Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
środa, 30 stycznia 2013
Django i Booker T. Washington - dwie drogi wychodzenia z niewolnictwa

Booker T. Washington Django

You can't hold a man down without staying down with him.

Kim jest Booker T. Washington?

Wszyscy znają Martina Lutera Kinga i Malcolma X. Kto pamięta o innym amerykańskim bohaterze walki o prawa obywatelskie jakim był Booker T. Washington (niektórzy mogą go mylić ze znanym zawodnikiem amerykańskiego wrestlingu). Washington urodził się niewolnikiem, a wolnym człowiekiem stał się wraz ze zniesieniem niewolnictwa w Ameryce. Od tego czasu rozpoczął swój brawurowy marsz ku coraz wyższym szczeblom politycznej, naukowej i wychowawczej kariery, tym samym stając się kolejnym przykładem możliwości wcielenia w życie amerykańskiego snu o karierze, która swe początki ma w ciężkiej pracy ludzi z nizin społecznych. Jego odpłatą za niewolę, której doświadczył za sprawą hegemoni białych plantatorów nie był świst rewolwerowych kul, lecz znakomite uniwersytety, zakłady pracy i przedsiębiorstwa pełne czarnej młodzieży, która by móc stać się prawdziwie wolną, musiała stać się ekonomicznie niezależna i życiowo samowystarczalna. Do przeczytania: autobiografia Up From Slavery i artykuł The Conservative Vision of Booker T. Washington. Do obejrzenia program Glenna Becka poświecony Bookerowi T.

Wszyscy chłoszczą Wuja Toma

W najnowszym filmie Tarantino genialną kreację stworzył Samuel L. Jackson, który wcielił się w rolę Stephena, czarnego majordomusa rezydencji jego okrutnego pana. W niektórych recenzjach filmu przyrównuje się Stephena do pamiętnej postaci Wuja Toma, co stanowi oczywiste nieporozumienie. Wuj Tom był, bowiem ucieleśnieniem cnót chrześcijańskich. Był niewolnikiem, który zawsze pokornie nadstawiał drugi policzek i stwierdzał, że od białych można się nauczyć wielu przydatnych umiejętności. Wujowi Tomowi zarzucano przyjęcie biernej postawy niewolnika, który pogodził się z własnym losem i zbytnią uległość wobec hegemonii białych (radykalno-lewicowi aktywiści piętnują swoich prawicowych adwersarzy takich jak Allen West lub Thomas Sowell nadając im miano współczesnych wujków Tomów). Tarantino na moment wprowadza do filmu podobny wątek, gdy Leonardo Di Caprio opowiada o niewolnikach, którzy codziennie golili brody swoim panom przy pomocy ostrej jak kosa brzytwy, a mimo tego nigdy nie podcinali im gardła. Django jest jakby próbą odpowiedzi na ten zarzut pokornego godzenia się z losem niewolnika. Natomiast filmowy Stephen nie ma w sobie ani krzty chrześcijańskiego miłosierdzia i nie jest kolejną wersją Wuja Toma, lecz znakomitym przykładem paradoksalnego zjawiska jakim jest „self-hating negro”. Współcześnie zarzut przyjmowania takiej postawy kieruje się pod adresem kontrariańskiego pastora Jamesa Davida Manninga, przy którego brawurowych kazaniach wymiękają najlepsze dissy produkowane przez ks. Natanka.

Bonusy do poczytania i pooglądania: artykuł na temat pojawiających się w filmie walk Mandingo, zwiastun pierwszego filmu o Django, w którym bohater był białym rewolwerowcem kasującym bandziorów w czerwonych kapturach oraz kultowa scena z narady Ku Klux Klanu.

21:45, kenjishinoda , Polityka
Link Komentarze (2) »
środa, 16 stycznia 2013
Nie można Bogu służyć i Mamonie

Brands of Faith marketing religijny

Sugestia, że religia mogłaby zostać sprowadzona do wymiaru kolejnego produktu lub usługi oferowanej na rynku może wydawać się bardzo dziwna. Przecież to właśnie obietnica wyrwania człowieka z materialistycznej matni była tym elementem religii, który ją najlepiej sprzedawał i do niej przyciągał. Jednakże religia jako produkt nie jest żadnym widmem przyszłości, lecz jak najbardziej realną teraźniejszością. Przykładów można podać kilka. Wystarczy przyjrzeć się współczesnemu rozkwitowi celebryckiej kabały, nieco zmurszałemu już urokowi postmodernistycznej religijności New Age lub aktywnośc amerykańskich teleewangelistów takich jak Joel Osteen. Natomiast klasycznym przykładem religii, która już od swego zarania była towarem jest scjentologia, której twórca piszący opowiadania science-fiction w pewnym momencie wpadł na pomysł, by wizje świata w nich zawartą zacząć przedstawiac jako nową duchowość i alternatywną, wobec tradycyjnych kultów, religię.

Wskazane instytucje religijne zostały uznane przez Mara’e Einstein za najważniejsze przykłady „religijnych marek”. Działalność marketingowa tego typu nowych ruchów religijnych wykracza daleko poza handel przedmiotami z zakresu dewocjonaliów i ofertami biur podróży wspomagających organizację zbiorowych pielgrzymek. Takie nowe ruchu religijne, które pogodziły się z logiką konsumpcyjnej kultury, odrzucają ascetyzm i zaczynają koncentrować się na pomnażaniu własnych zasobów finansowych. W takiej sytuacji przestaje się liczyć wierność uniwersalnym i niezmiennym dogmatom, a na pierwszym miejscu stawia się praktyczną umiejętność dopasowywania się do potrzeb wiernych/klientów.

Tematyka relacji pomiędzy marketingiem i religią jest ważny także dla bardziej tradycyjnych form wiary. Religie nie rywalizują tylko pomiędzy sobą, lecz także konkurują z wieloma innymi świeckimi koncepcjami i stylami życia. By móc z nimi skutecznie konkurować tradycyjne religie muszą otworzyć się na nowatorskie środki komunikacji i zgłębiać praktyki dobrego marketingu. Także one powinny zadbać o swój wizerunek i budować swoją dobra markę. Natomiast kwestią sporną pozostaje pytanie o siłę wpływu otwarcia się tradycyjnie nierynkowych instytucji na logikę marketingu. Czy po takim otwarciu mogą one pozostać w istotowym zakresie niezmienione? Czy też takie otwarcie zawsze zawiera w sobie możliwość podążenia w kierunku religii postrzeganej jako pewna rynkowa usługa?

Do poczytania bardzo ciekawy blog autorki książki. Poniżej: intro do filmu stygmaty.

środa, 02 stycznia 2013
Diaz - Mrok musi poprzedzić apokalipsę.

Diaz G8

Dziś Oni, jutro My

Film Diaz opowiada o brutalnym szturmie włoskiej policji na szkołę, w której przebywali przeciwnicy szczytu G8 w Genui. Twórcy filmu ograniczyli ilość podawanej radykalno lewicowej ideologii do koniecznego minimum, skupiając się raczej na losach bohaterów i rekonstrukcji tragicznych wydarzeń (przedstawianych z różnych perspektyw). Przez to ich dzieło stało się narracją o władzy, która drastycznie przekraczając przysługujące jej prawo do stosowania środków przemocy, oddaje się szaleństwu linczowania, przebiegłości fabrykowania dowodów oraz perwersyjnej ekscytacji „ścieżkami zdrowia” i więziennym molestowaniem. Policja ma obowiązek odpowiadać siłą, gdy sama spotyka się z atakiem rozhukanych tłumów (i nie ma tu znaczenia czy jest to tłum anarchistów demolujących banki, kiboli-narodwców dewastujących stadiony, czy też emigrantów podpalających francuskie miasta). Jednakże, gdy brutalna siła władzy dosięga poddającej się osoby lub obezwładnionego więźnia, to taka przemoc domaga się zdecydowanego sprzeciwu.

Apokalipsa, która nigdy nie nadejdzie

Opuśćmy Genuę i przenieśmy się do Rostocku, a dokładnie wróćmy do bardzo ciekawego zwiastuna promującego demonstrację sprzeciwu wobec kolejnego szczytu ośmiu najbogatszych państw świata. Analizując pojawiające się tam pompatyczne hasła można dostrzec, że ruch alterglobalistyczny (który przeistoczył się obecnie w ruch Wkurwionych) jest przepełniony wytworami wyobraźni apokaliptycznej. Samozwańczy władcy „tego świata” prowadzą ciągłą wojnę, by zachować kontrolę nad wyniszczaną planetą. Ich hegemonia dobiegnie kresu, gdy niespodziewanie (w mgnieniu oka, w chwili największego mroku) jedna demonstracja odmieni historię ludzkości. Gdy przeminą już czasy panowania globalnych technokratów, to spod ruin ich świata wyłoni się nowa ziemia obiecana. W Rostocku miało dojść od ostatniego spotkania reprezentantów „starego świata”, po którym grzech gwałtu na planecie miał zostać wymazany, a tonąca cywilizacja kontroli i wyzysku miała przeistoczyć się w raj wolności. Niestety, apokalipsa nie nadeszła. Znów została odwleczona w czasie. Czy wtedy w Rostocku, w samym sercu szczytu G8, znalazł się „jeden sprawiedliwy” i dlatego apokalipsa nie nastąpiła? A może istotą apokalipsy jest oczekiwanie na jej nadejście, a nie samo wydarzenie końca?

Co skrywa czarna maska?

Czarny blok, który pojawia się w filmie nie jest żadną skrajną organizacją, lecz sposobem prowadzenia protestów. Kolorowe jądro demonstracji jest otoczone przez zwarty kordon zamaskowanych ludzi, którzy są jednolicie ubrani na czarno i tworzą black bloc. Oficjalnie mają chronić zwykłych demonstrantów przed atakami policji i różnego rodzaju faszystów. Nieoficjalnie „czarny blok” ma angażować się w działania sprzeczne z prawe (demolowanie sklepów i samochodów), a jednolity ubiór utrudnia zidentyfikowanie najbardziej gorliwych rewolucjonistów. Do obejrzenia promocyjny materiał ukazujący akty „słusznego gniewu” przeciwko złu „korporacyjnej własności”. Do poczytania książka Black Bloc. White Riot. Do posłuchania dwa utwory z filmu: Never the Same i Stare a Guardare. Cały film (który polecam) można zobaczyć na youtube (niestety tylko po włosku).

21:50, kenjishinoda , Epic Art
Link Dodaj komentarz »