldemar Łysiak w swoim felietonie pt. „Niech żyje sPOrt!” („URz” nr 47/2012) poruszył ważny problem licznych błędów językowych jakie popełniają polscy komentatorzy sportowi. Jednakże w tekście felietonu pojawił się fragment, który może wzbudzić językowe wątpliwości. Redaktor Łysiak wspomniał w nim, że Agnieszka Radwańska skompromitowała się przegrywając swój pierwszy mecz olimpijski z niemiecką tenisistką Julią Gerges. Moje wątpliwości dotyczą sposobu zapisywania nazwiska Niemki. Sądzę, że nazwisko powinno być zapisane zgodnie z oryginalną pisownią jako Görges. Ewentualnie jeśli chcielibyśmy pominąć specyficzne dla języka niemieckiego litery, to owe nazwisko możemy zapisać jako Goerges. Pragnę także zaznaczyć, że Radwańska rozegrała wtedy dobry mecz, ale tego dnia Görges była znakomita i nie zdziwiłbym się, gdyby w niedalekiej przyszłości dołączyła do ścisłej czołówki kobiecego tenisa.

3. Pięć dni później (28.11.2012) tygodnik upada!

Tu nie ma żadnego przypadku. Wyraźnie widać związek przyczynowo-skutkowy. Wnioski na przyszłość są takie: a) lepiej nie zadzierać z Julią; b) więcej nie wysyłam listów do redakcji czasopism, którym nie życzę upadku, bo ewidentnie sprowadzam jakiś negatywny fluid lub fatum.

PS: Co będziemy mogli przeczytać w najnowszym numerze URz? Pewnie peany na cześć Korwina jako najwybitniejszego filozofa politycznego wszechczasów, toast z okazji ostatniego triumfu Palestyńczyków nad złymi syjonistami oraz długo oczekiwane starcie tytanów - Bubel Band kontra Henryk Pająk.

20:03, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »