Neocons Revolution - Straussian Pride - Decadence Catholicism - Playstation Forever
Blog > Komentarze do wpisu
O wyzwalaniu Filozofii i Erosie, który gdzieś się zagubił

Yukon Jack

Dziś drugi wywiad z kolejnym przedstawicielem młodego pokolenia poznańskiej inteligencji. Tym razem bohaterem wywiadu jest znakomity uczestnik wielu poznańskich sympozjonów filozoficznych, wszechstronny pisarz, koneser ostrej muzyki i fan koszykówki oraz znawca zakamarków ludzkich dusz. Dziś gości na moim blogu pod jednym ze swoich artystycznych pseudonimów jako Yukon Jack. Co w wywiadzie: kryzys filozofii i jej konfrontacja z literaturą, Charles Bukowski jako profesor życia, zatomizowany Eros współczesnych nomadów, szczypta koszykówki i muzyczna zapowiedź najnowszej płyty zespołu Mega Joga.

Najczęściej określam siebie mianem filozofującego historyka idei. Czy dziś nazbyt łatwo jest uzurpować sobie tytuł miłośnika mądrości? Jeśli przyjmiemy, że żyjemy w czasach wrogich filozofii (czy kiedyś było inaczej?), to dlaczego mielibyśmy oddawać się jej uprawianiu? Czy filozofia uczyni nasze współczesne życie pełniejszym?

Pierwszą rzeczą, z jaką należałoby się zmierzyć, byłoby zdefiniowanie miłośnika mądrości?! Kim on jest podłóg dzisiejszych standardów? Odszczepieńcem tkwiącym w domowej samotni i kontemplującym świat, czy może zaangażowanym utytułowanym pracownikiem jakiejś jednostki naukowej? Wszędzie mamy sporo osób uważających się za intelektualistów, ale sami dobrze wiemy, że zdecydowana większość z nich odnosi się wciąż do klasyków, których od dawien dawna nie nosi już ziemia. W samej nauce obserwuję zjawisko, jakie nazwałbym nadprodukcją, bardzo podobną do średniowiecznej scholastyki. Większość prac sprowadza się do komentarzy do komentarzy. To jest coraz bardziej absurdalne, brakuje odwagi do głoszenia oryginalnych poglądów mogących wstrząsnąć zastałym porządkiem rzeczy. Jak mawiał G. Bruno - ,,Życie człowieka na ziemi jest stanem wojny. Powinien on piętnować nikczemność próżniaków, poskramiać zuchwalstwo i parować ciosy”. Co do indywidualnej uzurpacji, niech każdy kto ma ochotę uzurpuje sobie, co mu się żywnie podoba.

Filozofia poza potężnymi pytaniami jakie stawia od zarania dziejów, winna również służyć refleksji nad światem rozumianym jako ,,tu i teraz”, winna zakorzeniać w jednostkach chęć buntu. Owy bunt, u jednych mniejszy u innych zaś potężny, wynika właśnie z namysłu i refleksji. To właściwie wyjaśnia nastawienie do filozofii w różnych okresach dziejowych - procesy Sokratesa, Jezusa, Bruna i wielu innych są tego najprostszymi przkładami, a Rewolucja Francuska jest tego dowodem.

Jako ludzkość znaleźliśmy się na krawędzi. Z jednej strony coraz większe żniwa zbiera ateistyczna próżnia zaszczepiana masom, znakomicie idąca w sukurs neoliberałom i hiperkapitalistom, z drugiej strony mamy hipertechnologizację życia, wojujący radykalizm religijny i rozrastającą się na świecie biedę. Filozofię postrzegam jako jedyne remedium wyzwoleńcze, ale najpierw ją samą trzeba wyzwolić, gdyż stała się uniwersyteckim więźniem, obdartym z szat na skutek wyłaniania się z niej poszczególnych dziedzin. To wielkie zadanie filozofii i ludzi ją uprawiających, do małych zadań należy owe uczynienie życia pełniejszym. Ktoś wyrwany z potężnych macek konsumpcjonistycznej machiny będzie człowiekiem szczęśliwszym, poszerzy swoją wolność, coraz bardziej nam ograniczaną.

Jeśli nadejdzie taki czas, w którym filozofia obumrze, to może na jej gruzach pozostanie jedynie literatura, która całkowicie przejmie jej zadania. Czy nadejdą takie czasy, w których historia filozofii nie będzie się zaczynać od Uczty Platona, lecz od utworu Love Bukowskiego?

Obumieranie niestety już się zaczęło. Mamy do czynienia z nasilonymi procesami, jakie opisał Paul Hazard w swoim Kryzysie świadomości europejskiej. Literatura w zatrzymywaniu procesu obumierania filozofii odgrywa pierwszoplanową i niebagatelną rolę, bowiem nie dosięgły jej jeszcze (w niektórych rzecz jasna przejawach) macki biurokratyzacji i urzędniczego uprawiania nauki. Literatura posiada znaczne zapasy wolności, które mogą być wykorzystane w przyszłości, choć niepokoi, że wkroczyła w fazę umasowienia jak wszelkie ze sztuk, co utrudnia dotarcie do rzeczy naprawdę wartościowych.

Odnosząc się do Bukowskiego, to twierdzę, że jego poezja i proza są w stanie skierować tęższych czytelników ku myślom Platona, czy innych klasyków. Jeśli jednak filozofia obumrze nasi potomkowie nie doświadczą obcowania z żadnym z nich, nastanie bowiem rzeczywistość dla ludzkości bardzo pochmurna, rzeczywistość jakby wyjęta z wczesnych opowiadań Arthura C. Clarke’a, gdzie nie będzie już ludzi, a jedynie zniewolone technologią i niezdolne myśleć strzępy ludzkie. Wracając do Bukowskiego, utwór Love według mnie, dziś znaczy więcej, niż w czasach gdy był pisany. Tkwimy w coraz większej utopii, a wewnętrzna samotność, od której nie ma ucieczki, zbiera coraz większe żniwa.

Bukowski reprezentował niewątpliwie mocne stanowisko filozoficzne, piętnujące przede wszystkim bezsens schematycznej egzystencji ludzkiej. Nie podobało mu się, że większość ludzi ciężko haruje zamiast żyć i to tylko po to, by zgnić finalnie gdzieś w domu starców. Tam gdzie obrócił swój fioletowy nos, tam ostrze jego krytyki cięło zamaszyście i głęboko. Był niewątpliwie głębokim myślicielem i wielu uniwersyteckich profesorów ma mu to za złe, bo wykolegował ich z zaszczytów zapijaczony pracownik poczty, będący w rzeczy samej arcyprofesorem uniwersytetu życia.

Francuski prowokator Michel Houellebecq zdiagnozował współczesne społeczeństwa zachodu przyrównując je do chaotycznego konglomeratu cząstek elementarnych, błądzących po klubach, owych nocnych świątyniach, w poszukiwaniu zagubionego Erosa. Nie poprzestaje jednak na pesymizmie i stwierdza, że: „czymkolwiek by była miłość istnieje, ponieważ możemy zaobserwować jej działanie”. Jaki Eros przenika zatomizowane społeczeństwo cząstek elementarnych?

Bardzo podoba mi się to porównanie Houellebecq’a. Posługując się na poły techniczną terminologią można by pokusić się o interpretację, że ten Eros zbudowany byłby z pianki poliuretanowej, a zamiast lutni dzierżyłby wyjący głośnik z hitem disco. Nocne kluby, często pomimo zakorzenionego fałszu, ułudy i zagubienia klienteli, stanowią jednak jeden z ostatnich bastionów ludzkich interakcji (pomijam tutaj wszelkie socjologiczno-handlowe interpretacje), pośród ogromu zalewającej nas fali wymierania tradycyjnie rozumianych stosunków międzyludzkich. Nocny klub jest niczym teatr, z tą różnicą, że każdy z gości jest zarówno widzem jak i aktorem, a Eros zatomizowanego społeczeństwa, powodowany jest dwoma motorami, spośród których jeden stanowi motor samotności tkwiącej głęboko w podświadomości jednostek, drugi zaś określiłbym mianem nicości rozumianej jako zlepek emanacji światopoglądowych współczesnej kultury. Motory te są przeciwstawne względem siebie, stąd bierze się narkotyczny trans bywalców klubów i upowszechniające się zagubienie. To wyjątkowo nieparmenidejski Eros.

Jesteś fanem koszykówki. Czy amerykański Dream Team z 1992 roku, w którym występował Jordan, Pipen, Bird i wielu innych gwiazdorów NBA, to była najlepsza drużyna w całej historii koszykówki. A co powiesz o niepokornym gwiazdorze Chicago Bulls, jakim był Dennis Rodman. Czy ten „pożyteczny idiota” reżimu Kimów umiał w ogóle grac w kosza?

Bezsprzecznie Dream Team I był najlepszą drużyną w dziejach i zmiótłby dzisiejszych Jamesów i Durantów z parkietu jak huragan Katrina zmiótł Nowy Orlean. Rodman był postrachem tablic, jednym z najlepiej broniących i zbierających zawodników - facet miał bardzo trudne dzieciństwo i pogmatwane życie, stąd jego zagubienie.

Pomagasz zespołowi Mega Joga w pracach nad ich nowym projektem muzycznym. Czego możemy się spodziewać po ich płycie Eurograwitacja i kim jest polski Al Capone?

Pomagam to za duże słowo, ale jestem wielkim entuzjastą tego zespołu i z radością dołożę cegiełkę do tego, co robią, bo jest to przepełnione pasją i miłością do muzyki. Lemmy’ego - Tomka Olszewskiego lidera tej kapeli, muzyka znanego z występów w takich znakomitych bandach jak Turbo czy Creation of Death, znam kupę lat i jeśli w tym kraju miałbym wskazać prawdziwych wyznawców i miłośników ciężkiego rocka, którzy mimo różnych zawieruch życiowych nie roztrzaskali gitar, tylko podążali dalej ku wytyczonym celom, pielęgnując pasję do muzyki, to Tommy jest jednym z nich.

Mega Joga to projekt, który dojrzewał dość długo (mam nadzieję, że za tą wypowiedź nie będę karnie robił jako ich werbel), ale dzięki temu Eurograwitacja budzi duże nadzieje i nie mogę się doczekać kiedy oficjalna płyta wejdzie do obiegu. Lemmy przelał tam swoje doświadczenie, a dawno temu nabierał go wraz z m.in. Robertem Litzą Friedrichem, jeżdżąc w trasę z samą Sepulturą. Tomek Olszewski dobrał do tego projektu fajną ekipę - Marcina Leitgebera znanego również z Titus Tommy Gunn, Artura Nowaka i Krzysztofa Tercjarskiego - o wszystkich można powiedzieć, że mają sporo niespożytej energii muzycznej, co niewątpliwie zaowocuje na koncertach.

Muszę wspomnieć jeszcze o jednym, oprócz walorów muzycznych Eurograwitacja niesie ze sobą również bardzo interesującą warstwę tekstową i jest uderzeniem w trochę zastygły obraz rzeczywistości - tu nawiąże do twojego pytania o Capone’a- w Polsce odnalazłbyś ich wielu, zmierzają w stronę iluzorycznego planu po trupach, bez krzty moralności, z bandyckim uśmiechem. Parodiując znane powiedzenie o wspinających się po plecach olbrzymów, oni częstokroć wspinają się po plecach ludzi najsłabszych. Jestem pod wrażeniem Mega Jogi i czekam na koncerty.

czwartek, 03 kwietnia 2014, kenjishinoda

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: