Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
niedziela, 27 lutego 2011
Bear Grylls - ekoterroryzm i epopeja Dasein

Bear Grylls ekoterroryzm

Survival? Jackass? A może egzystencjalna epopeja?

1 września 2010 James L. Lee został zastrzelony przez funkcjonariuszy policji po tym jak wziął kilku zakładników i zagroził zdetonowaniem ładunków wybuchowych w siedzibie telewizyjnej stacji Discovery Channel. Okazało się, iż był to akt ekoterroryzmu. Sprawca zarzucał kierownictwu stacji sprzeniewierzenie się misji ochrony środowiska naturalnego. Discovery Channel antyprzyrodniczym kanałem nie dbającym o Matkę Naturę? Bliższe przyjrzenie się ramówce wskazuje winnego kozła ofiarnego. Jest nim bardzo popularny program Bear’a Gryllsa Szkoła przetrwania. Do czego mogą się przyczepić radykalni ekolodzy? Zjadanie biednych, żerujących na próchnie larw to najmniejsze przewinienie. Lista kontrowersyjnych zachowań jest długa. Zastawianie sideł na renifery (pachnie kłusownictwem), ubijanie węży boa i nietoperzy palami drewna, odgryzanie na żywca głów wężom i dręczenie skunksa to najbardziej drastyczne momenty programu, zapewne wzbudzające furię u wielu obrońców zwierząt. Nic dziwnego, iż ruszają do kontrataku.

Inne momenty programu, takie jak picie wody z odchodów lub wcinanie gnijącej padliny, zmuszają do zadania pytania czy to szkoła przetrwania czy raczej program Jackass lub Dirty Sanchez. Natomiast sugerowanie przespania syberyjskiej nocy w wykopanej lodowej trumnie i pływanie nago w temperaturze minus 30 stopni to istny hardcore. Swoją drogą Bear to prawdziwy nadczłowiek, gdyż po takiej kąpieli i wykonaniu kilku rozgrzewających pompek, rześko zakłada skarpetki i biegnie dalej. Niestety nasz niezniszczalny survivalowiec został przyłapany na drobnym oszustwie. W jednym z odcinków sugeruje, iż spróbuje dosiąść i ujarzmić prawdziwie dzikiego ogiera (tylko bez dziwnych interpretacji), tymczasem koń pochodził z pobliskiej hodowlanej stadniny. Zdarzają się mu też plagiaty, bo niby jak inaczej nazwać motyw z wypatroszeniem wielbłąda i przerobienia go na schronienie. Widać ewidentną inspirację filmem Imperium kontratakuje.

Na duży plus można zaliczyć fakt, iż każdy program jest znakomitą wizualizacją Heideggerowskiej epopei Dasein (czyli historii losu ludzkiego, skończonego jestestwa jako tu-oto-bycia). Epopeja składa się z czterech elementów: rzucenia w świat, upadania w świat, trwogi i bycia ku śmierci. Moment rzucenia w świat to chwila opuszczenia bezpiecznego pokładu helikoptera, gwałtowne wtargnięcie w nieprzyjazny i niebezpieczny świat dżungli. Egzystencjalny lęk związany z rzuceniem w nowe środowisko musi zostać przezwyciężony poprzez „upadanie w świat”. Musimy oswoić się z dżunglą, zrozumieć i zaakceptować reguły którymi się rządzi. Musimy się zadomowić w jej mrocznych gęstwinach. Musimy to uczynić nie dlatego, iż ucieleśnia ona przytulne piękno, na którego łonie pragniemy przebywać, musimy oswoić się z okrutnym światem dżungli, ponieważ jest to nasz jedyny sposób na przetrwanie. Kto walczy z dżunglą zawsze przegrywa. Jednakże pomimo zadomowienia się w nieprzyjaznym świecie dżungli, cały czas jesteśmy wystawieni na niebezpieczeństwo konfrontacji z traumatycznymi wydarzeniami (atak dzikiego zwierzęcia, porwanie przez rwący nurt rzeki, zerwanie liny przy schodzeniu ze stromego urwiska), które wzbudzają w nas trwogę wytrącającą nas z naszego, tylko pozornie bezpiecznego zadomowienia w otaczającym nas środowisku. To właśnie trwoga takich wydarzeń ponownie uświadamia nam wypartą prawdę o skończoności i kruchości naszego istnienia. Uświadamiamy sobie wtedy, iż nasze bycie w świecie jest zawsze byciem ku śmierci.

Bear momentami zdecydowanie przegina! Jednakże tylko on jeste zdolny pójść do kresu nocy po złote runo nicości, naszą jedyną nagrodę. Respect.

23:26, kenjishinoda , Filozofia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 lutego 2011
Jak Hitch zniszczył Clintona i jego bunga bunga

Clinton Hitchens

Czy w Białym Domu zasiadał notoryczny kłamca, seksualny stręczyciel i wojenny zbrodniarz?

William Jefferson Clinton w trakcie swoich dwóch prezydenckich kadencji okłamał sędziów, politycznych towarzyszy, własną rodzinę i koniec końców wszystkich Amerykanów. Nie pozostał nikt do okłamania. Praktycznie cały liberalno-lewicowy establishment milczał w tej sprawie. Znalazł się tylko jeden „arogancki Brytyjczyk”, który w swoim politycznym pamflecie No One Left to Lie To dokonał totalnej demolki Clintonowskiego dziedzictwa.

Pomińmy szczegóły wyuzdanych praktyk seksualnych, którym oddawał się Prezydent w pokątnych miejscach Białego Domu. Zamiast tego podkreślmy obsceniczny wymiar propagandowych kłamstw, produkowanych przez środowisko Clintona w celu niszczenia oskarżających go kobiet. Tak ot mogliśmy się dowiedzieć, iż Prezydent to bezbronny mały chłopiec w krótkich spodenkach, który był prześladowany przez napastujące go stażystki (raczej prawdziwe seksualne harpie) i przymuszany do innych czynności seksualnych.

Gdy Prezydent w konsekwencji swoich kłamstw, stanął przed możliwością impeachmentu, szybko okazało się, iż Clinton uznawany przez wielu za wyluzowanego saksofonistę, jest zdolny do użycia pocisków Cruise w celu przykrycia swoich polityczno-obyczajowych skandali. Byliśmy więc świadkami lipnych i omyłkowych bombardowań w Sudanie oraz bezsensownych ostrzeliwań Iraku, które mogły się przyczynić jedynie do niepotrzebnych ofiar cywilnych i wzrostu antyamerykańskich nastrojów wśród Irakijczyków.

W trakcie swojej prezydentury Clinton wystawił także do wiatru homoseksualistów. Chodzi oczywiście o wprowadzenie do amerykańskiej armii reguły „Don’t ask, don’t tell” (tak miał brzmieć pierwszy tytuł pamfletu Hitcha). Za jego kadencji armia miała być bardziej gay friendyl, okazało się, iż nic z tego wyszło. Gdy podniosły się wobec tego głosy krytyczne, Clinton wyśmiał środowiska homoseksualne i mógł bez zahamowań cynicznie stwierdzić: hahaha i co teraz zrobicie, przejdziecie do Republikanów.

Tymczasem lewicowo-liberalny establishment milczy. Od kolumn Nation, aż po rubryki New York Times zapada grobowa cisza. No fucking word – cytując samego Hitcha. Zamiast tego Prezydent na balach i dziennikarskich uroczystościach dostaje owacje na stojąco za samo pojawienie się na sali. Cześć lewicowców nie chciała stawać po stronie świętoszkowatej prawicy, pomstującej na rozbestwione libido Clintona. Jednakże zdecydowana większość obrała opcję „mniejszego zła”, czyniąc wszystko by na całej aferze nie zyskał redneck Bush.

Wpis dedykuje wszystkim politycznym perwersom Berlusconiemu, Mosze Kacawowi. Małkowskiemu, Łyżwińskiemu i zbokom z placu Tahrir. Justice is Coming. Sooner or later.

Do przeczytania mój stary artykuł Obama w cieniu klanu Clintonów. Do obejrzenia fałszywe łzy Clintona, wywiad z Hitchem oraz godzinna audycja w CSPAN. Poniżej znakomity dokument Hitch Hike, relacja z tournee promującego książkę.

13:37, kenjishinoda , Polityka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lutego 2011
30 Seconds To Mars - To jest Wojna!

Jared Leto

Teledysk Hurricane zespołu 30 Seconds to Mars to jedno z najbardziej intrygujących i zagadkowych dzieł w historii muzyki popularnej. Dziś jego (prawie) wszystkie sekrety.

13 minutowy klip to być może bardzo rozbudowana alegoria, zbiór wielu symboli do których rozszyfrowania niezbędny jest interpretacyjny klucz, którego nie posiadam a sam zespół nie był skory go dostarczyć. Dlatego pozostaje zdać się na typowo ponowoczesny interpretacyjny freestyle, w którym „every reading is misredading”.

Na początku klipu pojawia się informacja, iż to co oglądamy nie jest rzeczywistością lecz snem, czyli alternatywną, symulowaną, fantazmatyczną przestrzenią w której prowadzimy walkę z samym sobą. Uciekamy w świat snu jeśli świat realny staje się nie do zniesienia. Brutalna rzeczywistość wdziera się do świata snu poprzez krótkie migawki przerywające główną fabułę teledysku. Całe dzieło podzielone jest na 3 epizody (Birth, Life, Death). Mamy trzech głównych bohaterów (1.Tomo Miličević/Birth, 2.Shannon Leto/Life, 3.Jared Leto/Death). Czwartym bohaterem jest wyśpiewujący narracje klipu, pochodzący z realnej rzeczywistości konstruktor, architekt świata snu w który jesteśmy rzuceni. W tej roli ponownie Jared Leto (skrywa się on także pod pseudonimem jako reżyser videoklipu), bohater numer 3 z epizodu Death jest jego fantazmatycznym awatarem. W teledysku pojawia się wiele triadycznych podziałów co w połączeniu z ogromem treści o charakterze erotycznym, zachęca do odwołania się do klasycznego Freudowskiego podziału na id-ego-super ego. Pozostawiam jednak ten interpretacyjny trop prawdziwie hardcorowym psychoanalitykom.

I. Birth – Heart beat, a heart beat, I need a heart beat.

Świat narodził się wraz z huraganem, w szamotaninie jego pierwotnych nieokiełznanych sił. Na początku wszystkiego był chaos pięknej burzy. Poznajemy pierwszego bohatera Tomo gdy wychodzi z podziemnej stacji metra, owej pierwotnej chtonicznej macierzy ludzkości. Na swojej drodze spotyka zamaskowanego Dominatora i jego niewolnicę. Jest to pierwsza z wielu scen zestawiających w różnych konfiguracjach opozycyjne siły męskości i kobiecości. W tym przypadku Tomo po pokonaniu Dominatora okazuje się męskim wyzwolicielem kobiet. To mężczyzna będąc ciemiężycielem, może stać się nieoczekiwanym emancypatorem kobiecości. W następnej scenie bohater obserwuje jak ksiądz, rabin i mułła stojąc przed wzburzonym płomieniem wrzucają swoje święte księgi w ogień. Uważny widz dostrzeże jednak, iż im się to nie udaje i księgi w ruchu przypominającym przewijanie taśmy video wracają do nich. W trakcie klipu natrafimy także na scenę demonicznej procesji wychodzącej na powierzchnię z mrocznych podziemi miasta. Złowrogie demony i chtoniczne upadłe bóstwa, cały czas wyczekują swojej szansy by zając miejsce starych monoteistycznych Bogów. Tomo odnajduję tajemniczą Księgę i otwiera ją kluczem otrzymanym od napotkanej kobiety w podzięce za wyzwolenie. W środku znajduje niewielki zwój papieru na którym zapisano słowa: Find the Argus Apocraphex (napis dostrzeżemy jeśli przejrzymy klip klatka po klatce). Kim jest Argus Apocraphex? Prorokiem, mesjaszem, który wyjaśni tajemnicę Sekretu, a może jest kimś kto przygotuje drogę na ponowne przyjście powracającego Boga/powracającej Bogini. Cały epizod kończy się błogim zawieszeniem w tańcu dyskotekowych świateł, prowadzącym do ostatecznego zamarcia w bezruchu. Zdaje się, iż Tomo doświadczył spełnienia. Czyżby w zamian za wyzwolenie i ocalenie zagubionego skarbu kobiecości otrzymał prawo powrotu do integralnej jedności mitycznej pleromy/matczynego łona.

II. Life – There is a fire inside that had started a riot about to explode into flames

Shannon, bohater tej części teledysku ulega wypadkowi starając się uniknąć zderzenia z leżącą na ulicy kobietą. Okazuje się, iż został wciągnięty w zasadzkę a tajemnicza postać to agresywna Kobieta Pułapka. Bohater otrzymuje groźny cios nożem, który staje się wyzwaniem rzuconym męskości przez kobiecość. Właśnie za przetrwanie krytycznej sytuacji i odwagę odpowiedzi na rzucone wyzwanie Shannon otrzymuje od swojej rywalki klucz. Do drugiej konfrontacji dochodzi w półmroku miejskiego parku. Bohater ponownie zostaje wciągnięty w pułapkę, przykuty kajdankami do ławki i postawiony w sytuacji wystawienia na zagrożenie ze strony pojawiających się dwóch zamaskowanych demonicznych postaci. Otrzymany klucz okazuje się wyzwoleniem z kajdanów i droga do zwycięstwa. Chytrość kobiecego rozumu zostaje pokonana. Teraz mężczyzna może zrównać się z kobietą a bohaterowie mogą dalej zmagać się w zwarciu równorzędnych sił.

III. Death – Crash, crash, burn, let it all burn

Jared Leto staje przed koniecznością konfrontacji z największym zagrożeniem. Jego rywalem zostaje najniebezpieczniejszy z Dominatorów (przypomina Maszynę z filmu 8 milimetrów). Jako jedyny z naszych bohaterów nie wybiera walki lecz ucieczkę. W momencie gdy wyskakuje z okna wieżowca, chór wyśpiewuje słowa: This is War! (tytuł piosenki i albumu zespołu). Nie ma od NIEJ ucieczki, nie ma schronienia. Tak jak wszystko powstało z pierwotnego chaosu, tak po zrodzeniu każdy byt zostaje rzucony w wir wojny. Grecki polmos ponownie staje się naczelną zasadą rzeczywistości. W swej ucieczce Jared trafia do miejsca wyłożonego trumnami. Tam dopada go jego prześladowca. śmiertelnym ciosem powala i strąca w otchłań grobu. Wtedy pojawiają się słowa: Tell me would you kill to save a life. Jeśli nie zaryzykujesz swojego życia i życia Innego, nie ocalejesz. Ponownie środkiem do ocalenia, przynoszącym sposobność ponownych narodzin, okazuje się klucz dzięki któremu Jared wydostaje się grobu i ponownie zostaje rzucony w świat. Jako jedyny nie otrzymuje klucza od kobiet, lecz znajduje go pod drzwiami oznaczonymi ostrzeżeniem o grożącym niebezpieczeństwie. Brama jest granicą między dwoma światami, fantazmatycznym alternatywnym światem snu i chtoniczną rzeczywistością w której dominują pierwotne instynkty. Pamiętajmy, iż Jared jest awatarem narratora opowieści, kreatora snu, który wyśpiewuje treść utworu a w klipie zniewala swoją partnerkę poprzez praktyki hardcorowej dominacji. W tym momencie ponownie powraca wątek konfrontacji męskości i kobiecości. Okazuje się, iż opresyjna patriarchalna kultura męskiej dominacji jest aktem samoobrony, koniecznym by poskromić dynamizm i potęgę kobiecej seksualności. Po wydostaniu się z trumny Jared spotyka dzieci rysujące różne przewijające się przez teledysk symbole i fragmenty tekstu piosenki. Symbole i teksty z ulicy zostają wyryte na ciele bohatera. Pojawiają się słowa: Burn!, Crush! Wytatuowana strzałka na plecach wskazuje na tytułowe słowo Hurricane. Pierwotne atawistyczne siły huraganu zostały zaakceptowane. Rzuciwszy się w wir destrukcji można oczekiwać zwycięstwa. Dochodzi do ostatecznej konfrontacji z Dominatorem, kończącej się jego totalna klęską. Kto odwołuje się do przemocy od przemocy zginie. Kto zaryzykuje własne życie choćby i umarł żyć będzie.

Zdaje się, iż utwór jest przynajmniej w pewnym stopniu apologią wyzwalającej siły destrukcji. Widmo radykalizacji i nowoczesnego przetworzenia ideałów sturm und drang unosi się na całym dziełem. Jednakże intrygujący sceptyczny komentarz dorzuca Kanye West w swoim znakomitym suplemencie do utworu Hurricane: so let it breath, let it fly, let it go, let it fall, let it Crash, burn slow………………………….and then you call upon God.

Poniżej 30 Seconds To Mars – Hurricane.

23:34, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 lutego 2011
Michel Houellebecq i powrót refleksyjnego dekadentyzmu

Bernard Henri Levy Houellebecq

Powyżej Bernard Henri Levy i Michel Houellebecq dwaj czołowi wrogowie publiczni francuskiego intelektualnego establishmentu.

Bernard Henri Levy (znany jako BHL) to lewicowy dysydent o pewnych neokonserwatywnych odchyleniach. W czasie gdy triumfowała kontrkultura rewolucji maja 68, demaskował barbarzyństwo komunizmu. Antytotalitarna postawa ściągnęła na niego gniew komunizujących towarzyszy. Do obowiązkowych lektur należy jego książka Left In the Dark Times.

Micheal Houellebecq to niechlujny, introwertyczny i kontrowersyjny autor Cząstek elementarnych i Poszerzenia pola walki, w których zawarł swoją niepoprawną politycznie krytykę nowoczesności i seksualnej rewolucji lat sześćdziesiątych. Wraz z BHL napisali wspólną książkę The Public Enemies w której bronią się przed atakami zdecydowanej większości francuskich mediów i środowisk intelektualnych, które uczyniły z nich wzorowych „chłopców do bicia”. Konflikt ma charakter totalnej nienawiści i wojny na wyniszczenie. Dwóch autorów, których dzieli wiele, połączył wspólny wróg.

Houellebecq ciągle spotwarzany nie tylko przez media lecz także przez własną matkę, która nazwała go w swojej książce „małym, głupim skurczybykiem” słusznie zastrzega, iż nie jest polemistą, gdyż polemista poprzez swoje pisanie atakuje innych i świat. Houellebecq podejmuje się jedynie samoobrony. Został zaatakowany nie tylko przez intelektualny salon lecz także przez rzeczywistość. Dlatego musiał sięgnąć po jedyną dostępną mu broń. Swoje pióro.

Zaatakowany przez rzeczywistość daje świadectwo samotnej nowoczesności w której ludzie stali się „cząstkami elementarnymi” rozpadającego się świata. Na własne oczy możemy obserwować proces ponownej renaturalizacji świata. Zdaniem Leo Straussa wraz z nastaniem epoki dominacji relatywizmu nastąpił ponowny upadek w „platońską jaskinie”, czyli świat przygodnej doxy odległej od obiektywnej prawdy świata idei. Zdaniem Houellebecq jesteśmy światkami drugiego upadku w świat Hobbesowskiego stanu natury w którym zatomizowane jednostki wracają do swoich pierwotnych instynktów. W swoich zwierzęcych bajkach, francuski autor nie ukazuje procesu antropomorfizacji zwierząt lecz wręcz przeciwnie proces zoomorfizacji ludzi. Czy to świadczy o narodzinach „ludzkiego zoo”?

Oprócz samotności, drugą patologią przed którą broni się autor Cząstek elementarnych jest reifikacja i utowarowienie seksualności. Nowoczesność i wilczy kapitalizm przyczyniły się do pauperyzacji społeczeństw, kreując tym samym postać „wyklętego ludu ziemi”. Rewolucja seksualna i seksualny libertynizm doprowadziły do powstania nowej grupy wykluczonych – seksualnych proletariuszy (odsyłam do tekstu Agaty Bielik-Robson). Paradoksalnie permisywna współczesność dokonała odwrócenia nakazu Freudowskiego super ego. Tradycyjny nakaz super ego brzmiał: „Nie doznawaj przyjemności”. Jeśli ktoś łamał seksualne tabu doznawał karzących wyrzutów sumienia, zmuszających go do ukrywania się przed srogim spojrzeniem zbiorowego, społecznego super ego. Przez co stawał się społecznym outsiderem. Dziś nakaz super ego brzmi zupełnie inaczej: „Doznawaj przyjemności!”. Jeśli ktoś odmawia wzięcia udziału w zbiorowej orgii anonimowych ciał staje się odrzuconym, zmarginalizowanym seksualnym outsiderem, nowym „wyklętym ziemi”.

Jednakże Houellebecq nie jest nihilistą pragnącym zniszczyć resztki społecznego ładu. Wręcz przeciwnie. Podobnie jak Baudelaire jest moralistą. W duchu swojej apokrytyki, zadając pytania samemu sobie i próbując na nie odpowiedzieć, Houellebecq zadaje pytanie o to jakie są warunki możliwości i niemożliwości miłosnej relacji między ludźmi. To właśnie miłość jest największym zagubionym skarbem samotnej nowoczesności. Miłość jest tym największym skarbem, ponieważ nie można jej zamienić na nic innego. Czy jednak jeśli wszystko (nawet miłość) stało się towarem, o który trzeba walczyć na wolnym rynku współczesności, będziemy jeszcze pamiętać o słowach, iż „Love is without Why”. Houellebecq nie kończy jak nihilista gdy wypowiada bardzo ważne słowa: „czymkolwiek by była miłość istnieje, ponieważ możemy zaobserwować jej działanie”.

Do obejrzenia wywiad dla BBC oraz dla TVP. Poniżej Tatu – Lyudi Invalidy utwór znakomicie obrazujący główne przesłanie twórczości Houellebecq, swoisty Michel w pigułce.

20:51, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 lutego 2011
The American Beauty - czyli dlaczego śmierć przynosi ocalenie?

American Beauty

Czuję się jakbym spał przez 20 lat ……… i właśnie się budził.

Faustyczne przebudzenie

Lester główny bohater filmu to pogrążony w marazmie przeciętny Amerykanin, który utknął w szczelinie pomiędzy światem swojej nudnej pracy a rzeczywistością frustrującego życia rodzinnego. Do czasu aż doznaje nagłego przebudzenia za sprawą erotycznej fascynacji uwodzicielską Angelą przyjaciółką jego córki. Czy jest to motyw, który zawdzięczamy inspiracji płynącej z seksualnej rewolucji lat sześćdziesiątych? Absolutnie, nie! Najsłynniejszym mężczyzną w średnim wieku, który utknął w swojej prywatnej wieży z kości słoniowej i zburzył jej mury dzięki sile wypływającej z seksualnej fascynacji dużo młodszą partnerką jest Faust Goethego. Jedną z głównych przyczyn jego ponownych narodzin jest właśnie erotyczne zaślepienie postacią młodej Małgorzaty. Trzeba przyznać, iż Goethe postrzegany często jako klasyk literatury i autor szkolnych lektur, de facto jest promotorem wielu buntowniczych i obrazoburczych idei. Zwolennicy rewolucji seksualnej powinni zajrzeć do jego Nocy Walpurgii. Cokolwiek się tam dzieje ma to charakter zbiorowy. Odsyłam także do wpisu: Werter przeciw chrześcijaństwu. Do obejrzenia – The Awakening.

Dlaczego w świecie jest tyle piękna i sensu?

Odpowiedź filmu, choć nigdzie wprost nie formułowana, zmierza do stwierdzenia, iż owo piękno i sens sami wytwarzamy i narzucamy światu. Wszyscy zapewne doskonale pamiętamy piękną scenę z filmu przedstawiającą taniec zwykłej plastikowej torby przy akompaniamencie unoszonych przez wiatr jesiennych liści. Pozornie przesłanie jest bardzo proste. Piękno może się nam objawic nawet tam gdzie najmniej się tego spodziewamy. Jednakże zwróćmy uwagę, iż tą scenę i inne jej podobne oglądamy zawsze nie bezpośrednio lecz poprzez pryzmat kamery wideo. Nie konfrontujemy się z rzeczywistą torba lecz z jej zapośredniczonym obrazem. Właśnie ten zapośredniczony obraz kamery wideo jest źródłem owego piękna i sensu. Człowiek żyjąc w świecie kultury postrzega naturalną rzeczywistością poprzez pryzmat sfery symbolicznych pojęć za którymi to skrywa się świat materialny. W takim przypadku to człowiek narzuca piękno i sens rzeczywistości. Torba nie tańczy i nie skrywa żadnego głębszego sensu.

Dobre zakończenie złego końca

Trudno ocenić czy zakończenie filmu przynosi pesymistyczną refleksję czy też optymistyczną nadzieje. Końcowy, przepiękny monolog głównego bohatera zdaje się być wypowiadany ku pokrzepieniu serc. Jednakże wraz z napisami końcowymi ciężar z serc widzów nie spada, ponieważ film nie oferuje żadnego katharsis. Przeanalizujmy ostatnie sceny filmu. Lester na chwilę przed śmiercią dokonuje symbolicznego pojednania ze swoją rodziną. Uświadamia sobie, iż szczęście którego poszukiwał było przy nim cały czas. Właśnie dlatego w momencie spełnienia i szczęścia nasz bohater musi umrzeć, by ocalić piękny utopijny mit jego rodzinnej arkadii przed nadchodzącą totalną tragedią. Jego córka podjęła przecież decyzję o nagłym opuszczeniu domu, małżonka zmagała się z zamiarem jego zamordowania a witalna energia płynąca z erotycznej fascynacji wyczerpała się gdy Lester zaczął postrzegać Angelę nie jako obiekt pożądania lecz swoją przybraną córkę. Możemy mówić o pozytywnym zakończeniu jedynie w perspektywie ocalenia owej rodzinnej arkadii przed totalną destrukcją pogrążającą wszystkich bohaterów. Poniżej od obejrzenia słynny monolog Lestera oraz jako bonus Kevin Spacey wykłąda Lacana.

19:55, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 lutego 2011
Neocons strikes back!

Donald Rumsfeld Neokonserwatyzm

Dziś kilka nowości z neokonserwatywnego uniwersum.

Zaczynamy od obowiązkowych lektur. Pierwsza pozycja to książka autorstwa Justina Vaisse i Arthura Goldhamerra Neoconservatism: the biography of a movement to bardzo interesujący przegląd historii trzech pokoleń neokonservatywnych intelektualistów od lat pięcdziesiątych do współczesności. Druga pozycja to Neoconservatism: Why We Need It, klasyk neokonserwatywnej apologetyki autorstwa Douglasa Murraya, błyskotliwego brytyjskiego neocona najmłodszego pokolenia. Trzecia pozycja bardzo krytyczna wobec neokonserwatywnej polityki to książka Stefana A. Halpera, Jonathana Clarke’a America Alone: The Neo-conservatives and Globar Order. W ostatnim numerze miesięcznika Europa możemy przeczytać ciekawy neokonserwatywny spór (Kristol, Muravchik, Frum) na temat znaczenia, oceny i przyszłości Tea Party.

Do obejrzenia polecam Christophera Hitchensa rozliczającego się z byłymi lewicowymi towarzyszami. Polecam także przemówienie pułkownika Allena Westa nowo wybranego kongresmena na temat sytuacji w Afganistanie (jako bonus dorzucam jego najlepsze przemówienie z okresu kampanii wyborczej). Nie zawodzi także jak zwykle w dobrej formie Andrew Klavan, polecam wywiad na temat jego najnowszej powieści The Identity Man oraz nowe odcinki znakomitego programu polityczno-satyrycznego Klavan: On The Culture: The History of Western Culture in 2 1/2 Minutes, The Highway to Hell, Leftist Remix Edition.

W ramach gościnnych występów osób bezpośrednio niezwiązanych z neokonserwatywnym etosem polecam znakomity komentarz Morgana Freemana na temat Black History Month oraz wystąpienie brytyjskiego europarlamentarzysty, eurosceptyka Nigela Farage witającego węgierskiego premiera Orbana.

Poniżej zwiastun promocyjny David Horowitz Freedom Center.