Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
Blog > Komentarze do wpisu
Bękart Wieczorkiewicza


Po dłuższej przerwie wracam z kolejnym wywiadem. Moim dzisiejszym gościem jest Hubert Kozieł – przebojowy publicysta, wnikliwy analityk stosunków międzynarodowych, pogromca prawicowego i lewicowego dziadostwa, lider Kawaii Radykalnego Centrum, oraz autor dwóch kultowych blogów (http://foxmulder2.blogspot.com/ - http://foxmulder.blox.pl/html)

Pamiętam czasy kiedy to na Twoim blogu pojawiała się publicystyka historyczna, której narracje wyprzedzały, to co dzisiaj mają do zaoferowania Zychowicz i Ziemkiewicz. Jednakże od jakiegoś czasu dostrzegam wyraźny zwrot w Twojej publicystyce, która coraz częściej zmierza ku zaoraniu teorii wcześniej wymienionych publicystów. Skąd ta zmiana?

Mam wrażenie, że historyczne hipotezy jakie stawiałem w ostatnich miesiącach na swoim blogu, to o wiele bardziej szokujący rewizjonizm niż można znaleźć w pracach Piotra Zychowicza czy też ś.p. prof. Wieczorkiewicza. To co teraz głoszę jest po prostu kolejnym etapem historycznego rewizjonizmu, który jednak nie poszedł w ślepą niemiecką uliczkę. Na studiach wielkim odkryciem była dla mnie twórczość Józefa Mackiewicza, tezy jakie stawiał w Nie trzeba głośno mówić czy też w Optymizm nie zastąpi nam Polski, a także Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945 Władysława Poboga-Malinowskiego i publicystyka Władysława Studnickiego. Byłem przekonany, że nie wejście w sojusz z III Rzeszą w 1939 r. było naszym ogromnym błędem. Starałem się zrozumieć dlaczego ten błąd został popełniony, a im bardziej się wgłębiałem w temat, tym więcej napotykałem anomalii i byłem coraz bardziej przekonany, że historia Września ’39 i polskiej drogi ku wojnie jest równie zamglona jak dzieje Polski z czasów Dagome Iudex. Gdy szukałem odpowiedzi na pojawiające się pytania, powstała nowa, spójna i zarazem bardziej heroiczna, „mocarstwowa” wersja naszej historii. Wersja w której jest co prawda dużo zdrady, ale jest dużo mniej zidiocenia niż chciałby np. taki Rafał Ziemkiewicz uważający, że wszystko w naszej historii, czego nie robił Roman Dmowski było do d... . Dodam, że bardzo cenie sobie Piotra Zychowicza. Miałem okazję go poznać w redakcji „Rz” i myślę, że robi on kawał dobrej roboty redagując swój miesięcznik i popularyzując historię. Waldemar Łysiak nazwał go i jemu podobnych młodych historyków „Bękartami Wieczorkiewicza” (nawiązanie do „Bękartów wojny” Tarantino). Myślę, że ja się również zaliczam do grona tych „bękartów”.

Pierwszy raz z Twoimi publikacjami spotkałem się czytając nieistniejący już portal Europa 21, który, moim zdaniem, był jedyną ostoją neokonserwatywnej myśli w Polsce. Czy Twoim zdaniem neokonserwatyzm może wywalczyć dla siebie miejsce na polskiej scenie politycznej? Czy radykalne centrum mogłoby współpracować z neokonserwatystami?

Neokonserwatyzm to jeden z najbardziej opluwanych nurtów myśli politycznej i już z tego powodu trudno byłoby mu się zakorzenić na polskiej scenie. Wiele osób, które w Polsce przyznawało się do neokonserwatyzmu nasłuchało się, że są „trockistami”, „mordercami palestyńskich dzieci” czy „jakobinami”. Neokonserwatyzm musi więc zostać przebrandowany i dostosowany do polskich warunków. Wówczas będzie mógł rozgałęzić się na centroprawicy. Radykalne centrum jak najbardziej może i powinno współpracować z neokonserwatystami, zwłaszcza, że oba nurty wypływają z podobnych źródeł.

Na blogu coraz częściej pojawiają się wątki związane z Kawaii Prawicą i Kawaii Radykalnym Centrum. Dlaczego prawica powinna zwrócić się ku mandze i anime? Dlaczego forpocztą mangowej rewolucji na prawicy mają być czołgistki z Girls und Panzer i obłąkane yandere, a nie katoliccy tradycjonaliści z Instytutu Iskariota?

Anime i mangę cenie sobie przede wszystkim za kreatywność i sposób w jaki poruszane są tam różne ważne tematy (przyjaźń, poświęcenie, miłość, granice oraz istota człowieczeństwa, podejście do misji życiowej). W sytuacji gdy kultura zachodnia przechodzi głęboki kryzys powinniśmy ożywić ją wschodnimi inspiracjami. Nie mam tu tylko na myśli japońskich produkcji. Kinematografia z chińskiej strefy kulturowej jest również bardzo ciekawa – takie filmy jak Dotyk grzechu, Ostrożnie! Pożądanie, Kwiaty wojny, Miasto żywych i umarłych to naprawdę mocne obrazy, z których powinni czerpać inspirację polscy twórcy, by odnowić naszą kulturę. Czemu forpocztą mangowej rewolucji na prawicy miałyby być słodziutkie panienki z Girls und Panzer, wymachująca siekierką Yuno Gasai czy demonicznie śmiejąca się Shion Sonozaki? Fascynuje mnie sposób w jaki w azjatyckich produkcjach ukazywana bywa kobiecość. Gdy odwiedzam Azję Wschodnią widzę, że tamtejsze kobiety mają niesamowitą inteligencję emocjonalną, są bardzo uczuciowe i potrafią się zachowywać według podobnych, ciut przerysowanych wzorców jak z anime. Tymczasem kobiecość na Zachodzie przeżywa bardzo poważny kryzys, to się przekłada na kryzys rodziny. Nie zwalczymy go purytanizmem w stylu Mirosława Salwowskiego czy miesięcznika Egzorcysta. Trzeba Zachód ożywić wschodnim wiatrem, by w ten sposób wzmocnił swoją tożsamość.

Z wiadomych względów nie mogę pominąć pytania o filozofię. Czy miałeś jakąś pozytywną lub negatywną przygodę z filozofią. Być może jakiś myśliciel w sposób szczególny ciebie zainteresował, a może masz czarną listę filozoficznych szkodników?

Do moich ulubionych filozofów należy o. Józef Bocheński, człowiek logiczny i zdroworozsądkowy aż do bólu. Pracą filozoficzną lub quasifilozoficzną, która zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie była... Doktryna faszyzmu Mussoliniego. Włoski dyktator pokazał się tam jako ojciec postmodernizmu, pokazujący że nie należy za bardzo przywiązywać się do politycznych dogmatów, bo raz sprawdza się demokracja, raz dyktatura, innym razem konserwatywna monarchia. Ostatnio czytałem znakomitą książkę Liberalny faszyzm Jonaha Goldberga i wiem, że Mussolini inspirował się wówczas Jamesem i amerykańskim pragmatyzmem. Oczywiście uważam, że faszystowski eksperyment we Włoszech się nie sprawdził i powielanie go po 70 latach w Polsce czy jakimkolwiek innym kraju byłoby zwykłą błazenadą. Nie mam listy filozoficznych szkodników, ale do tego grona zaliczam m.in. Woltera i Aleksandra Dugina. Dużo więcej szkody od tych przereklamowanych filozofów robią w ludzkich umysłach niedouczeni profesorowie tacy jak Adam Wielomski, którzy kultywują historyczną, politologiczną i filozoficzną ignorancję.

Niedawno pojawiła się Twoja debiutancka książkaVril. Pułkownik Dowbor. Czego możemy się spodziewać? Nowego Zmierzchu, bardziej hardcorowej wersji Pięćdziesięciu twarzy Greya, a może epopei pisanej ku pokrzepieniu patriotycznych serc?

To na pewno nie Zmierzch, czy 50 twarzy Greya i nie jest to też opowiastka ku pokrzepieniu serc. To raczej połączenie motywów znanych z twórczości Ossendowskiego, Baliszewskiego, Igora Witkowskiego i serii Indiana Jones. Ale masz rację w tym, że są tam moce nadprzyrodzone, jest erotyka i są wątki patriotyczne. Wszystko w dużej ilości, ale nie przesadnie dużej. Jedna ze znajomych porównała moje dziełko do twórczości Mastertona i stwierdziła, że mam zadatki na jego polski odpowiednik. Co ciekawe, wątki historyczne absolutnie jej nie interesowały a największą uwagę poświęciła wątkom romansowym. Inni skupiają się na wątkach historycznych, jeszcze inni na wątkach nadprzyrodzonych. Wszyscy twierdzą jednak, że czyta im się moją książkę przyjemnie. Zachęcam więc do czytania i dzielenia się swoimi wrażeniami.

Na koniec pozostaje mi poruszyć temat związany z coraz rzadszym pojawianiem się na blogu wątków związanych z ingerencją istot pozaziemskich w proces formowania się naszych cywilizacji. Jaki jest Twój stosunek do koncepcji „antycznych kosmonautów”? Sam starałem się ostatnio przebrnąć przez publikacje Sitchina. Moim zdaniem zajmował się on tworzeniem literatury science-fiction, która została błędnie zinterpretowana jako dzieło popularnonaukowe, które coś tam dowodzi. Pytanie o istnienie inteligentnego życia poza Ziemią nie jest nieracjonalne, zadawał je nawet Kant. Jednakże opowieści Sitchina o „incydencie z Wieżą Babel” (jako silosem rakietowym obcych) i o antycznej broni nuklearnej, to niezłe bajki.

Sitchina czasem rzeczywiście ponosiła wyobraźnia, ale większość jego argumentów mnie przekonała. Jego głęboka znajomość starożytnych przekazów i bliskowschodnich języków pozwoliła mu połączyć wiele anomalii w jedną, spójną opowieść z wiarygodną chronologią. Zafascynowałem się jego twórczością po przeczytaniu Wojen bogów i ludzi. Jeśli chodzi o antyczną broń nuklearną, to przypomnę, że przekonany o jej realności był m.in. Robert Oppenheimer. Pytany czy wybuch bomby atomowej na poligonie pod Alamogordo w lipcu 1945 r., był pierwszym takim wybuchem, odpowiedział: „Tak, w czasach nowożytnych”. Obserwując pierwszą amerykańską nuklearną detonację cytował fragmenty „Mahabharaty” poświęcone podobnej broni bogów – piorunowi Indry. Myślę, więc że historia o „antycznych astronautach”, opowiedziana chociażby w filmie Prometeusz nie jest tak daleka od prawdy jak niektórym mogłoby się wydawać. Tysiące lat temu rzeczywiście przebywały na ziemi istoty dysponujące bardzo zaawansowaną techniką, którzy bawili się w bogów. Inną kwestią jest kim one rzeczywiści były.

Poniżej: muzyczna dedykacja od zwolenniczek Kawaii Radykalnego Centrum.

poniedziałek, 04 sierpnia 2014, kenjishinoda

Polecane wpisy

  • Ed Sheeran - Widzę ogień Ukrainy

    Rany po niedokończonej wojnie Dla neokonów obecny konflikt na Ukrainie jest dalekim pokłosiem Zimnej Wojny . Dla nich walka na wszelkich możliwych frontach z im

  • Brandon Darby - radykał w służbie FBI

    W 2005 roku szalejący huragan Katrina zniszczył Nowy Orlean. Gniew natury nieomal dokonał unicestwienia tego miasta. Tysiące ludzi walczyło o przetrwanie na zgl

  • Zombie w czasie stanu wojennego

    Obiecaną relację z wyprawy do Genewy opublikuję jak tylko w Internecie umieszczone zostaną materiały z konferencji. Dziś polecam zainteresować się intrygującym

TrackBack
TrackBack URL wpisu: