Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
sobota, 24 listopada 2012
Lana Del Rey jest Carlem Schmittem popkultury

Lana Del Rey Cola Baudelaire Carl Schmitt

Cola

Tylko Carl Schmitt znał wagę pierwszych zdań, które rozpoczynają literackie dzieła. Jego otwierające zdania mają potężna moc, niczym pioruny wdzierają się w umysły czytelników i raz na zawsze już w nich pozostają. Któż nie zadrżał czytając pierwsze zdanie jego „Teologii politycznej”: Ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym, jest suwerenem. Proste i mocne przesłanie, które powala i nawiedza myśl. Dokładnie takiego samego wstrząsu i oczarowania można doświadczy wsłuchując się w pierwsze słowa utworu Cola. Kto wskaże lepsze zdanie otwierające jakąkolwiek inną piosenkę? Po tych słowach nic nie jest już takie jak wcześniej. Słowa, które ciągle wracają i nawiedzają myśl. Check this out!

Born to Die

Cola to jedno, a Born to Die to zupełnie coś innego. Jest to teledysk bardzo mocno przesiąknięty Baudelaire’owskimi klimatami. Doświadczamy w nim wzajemnego przenikania się dwóch światów. Z jednej strony jest wyrafinowany estetyzm arystokratycznej sztuki (architektury starego świata), a z drugiej strony mamy do czynienia z nieokrzesanym i bulwarowym obliczem młodej bohemy. Całość utworu przenika mroczna sugestia, którą już kiedyś sformułował Agent Smith podczas finalnej potyczki z Neo. Smith, który obsesyjnie poszukiwał celu ludzkiego życia, w ferworze walki stwierdził, że: Celem życia jest śmierć! Zwróćmy uwagę, że w pewnym momencie utworu padają słowa: Cause You and I, We were born to Die. Na końcu ginie jednak tylko dziewczyna. I tu właśnie pojawia się Baudelaire, który stwierdza, że w momencie, w którym mężczyzna upada w miłość (fall in love) do femme fatale, przeżywa swoją własną śmierć i dalej jest już tylko umarłym za życia.

22:47, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 listopada 2012
200 tysięcy odwiedzin bloga!

Łukasz Czajka blog Polscy neokonserwatyści

Przy średniej dwa wpisy na miesiąc doczłapałem się jakoś do bariery 200 tysięcy odwiedzin mojego bloga. Choć w dalszym ciągu dużo brakuje do wyników blogerskich rekordzistów, to po tych wszystkich latach stwierdzam, że blog jest jednym z moich największych sukcesów i nie wyobrażam sobie już egzystowania bez niego.

Gorące podziękowania kieruję w kierunku wszystkich czytelniczek, a komentatorów przepraszam za częstą zwłokę w odpisywaniu na ich komentarze, ale jak każdy prawdziwy filozof jestem także wolnomyślicielem. Szczególne pozdrowienia dla czytelniczki/czytelnika z tajemniczej wysepki na Atlantyku.

Najczęściej komentowanym wpisem była notatka dotycząca Prometeusza (właśnie zabieram się za analizowanie wszystkich alternatywnych scen). Natomiast bezkonkurencyjnie najpopularniejszą notką jest wpis na temat filmu Iron Sky, który zdobył zawrotną liczbę 101 lików!

00:12, kenjishinoda , Vanity Fair
Link Komentarze (4) »
środa, 07 listopada 2012
Tea Party wypowiada wojnę.... Republikanom

Hating Breitbart Tea party vs GOP

Romney nie mógł wygrać z Obamą, tak jak John Kerry nie mógł pokonać Busha juniora. Obaj byli po prostu zbyt słabymi pretendentami do pokonania urzędujących (nawet kontrowersyjnych) prezydentów. O tej słabości gubernatora Romney’a byli przekonani od dawna sympatycy Tea Party, którzy natychmiast po przegranych wyborach wypowiedzieli wojnę establishmentowi Partii Republikańskiej.

Republikanie już dwukrotnie z rzędu (wcześniej porażkę zaliczył McCain) wystawili do wyborów umiarkowanego centrystę, który miał być kandydatem wybieralnym i zdolnym do przyciągnięcia głosów niezdecydowanych i niezależnych wyborców, którzy nie identyfikują się z żadną z dwóch głównych partii. Dla radykałów z Tea Party zarówno Romney (jego dodatkowym minusem było elitarystyczne pochodzenie i oderwanie od realiów życia przeciętnych Amerykanów), jak i McCain w sprzyjających ku temu okolicznościach mogliby znaleźć się na prawym skrzydle Partii Demokratycznej.

Wygląda na to, że przeintelektualizowani i otwarci konserwatyści znajdą się pod ostrym obstrzałem „mamusiek grizzly” i koneserów bostońskiej herbatki. Prawdopodobnie znów umocni się pozycja takich aktywistów jak Glenn Beck, Ann Coulter, Rush Limbaugh. Być może dojdzie do prób reaktywacji Sary Palin. Naturalnym liderem reformatorów w tej wewnętrznej wojnie mógłby być Allen West, ale niestety przegrał wyborczą rywalizację z liberalnym żółtodziobem. Nie wiadomo w jakim stopniu do tej porażki przyczyniło się ujawnienie prywatnych listów Westa do żony, w których pojawiły się takie fragmenty: Will you be my porn star?

Tak czy inaczej w GOP szykuje się wojna domowa. Wiadomo kto by ją rozpętał, gdyby jeszcze mógł. Poniżej: najnowszy zwiastun jego kinowego filmu.

22:50, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 listopada 2012
Człowiek jako cierpiące ciało

Pieta Michała Anioła Antygona

Body i flesh

Trzeba znacząc od wprowadzenia rozróżnienie na ciało rozumiane jako flesh i body. Ciało jako body jest zdrowym organizmem, zdolnym do działania i emanującym przejawami życia. Ideał tak postrzeganego ciała urzeczywistnia słynna rzeźba Michała Anioła, która przedstawia atletycznego, silnego i pełnego wigoru Dawida. Takie ciało nie jest źródłem moralnego zobowiązania, lecz jego adresatem. To właśnie ciało jako body ma się pochylić nad cierpiącymi ciałami i przynieść im, choćby namiastkę ukojenia bólu. Natomiast ciało rozumiane jako flesh jest organizmem konsumowanym przez najbardziej wyniszczające choroby, torturowanym w miejscach kaźni i wydzielającym ohydny odór. To właśnie ono jest jednym ze źródeł zobowiązania wzywającego do podjęcia interwencji przerywającej spiralę cierpienia. Przykładem takiego ciała będzie poranione i umęczone katorgą ciało Jezusa przedstawione w filmie Pasja.

Ciało, które jest aktywnym body może w każdej chwili, nagle w mgnieniu oka przeistoczyć się w pasywne flesh, które eksponuje się, zaznacza swoją obecność, przypomina nam się w tych momentach życia, w których dotąd zdrowy organizm przestaje sprawnie funkcjonować. Przypominamy sobie o płucach, gdy zaczynamy się dusić lub o sercu, gdy doznajemy zawału. To natychmiast przywołuje skojarzenia z Heideggerowski spojrzeniem na poręczne narzędzia. Takie sprawnie funkcjonujące narzędzie (np. zegarek na ręce) zostaje w pełni wintegrowane w codzienność naszego bycia-w-świecie i nie narzuca nam on swojej w nim obecności. Narzędzie eksponuje w sposób wyraźny swoją obecność dopiero w momencie, gdy jest zepsute. Dokładnie w ten sam sposób o swoim istnieniu przypominają niesprawne narządy naszych ciał.

Zadanie – zniszczyć martwe ciało!

Cierpiące, niesprawne lub wręcz martwe ciała sprawiają, że konfrontujemy się z wezwaniem zobowiązania, to jednak nic nie może zapobiec temu, by owe ciała jednocześnie nie prowokowały gniewu, nienawiści i pogardy. Obecność osoby z niepełnosprawnością może wzbudzać moralne zobowiązanie do udzielenia jej pomocy, ale jej słabość może jednocześnie prowokować uczucia pogardy, które prowadzą do wyszydzania i gnębienia osób z niesprawnymi ciałami. Widok zmasakrowanych ciał może wzbudzać poczucie zobowiązania do ich należytego pochowania, ale nawet martwe ciało może nadal wzbudzać nienawiść i stać się celem brutalnych ataków. Przykładów takiej wrogości wobec martwego ciała możemy doszukać się w różnych kulturach i epokach historycznych. Taką nienawiść widzimy w postępowaniu Achillesa , który targa wzdłuż murów Troi ciało Hektora. Podobny los spotkał amerykańskich pilotów, których helikopter Black Hawk został zestrzelony w Somalii podczas walk w stolicy kraju Mogadiszu. Nienawiść wobec ciała w niektórych przypadkach może stanowić próbę zagłuszenia dobiegającego z jego strony moralnego zobowiązania. Zniszczenie, ukrycie lub złożenie w anonimowym, zbiorowym grobie ma zagłuszyć wezwanie owego zobowiązania do zaprzestania przemocy.

Strażniczki ciała

Dokonując napiętnowania oprawców ciała, jednocześnie możemy wskazać na szlachetne przykłady kobiecych bohaterek, które odpowiadając na zobowiązanie dobiegające z otchłani zgładzonego ciała zostały jego opiekuńczymi strażniczkami. Pierwszą strażniczką ciała rzuconego na pożarcie zwierzętom jest Antygona, która pilnuje zmasakrowanych zwłok swojego brata Polinejkesa (także dziś nie brakuje Antygon domagających się prawdy o losie ciał ofiar katastrofy smoleńskiej i przeszukujących zbiorowe groby w poszukiwaniu ofiar reżimu PRL). Antygona nie wypowiada wojny, lecz troszczy się o jej ofiary. Nie zabija ciała, lecz che je pochować. Właśnie z tych powodów zostaje pochowana żywcem. Żydowskimi odpowiedniczkami Antygony są nowotestamentowe kobiety, które towarzyszyły Jezusowi podczas jego kaźni i przybyły do grobu, by pielęgnować złożone w nim ciało. Ich modlitwą był lament, który nie pozwalał zapomnieć o cierpieniu zadanym ciału. Są to Żydogreckie kobiety, które są strażniczkami ciała i towarzyszkami jego cierpienia.

13:04, kenjishinoda , Filozofia
Link Dodaj komentarz »