Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
Blog > Komentarze do wpisu
From Dust to Life - filozoficzna podróż w świat malarstwa

Małgorzata Myślińska

Dziś zapraszam do lektury kolejnego przebojowego wywiadu. Tym razem moim szanownym gościem jest Gosia Myślińska – wszechstronna i niesamowicie uzdolniona poznańska malarka i filozofka, która zabiera nas w pasjonującą podróż po zakurzonych pracowniach, w których powracają do życia i materializują się idee filozoficzne. Rozmawiamy także o tradycyjnej sztuce w świecie kultury popularnej, o malarstwie na polu bitewnym oraz z humorem analizujemy moje ulubione obrazy. Zachęcam także do odwiedzania wirtualnej wystawy prac mojej rozmówczyni. Polecam też wywiad dla portalu Polish Art Tomorrow.

Niedawno ukończyłaś dyplomowy projekt, którym jest malarska instalacja o intrygującym tytule Rzecz o kurzu. Co sprawiło, że spróbowałaś artystycznie zmierzyć się z kurzem? Luce Irigaray stwierdziła kiedyś, że Heidegger w swoich analizach ludzkiej egzystencji zapomniał o powietrzu, zapomniał o tym, że jako istoty ludzkie musimy nim oddychać. Być może w podobny sposób chciałabyś zwrócić uwagę twórców na to, że kurz pokrywający ich prace jest często pomijanym elementem dzieła sztuki? Czy jeśli na zakurzonym dziele napiszę coś palcem, to dokonuję jego ponownej kreacji?

Kurz pojawił się przy okazji – jak to zresztą bywa w jego naturze. Nie zakładałam, że on się stanie głównym bohaterem a cały mój dyplom spektaklem kurzu. Przestałam po prostu w trakcie pracy udawać, że go nie ma. Byli już artyści, którzy pozwalali swoim pracom pokrywać się kurzem. Robił to już turecki artysta Sarkis, czy Marcel Duchamp. Czy chcieliby aby ktoś pisał po nich paluchem? Nie wiem. Raczej manifestacyjnie przestrzegali przed nie ruszaniem kurzu na powierzchni – przeciwstawiając się muzealizacji.

Fakt, że „wisiało coś w powietrzu” od początku, ale jeszcze tego nie wiedziałam. Od pewnego czasu nie dawały mi spokoju witryny i stół w domu rodzinnym, które stoją obok wielkiej plazmy. Zastanawiało mnie: po co to tu stoi? Takie pełne przedmiotów, niepraktyczne ołtarze pełne osobliwości. Przywodziły one na myśl muzealne gabloty, martwe natury czy sarkofagi. Zastanawiałam się czym się różnią te sprzęty w moim domu od równie dobrze pokrywającego się kurzem malarstwa? Myślałam między innymi o tym, co się dzieje z obrazami kiedy nie „wiszą”, nie są prezentowane, oraz jakie zabiegi i rytuały się z nimi wiążą i co mają wspólnego te światy przedmiotów – dom i galeria? Tu mogę odpowiedzieć na Twoje pytanie o wypowiedź Luce Irigaray. Tak, chciałam zwrócić uwagę na coś pobocznego, na przedmiot, który przecież ewidentnie jest. Na nośnik obrazu i związane z nim działania.

Kiedy już pokrywałam moje obrazy wieloma warstwami lakieru do drewna, aby utrwalić je na amen, wtedy pojawił się kurz. Zaczął się on odkładać na płótnach pod każdą moją nieobecność w pracowni. Wtedy pomyślałam sobie. No pięknie! Moje obrazy zakurzą się szybciej niż zdążę je komukolwiek pokazać! W tej myśli kryła się wskazówka. Podążając dalej eksploatowałam temat kurzu pod kątem metaforycznym, dopatrując się w nim z jednej strony szkodnika i kolaboranta, z drugiej – biednego włóczęgi bez encyklopedii a jeszcze innym razem głównego bohatera ery okularników, kiedy awangarda a później neoawangarda zapraszały go do gry. Współcześnie stawia się nawet śmiałą, anty-antropcentryczną tezę, że jesteśmy jedynie gwiezdnym pyłem, punktem, jak w tytule książki Carla Sagana The Pale Blue Dot. Bo kurz to w języku angielskim „dust” czyli także pył. Chciałabym kiedyś napisać gruby utwór pt. Traktat o kurzu, tak gruby aby nie znalazł się tęgi umysł na przeczytanie go w całości.

Florian Znaniecki w Upadku cywilizacji zachodniej dostrzegł, że nowoczesna sztuka permanentnie dąży do ustanowienia nowatorskich i awangardowych form artystycznej ekspresji. Jego zdaniem doprowadziło to do stanu, w którym sztuka przyjmując coraz bardziej abstrakcyjne i odległe od realizmu formy, stała się trudna w odbiorze i niezrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. Ujmując to jeszcze inaczej, chodziło o to, że do szerokich mas łatwiej przemawia Straż nocna Rembrandta niż współczesne kompilacje wielobarwnych kleksów. Sądzę, że tradycyjne formy znalazły dla siebie przyczółek w świecie popkultury. Dlatego kultura popularna łatwo dociera do masowego odbiorcy, a współczesna sztuka stopniowo zamyka się w hermetyczności środowiskowych elitaryzmów. Dlaczego współcześni artyści tak zdecydowanie odcinają się od przeszłości?

Nie wiem czy się odcinają. Powiedziałabym raczej, że się odwołują. Niestety ciągle znajdzie się wielu takich, którym na hasło „sztuka współczesna” przyjdzie jedynie Picasso albo impresjonizm. Jeśli chodzi o kleksy, to sama ich nie rozumiem. One nawet nie wołają o zrozumienie. To, że ktoś ich nie zrozumiał i czuje z tego powodu dyskomfort, może powinien się trochę zrelaksować, odpocząć. To trochę tak, jak z wysłuchiwaniem w operze utworów świeckich przy których dawniej świetnie się bawiono a my słuchamy ich ze śmiertelną powagą, bo przecież jesteśmy w teatrze. Ile miałam rozrywki czytając np. Ucztę Platona. Mężczyźni spotykają się na kacu by trochę pogadać o miłości. A Kubuś Fatalista i jego pan Diderota z XVIII wieku? Uśmiałam się do łez! Mam na myśli to, że sztuka ciągle jeszcze kojarzy nam się z czymś elitarnym, więc przybieramy wobec niej różne śmieszne pozy. Chodzi o to, że artyści często wracają do tradycji i ciągle na nowo ją interpretują, nie pozwalając na mnożenie się skostniałych schematów.

Wspominasz o realizmie - a to pojęcie względne, wystarczy np. przytoczyć pytanie o prawdziwość fotografii, czy oko widzi tak ostro jak nam to wskazuje fotografia cyfrowa? Polecam książkę Marii Poprzęckiej Inne Obrazy, która wymienia rodzaje zaburzeń widzenia, skaz, zamglenia mającego odzwierciedlać prawdziwe, bo przecież nie mechaniczne postrzeganie. Sama już pamięć jest tu najlepszym przykładem, takiej selekcji, zaćmienia. A Rembrant zresztą był bardzo nowatorski, dość kontrowersyjny. Malował światłem, światło w jego obrazach dosłownie skacze po powiece. Było to nie do pomyślenie w czasach wiernego oddawania kształtów i lokalnych, realistycznych kolorów przedmiotu.

Jeśli chodzi o tradycję w popkulturze, to nawet jeśli przemycone zostanie do masowego odbiorcy jakieś dzieło, pozostanie on zawsze leniwym odbiorcą masowym, a przemycone dzieło dla tego odbiorcy będzie nadal przemyconym dziełem w kulturze masowej. Nie wniesie to nic, żadnej nowej wiedzy, za Kantem powiedziałabym, że nie wytwarza się tu żaden sąd. Niestety sztuka wymaga zaangażowania, a wtedy możemy się zastanowić czy nadal jest to odbiorca masowy? Ale wieści dobre mam takie, że frak i binokle możemy zostawić na inną okazję, sztuka jest dla nas i tylko od nas zależy czy „działa”.

Ostatnio zwróciłem moje zainteresowania badawcze ku biografiom intelektualnym miast. Czy możesz wskazać stolicę współczesnego malarstwa? Czy jest takie jedno miasto, w którym każdy chciałby mieć swoją wymarzoną pracownię? A może wielkie metropolie są przereklamowane i artystycznego natchnienia lepiej szukać w górskich chatach lub duchowych samotniach na rubieżach świata?

Miejsce gra rolę, ale już chyba tylko w kontekście siebie samego czyli działań w rodzaju site-specyfic. Tak mi się przynajmniej wydaje, liczą się chyba relacje, aktywność i żywa wymiana myśli, która przebiega dziś, jak wiadomo, w dużej mierze w sieci. Czasem też przychodzi taka pora, by się na trochę odciąć od świata lub gdzieś pojechać. Wybieram się niebawem do Rumunii, już wiem że nikt się tam nie zatroszczy o mnie, pojawię się w nowym środowisku, bez pieniędzy, bez znajomości. Wiem że będę pracować w przestrzeni, robić jakieś zapiski, zdjęcia, może udam się w podróż. Pewnie, że fajnie mieć pracownię w dużym mieście, ale to nie powinno, zresztą nie sądzę aby warunkowało pracę. Wiem, że istnieje taki stereotyp pracowni – bałagan odbijający stan duszy artysty, jakieś osobliwe nierozegrane płótno czekające na ustąpienie rozterek, chętnie powielany w powieściach o malarzach jak w utworach: Tunel Ernesta Sabato, Mapa i terytorium Michela Houellebecqua, czy Nuda Albertha Moravi. Ktoś powiedział, że obecnie dom jest tam gdzie znajduje się laptop, więc może skoro artyści często dzielili swoje pracownie z sypialnią, to może jest to odpowiedź na to jak by się współcześnie sytuowała artystyczna przestrzeń?

Z czasów mojej podstawówki pamiętam powiedzenie: „Pokarz mi swój zeszyt, a powiem ci kim jesteś”. Ponoć ludzka dusza jest zaklęta w książkach znajdujących się na półkach prywatnych bibliotek. A może owa dusza najmocniej obnaża się poprzez obrazy wiszące na ścianach ulubionych pokoi. Gdybym miał wybrać, spośród wszystkich możliwych dzieł wszechczasów, trzy dzieła do mojej filozoficznej pracowni, to zdecydowałbym się na: Śmierć Marata – J.L. Davida, Wędrowca nad morzem mgły – C.D. Friedricha oraz Oblężenie Roszeli – Henri’ego Motte. Jaki duch, jakie podejście do malarstwa, jakie idee zaklęte są w takim zestawie dzieł?

Scena postaci odwróconej tyłem na tle nieokiełznanego żywiołu jest tak często powielana w popkulturze i wszelkich odniesieniach artystów, że gdy teraz ktoś się do tego motywu odwołuje to nie wiem czy na poważnie czy z ironią. W poznańskiej galerii Arsenał została pokazana praca Wojciecha Pustoły, wideo z 2010 na którym obserwujemy mężczyznę stojącego tyłem na tle morza i gór, który nagle mąci spokój przedstawianej sceny ulżeniem sobie w mdłościach wywołanych prawdopodobnie opatrzonym pejzażem. Odpowiedziałabym Ci więc, że gratuluję świetnego poczucia humoru! W przypadku dwóch pozostałych, to powiedzieć mogę coś jedynie o obrazie J.L. Davida, ponieważ drugi nie był mi jak dotąd znany. W obrazie Śmierć Marata kryje się na pewno sporo intrygi. Taki obraz z niezłą historią „za plecami” (i w dodatku z wątkiem kryminalnym) mógłby wciągnąć niejednego ignoranta, jeśli chodzi o sztukę. Jest to właściwie nawet gotowy scenariusz do filmu! Tak więc myślę, że na podstawie tego zestawu można by powiedzieć, że jesteś zabawnym, może odrobinę melancholijnym facetem, który lubi czasem poczuć dreszczyk emocji.

Jakiś czas temu dobiegły końca moje zmagania z radykalną hermeneutyką i postmodernistycznym chrześcijaństwem. W tej chwili rozglądam się za nowym przedmiotem badań. W pierwszym odruchu moje myśli zwróciły się ko wojnie, jako potencjalnemu tematowi przyszłych badań filozoficznych. Jakie są związki wojny i malarstwa? Jakimi dziełami powinienem się, Twoim zdaniem, zainteresować w pierwszej kolejności?

Mielibyśmy tu do czynienia z cała masą malarstwa batalistycznego, ale można się odnieść do batalii o wolność wypowiedzi, zniesienie cenzury itp. Dramatyczne działania czasami podejmowali artyści - performerzy w II połowie XX wieku o równość praw człowieka, równouprawnienie kobiet, Abramovic, Valie Export, Ukeles, Regina José Galindo. Inna batalia toczy się o obrazę godności osobistej i uczuć religijnych, czego mamy wiele przykładów u siebie, takich jak atak Olbrychskiego z szablą na wizerunki aktorów, którzy wcielali się w role nazistów, czy zniszczenie pracy Mauricia Cattelana Dzięwiąta godzina. Są i w historii dzieła, które stawały się kością niezgody, jak freski w kaplicy sykstyńskiej Michała Anioła i jego spór z papieżem Juliuszem II. Mamy też upamiętnione sprzeczki, jak kłótnia Van Gogha z Gauginem i słynny autoportret z odciętym uchem. Wracając do malarstwa ciekawy jest obraz Walka postu z karnawałem Petera Breugla, symbolizujący walkę Kościoła Katolickiego z Reformacją. Przychodzi mi też do głowy Andrzej Wróblewski i jego pełne dramaturgii obrazy związane z wojną i okupacją. Tak więc zależy to od podejścia. No i warto oczywiście pamiętać, że najbardziej znany obraz w Polsce to właśnie scena batalistyczna!

Poniżej: wykład mojej rozmówczyni wygłoszony w wirtualnym świecie Academia Electronica. Temat wykładu: Kurz w dobie okularników.

wtorek, 26 sierpnia 2014, kenjishinoda

Polecane wpisy

  • Diaz - Mrok musi poprzedzić apokalipsę.

    Dziś Oni, jutro My Film Diaz opowiada o brutalnym szturmie włoskiej policji na szkołę, w której przebywali przeciwnicy szczytu G8 w Genui. Twórcy filmu ogranic

  • Lana Del Rey jest Carlem Schmittem popkultury

    Cola Tylko Carl Schmitt znał wagę pierwszych zdań, które rozpoczynają literackie dzieła. Jego otwierające zdania mają potężna moc, niczym pioruny wdzierają się

  • Samsara - świątynie i kluby go-go

    Samsara podąża szlakami wytyczonymi przez takie filmy jak Baraka lub Naqoyqatsi . Jest to epicka opowieść o nieprzerwanej podróży poprzez pustkowia natury, św

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/09/25 20:58:13
Zapraszamy do dodania bloga w serwisie zBLOGowani! Mamy już ponad 3000 blogów z 22 kategorii.
Należy założyć konto jako bloger i w 2 krokach dodać bloga do serwisu. Nasz robot sam pobiera aktualne wpisy i prezentuje je tysiącom użytkowników którzy codziennie korzystają ze zBLOGowanych. Dla blogera to korzyść w postaci nowych czytelników i większego ruchu na blogu. Zapraszamy!
-
Gość: Jukon J., *.aircity.pl
2014/10/04 17:52:38
Świetny wywiad, szkoda że tak krótki!